poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 28 - "Zaniemówiłem"

ANNIE


   Powinnam spać, ale nie mogę. Cały czas myślę o tym, że Finnick bał się mnie zawieść. Przecież mnie zna. Nie powinien się tego bać. Nie zawiedzie mnie nigdy, jeśli tylko będzie zachowywał się jak zawsze. Jeśli nic nie będzie przede mną ukrywał. Przecież bardziej niż na naszym związku zależy mi na naszej przyjaźni. A jemu? Na czym mu zależy? Na czym bardziej? Jutro go o to zapytam.

-Wstawaj! Wstawaj! Annie! Czeka kolejny wielki, wielki dzień!- Woła jak co dzień Lolita i otwiera drzwi.- Już! Już! Pobudka!
-Tak, tak, już wstaję.- Mówię i nakrywam głowę kołdrą.
-Annie! Ja nie żartuję.- Podchodzi i ściąga kołdrę.- Idź do łazienki i szybko się ubieraj. Finnick przyjdzie po ciebie i przyjdziecie na śniadanie. Szybko!- Mówi i wychodzi, a ja niechętnie zwlekam się z łóżka i oczywiście robię to co kazała Lolita. Idę do łazienki, nastawiam prysznic na ten sam tryb co wczoraj i jestem gotowa po kilku minutach. Owinięta ręcznikiem wychodzę z łazienki i widzę Finnicka siedzącego na łóżku, na szczęście patrzy w inną stronę i mnie nie widzi.
-Możesz wyjść?- Pytam.- Jestem w samym ręczniku.
-Już wychodzę.- Mówi i wstaje. Na szczęście nie patrzy na mnie.- Położyłem ci ubrania na łóżku, żeby było szybciej.- Zbliża się do drzwi.- Będę czekał na korytarzu.
-Dobrze.- Mówię, ale on pewnie nie słyszy, bo właśnie zamknął drzwi. Szybko się ubieram. W to co mi przygotował i wychodzę. Chcę z nim pogadać.
-Dobrze, że już jesteś. Musimy pogadać. - Mówi do mnie.
-Tak, ja też chciałabym porozmawiać.
-To mów pierwsza.- Mówi i uśmiecha się.
-Nie mogłam spać, bo zastanawiałam się dlaczego bałeś się, że mnie zawiedziesz jak będziesz sobą. Przecież wiesz, że dla mnie najważniejsza jest nasza przyjaźń. Tylko co jest najważniejsze dla ciebie?
-Ty. Nasza przyjaźń i nasz związek też, ale nie tak jak twoje szczęście.
-Kocham cię. - Mówię ze łzami w oczach, bo to co powiedział było szczere. Płynęło prosto z niego.
-Ja ciebie też.
-To, co ty chciałeś powiedzieć?
-Już nic.
-Oj, powiedz.
-To naprawdę może poczekać.
-Ale... - Mówię, a on mi przerywa.
-Chodź już na śniadanie. Lolita będzie się denerwować, że jeszcze się spóźnisz na szkolenie.
-Dobra, ale później masz mi powiedzieć.
-Oczywiście.


FINNICK



   Biegnę przez zarośla, które łudząco przypominają te z mojej areny. Zapominam po co to robię i zatrzymuję się, ledwo łapiąc oddech. Nagle rozlega się wołanie o pomoc. To krzyczy Annie. Znowu ruszam biegiem. Łapie mnie kolka, ale nie zatrzymuję się. Muszę jej pomóc. Docieram na miejsce widzę Annie i jakąś inną trybutkę, która przewróciła moją ukochaną.
-Twój Finnick już ci nie pomoże.- Mówi dziewczyna pastwiąca się nad Annie. Staram się wyjść zza krzaków i ruszyć w ich stronę, ale nie mogę unieść nóg. Więc tylko krzyczę.
-Annie!
-Finnick?- Dziewczyna, która nad nią stała odwraca twarz w moją stronę. Wygląda jak Rose. Uśmiecha się i przebija Annie sztyletem. Ja zanoszę się płaczem i krzyczę. Najgłośniej jak mogę.
-Nie bój się. Jesteś bezpieczny.- Słyszę czyjś głos i czuję, że ktoś mnie przytula. Otwieram oczy. To był koszmar, To tylko mi się śniło.- Co ci się śniło?- Pyta i od razu wiem kto to. Annie.
-Arena. Z moich Igrzysk. Była tam Rose i ona... ona... ona cię zabiła.
-To był tylko sen. Nie przejmuj się. Ja ciągle żyję.- Mówi i całuje mnie w głowę. Już jestem spokojny. Do czasu kiedy sobie czegoś nie uświadomię.
-Co ty tu robisz? Powinnaś być na treningu. Która godzina?
-Spokojnie, jeszcze przed treningiem.
-Jak to?
-Po śniadaniu o siódmej rano, poszliśmy do swoich pokoi i chyba zasnąłeś. Jest dziewiąta.
-Uff... Wystraszyłem się.
-Więc mamy jeszcze około godziny na rozmowę. O czym chciałeś powiedzieć mi przed śniadaniem?- Pyta.- Bo zaraz po śniadaniu przyszedłeś tu i zasnąłeś.- Dodaje, a ja kompletnie nie wiem jak mam jej to powiedzieć.
-Yyy... Że nie będę już nic przed tobą ukrywał. - Mówię i mam nadzieję, że w to uwierzy.
-Więc może powiesz mi prawdę? - Rozgryzła mnie.
-To prawda.
-Tylko tyle? - Nie wierzy mi.
-Tak.- Nie.
-Dobra. Idę do pokoju.- Wstaje.- Już idę.- Mówi i powoli otwiera drzwi. Wiem o co jej chodzi.- Zaraz otworzę drzwi.- Mówi.- I wyjdę.- Wychodzi z pokoju. Nie zamyka drzwi.
-Annie, czekaj.
-Tak.- Odpowiada momentalnie, wychylając się zza drzwi.
-Zamknij drzwi jak będziesz wychodzić.- Patrzy na mnie z irytacją w oczach.
-Dobra.- Odburkuje.

-Dziękuję ci.- Wchodzę do pokoju, gdzie siedzi Mags.
-Za co?- Pyta.
-Za to, że jesteś jej mentorką.
-Ty też jesteś jej mentorem.
-Ale ty będziesz cały czas ich obserwowała, a ja...- Nie muszę kończyć. Mags wie wszystko.
-Tak, wiem. Będziesz poznawał tajemnice Kapitolińczyków.
-Nie tym razem. Teraz będą płacić, będąc ich sponsorami.
-Przecież nigdy nie chciałeś pieniędzy. Uważałeś, że i tak twoja godność na tym cierpi, a jak będziesz miał z tego pieniądze to nie będziesz miał godności.
-No i co z tego. Ona jest dla mnie najważniejsza. Dla niej zrobię wszystko. Już robię.
-No tak. A powiedziałeś jej to?
-Jeszcze nie, ale chciałem zrobić to dziś rano. Będę musiał powiedzieć jej jeszcze, żeby nic nie mówiła o naszym związku, kiedy będzie udzielała wywiadu i żeby zdobyła dużo punktów, ale nie za dużo. No i jeszcze, że powinni przyjąć jeszcze jakiegoś trybuta do sojuszu. Myślę, że nadała by się dziewczynka z Jedenastki. Ma trzynaście lat i jest niegroźna, ale za to na pewno zna się na roślinach.
-Z tym nie będziesz miał problemu.
-No z tym nie, ale nie wiem jak powiem jej o tych sponsorach.
-Nie musisz.- Wychyla się zza drzwi.- Wszystko słyszałam.
-Powinnaś być teraz na szkoleniu.
-Jeszcze nie poszłam. Miałam właśnie wyjść. Chcę tylko, żebyś wiedział, że nie musisz się tak dla mnie poświęcać. Naprawdę. Doceniam to, ale nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiał.- Mówi i idzie do windy. Zaniemówiłem.


_________________________________________________________________________________


   Moi drodzy... mam do was pytania i proszę odpowiedzcie na te pytania, bardzo mi na tym zależy:
1. Czy uważacie, że powinnam trzymać się książki czy mam wymyślać?
2. Co sądzicie o tym, aby raz na jakiś czas rozdział był napisany oczami innego bohatera?
   Mam kilka pomysłów i nie wiem czy wam to podpasuje... dlatego was pytam o zdanie. Decyzja i tak ostatecznie zostanie podjęta przeze mnie, ale bardzo bym chciała, żebyście wyrazili swoją opinię.
PS Dziękuję za każdy komentarz.

