wtorek, 27 czerwca 2017

Rozdział 125 — Arena Ćwierćwiecza

ANNIE


Sama nie wiem, który moment rozpoczęcia Trzeciego Ćwierćwiecza Poskromienia był dla mnie najtrudniejszy. Nie wiem, czy był to moment, gdy usłyszałam swoje imię, wyczytywane przez opiekunkę naszego dystryktu. Nie wiem, czy był to moment, gdy Mags zajęła moje miejsce. Nie wiem, czy był to moment, gdy Finnick został trybutem po raz drugi. Nie wiem, czy był to moment, gdy widziałam pociąg odjeżdżający z dwiema bliskimi mi osobami. Nie wiem, czy była to Parada Trybutów. Nie wiem, czy był to wywiad, na którym Finnick wyrecytował napisany przez siebie wiersz, będący miłosnym wyznaniem, kierowanym do "wyjątkowej damy, która skradła jego serce". Nie wiem, czy jest to dzisiejszy dzień, który muszę przeżyć ze świadomością, że już za chwilę Finnick i Mags wrócą na arenę.


FINNICK



   — Finnick! — krzyczy, zbliżający się do mnie Haymitch.
   — We własnej osobie! — odpowiadam. W tym czasie mężczyzna podchodzi do mnie.
   — Przestań się wygłupiać i załóż to — mówi, pokazując złotą bransoletkę.
   — Co to? — pytam.
   — Twoja domowa pamiątka na arenę.
   — Ale ja mam już wisiorek z... — zaczynam.
   — Chcesz być sojusznikiem Katniss? To załóż to — odpowiada. Po chwili zawahania zdejmuję z szyi wisiorek, Annie musi mi wybaczyć. Robię, co mogę, aby do niej wrócić razem z Mags. 
   — Dobra — mówię, zakładając na rękę złotą bransoletę. Abernathy już chce odejść, ale ja zatrzymuję go. — Jeśli coś mi się stanie, przekaż to Annie — dodaję, po czym wręczam mu złoty wisiorek, który nosiłem na szyi i już po chwili ruszam w swoją stronę, nie oglądając się za siebie.


Słońce prażyło niemiłosiernie. Przez chwilę miałem wrażenie, jakbym był w Czwórce, jednak gdy moje oczy wreszcie przyzwyczaiły się do tego oślepiającego światła, przypomniałem sobie, że znów utknąłem na arenie Głodowych Igrzysk, a Dystrykt Czwarty to teraz jedynie wspomnienie. 
Jednak moje skojarzenie z Dystryktem Czwartym w sumie było dość słuszne. Platformę, na której zmuszony byłem stać, ze wszystkich stron okrążała woda. Chyba stworzyli tę arenę z myślą o mnie.
Zaraz po tym, gdy rozbrzmiał gong, obwieszczający początek rzezi, wskoczyłem do wody i ruszyłem do Rogu Obfitości, gdzie dotarłem jako pierwszy, co wcale mnie nie zdziwiło. Miałem ogromną przewagę z racji wychowywania się w Czwórce. 

Wkrótce po mnie do Rogu Obfitości przybywa nikt inny, tylko nasz Kosogłos. Dziewczyna zauważa mnie. 
   — Więc potrafisz też pływać? — pytam. — Gdzie się tego nauczyłaś w Dwunastym Dystrykcie? 
   — Mamy dużą wannę — odcina się. Jedno muszę przyznać, jej docinki sprawiają, że wydaje się inteligentną osobą. 
   — Nie wątpię. Podoba Ci się arena? 
   — Niespecjalnie, ale tobie powinna. Widać wybudowali ją specjalnie dla ciebie. 

