niedziela, 28 stycznia 2018

Rozdział 3

Tym razem nikt się nie zgłosił. 
Po raz pierwszy od pięciu lat na Głodowe Igrzyska miał jechać, ktoś, kogo szanse były tak małe. Wszyscy wiedzieli, że chłopak w wieku czternastu lat nie może wygrać, dlatego każdy spodziewał się zobaczyć strach w jego oczach. Jednak on ich zaskoczył. Był pewny siebie, jakby wiedział, że wygra. Świadomy tego, że inni trybuci będą oglądać powtórkę z dożynek, patrzył prosto w kamerę, rzucając im wyzwanie. 

Pierwszą osobą, która przyszła pożegnać się z Finnickiem był Dennis Cresta. Wszedł w momencie, kiedy czternastolatek najbardziej go potrzebował, bo już zaczynał się załamywać. Siedział na podłodze, dłonie miał mocno wczepione we włosy, a w jego oczach zaczęły pojawiać się łzy. 
   — Stary... nigdy nie sądziłem, że zobaczę cię w takim stanie... — zaczął. Finnick wzdrygnął się, po usłyszeniu jego głosu, dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że odwiedził go przyjaciel.
   — Chciałem spytać, jak się trzymasz, ale chyba znam odpowiedź... — oznajmił Dennis i usiadł obok Finnicka. 
   — Chyba masz rację... — zgodził się tegoroczny trybut. — Muszę się pozbierać... tam będą kamery... 
   — Daj spokój... jakbym to ja był na twoim miejscu, najprawdopodobniej popłakałbym się jeszcze na scenie — wyznał chłopak. 
   — Cresta... ty się dobrze czujesz? Normalnie nigdy byś mi czegoś takiego nie powiedział... 
   — Odair... a ty jakbyś się czuł, jakbym to ja szedł na Głodowe Igrzyska? Jakby nie było... jesteśmy kumplami... i to strasznie niesprawiedliwe, że wylosowali akurat ciebie... akurat teraz! — wykrzyczał Dennis. — Ale jesteś silny, Finnick. Wierzę, że to wygrasz... 
   — Też chciałbym w to wierzyć...
   — Ty to nie masz w co wierzyć. Jedź tam, walcz i wygraj to. Co to dla ciebie? Co to dla Finnicka Odaira?
   — Łatwo ci mówić...
   — No właśnie nie jest łatwo... kurde... nie wierzę, że to mówię, ale... nie mogę stracić najlepszego kumpla... a już na pewno nie w taki sposób... po prostu postaraj się wygrać, okej? — powiedział Dennis. Finnick spojrzał na niego zaskoczony, jednak uśmiechnął się i kiwnął głową, zgadzając się.
   — Postarać to się na pewno postaram, ale wiesz... raczej boję się, że mogę przegrać, a zresztą nieważne. A tak zmieniając temat... mam jedną prośbę... wiesz... jakiś czas temu znalazłem bezpańskiego szczeniaka i przygarnąłem go do domu... moja matka go nienawidzi, więc... może mógłbyś się nim zająć do mojego powrotu? — zapytał chłopak.
   — Jasne... Annie kocha psy, więc myślę, że jak obydwoje poprosimy, to rodzice się zgodzą — odpowiedział przyjaciel wylosowanego czternastolatka.
   — Dzięki... i pozdrów ode mnie swoją siostrę — oznajmił Finnick. Właśnie w tamtym momencie otworzyły się drzwi i strażnik, ubrany w biały kombinezon oznajmił koniec czasu.
   — Wiesz... myślę, że sam jej to powiesz... powodzenia, Finnick... liczę na ciebie — rzucił Dennis przed wyjściem z pokoju.