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 27 - "Nigdy mnie nie zawiedziesz"

FINNICK


   Siedzę z Benem w pokoju i czekamy, aż Annie wyjdzie z łazienki. Ile można tam siedzieć?
-Czy uważasz, że jestem dziecinny?
-Czemu pytasz?
-Bo zachowuję się jakbym miał osiem lat, wiem to. Tylko nie potrafię inaczej. Wszyscy zawsze obchodzili się ze mną jakbym nie miał nawet pięciu lat. Przez to zachowuję się jak się zachowuję. Wiem, że chcieli dobrze, ale wyszło inaczej.
-Nie przejmuj się. Rozumiem to.
-Dziękuję.- Mówi i się uśmiecha.
-Już jestem.- Wychodzi Annie.
-Już? Chyba dopiero.- Mówię i się śmieję. Ona robi skwaszoną minę.- Mówisz, że to ty jesteś dziecinny. Spójrz na nią.- Głową wskazuję na Annie.-To jest dopiero dziecko.
-Za lekko oberwałeś w policzek? Poprawić? Czy może wolisz drugi?- Ma zabójcze spojrzenie.
-Przecież wiesz, że taką cię kocham.
-Nie, nie wiem. - Mówi i kręci głową. Widzę, że żartuje.
-To już wiesz.- Odpowiadam i ją przytulam. Długo trzymam ją w objęciach, aż nagle uświadamiam sobie, że brakuje Bena, więc wołam go.- Ben chodź, do nas.- I przychodzi, widzę, że się cieszy. Wchodzi pomiędzy nas i przytulamy się w trójkę.
-Będzie mi tego brakowało.- Mówi Annie i płacze. Zdaję sobie, że ja też będę za tym tęsknił.
-Mnie też.- Odzywa się Ben.
-I mnie.- Dodaję ja, bo nie byłbym sobą gdybym nie dodał czegoś od siebie.
-Dobra, chodźcie na kolacje, bo Mags będzie wściekła i tak już jest.- Mówi Annie i patrzy na mnie.-Wiesz czemu.-Dopowiada.
-Ale ja nie nie wiem, a chętnie się dowiem.- Mówi Ben.
-Chodźcie. - Mówię, bo nie mam ochoty niczego tłumaczyć.

-Idziemy na dach?- Pyta Annie, kiedy idziemy korytarzem.
-Chętnie.- Odpowiadam, bo jest to zgodne z prawdą. Z przyjemnością posiedzę na dachu, zapominając o tym koszmarnym dniu, o tej koszmarnej kłótni. Jaki ja byłem głupi. Czemu to powiedziałem? Jeśli chciałem, żeby walczyła, a nie ciągle myślała o mnie, to mogłem załatwić to inaczej. Teraz ona jest zawiedziona i wiem, że zapamięta to na długo. Ja natomiast mam czerwony policzek. Mogę powiedzieć jedynie, że jak z taką siłą będzie walczyła, to na pewno wygra. Spoglądam na nią. Uśmiecha się, kiedy łapię ją za rękę.- Kocham cię.- Mówię, choć wiem, że słyszała to ode mnie milion razy.
-Ja ciebie też.- Odpowiada, uśmiechając się pod nosem. - Uwielbiam kiedy to mówisz. Uwielbiam kiedy mówisz, że mnie kochasz.- Dodaje. Dzięki czemu znowu jestem szczęśliwy i uśmiecham się najszerzej jak tylko mogę. Dopóki nie przypominam sobie w jakiej jesteśmy sytuacji. Ona za kilka dni idzie na rzeź, ja będę mógł tylko na to patrzeć. Co prawda będę robił wszystko, żeby zdobyć dla niej i Bena - na szczęście są sojusznikami - sponsorów. Naprawdę, zrobię wszystko. Wchodzimy do windy.
-Ty wciskasz guzik czy ja?-Pyta Annie.
-Jak sobie życzysz.- Odpowiadam. Ona uśmiecha się i naciska guzik. Ruszamy windą zmierzaj ku górze. To niesamowite, że nawet rzeczy codziennego użytku mogą być metaforą ludzkiego życia. Przecież ludzkie życie zmierza ku końcowi tak jak winda ku górze. Oczywiście można wybrać schody. Wtedy życie trwa dłużej. Jednak u trybutów najlepszą metaforą jest winda. Jest szybsza. U celu jesteśmy dużo szybciej niż bylibyśmy schodami. Tylko chyba jednak nie można mówić tu o wyborze. Kapitol decyduje za nas.
-O czym myślisz?- Pyta Annie.
-O niczym ważnym.-Odpowiadam.
-Oj powiedz.-Naciska.
-Nie, będziesz się śmiała.
-Nie będę. Obiecuję.
-O życiu. O tym, że winda jest jego metaforą.-Odpowiadam w końcu. Czekam aż się zaśmieje. Ona jednak tego nie robi.
-Masz rację. Nie rozumiem dlaczego myślałeś, że będę się śmiała. Czy ja śmieję się z czegokolwiek co powiesz na poważnie?
-Nie.
-Mam wrażenie, że nie jesteś już sobą. Przynajmniej przy mnie. Nie ufasz mi? Wstydzisz się mnie?
-Nie, to nie tak. Ja... po porostu... po prostu... boję się. -Mówię i od razu wyjaśniam.- Boję się, że cię zawiodę.
-Finnick. Zakochałam się w tobie, w tobie jakiego znałam. Nigdy mnie nie zawiedziesz. Nigdy. No chyba, że się zmienisz na gorsze i nie będziesz mi ufał.


_________________________________________________________________________________


   I dziś dodaję kolejny rozdział!!! Już wakacje, jak się z tym czujecie? Jak zakończenie roku szkolnego? Ja płakałam... baaaaaaardzo płakałam, ale wszyscy płakaliśmy. Dobra to teraz może o tej notce... nie jest świetna, ale chyba zła też nie jest, co? Odpowiedzcie mi w komentarzu. Proszę.


czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 26 - "Bo cię kocham!"

ANNIE


   Na treningu nie szło mi zbyt dobrze. Może to przez to, że boję się rozmowy z Finnickiem. Może przez to co zdarzyło się rano. Może przez to, że jestem słaba. Nie wiem. Nie obchodzi mnie to. Finnicka nadal nie ma. Czekam i czekam. Chcę mieć to za sobą. Nagle on wchodzi do pokoju.
-Musimy porozmawiać. - Mówi oschle.
-To chodź do pokoju.
-Nie. Porozmawiajmy przy wszystkich. - Oświadcza. Bo nie mówi tego normalnie.- Wiesz co ta idiotka zrobiła?- Zwraca się do Mags, wskazując mnie ruchem głowy. Ja nie myślę długo tylko go policzkuję.
-Ja idiotka? Czy to ja zgadzam się na to co Snow każe? Czy ja spotykam się z innymi? Tłumacząc, że muszę?
-Lolita weź Bena do pokoju, albo na dach. - Rozkazuje Mags. Jest wściekła bardziej niż ja, albo Finnick. - A wy dwoje się uspokójcie. -Lolita z Benem wyszła, ale ja i Finnick nie odpuszczamy. Dalej zarzucamy się wyzwiskami i oskarżeniami. On trzyma się za policzek.
-Robię to bo chcę cię chronić!
-Nie musisz!
-Ale chcę! Bo cię kocham!- Krzyczy. Łzy spływają mu po policzkach. Mi też.- Chociaż ty chyba nie czujesz tego co ja.
-Mylisz się. Jesteś moim całym światem. Kocham cię cały czas. I będę cię kochać już zawsze. Tylko nie rozumiem co się z tobą dzieje. Czemu mnie tak traktujesz?
-Bo nie chcę, żeby twoje uczucia do mnie dekoncentrowały cię na arenie.
-One pomogą mi przetrwać. Zrozum to. Kocham cię i nic tego nie zmieni.- Podchodzę i całuję go. Nie ważne, że wszystkiemu przygląda się Mags. Nic mnie to nie obchodzi.-Kocham cię.- Szepczę. On tylko na mnie patrzy.-Przepraszam.- Dodaję i patrzę na jego policzek, który jest cały czerwony i widać ślad mojej dłoni, od którego oderwał rękę, żeby objąć mnie w talii. Dlatego też staję na palcach, bo Finnick jest ode mnie sporo wyższy i całuję go delikatnie w ten nieszczęsny policzek.
-To ja przepraszam. Nie powinienem był tak mówić. Nawet jeśli chciałem dobrze.- Szepcze i tym razem to on mnie całuje, ale bardziej namiętnie niż ja jego. Mags chrząka.
-Nie żeby coś, ale ja tu jestem i chcę, żebyście opowiedzieli mi co Annie zrobiła, a później idźcie do pokoju. - Finnick na mnie patrzy, potem na Mags i znowu na mnie, wybucha śmiechem i bierze mnie na ręce jakbym nic nie ważyła. Zanosi mnie do pokoju i zamyka drzwi.- Finnick!- Krzyczy Mags. - To nie jest śmieszne!
-Co ty odwalasz? Możesz mnie puścić?- Pytam, ale się śmieję.
-Chcę ją trochę podenerwować. Spokojnie.- Szepcze. Mags odchodzi. My siadamy na łóżku i rozmawiamy.
-Zauważyłeś, że Lolita ma takie same oczy jak Mags? - Mówię.
-I podobnie się denerwują. A może Lolita jest córką Mags? - Dodaje Finnick
-Co?! - Pytam zszokowana.
-Po naszym pierwszym pocałunku rozmawiałem z Mags i ona powiedziała, że ma dzieci, a jedna córka jest w Kapitolu.
-Trzeba porozmawiać z Lolitą. - Postanawiam.
-Serio?
-No, a czemu nie?
-Nie wiem. Bo to Lolita? Z nią nie da się normalnie porozmawiać... - Nie kończy, bo ja się wcinam.
-Chyba powinniśmy już wychodzić.
-Dobrze, jak sobie życzysz.- Mówi uwodzicielskim tonem i całuje mnie. Zastanawiam się od kiedy tak to wygląda? Od kiedy całujemy się tak często?- Oberwie mi się od Mags.
-Też tak myślę. - Wychodzimy.
-Powiecie mi teraz co zrobiła Annie?
-Znalazła sojuszniczkę i opowiedziała jej co do mnie czuje. Nie wiem co jeszcze jej powiedziała, ale to nie ważne.- Stoi za mną i delikatnie mnie przytula.
-Co jej powiedziałaś?- Pyta Mags.
-Nic takiego, tylko, że moja siostra kiedyś startowała w Igrzyskach i przegrała i co się z tym wiązało.
-A z którego jest Dystryktu?
-Z Dwunastki.
-Dobrze. Idźcie teraz po Lolitę i Bena. Są na dachu.- Kiwamy głowami i idziemy. Trzymamy się za ręce. Nie przejmujemy się, że ktoś nas zobaczy.
-Już się pogodziliście?- Krzyczy Ben, jak tylko nas widzi.
-Tak.- Odpowiadamy. W tym samym momencie.
-Wreszcie! Nie będziecie się już kłócić?
-Nie będziemy.- Mówimy znowu w tym samym momencie.
-Teraz, zawsze będziecie tak mówić?
-Nie, Ben. Finnick zabierze cię na dół, a ja porozmawiam z Lolitą tu, dobrze?- Mówię.
-Tak.- Odpowiada i odchodzą, a Lolita jest zdziwiona.
-Co się dzieje Annie?
-Bo my z Finnickiem...
-Nie musisz mi mówić. Wiem, że jesteście razem i... - Przerywam jej zanim powie coś głupiego.
-Nie. Ja chcę powiedzieć, że mamy taką teorię, że jesteś córką Mags.
-Co?! - Pyta, a ja opowiadam jej wszystko co zauważyliśmy z Finnckiem. - Ale... to... nie... chociaż... nie wiem... może... ale... jak? ... co? - Jąka się Lolita.