Przez chwilę stoimy w milczeniu i mierzymy się wzrokiem. Nie ufam tej dziewczynie, a ona jak widać, nie ufa mi. Śmieszne, że mamy być sojusznikami. Gdybym nie chciał uratować Mags i siebie z tej areny to nigdy nie zawarłbym z nią sojuszu. Z drugiej strony ona nie wybrałaby mnie. Dlatego uśmiecham się szeroko i pytam retorycznie: 
   — Dobrze, że jesteśmy sprzymierzeńcami, prawda? — Poruszam ręką, tak aby zauważyła bransoletkę. Dziewczyna zaczyna się wahać. 
   — Prawda — odwarkuje. W tym momencie zauważam za nią jednego z trybutów. 
  — Schyl się! — rozkazuję i rzucam w mężczyznę trójzębem. Znów jestem mordercą, choć tak naprawdę nigdy nie przestałem nim być. Podchodzę do ciała i wyciągam z niego swoją broń. 
   — Nie ufaj Jedynce ani Dwójce — oznajmiam. 


ANNIE


Zawarli sojusz z Dwunastką. Jestem trochę zdziwiona, bo byłam pewna, że Finnick wolałby zostać sprzymierzeńcem Johanny Mason niż Katniss Everdeen. W końcu to Johanna jest jego przyjaciółką. Jednak wiem, że skoro podjął taką decyzję, to musiał mieć jakiś powód. Znam Finnicka i wiem, że nic nie robi bez powodu. 
   — Ja go tutaj ściągnę  — oznajmia Finnick, gdy słyszę jego głos, mam ochotę zacząć płakać. Tęsknię za nim. 
   — Dam sobie radę — odpowiada zeszłoroczna zwyciężczyni. Widać, że jeszcze mu nie ufa. 
   — Lepiej się nie forsuj. Nie w tym stanie — mówi Finnick, dotykając jej brzucha. Ten gest sprawił, że na twarzy Katniss pojawiło się zdziwienie, a dopiero po chwili zrozumienie. Zupełnie jakby dopiero po zastanowieniu, przypomniała sobie, że jest w ciąży. 
   — Osłaniaj mnie — rozkazuje Finnick, po czym skacze do wody i płynie po Peetę. 
W tym czasie zaczynam zastanawiać się co z Mags i znów łapię się na tym, że czuję wyrzuty sumienia. To ja powinnam tam być i walczyć o życie, a nie ona. Czuję, że moje serce zaczyna bić szybciej. Czym prędzej zamykam oczy i zasłaniam uszy.  Bitwa na jedzenie. Pamiętasz? Walczyłaś z Finnickiem. Śmiałaś się. Byłaś szczęśliwa. Potem przyszła Mags. Zdenerwowała się na was, jednak gdy wróciliście już dawno o tym zapomniała. Tamtego dnia Finnick po raz pierwszy nazwał cię "rybką". Ty nazwałaś go kotletem, pamiętasz? Przypomnij sobie. Będzie dobrze. Dobrze. Uspokój się Wdech i wydech. Wdech i wydech. 
Po chwili czuję się już lepiej. No może nie po krótkiej chwili, bo z tego, co widzę to Finnick, Mags i ich sprzymierzeńcy z Dwunastki już dawno opuścili Róg Obfitości. Teraz są w samym środku dżungli. 

Wędrówka trwa w najlepsze. Mam już odejść od telewizora, bo widok Mags i Finnicka na arenie jest dla mnie zbyt bolesny, lecz w momencie, gdy wstaję z kanapy, dzieje się coś niespodziewanego. Peeta Mellark wpada na niewidoczną ścianę i zostaje odrzucony do tyłu. 
To, co działo się później, trwa zaledwie kilka minut. Katniss zaczyna panikować. Finnick odsuwa ją od ciała zeszłorocznego zwycięzcy i zaczyna go reanimować. Dziewczyna jednak tego nie zauważa, albo nie rozumie co dzieje się wokół niej i zaczyna celować do niego z łuku. Zakrywam dłonią usta, aby nie zacząć krzyczeć i z przerażeniem oglądam dalszą część akcji ratunkowej. Na całe szczęście dziewczyna orientuje się, co robi Finnick i przestaje do niego mierzyć z łuku. Po chwili Peeta budzi się. 
Po tym, jak emocjonalnie zareagowała Katniss i jaką Finnick zrobił minę widać, że nawet on uwierzył, że dziewczyna jednak czuje coś Peety. 