Gdy drzwi zamknęły się za czternastolatkiem, Finnick znów był sam. Bał się, ale krótka rozmowa z przyjacielem dała mu trochę nadziei, dzięki temu wiedział, że nie może płakać. Nie teraz. Na Głodowych Igrzyskach musi być mężczyzną, a nie wystraszonym dzieckiem. Bo dziecko nie ma szans na wygraną.
Samotność Finnicka nie trwała długo i przez otwarte drzwi do pokoju weszły dwie bliskie chłopakowi osoby.
   — Finnick! — krzyknęła siedmioletnia Ami i pędem ruszyła w stronę brata. Objęła go chudymi rączkami, jakby był skarbem, który może zostać jej odebrany. — Nie zostawisz mnie, prawda? Wrócisz do mnie? Obiecywałeś! — krzyczała.
   — Ami, puść go, bo go jeszcze udusisz — powiedział ojczym chłopaka. Mężczyzna próbował użyć do tego swojego normalnego, żartobliwego tonu, jednak w jego głos wkradł się smutek i zmartwienie, czego nie dało się nie usłyszeć. Dziewczynka posłuchała się swojego ojca i odsunęła się od brata.
   — Oczywiście, że wrócę. Przecież powiedziałem, że dla ciebie zrobię wszystko... no i jeszcze... ktoś kiedyś będzie musiał odstraszać od ciebie chłopców, a kto byłby w tym lepszy niż starszy brat? — zażartował Finnick.
   — Chłopcy są fuj! — odkrzyknęła siedmiolatka. Finnick i jego ojczym spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem. — No co? — dopytywała dziewczynka, która zupełnie nie rozumiała, czemu się z niej śmieli. Przecież nie powiedziała nic śmiesznego.
   — Czemu mama nie przyszła? — spytał po chwili chłopak.
   — Przyjdzie — uciął krótko mężczyzna. W pokoju zapanowała cisza.
   — To dziwne... normalnie możemy prowadzić nieskończenie długie rozmowy, a teraz... gdy może to być nasza ostatnia rozmowa... nie możemy powiedzieć ani jednego słowa — zauważył czternastolatek.
   — To nie jest nasza ostatnia rozmowa. Wygrasz to, jestem tego pewien... nauczyłem cię jak łowić ryby, jak posługiwać się trójzębem, jak walczyć, matka nauczyła cię pleść sieci... i nie skłamię, jeśli powiem, że we wszystkich przypadkach uczeń przerósł mistrza. Wykorzystaj te umiejętności i wygraną masz w kieszeni... — odparł mężczyzna.
   — Może masz rację... nieważne... słuchaj... wiem, że matka nienawidzi Brytana... był u mnie dziś kolega... powiedział, że może się nim zająć... dopóki nie wrócę... po prostu wolałem cię uprzedzić, żebyś wiedział, że go o to poprosiłem... — oznajmił Finnick, a jego ojczym jedynie się uśmiechnął i pokiwał twierdzącą głową. Nawet otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale wtedy drzwi do pokoju otworzyły się, a Strażnik Pokoju ogłosił koniec czasu.
Ami widząc ubranego w biały kombinezon mężczyznę, wypraszającego ich z pokoju, krzyknęła przeraźliwie i mocno wtuliła się w brata. Ciężko było uwierzyć w to, że tak krucha istotka może mieć tyle siły, że dwoje rosłych mężczyzn miało problem z wyprowadzeniem jej z pokoju.
   — Finnick! — krzyczała, kiedy w końcu mężczyznom udało się odczepić jej delikatne rączki od brata. — Finnick!
   — Wrócę do ciebie! Obiecuję! — odkrzyknął, kiedy drzwi się zamykały. — Wrócę — dodał szeptem, kiedy już się zamknęły. W tamtym momencie znów był bliski histerii.