_________________________________________________________________________________


   Nie jestem zadowolona z tego rozdziału... cóż był on pisany, w momencie kiedy wena mnie opuściła... Nie powinnam wtedy pisać. Teraz już wena do mnie powróciła i mam nadzieję, że uda mi się to wykorzystać jak najlepiej, tak w ogóle to mam już opracowanych jedenaście kolejnych rozdziałów, więc chyba będę zamieszczać je trochę częściej, co wy na to?
   Oczywiście zapraszam do komentowania i polecania mojego bloga. A zapomniałabym... odpowiecie na ankietę?

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 25 - Nowa sojuszniczka

ANNIE


   Jak on mógł to powiedzieć? Nigdy nie zapomnę tego tonu z jakim wypowiedział "Pani idealna". To boli. Naprawdę tak myśli? Może to moja wina? Nie powinnam wychodzić. Powinnam zostać i go przeprosić. Chociaż to on mnie obraził. Ja tylko zwróciłam mu uwagę. Nie wiem co się z nim dzieje. Nigdy się tak nie zachowywał. Może Kapitol go zmienia? Słyszę pukanie.
-Idź sobie.- Krzyczę przez łzy. Może nie powinnam płakać. Może powinnam go spoliczkować za to co powiedział? A może powinnam go przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze? Sama już nie wiem.
-Annie otwórz, to ja Mags.
-Jesteś sama?
-Tak.- Kiedy to usłyszałam poszłam do drzwi i je otworzyłam, żeby Mags mogła wejść do środka.
-Zapraszam.- Ona wchodzi i siada na łóżku, a ja zamykam drzwi.
-Finnick chciał cię przeprosić.
-Wolałabym żeby się normalnie zachował i nie musiał przepraszać.
-Zrozum go. Dla niego to jeszcze trudniejsze niż dla ciebie.
-To ja mam walczyć na arenie.
-Powiedział ci do czego zmusza go Snow? Wiesz, że robi to żeby cię chronić? Wiesz, że się zabije jak zginiesz?
-Ale ja mu nic nie zrobiłam. Chciałam, żeby się nie wyżywał na Lolicie przy Benie.
-Wiem. Zachował się jak idiota. A ja nie przyszłam tu,  żeby wzbudzić w tobie poczucie winy, tylko po to, żebyś go zrozumiała i mu wybaczyła.
-Rozumiem go, ale boję się, że naprawdę tak myśli.
-Nie myśli tak. On cię kocha.
-A ja kocham jego.
-To mu to powiedz.
-Przecież on wie.
-No i co? Mów mu to jak najczęściej. Obydwoje potrzebujecie teraz siebie. To dla was ciężkie. Zwłaszcza ta sytuacja z Benem. Widać, że go pokochaliście.-Tylko kiwam głową, a ona kontynuuje.- On też cie kocha. Już od trzech lat. Co najmniej.
-Skąd wiesz?
-Powiedział mi to.
-Kiedy?
-Trzy lata temu. Dzień po twoich urodzinach.
-I przez te lata trzymaliście to w sekrecie? Czemu?- Podnoszę głos, a oczy zachodzą mi łzami.
-Nie udawaj niewiniątka. Ty mu też nie powiedziałaś. Rozmawiałam z twoją ciocią i uznałyśmy, że tak będzie lepiej, że wtedy będziesz bezpieczna.
-I przez te lata widziałyście co do siebie czujemy?! I nic z tym nie zrobiłyście?
-Annie uspokój się. Za godzinę musisz być na szkoleniu i dobrze by było żebyś była spokojna.
-Jak mam być spokojna po tym wszystkim? Wychodzę.
-Gdzie? Nie możesz opuścić tego budynku.
-Coś wymyślę.- Otwieram drzwi i natykam się na Finnicka. Raczej uderzam go tymi drzwiami. Przez przypadek oczywiście.- Podsłuchiwałeś?
-Ja? Nie dopiero przyszedłem. Chciałem cię przeprosić.
-Nie gniewam się, ale zostaw mnie w spokoju. Chcę pobyć sama.
-Idź na dach.
-Co?
-Na dach. Wjeżdżasz windą na ostatnie piętro i tam na korytarzu jest wejście na dach. Powinno być otwarte. Przyjdę po ciebie, jak już będziesz musiała wracać.
-Dziękuję.
   Siedzę na dachu i płaczę. Nie wiem już nic. Chcę być zła na Finnicka, ale nie mogę. Jest mi przykro, że tak mnie potraktował, ale nie dziwę mu się. Po prostu jest zdenerwowany pobytem w Kapitolu. Chcę być zła na Mags, ale też nie mogę. Jest mi przykro, że razem z ciotką ukrywały przed nami, że ja czuję do Finnicka to co on do mnie, ale chodziło im o moje dobro. Dlatego siedzę tu i płaczę.
-Czemu płaczesz?- Podskakuję kiedy słyszę, że nie jestem tu sama.
-Nie chcę o tym mówić.
-To nie mów.- Dziewczyna siada obok mnie.- Skąd jesteś?
-Z Czwórki. A ty?
-Dwunastka. Ile lat?
-Siedemnaście.
-Ja też. Jak twoi mentorzy? - Pyta, a ja odpowiadam zanim pomyślę.
-A myślisz, że dlaczego płaczę?
-Aż tak źle? Nie zajmują się wami?
-To raczej bardziej prywatne. - Czemu ja nie potrafię trzymać języka za zębami? Chociaż w sumie chyba potrafię skoro przez trzy lata ukrywałam uczucia do Finnicka.
-Rozumiem. U mnie mentor cały czas jest pijany. Nie da się wytrzymać. Chyba na całym piętrze czuć odór alkoholu. Kto jest twoim mentorem?
-Finnick i Mags. U ciebie Haymitch?
-Tak. U nas w Dystrykcie jest tylko jeden zwycięzca, więc nie ma innej możliwości. A ty jesteś ze swoimi mentorami na "ty"?
-Mieszkam z nimi od kiedy skończyłam dwanaście lat. No może za dwa miesiące od moich urodzin. Bo to było po Igrzyskach Finnicka.
-Dlaczego?
-Bo po Igrzyskach, w których zginęła moja siostra moi rodzice wypłynęli na morze i nie wrócili. Długa historia. No więc skończyło się tym, że mieszkałam u cioci, a kiedy ona znalazła pracę nie mogłam u niej mieszkać, a bardzo zaprzyjaźniłam się z Finnickiem, którego rodzice też wypłynęli i nie wrócili, więc mieszkał u Mags, więc ja też tam zamieszkałam.
-Ciekawa historia. Więc dlaczego płaczesz?
-Nie odpuścisz?
-Nie.
-Nie powiesz nikomu?
-Słowo.
-Wiesz, że będziesz musiała być moją sojuszniczką? Żeby nie wykorzystać tego przeciw mnie.
-Zgadzam się.
-Zakochałam się.- Wiem, że to głupie opowiadać o tym komuś kogo nie znam, ale wydaje mi się, że nikomu nie powie.
-I to dlatego?
-W Finnicku. - Dopowiadam.
-Jałć. Kiedy?
-Trzy lata temu. Powiedziałam to ciotce, ale ona kazała nic mu nie mówić.
-I powiedziałaś mu, a on na to, że cię nie kocha?
-Nie. On powiedział, że też mnie kocha. Powiedział mi to nie dawno. Sęk w tym, że on poczuł to również trzy lata temu, powiedział to Mags, a ona też kazała mu tego nikomu nie mówić. Sama porozmawiała o tym z ciotką i przez trzy lata obserwowały jak ja i Finnick męczymy się tłumiąc w sobie uczucia.
-Nie dziwię się, że płaczesz.
-No i jeszcze pokłóciłam się dziś z Finnickiem.
-O co?
-Długa historia. Nie chcę mi się jej opowiadać.
-Dobra. Nie to nie. A masz już jakiegoś sojusznika? Oprócz mnie.
-Tak. Bena. To chłopiec z mojego Dystryktu. Ma dopiero trzynaście lat. Bardzo go polubiliśmy z Finnickiem. A ty?
-Nie. Chłopak z mojego Dystryktu mnie nienawidzi. Ja do niego nic nie mam, ale wolę trzymać się od niego z daleka. Zwłaszcza na arenie.
-Więc mu nie powiesz?
-Żartujesz? Ja mu nawet "cześć" nie powiem.
-To dziwne, bo znam cię kilka minut, ale ci ufam.
-Dzięki. To miłe. Skoro ty mi coś wyznałaś ja ci powiem coś o sobie. Nazywam się Luisa, ale wolę jak mówi się do mnie Lu. Jestem ze Złożyska i nie wiem co tu robię.- Śmieje się. - A ty jak masz na imię?
-Annie. Chodź. Już mało czasu.- Odzywa się Finnick.
-Annie?- Pyta dziewczyna. Ja kiwam tylko głową.
-Już idę.- Krzyczę.- Wybacz, ale muszę iść.- Mówię do Lu.- Ale zaraz się spotkamy. Na szkoleniu.
-Tak. Właściwie zejdę teraz razem z tobą.
-To chodź.
-Annie. Proszę. Szybciej.
-Idę.-Ale on nie czeka. Podchodzi do mnie.
-Ile mam czekać? -Pyta. Nie zwracając uwagi na Lu.
-Nie dziwię się, że go kochasz.- Szepcze moja sojuszniczka. Po czym ja patrzę na nią wściekła.- No sory, ale popatrz na niego. - Przewracam oczami.
-Annie? Kto to?- Pyta Finnick.
-Moja sojuszniczka. Lu. Z Dwunastki.
-Okej. Dobrze wiedzieć. Szybko na dół. Lolita wariuje. Boi się, że się spóźnicie. Effie, też odbija. Biega, o ile można nazwać to bieganiem, po całym korytarzu. I pytała czy cię nie widziałem.
-Okej.- Mówię i idziemy. Puszczam Lu przodem.- Finnick chwyta mnie za rękę, czym mnie zatrzymuje.
-A co do ciebie to musimy później poważnie pogadać. - Syczy mi do ucha. Jest wściekły. Chyba wiem czemu.