_________________________________________________________________________________


Witajcie, moi drodzy czytelnicy! Tęskniliście? Ja za Wami baaaaaaaaaaaaaardzo! ♥♥♥
Wiem, że ten rozdział najlepszy nie jest (ani nawet dobry), ale jakoś nie mam pojęcia jak teraz mam wszystko opisywać, bo przecież nie chcę przepisywać książki :( Poza tym... jakoś tak ciężej mi się pisze ze świadomością, że to już ostatnie rozdziały tej historii (Przypominam, że po zakończeniu tej historii zacznie się nowa! :D) 
Powiem, że ostatnio wzięło mnie na wspominki i zaczęłam czytać Wasze komentarze pod starymi postami... i przyznam, że czytając to... popłakałam się. Tak bardzo za tym wszystkim tęsknię. Tęsknię za Wami :( Wiem, że wiele czytelników mojego bloga przestało już tu zaglądać i czytać to co tu piszę. Jednak jeśli ktoś tu zajrzy to proszę, żeby zostawił komentarz... 
Napiszę jeszcze, że... wczoraj (27.06) były urodziny Sama Claflina, czyli naszego filmowego Finnicka... pamiętaliście? Wiedzieliście? :D

czwartek, 1 czerwca 2017

Rozdział 124 — Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą

ANNIE

Nie dali nam się nawet pożegnać. Zabrali ich. Zabrali mi dwójkę najważniejszych ludzi w moim życiu. Być może nigdy więcej niedane mi będzie ich zobaczyć. Porozmawiać z nimi. Patrzyłam, jak Mags zgłasza się na moje miejsce, ale byłam zbyt słaba, aby jej nie pozwolić. Bałam się. Tak bardzo się bałam. Strach znów mną ogarnął, a ja się nie sprzeciwiłam. Patrzyłam, jak losują Finnicka i nikt się nie zgłasza. Widziałam zaciętość w jego oczach. Widziałam w nich odwagę, gdy patrzył w kamery. Boję się, że już nigdy jej nie zobaczę. Boję się, że już na zawsze odbiorą mi dwójkę osób, które pomagały mi przejść przez piekło zwane życiem zwycięzcy. Bez nich sobie nie poradzę.
Ludzie przychodzą do mnie i pytają, jak się czuję. Za każdym razem chcę powiedzieć, że jestem martwa w środku. Zawsze kłamię. W porządku. Nic mi nie jest. Kłamstwo przychodzi mi coraz łatwiej. Przez tyle lat obserwowałam jak Finnick grał przed wszystkimi, że chyba zaczęłam się od niego uczyć.

Uciekam. Uciekam przed wszystkim. Uciekam na plażę. Na ten kawałek, gdzie ciężko spotkać kogokolwiek. Chyba zaczynam lubić samotność. Wolę być sama z dala od wszystkich, oszukując siebie samą, że kiedy wrócę do domu to Mags i Finnick jak zwykle będą dyskutować o wszystkim i niczym, niż być przy ludziach, patrzących na mnie ze współczuciem i szepczących o tegorocznych trybutach. Nie potrafię spojrzeć prawdzie w oczy. Nie chcę spojrzeć prawdzie w oczy. Przecież kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą, czyż nie? Może i to kłamstwo zyska miano prawdy? Chyba powinnam wypowiadać to na głos. Problem polega na tym, że chyba nie potrafię. Nie umiem już mówić. Za każdym razem, gdy moje usta się otwierają, głos, który się z nich wydobywa jest obcy. Czasem wydostaje się z nich krzyk. Krzyczę zawsze, gdy mój mózg zaczyna w inny sposób odbierać rzeczywistość. Zdarza mi się to coraz częściej, choć przed dożynkami niemalże zapomniałam tego koszmarnego uczucia. Powoli uczę się też sobie z tym radzić sama. Zakrywam uszy. Zamykam oczy. Zaczynam myśleć o przeszłości i śmiać się. Czasem śmieję się w nieodpowiednich momentach. Jednak to mi pomaga. Za każdym razem, gdy strach powoli budzi się, a ja wiem, że za chwilę rozum zacznie mi płatać figle, zaczynam to robić. Potem nadchodzi ulga. Ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę. Jednak przestało mnie to obchodzić, bo taka właśnie jestem. Jestem wariatką. Wiem to. Przestałam się już oszukiwać. Mam problemy. Nie wiem czy kiedyś nauczę się z tym żyć, choć mimo to spróbuję.