Drzwi do pokoju otworzyły się niemal tak szybko, jak zamknęły, gdy strażnik wyprowadzał stąd jego ojczyma i siostrę. Tym razem stanęła w nich dobrze znana Finnickowi młoda kobieta o surowym wyrazie twarzy. Przez chwilę stała w drzwiach, patrząc na syna, w końcu w jej oczach pojawiły się łzy i żeby je zatuszować podeszła do niego i po raz pierwszy w ciągu całego jego czternastoletniego życia... przytuliła go. Tak zwyczajnie przytuliła.
   — Jesteś silniejszy od niego... ty możesz do mnie wrócić... — wyłkała.
Odsunęła go na długość swoich ramion i spojrzała mu głęboko w oczy, a po chwili znów przyciągnęła do siebie i objęła.
   — Mamo... — wyszeptał, gdy kobieta głaskała go po głowie. Wtedy po raz pierwszy poczuł, że to słowo w jego ustach miało jakieś znaczenie. — O czym ty mówisz?
   — Zgubiła go jego próżność, ale ty jesteś inny... jesteś lepszy niż on, niż ja... — dodała.
   — Ale inny niż kto? — dopytywał.
   — Twój ojciec... — odparła.
Po wypowiedzeniu tych słów kobieta odsunęła od siebie swojego syna i odwróciła do niego plecami, westchnęła ciężko i znów nałożyła na twarz maskę surowej matki. Pokazała już za dużo.
   — Mój ojciec? Zawsze mówiłaś, że zostawił cię, kiedy usłyszał o ciąży... — wyszeptał jej syn.
   — Bo tak było. Zresztą... chciałam ci tylko powiedzieć, że... naprawdę... naprawdę chcę, żebyś wygrał... masz wiele wad, ale jesteś moim synem.
   — To chyba najmilsze słowa, jakie kiedykolwiek mi powiedziałaś... — oznajmił Finnick.
 Kobieta uśmiechnęła się smutno, jakby właśnie zdała sobie sprawę z tego, jak traktowała swojego syna przez całe jego życie. Westchnęła ciężko, podeszła do niego i ponownie go objęła, a chłopak wtulił się w jej ramiona. Pachniała domem i bezpieczeństwem.
   — Nie mogłam traktować cię inaczej... nie potrafiłam. To było dla mnie zbyt trudne — wyszeptała, a po chwili spojrzała na syna. — Jesteś do niego tak podobny...

Po wypowiedzeniu tych słów kobieta wyszła z pokoju. W głowie Finnicka zaczął pojawiać się mętlik. Całe życie myślał, że jego matka go nienawidzi, ale po tym pożegnaniu nie wiedział, co miał czuć. Na szczęście drzwi do pokoju ponownie się otworzyły. Stanęła w nich pewna znajoma chłopakowi dziewczyna o rudych włosach.
   — He... hej — powiedziała tak cicho, że ledwo co ją usłyszał, mimo to uśmiechnął się promiennie.
   — Hej — odpowiedział, a dziewczyna podeszła trochę bliżej.
   — Bo... ja przyszłam, bo... słyszałam, że przyjaźnisz się z moim bratem i... tak sobie pomyślałam, że w sumie to... znaczy... — plątała się dziewczyna i z każdym kolejnym słowem w jej gardle narastała coraz większa gula.
   — Tak? — spytał, próbując dodać Annie nieco pewności siebie, jednak na próbach się skończyło, bo pytanie to jeszcze bardziej speszyło trzynastolatkę.
   — Eeem... to jest... ja... bo ja pomyślałam, że... że... może... że może jeszcze nie masz żadnej pamiątki, którą mógłbyś mieć na arenie... dlatego przyniosłam ci wisiorek z muszelkami... sama go zrobiłam... znaczy zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał go nosić na arenie... po prostu pomyślałam, że... w sumie to sama nie wiem, co pomyślałam — wydusiła z siebie. Finnick roześmiał się.
   — Dziękuję... będę nosił ten wisiorek z ogromną przyjemnością. To miłe, że o mnie pomyślałaś — odpowiedział. Dziewczynka uśmiechnęła się i podeszła do niego.
   — Schyl się trochę, założę ci go na szyję — oznajmiła.
Chłopak zrobił to o co go poprosiła i już po chwili miał na sobie wisiorek zrobiony ze sznureczka i pięknych muszelek. Wziął jedną z nich w dłoń i przyglądał się jej.
   — Może nie jest najpiękniejszy... ale starałam się... i w sumie to najlepszy wisiorek, jaki kiedykolwiek zrobiłam — zaczęła tłumaczyć się Annie.
— Jest idealny. Dziękuję — odparł Finnick i przytulił trzynastolatkę.


_________________________________________________________________________________


Nadszedł czas na rozdział 3! Szczerze? Naprawdę fajnie i przyjemnie mi się go pisało i ogromnie liczę na to, że Wam tak samo dobrze się to czytało :) No i oczywiście mam nadzieję, że zostawicie komentarze ze swoją opinią :D
I jak ferie? Zaczynacie, czekacie czy już się Wam skończyły? Bo ja z bólem serca przyznaję, że mi ferie się właśnie skończyły i znów wracam do szkoły...
Och! Jeszcze ważna sprawa... bo jak zauważyliście rozdziały są dłuższe niż w poprzedniej historii... chciałam więc zapytać co sądzicie o takiej długości rozdziałów, jaka jest teraz... podoba Wam się? Za krótkie? Za długie?
Powered By Blogger