                                                                                 ***


   I już niedługo koniec. Koniec roku szkolnego, oczywiście. Ten blog będę prowadziła jeszcze długo. Bardzo długo. Co do końca roku szkolnego... jak się z tym czujecie? Cieszycie się, że niedługo wakacje? A może płaczecie po kątach (jak ja), bo jesteście w ostatniej klasie? Zachęcam Was do komentowania i odpowiadania na moje pytania. Byłoby mi bardzo miło.

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 24 - Pierwsza kłótnia

ANNIE


   Razem z Finnickiem siedzimy u mnie w pokoju i rozmawiamy. Wspominamy dawne czasy i leżymy przytuleni na łóżku.
-A pamiętasz jak wróciłeś z Igrzysk i szliśmy przez plażę trzymając się za ręce?-Pytam.
-Pamiętam. Może to dziwne, ale miałem wrażenie, że nasze serca biły w tym samym rytmie.
-Ja też. Pomyślałam wtedy, że chciałabym, żeby twoje serce biło tylko dla mnie.
-Bo bije. Bije tylko dla ciebie.- Nachyla się, żeby mnie pocałować i drzwi jak zwykle się otwierają. Tym razem wchodzi Ben.
-Prepraszam. Nie chciałem wam przeszkadzać. Już idę.- Mówi Ben i powoli się wycofuje.
-Daj spokój, zostań.- Mówi Finnick.
-Nie będę wam przeszkadzać?
-Nie, chodź siadaj z nami. - Mówię i on podchodzi.
-Ja byłem u ciebie Finnick, ale tam było pusto, więc przyszedłem tutaj.
-A co ode mnie chciałeś?
-Bo ja nie mogę zasnąć. W pociągu kiedy nie mogłem spać i powiedziałem to Mags, i ona wtedy opowiedziała mi jakąś historię, a to pomogło mi zasnąć. Więc teraz przyszedłem do ciebie. Opowiecie mi jakąś historię?
-Jasne. Chodź pod kołdrę, pomiędzy nas, będzie ci cieplej.- Mówię, a on robi co każę.
-Dawno, dawno temu.- Zaczyna Finnick.
-Kiedy nie było jeszcze Dystryktów.-Mówię ja.
-Wtedy nawet nie istniało Panem.-(Finnick)
-Żyła pewna dziewczynka.
-I chłopiec.-(Finnick)
-Zaprzyjaźnili się ze sobą. Bardzo.
-Mimo, że byli zupełnie różni.-(Finnick)
-Łączyło ich tylko to, że lubili przychodzić w pewno miejsce.
-Tylko tam czuli się bezpiecznie.-(Finnick)
-Kiedy się zaprzyjaźnili i odkryli, że nie są aż tak różni, jak wydawało się na początku.
-Zdarzył się wypadek.-(Finnick)
-Chłopiec spadł do wody i mało nie utonął.
-Był nieprzytomny kilka tygodni.-(Finnick)
-Dziewczynka bała się, że go straci.
-Miała tylko jego.-(Finnick)
-Kiedy się obudził, była najszczęśliwsza na świecie.
-A kiedy zaczął chodzić, od razu poszli w swoje miejsce.-(Finnick)
-Trzymali się za ręce.
-On poczuł, że jego serce bije tylko dla niej.- (Finnick)
-A ona zapragnęła, żeby jego serce biją dla niej już zawsze.
-Dziękuję.-Szepcze Ben i zasypia. Ja z Finnickiem patrzymy na siebie i trochę rozmawiamy. Cicho, żeby nie obudzić Bena. W końcu zasypiamy.


