piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 120 — Pamiętnik Lory

ANNIE


Drzwi pokoju otworzyły się ze skrzypnięciem. Zamknęłam oczy i dopiero wtedy odważyłam się tam wejść. W środku panował zaduch. Nic dziwnego... ten pokój by odcięty od świata przez osiem lat. Osiem lat. Czas płynie zdecydowanie za szybko. Osiem lat temu straciłam Lorę. 
Otwieram oczy. Wszystko wygląda tak, jak zapamiętałam. Ściany pokryte są białą farbą, miejscami pojawiają się przyczepione do ściany muszelki, uzbierane przez nas na plaży. Tuż nad łóżkiem, przykrytym niebieskim kocem, wiszą jej poprzylepiane do ściany jej rysunki. Każdy w jakiś sposób związany jest z Dystryktem Czwartym. Zresztą... w całym jej pokoju można znaleźć rzeczy, które wskazują na jej miłość do tego Dystryktu. 
Jeszcze chwilę stoję tuż przy drzwiach i przyglądam się wszystkiemu. Ostatecznie jednak zaczynam iść w stronę jej łóżka. Pod nim powinien leżeć jej pamiętnik. Siadam na łóżku. Raz. Dwa. Trzy. Wdech. Wydech. Uspokój się. Nie masz się czym denerwować. To tylko pamiętnik. Dzięki temu poznasz lepiej swoją siostrę. Chyba tego chcesz, prawda? Dobra... dasz radę — mówię sobie w myślach.
Schylam się i wyciągam spod łóżka niebieskie, kartonowe pudło. Przez chwilę przegrzebuję wszystkie rzeczy, które się w nim znajdują, aż po chwili wyciągam z niego zeszyt. Tak, to na pewno pamiętnik Lory. Otwieram go i zaczynam czytać.

Drogi pamiętniczku... 
nawet nie wiem, czy tak się zaczyna pisać pamiętnik... zresztą to trochę dziwne zwracać się do zeszytu "drogi". No dobrze... nieważne... 
Może najpierw się przedstawię? Znaczy... jak kiedyś będę czytać ten pamiętnik to będę wiedzieć kim jestem, ale w sumie wolę napisać.
Nazywam się Lora Cresta i dwa dni temu skończyłam dwanaście lat (dostałam od siostry naprawdę śliczną bransoletkę!!!) co oznacza, że za rok biorę udział w losowaniu na dożynkach. Szczerze już teraz trochę zaczynam się tym martwić, ale chyba nie mam czym. Mieszkam w Czwórce (najcudowniejszym miejscu w Panem! Co prawda... nie byłam nigdzie indziej, ale jestem pewna, że to tu jest najpiękniej) razem z rodzicami i z młodszą siostrą Annie. Naprawdę bardzo dobrze się z nią dogaduję... znaczy czasem potrafi być denerwująca, ale to chyba normalne, że nie zawsze będzie tak dobrze. Poza tym... jest naprawdę wspaniałą siostrą. No, ale nieważne. 
Poza siostrą mam jedną prawdziwą przyjaciółkę... znaczy mam jeszcze więcej znajomych! Ale z Marlene przyjaźnię się najbardziej. Marlene i ja jesteśmy w tym samym wieku i chodzimy do jednej klasy. Do naszej klasy chodzi też pewien chłopak. Jest taki przystojny! Uroczy! Zabawny! A jego oczy potrafią zahipnotyzować! Naprawdę! Raz w nie spojrzałam i o mało się w nich nie utopiłam! 

Właśnie w tym momencie zadzwonił telefon. Moim pierwszym odruchem było wrzucenie wszystkiego z powrotem do pudła i wsunięcie tego pod łóżko. Potem pobiegłam, aby jak najszybciej odebrać. W słuchawce usłyszałam głos Finnicka:
— Rybko! Przed chwilą dzwonili ze szpitala... Mags wreszcie się wybudziła.


 _________________________________________________________________________________

Tak wiem, rozdział miał być tydzień temu. Niestety z powodów technicznych się to nie udało. Problemem tym było to, że... cały rozdział mi się usunął i musiałam pisać go od nowa... jednak... nie było czasu, więc... wyszło coś takiego. Wiem... krótkie (kiedyś się poprawię! XD) i raczej średnie (znów obiecuję poprawę!)... mam nadzieję, że mi wybaczacie i mnie rozumiecie :D Jutro post na blogu Marzyć każdy może...  Post początkowo miał być o snach... jednak najprawdopodobniej będzie o czymś innym :) Mam nadzieję, że mimo to się Wam spodoba :D W środę powinna pojawić się miniaturka na blogu z miniaturkami :) A do tego czasu... także coś się pojawi :D