Tonę. Tonę w zapachu charakterystycznym dla Dystryktowej Wypożyczalni. Do moich uszu docierają strzępki rozmów, których i tak nie jestem w stanie zrozumieć.
   — Dzień dobry — znów ten obcy głos wydziera się z moich ust.
   — Witaj, skarbie — odpowiada mi siostra Mags. Płakała. Widać to po jej oczach.
   — Dzień dobry, Annie — odzywa się również dziadek Finnicka.
   — Czego potrzebujesz, kochana? — pyta starsza kobieta.
   — Ja... — zaczynam, lecz głos mi się łamie. — Ja... bo dziś jest Parada Trybutów. Chciałabym obejrzeć ją z kimś, kto kocha ich tak jak ja... czy... — przerywam wypowiedź. Łzy znów spływają mi po policzkach, a obcy ten głos tym razem, za nic w świecie nie chce, opuścić mojego gardła.
   — Przyjdziemy.


FINNICK


   — Igrająca z ogniem chce MNIE na sojusznika? No nieźle... tego bym się po niej nie spodziewał! Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że jestem... — zacząłem, lecz Haymitch nie daje mi dokończyć.
   — Nie do końca ciebie. Chce sojuszu z Mags. Ufa jej.
   — Och... jedno jest pewne. Dziewczyna ma rację. Mags można zaufać. Ja ufam jej bezgranicznie... — odpowiadam, spoglądając na mentorkę. Kobieta uśmiecha się do mnie
   — SUPER! A co ja mam do tego? Mnie chyba nie chce na sojuszniczkę, co?  — odezwała się Johanna.
   — Dajcie mi wreszcie dokończyć! — krzyknął Haymitch. Każdy z nas zamilkł. — Jesteśmy tu, bo jesteście osobami, którym ja i moi trybuci ufamy w mniejszym lub większym stopniu. W takim razie mam dla was pewną propozycję. Propozycję nie do odrzucenia. Co byście powiedzieli na szansę powrotu z areny w takim samym składzie, jak tu siedzicie?


_________________________________________________________________________________


Dawno mnie nie było, co? A miałam wrócić... no ale cóż poradzę na to, że szkoła krzyżuje mi plany? Nic nie poradzę... ale! Już niedługo koniec roku szkolnego! (Jak ten czas szybko leci, co? Dopiero był wrzesień...) i kiedy oceny zostaną już wystawione to będę pisać więcej, więc możecie być pewni, że kolejny rozdział pojawi się jeszcze w tym miesiącu :)
Jak mija Wam Dzień Dziecka? (Pamiętajcie, że ta dziecięca cząstka zostaje w nas na zawsze, więc nie wykręcajcie mi się, mówiąc, że jesteście na to zbyt starzy XD)  Ten rozdział to taki trochę prezent :D Choć atmosfera tego rozdziału jest raczej przytłaczająca... mimo to mam ogromną nadzieję, że Wam, się podoba i w komentarzu podzielicie się ze mną swoją opinią na ten temat :)