FINNICK


-Wstawaj! Wstawaj! Annie, czeka nas wielki, wielki dzień!-Krzyczy Lolita i otwiera drzwi. Jest zdziwiona widząc całą naszą trójkę.
-Cześć! Odzywam się.
-Co  wy wszyscy tu robicie?
-To mój pokój.-Odzywa się Annie.
-A my z Benem nie mogliśmy zasnąć i przyszliśmy, żeby Annie opowiedziała nam jakąś historyjkę na dobranoc, a jej nie chciało się iść, więc wszyscy śpimy tu.- Odzywam się.
-Finnick mówi prawdę.- Odzywa się Ben.
-Nieważne. Idźcie do swoich pokoi, przebierzcie się i szybciutko na śniadanie! Widzę was tam za 10 minut, no Annie za 30.
-Dlaczego?
-Bo jest dziewczyną i jej więcej zajmuje ubranie się.
-Nie trzeba, będę za 10 minut. Ewentualnie 20, ale dziękuję.- Annie patrzy na Lolitę.
-Nie ma za co słoneczko. Pośpieszcie się chłopcy. Odliczam czas. Już, już, już.- Wstajemy i idziemy, Annie do siebie do łazienki, ja z Benem do swoich pokojów.
   Już jestem gotowy. Czekamy z Benem na Annie. Pod jej pokojem. Rozmawiamy.
-Mam do ciebie pytanie.
-Pytaj.
-O czym rozmawiałeś z Mags?
-Kiedy?
-No kiedy mielimy się przebierać, to zatrzymała cię Mags i coś mówiła, że ktoś ma na ciebie gdzieś czekać, że Prezydent Snow kazał ci przekazać i takie tam. O co chodziło?
-Podsłuchiwałeś?
-Bo rozmawialiście na korytarzu.
-Nie mogę ci powiedzieć. Przepraszam. Powiedziałbym ci wszystko, ale tego nie mogę.
-Rozumiem.
-Chcesz coś jeszcze wiedzieć?
-Czy to przez to jesteś taki smutny?
-Tak.
-Mam jeszcze takie dziwne pytanie.
-Pytaj. Zanim ona wyjdzie to trochę się zejdzie.
-Jak nazwalibyście dzieci?
-Co? - Jestem zaskoczony i na początku nie rozumiem o co pyta.
-Bo... Ja byłbym zaszczycony, gdybyście kiedyś nazwali syna moim imieniem.
-Jeśli będziemy kiedyś mieli syna, na pewno go tak nazwiemy.
-Dziękuję.
-O czym gadacie chłopaki? A tobie Finnick co? Czemu taki smutny jesteś?-Wyszła Annie. Wygląda ślicznie. Ma na sobie krótkie zielone- zupełnie jak jej oczy- spodenki, a do tego białą wpuszczoną w spodenki bluzkę z koronką przy ramiączkach. Oczywiście buty to sandały.
-Nic mi nie jest. Wiesz, że będziesz musiała się przebrać?
-A co? Zazdrosny będziesz?- Popatrzyłem na nią z ponurą miną.- Nie, no żartuję. Domyślam się, wiem, że musi mi być wygodnie, ale oni chyba dadzą nam jakiś kostium, tak?
-Tak. Chodźmy już.
-Dobrze, już idziemy, ale widzę, że coś się dzieje Finnick i nie odpuszczę.
-Annie. Zlituj się, nie chcę się kłócić.
   Jemy śniadanie. Wszyscy razem. Ja, Annie, Ben, Mags i Lolita.
-Mags? Wyobrażasz sobie kogo dziś rano zastałam u Annie w pokoju?- Kiedy to słyszy piorunuje mnie wzrokiem. Lolita kontynuuje.- Finnicka i Bena. Rozumiesz? Cała trójka spała sobie na łóżku. Ben w środku, a Annie i Finnick po bokach. Wyglądali tak uroczo.
-Dziękujemy Lolito.- Oczywiście Annie. Tylko ona potrafi być taka miła dla każdego.
-Tak wiemy. Nie musisz tego mówić. - Warczę.
-Finnick...- syczy Annie.- Co się z tobą dzieje?
-Nic.
-Dlatego warczysz na wszystkich?
-Ja warczę?
-A może ja?
-Nie, oczywiście. Ty jesteś miła dla wszystkich. Tylko do mnie masz pretensje. Jakbyś tylko ty miała do tego prawo. Pani idealna.- Annie wstaje, wsuwa krzesło i idzie do wyjścia. Dopiero zrozumiałem co powiedziałem.- Annie. Przepraszam. Wracaj.
-Straciłam apetyt.- Mówi, nawet się nie odwracając. Słyszę, że płacze. Zraniłem ją.
-Przepraszam.- Podbiegam i łapię ją za rękę, ale ona ją wyrywa.- Annie. Wybacz.
-Zostaw mnie.- Mówi przez łzy i biegnie do siebie do pokoju.
-Przepraszam.- Szepczę. Czuję, że mam gulę w gardle.
-Pójdę do niej.- Mówi Mags.
-Nie, ja to zrobię.- Protestuję.
-Ty już zrobiłeś swoje.- Mówi i wychodzi. Chyba ma rację.


                                                                             ***


   Coraz częściej wstawiam nowe rozdziały. Zauważyliście? Nie wiem czy to dobrze czy źle. Wy oceńcie. A tak w ogóle to słyszeliście, że ma powstać serial na podstawie powieści Dotyk Julii? Ciekawe kto będzie w obsadzie. Czytaliście Dotyk Julii? Jak tak to kto waszym zdaniem powinien zagrać kogo?

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 23 - Pierwszy sojusznik

FINNICK


   Siedzę u siebie w pokoju. Mags kazała mi iść do siebie, bo "musimy poważnie porozmawiać". Annie ma w tym czasie pogadać z Benem. Podobno chłopak bardzo się boi i Mags stwierdziła, że tylko rozmowa z kimś w takiej samej sytuacji jak on może mu pomóc.
-Finnick. Zlituj się nade mną. Nie zachowuj się jak dziecko.
-Co znowu zrobiłem?
-Chodzi o ten pocałunek. Człowieku, nie rób takich rzeczy. Wiesz dobrze, że Ben nie ma szans, on zresztą zdaje sobie z tego sprawę, ale coś takiego mu tego nie ułatwia. Dobra, rozumiem, że jej powiedziałeś, a ona tobie i jesteście w sobie zakochani, ale nie pokazujcie tego publicznie. Rozumiemy się?
-Tak.
-Dobrze. A i już jesteśmy w Kapitolu. Zaraz wysiadamy. Zbieraj się.
   Znajdujemy się w Ośrodku Szkoleniowym Trybutów. Ledwo co przekonałem Mags, żeby zgodziła się dać mi pokój pomiędzy Annie i Benem. Ona chciała mieć tam pokój, a mi dać ten z dala od nich wszystkich, ale powiedziałem, żeby się nie martwiła, że dam sobie radę. Obiecałem, że będę rozmawiał z Benem, bo chłopak się boi i jest skołowany. W sumie to mu się nie dziwię. Szkoda tylko, że nie porozmawiałem z nim wcześniej. Jest bardzo inteligentnym dzieckiem. Przykro mi, że trafi tam, gdzie człowiek przestaje być człowiekiem.
-Finnick?- Odzywa się Ben.
-Tak?
-Bałeś się? - Pyta. - Kiedy miałeś trafić na arenę. - Dodaje.
-Bardzo.
-Czego najbardziej?
-Mordowania niewinnych ludzi i może trochę, że jak nie wrócę to Annie coś sobie zrobi.
-Ona cię kocha.
-Skąd wiesz?
-Widzę jak na ciebie patrzy, moja siostra tak patrzyła na swojego chłopaka, znaczy teraz już męża. Pewnie nadal tak patrzy. Ty ją też kochasz. Patrzysz na nią tak samo.
-Chyba masz rację. Kocham ją.
-To nie pozwól, żeby przegrała.
-A co z tobą?
-Nie mam żadnych szans. Pewnie zginę już przy Rogu Obfitości. - Mówi, ale nie słychać strachu w jego głosie.
-Nawet tak nie mów.
-Kiedy to jest prawda. Wiesz... polubiłem Annie. I to nie dlatego, że jest taka śliczna. Polubiłem ją bo jest miła, ma poczucie humoru i jest szczera. Nie rozumiem dlaczego w szkole zawsze jej dokuczali. Ma naprawdę wspaniałą osobowość. Uważam, że powinna wygrać. Zasługuje na to. Proszę zrób wszystko, żeby wygrała. Wiem, że i tak zrobisz co w twojej mocy, ale zrób to nie tylko dla siebie i dla niej, ale też dla mnie. Nie będę się tak bał kiedy będę wiedział, że wygra ktoś kogo lubię.
-Obiecuję. Wiesz, że wspominała mi coś o sojuszu z tobą?
-Naprawdę?
-Naprawdę.
-Super.
-Musimy już iść na dół, bo będą was przygotowywać do Parady Trybutów.
- Okej. Chodźmy.
   Zaraz Parada Trybutów. Jestem ciekawy jak będzie wyglądać Annie. Pewnie będzie przebrana za syrenkę. Tak jak wszystkie trybutki z naszego Dystryktu, a Ben powinien być rybakiem, tak jak każdy trybut. Każdy po za mną. Ja byłem Posejdonem. Władcą mórz. Mags idzie w moją stronę, za nią Ben, w stroju rybaka. Za nim idzie jego stylista, a zaraz po nich Annie wraz ze swoją stylistką, która kiedyś szykowała mnie. Co mnie zaskakuje? To, że Annie jest w stroju Amfitryty. Żony Posejdona, którym kiedyś byłem ja. Dlaczego?


ANNIE



   Jestem na rydwanie. Mam się uśmiechać i machać do każdego na widowni. Podobno ich "oczaruję", tak mówi moja stylistka. Pewnie dlatego, że nie jestem w stroju syreny, tylko w stroju Amfitryty. Nim zauważam rydwan rusza. Jedziemy, a ja macham i uśmiecham się do każdego. Myślę o tym jak bardzo ich nienawidzę, to mi trochę przeszkadza wypaść wiarygodnie, ale jakoś sobie radzę. Muszę.
   Koniec męczarni. Parada trybutów się skończyła i teraz razem z Benem siedzimy w piżamach na kanapie przed telewizorem na naszym piętrze.
-Annie? - Zaczyna Ben.
-Tak?
-Kochasz go?
-Kogo?
-Finnicka.
-Tak.
-Wiedziałem.
-Skąd?
-Patrzycie na siebie jak moja siostra patrzy na swojego chłopaka, no raczej męża. Są małżeństwem od roku, a mi dalej ciężko jest się przyzwyczaić.
-Jesteś spostrzegawczy. - Zauważam.
-Dziękuję. A kto przyszedł do ciebie na pożegnanie?
-Ciocia i koleżanka, a do ciebie?
-Rodzice i siostra z mężem. A do ciebie nie przyszli rodzice?
-Mam tylko ciocię. Po za nią mam tylko Mags i Finnicka, może z nimi nie jestem spokrewniona, ale są dla mnie bardzo ważni. Są dla mnie jak rodzina. Nie wiem jak poradzę sobie bez nich na arenie.
-Jak chcesz ja będę mógł być twoją rodziną na arenie.
-Bardzo chcę.
-O czym gadacie?- Pyta Finnick, który właśnie tu wszedł.
-Plotkowaliśmy o tobie.
-Ładnie to tak?
-Bardzo ładnie. A gdzie Mags?
-To ja już wam nie wystarczam? No ładnie.
-Bardzo ładnie. Prawda Ben?
-Yhy
-I ty przeciwko mnie?
-To nie ty będziesz moim sojusznikiem na arenie. Tylko Annie, chyba muszę trzymać jej stronę. Prawda?
-Ale ja mam być twoim mentorem.
-Tego nie przemyślałem.
-Dobra, koniec tych żartów. Musimy obejrzeć powtórkę z Parady Trybutów.- Mags. Nawet nie zauważyłam, kiedy tu weszła. Chyba nie tylko ja, bo Finnick kiedy usłyszał jej głos, aż podskoczył.
-Wystraszyłaś mnie.
-Wyglądam aż tak źle?- Pyta Mags.
-Nie wyglądasz źle.- Mówimy razem z Finnickiem i zaczynamy się śmiać. Dołącza do nas Ben. Polubiłam go.


                                                                        ***


   Problemów z tytułem ciąg dalszy. Chyba zacznę dawać tytuły takie jak "brak pomysłu na tytuł". Nie no, żartowałam. Będę kombinować. Może kiedyś się nauczę. Moich smutków na koniec gimnazjum też ciąg dalszy. No, ale może daruję sobie pisanie na ten temat. Postaram się coraz częściej dodawać notki. Co wy na to? Poza tym dziękuję za każdy komentarz i odwiedzenie mojego bloga, dzięki temu aż chce się pisać :)

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 22 - Śmiech

FINNICK


   Czemu to zawsze ona całuje mnie pierwsza? Czemu to nigdy nie mogę być ja? Czemu opowiedziałem jej o wszystkim? Miałem ją od tego chronić. Teraz ona wypłakuje się w poduszkę. Myśli, że to jej wina. Bo ona kazała mi wygrać. A ja siedzę przy niej i nie wiem co mam powiedzieć. Dlatego stawiam na proste:
-To nie twoja wina.
-Ale ja czuję, że właśnie moja. Ja ci powiedziałam, że się zabiję jak zginiesz.
-Co do tego. To ja nie miałem okazji krzyknąć na cały Dystrykt, ale mogę krzyknąć na cały Kapitol, albo nawet całe Panem. Jeśli zginiesz ja się zabiję.
-Finnick...
-Ja mówię poważnie. Jeśli coś ci się stanie... nie będę miał dla kogo żyć.
-Proszę...
-Ja też cię proszę. Teraz ty zrób to dla mnie. Obiecaj.
-Obiecuję.- Kiedy to mówi tym razem to ja ją całuję. I wtedy do pokoju wchodzi Mags.
-Dzieci... - My odskakujemy od siebie jak oparzeni. Annie zaczyna się śmiać, a ja się rumienię.
-Wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie... Tylko nie wiedziałam, że wtedy poczuję się tak... dziwnie?
-Tak... Wychodzi na to, że lepiej kiedy to ja cię całuję Finnick... Bo jak zrobisz to ty, to od razu ktoś nas przyłapuje.- Śmieje się Annie. Ja jestem cały czerwony.
-Bardzo śmieszne...- Odpowiadam.
-Czekaj... To nie był pierwszy raz?- Pyta Mags nadal się śmiejąc. Teraz Annie się rumieni. No cóż obydwoje siedzimy na jej łóżku, tak samo czerwoni.- Dobra nie ważne. Już idę... A zapomniałabym... Jutro przed siódmą przyjdzie Lolita obudzić cię. Więc lepiej będzie jak cię tu znajdzie.- Wskazuje na Annie.- A ciebie nie.- Teraz na mnie.- Dobranoc. - Zamyka drzwi. I razem z Annie wybuchamy śmiechem.
-Byłeś cały czerwony...
-Bo ty to nie...
-Ale ty cały czas, a ja tylko później... Ale jak odskoczyliśmy od siebie... To było śmieszne. A jak to musiało wyglądać.
-Już to sobie wyobrażam. Pewnie podobnie do mojego popisu na dożynkach.- Kiedy to mówię ona zaczyna się śmiać jeszcze głośniej. Ja do niej dołączam. Śmiejemy się prawie całą noc. Dopóki nie zasypiamy.
-Wstawaj! Annie! Już rano! Zaczyna się wielki wielki dzień!- Lolita. Poznałem jej głos. Tylko dlaczego woła Annie? Przecież...  O nie! Ja zasnąłem u niej w pokoju. Mags mnie zabije. Nie zdążyłem otworzyć oczu, kiedy ona wchodzi do środka.- A ty co tu robisz?
-Yyy... Bo my z Annie rozmawialiśmy i zasnęliśmy.
-Tak... Słyszałam jak się śmialiście.
-Przepraszamy.- Wtrąca Annie.- Nie chcieliśmy nikogo budzić. My tylko staraliśmy się zapomnieć ile czasu na rozmowy nam zostało. W końcu nie wiadomo jak potoczą się moje losy na arenie.- Dziewczyna ma talent. Nikt nie umie tak zagrać nikomu na emocjach jak ona.
-To ja przepraszam. Nie powinnam robić wam wyrzutów. Tylko szybciutko ubierzcie się i chodźcie na śniadanie. - Do mnie Lolita nigdy tak nie mówiła, może dlatego, że ja zawsze jej dogryzam.
-Dobrze. Na pewno będzie pyszne tak jak wczorajsza kolacja. A tak na marginesie masz piękną sukienkę Lolito.- Kiedy to mówi uśmiecha się do niej. Już wiem, że Lolita bardzo ją polubiła.
-Dziękuję. Widzisz Finnick powinieneś uczyć się od Annie.
-Tak, tak wiem. - I wychodzi. Kiedy zamyka drzwi mówię, że muszę iść się ubrać i ja też wychodzę. Zostawiam Annie samą. Chociaż teraz powinienem spędzać z nią każdą minutę.


ANNIE


   Wstaję i idę pod prysznic. To niesamowite ile jest tu opcji zwykłego prysznica. Ustawiam na letnią wodę o zapachu konwalii i szampon z odżywką do włosów o tym samym zapachu. Wychodzę z łazienki w samym ręczniku. I drzwi do mojego pokoju otwierają się. Wchodzi Finnick.
-Annie. Pośpiesz się.- Mówi patrząc w podłogę, a kiedy podnosi wzrok robi się czerwony, jak ja trzymająca ręcznik, żeby tylko się nie zsunął.- Przepraszam. Już wychodzę.
-Dziękuję.- Odpowiadam zirytowana, kiedy on zamyka drzwi. Przeglądając garderobę wybieram zwyczajne czarne spodnie i białą bluzkę na krótki rękaw. Wychodzę z pokoju i natykam się na czekającego na mnie Finnicka.
-Ile można na ciebie czekać? - Mówi wyraźnie zdenerwowany.
-Nie musiałeś czekać.
-Musiałem. - Nagle zmienia ton. Nie rozumiem niektórych ludzi. Nie rozumiem tego jak łatwo zmieniają ton jakim mówią.
-Bo? - Pytam.
-Chcę z tobą porozmawiać. - Szepcze.
-No to mów.
-W środku.
-Aaa... To dlatego pozwoliłeś sobie wejść bez pukania, kiedy ja byłam w samym ręczniku? - Zaczynam się z nim droczyć. Szkoda tylko, że tego nie zauważył.
-Przepraszam. Nie chciałem.
-Spokojnie, tylko się z tobą droczę.
-Annie. Proszę. To poważne. Nie chcę cię stracić.
-Nie stracisz.- Mówię i przytulam go. Wtedy on przybliża swoje usta do moich i całuje mnie, ale oczywiście wchodzi Lolita.
-Co wy robicie?- Finnick nadal mnie całuje.- Finnick!-Warczy Lolita. A on się odsuwa. Cały czerwony, nie wiem czy ze złości czy dlatego, że się trochę zawstydził. Ja natomiast staram się powstrzymać śmiech. - Co TO miało być?- Lolita akcentuje słowo "to".
-To? Nic. - Mówi Finnick ze spuszczoną głową.- Chodźmy na śniadanie.
-Dobrze. Oczywiście o tym zdarzeniu muszę poinformować Mags.
-Tak, tak, tak. Chodźmy już.- Kiedy idziemy ja się do niego nachylam i mówię
-A nie mówiłam? - I śmieję się. Fajnie tak czasem oderwać się od problemów i tak zwyczajnie
pośmiać się z kimś.


                                                                               ***


   Widać, że mam problemy z tytułami? Chyba widać. No cóż...  nieważne. Niedługo koniec roku szkolnego, jak się z tym czujecie? Ja okropnie. Szczerze to bardzo rzadko się zdarza żebym nie chciała wakacji, a teraz tak jest. Wszystko przez to, że po nich oficjalnie zostanę licealistką, a tego nie chcę. Nie chcę żegnać się ze swoją klasą. Bardzo wszystkich polubiłam i nie mam już problemu, żebym się do kogoś odezwała, co jest dziwne, bo ja jestem potwornie nieśmiała. Dziś mam ognisko klasowe. Ostatnie w gimnazjum i z tymi osobami. Ja nie chcę iść do liceum!! A dziś jeszcze wyniki egzaminu gimnazjalnego. Boję się. Dobra, koniec z tym opisywaniem życia, bo to nikogo nie obchodzi. Chciałam podziękować wszystkim, którzy to czytają, bardzo się cieszę, że to czytacie i dziękuję za każdy komentarz, to bardzo motywujące :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 21 - "Kochasz mnie?"

ANNIE


   Siedzę w tym samym pomieszczeniu co Finnick pięć lat temu. Czekam, aż ktoś przyjdzie pożegnać się ze mną. Ja nie dam rady. Nie jestem nawet w połowie tak silna jak Finnick kiedy miał czternaście lat. Chociaż prawie nigdy nie opuszczałam żadnych zajęć przygotowujących do Igrzysk. Do pokoju wchodzi ciotka. Płacze.
-Daj spokój. Nie płacz.
-Wygraj. Proszę.- Łka kobieta, która opiekuje się mną od kiedy skończyłam dziesięć lat, która zawsze była silna, która nigdy nie płakała. Nigdy. Nawet na pogrzebie własnej siostry.Teraz zdarza jej się to po raz pierwszy. Płakać. Przy kimś.
-Spróbuję.- Odpowiadam. Nie mogę jej powiedzieć, że właściwe nie mam szans.
-Nie. Musisz wygrać.- Wróciła. Wróciła. Wróciła. Wróciła kobieta, która się mną opiekowała.
-Spróbuję.
-Annie. Proszę. Obiecaj. Zrób to dla siebie. Zrób to dla mnie. Zrób to dla Finnicka. Zrób to dla was.- Dziwne jak łatwo można zmieniać swoje zachowanie. Od smutnej płaczącej kobiety, przez silną i władczą, do zdesperowanej, która chwyci się wszystkiego. Tonący brzytwy się chwyta.- Dla siostry. Pokaż, że ty dasz radę. Błagam.
-Dobrze. Obiecuję. Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby wrócić.-Jednak mnie przekonała. -Ale przestań płakać.
-Spróbuję.
-Koniec czasu.- Krzyczy Strażnik Pokoju czatujący przy drzwiach mojego pokoju. Boją się, żebym nie uciekła. Dlatego stoją przy moich drzwiach.
-Będę cię oglądać.- Mówi ciocia i mnie przytula. Odchodzi. Martwię się o nią. Ciężko jej będzie na to patrzeć. Dla mnie uczestniczenie w tym wydarzeniu też nie będzie przyjemne. Evelyn wchodzi do pokoju. Miałam nadzieję, że przyjdzie. W końcu jest moją dobrą koleżanką.
-Boisz się?- Zaczyna niepewnie.
-To dziwne, ale nie.- Naprawdę się nie boję. Może tylko to sobie wmawiam?
-Wrócisz?
-Nie wiem.
-Wróć. Jak nie to Finnick się załamie. Ja chyba też będę to przeżywać.
-Spróbuję.
-Koniec czasu.- Znowu obwieszcza Strażnik Pokoju.
-Będę tęsknić. Wróć do nas. Proszę.- Pierwszy raz widzę łzy cieknące po jej policzkach. Ten dzień jest zaskakujący.-Będę oglądać i trzymać kciuki.- Przytula mnie.-Do zobaczenia po Igrzyskach.- Uśmiecha się słabo.
-Cześć.- Stać mnie tylko na tyle. Kiedy drzwi się za nią zamykają wiem, że nikt więcej nie przyjdzie. Nigdy nie byłam lubiana.
   Jesteśmy już w pociągu. Właśnie ruszamy. Finnick pokazuje mi mój pokój.
-To jest twój pokój. Mój jest obok. Wybłagałem to od Mags. Wiesz zazwyczaj ona śpi w pokoju obok dziewczyn, a ja obok chłopców.- Uśmiecha się słabo.
-Finnick, uspokój się. Zrobię wszystko, żeby przeżyć.
-Dziękuję. Za godzinę musimy być na kolacji. Później oglądamy powtórkę z dożynek.-Zarumienił się.
-I wszyscy zobaczą co zrobiłeś?
-Tak. Boję się jak Claudius to skomentuje.- Śmieje się. Tym razem szczerze.- To ja idę do siebie. Przyjdę po ciebie przed kolacją.
-Dobrze.- Widzę, że coś jest nie tak. Mimo to nie protestuję, nie proszę go, żeby został. Pozwalam mu odejść. Czuję się tak jakby miał się ożenić. Jakby odchodził ode mnie na zawsze, zostawiając mnie samą z tym co do niego czuję. Kocham go. Widzę, że cierpi. Widzę, że nie mówi mi wszystkiego od kiedy skończył szesnaście lat. Ale ja nigdy nie pytam. Może to błąd?
  Po zjedzonej kolacji razem z Mags, Finnickiem, Lolitą i Benem oglądamy powtórkę z dożynek. Finnick cały czas się rumieni. W Jedynce jest dwójka ochotników, w Dwójce jeden ochotnik, dziewczyna została wylosowana, ma może z piętnaście lat, Trójka obydwoje zostali wylosowani, kiedy w końcu przyszedł czas na nasz Dystrykt ze spokojem stwierdzam, że wycieli sceny z dramatyzującym Finnickiem, zostawili tylko te gdzie płacze. Pozostałe Dystrykty jak zwykle nie wystawiają zbyt dobrych zawodników. Moimi największymi przeciwnikami będzie Jedynka i Dwójka. Jakoś ich pokonam. Muszę. Kiedy powtórka dobiega końca wstaję, żeby iść do swojego pokoju. Finnick robi to samo. Docieramy w ciszy do drzwi prowadzących do mojego pokoju.
-Dobrze, że usunęli te sceny.- Zaczynam.
-Nawet bardzo. Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że będę cię faworyzował, bo cię kocham.
-Kochasz mnie?
-Wiesz to nie rozmowa, którą powinniśmy przeprowadzać w korytarzu.
-To chodź do środka.-Otwieram drzwi i wchodzę, pokazuję oczami Finnickowi, żeby on też wszedł, więc wchodzi.
-Pozwól,że powtórzę. Kochasz mnie?
-Tak. Kocham cię od trzech lat. Cały czas myślę o tobie. Cały czas myślę o tym pocałunku. Nigdy ci nie mówiłem, bo się bałem o ciebie.
-O mnie?
-Tak. O ciebie. Jeśli zwycięzca powie "nie", to Snow każe zabić jego bliskich. Ty jesteś mi najbliższa. Bałem się. - Zaczyna płakać.
-Jakie "nie"? Finnick? O co chodzi?
-Jeśli mu odmówisz.
-W czym?
-Nie chcę o tym mówić. Wybacz. Chyba powinienem już iść.- Ja mu nie pozwalam. Łapię go za rękę, a kiedy się odwraca całuję go. Dłużej niż poprzednio.


                                                                            ***


   Taaak... z tego rozdziału zachwycona też nie jestem, ale chyba da się przeżyć, co? Chcę wam też coś powiedzieć... Nie, nie zawieszam bloga. Będę pisać dalej. Tylko, że... mamy już ponad 300 wyświetleń! Dziękuję! I teraz może komentować każdy. Nawet jeśli ktoś nie ma konta google, albo jeśli chce pozostać anonimowy. Naprawdę zachęcam do komentowania. Byłoby mi bardzo miło. Dobra pochwalę się wam jeszcze, bo dziś w szkole jak się dowiedziałam to skakałam pod sufit. Będę mieć ocenę CELUJĄCĄ z matmy na koniec trzeciej klasy gimnazjum! Jestem taka szczęśliwa. Świetnie, zwłaszcza, że wybieram się do LO na mat-fiz. Także ten... no... jestem bardzo szczęśliwa! No i zachęcam do komentowania. Dziękuję :)

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 20 - "Tak bardzo chcę się obudzić z tego koszmaru"

FINNICK

   Dziś dożynki. Siedemdziesiąte. Czas leci nieubłaganie. Znam Annie już pięć lat. Kocham ją już trzy. Ona nie wie o niczym. W ogóle nie mówię jej o wielu sprawach. Są rzeczy, których nie powinna wiedzieć. Chociażby do czego zmusza mnie Snow. Ja się zgadzam. Bo nie chcę, żeby jej coś zrobił. Dlatego godzę się na wszystko, o co tylko prosi. Nie, on nie prosi. On każe. Szantażuje nas. Zmusza nas. Sprzedaje nas. Robi wszystko. Tylko nie prosi. My się godzimy. Bo jak nie, to wszyscy, których kochamy giną w niewyjaśnionych okolicznościach, ewentualnie znikają z naszego życia. Teraz znowu stoję na scenie, gdzie wszystko się zaczęło. Gdzie mnie wylosowali. Gdzie skazali mnie na takie życie. Teraz wylosują dwójkę innych nieszczęśników. Być może jedno z nich podzieli mój los. Na śmierć drugiego będę musiał patrzeć. Na szczęście nie będę sam. Mags będzie tam ze mną. Ciotka Annie jest znowu na lądzie. Będzie do zakończenia Igrzysk. Ktoś musi opiekować się Annie, kiedy mnie i Mags nie będzie.
-Witajcie moi drodzy na 70 dożynkach poprzedzających 70 Głodowe Igrzyska! -Zaczyna Lolita.- Cóż mogę wam życzyć jedynie pomyślnych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja! -Co roku ta sama formułka. - Czas na losowanie. Panie mają pierwszeństwo.- Podchodzi do kuli, w której są imiona dziewcząt, a ja ściskam kciuki, żeby to nie była Annie. Lolita podchodzi do mównicy. Patrzę na Annie. Ma spuszczony wzrok. Lolita rozkłada karteczkę i blednie. Chyba wiem kto to może być, ale nie dopuszczam do siebie tej wiadomości.- Trybutką reprezentującą Dystrykt Czwarty w 70 Głodowych Igrzyskach zostaje Annie Cresta! - Wykrzykuje Lolita, a ja chcę się zabić.
-Nie!!!-Krzyczę rozpaczliwie. Płaczę. - Zgłaszam się na ochotnika. Proszę. Pozwólcie. Ona nie może. Ja się nie zgadzam. Proszę. Błagam. - Upadam na kolana. Nadal płaczę.- Błagam.- Krzyczę jeszcze głośniej. Nie zauważam nawet kiedy Annie podchodzi i mnie przytula.
-Będzie dobrze. Obiecuję. - Szepcze. Wtedy wstaję. Przecież powinienem być silny. Tylko nie jestem. Za bardzo ją kocham. Wciąż płaczę. Łzy spływają mi z oczu, nie zważając na moje prośby, żeby tego nie robiły.
-Czy są jacyś ochotnicy? Z wyjątkiem ciebie Finnick.- Pyta Lolita. Niestety nikt się nie zgłasza.- Nie? To czas na panów. - Podchodzi do kuli z imionami chłopców i losuje. - Trybutem reprezentującym Dystrykt Czwarty na 70 Głodowych Igrzyskach zostaje Ben Ling.- Wtedy tłum się rozstępuje i trzynastoletni chłopiec podchodzi do sceny, a kiedy się na niej znajduje Lolita jak zawsze pyta- Czy są jacyś ochotnicy?
-Ja.- Mówię, chcę ratować Annie. Mogę zginąć. Ona ma żyć.
-Ty nie możesz.
-Ale...
-Nie zachowuj się jak dziecko. - Warczy Lolita.
-Finnick, proszę. - Dodaje Annie. - Uspokój się. - Nie mogę uwierzyć, że jest taka opanowana. Kiedy byliśmy dziećmi ona zawsze łatwo poddawała się emocjom, a ja ukrywałem co czułem. Teraz kiedy ja mam dziewiętnaście lat, a ona siedemnaście, w co dalej nie mogę uwierzyć, to ja jestem ten... wybuchowy? Może być wybuchowy. Postanawiam się jej posłuchać. Dla niej zrobię wszystko, więc tylko spuszczam głowę. Czekam, aż skończy się ten koszmar, aż się obudzę, krzycząc, wtedy Annie do mnie przyjdzie i będziemy rozmawiać. "Co ci się śniło?" zapyta. "Dożynki. Ty." Odpowiem. Nie będę musiał dodawać nic więcej. Ona zrozumie. Zawsze rozumie. Za to ją kocham. Tylko, że to nie jest koszmar. To rzeczywistość, w której teoretycznie powinienem odczuwać ulgę, ale tak nie jest. Tak nigdy nie będzie. Nie będę mógł jej chronić. Przed niczym. Albo podzieli mój los i będzie musiała robić to co jej każą, będzie musiała żyć ze świadomością, że mordowała albo zginie. Gorzej już być nie może. Teraz wchodzą do środka. Przechodzi tymi drzwiami co ja pięć lat temu. Teraz to ja patrzę. Nie ona. Tak bardzo chcę się obudzić z tego koszmaru.


                                                                                 ***


   Dziś wstawiam tą notkę, aby wynagrodzić Wam poprzednią. Cała jest oczami Finnicka, bo stwierdziłam, że ciekawie byłoby opisać uczucia osoby, która nie może pomóc, komuś kogo kocha, więc... oto efekt mojego pomysłu. Podoba się? Bo ja jestem straaaasznie dumna z tego rozdziału :) Oczywiście zachęcam do komentowania i polecania mojego bloga. Poza tym, dziękuję Wam z całego serca, ponieważ mamy już 295 wyświetleń.

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 19 - "Nieważne"

ANNIE


   Jest weekend, kiedy ciocia jest w domu. Dlatego jestem u niej. Pamiętam, że kiedyś jej obiecałam, że kiedy się zakocham, to jej powiem. Zrobię to. Powiem jej teraz. Powiem co czuję do Finnicka.
-Ciociu, muszę ci coś powiedzieć.
-No to mów.
-Bo... ja... się zakochałam.- Oczywiście, muszę się zarumienić.
-Co? W kim?
-W...
-No mów
-W Finnicku
-Co?
-No, tak.
-Ale jak?
-Normalnie. Zakochałam się w nim. Nie wiem co robić.
-On wie?
-Nie.
-Może na razie mu nie mów. Tak będzie lepiej.
-Na pewno?
-Tak. Chyba nie chcesz zniszczyć waszej przyjaźni.
-Nie chcę.
-A kiedy doszłaś do tego wniosku?
-Nieważne.



FINNICK


   Jestem w domu. Muszę powiedzieć Mags o tym co zrozumiałem. Boję się jak zareaguje. Ale raz się żyje.
-Mags. Muszę ci coś powiedzieć.
-Słucham?
-Zakochałem się.-Mówię to, nawet nie patrząc jej w oczy.
-W kim?
-W Annie.
-Co?
-Przestań. Dobrze wiesz co powiedziałem.
-Nie możesz jej tego powiedzieć.
-Dlaczego? Naprawdę ją kocham. To nie zepsuje naszej przyjaźni. Chyba.
-Nie, o to chodzi.
-To o co?
-Nikt nie może o tym wiedzieć. Rozumiesz?
-Co? Dlaczego?
-Nieważne dlaczego. Ważne, żeby nikt nie wiedział. Dobrze?
-Nie. Powiedz mi dlaczego. Proszę.
-Najpierw ty obiecaj.
-Obiecuję.
-Kiedyś miałam męża, dzieci. Dzieci żyją. Jedna córka jest w Kapitolu, powiedzieli, że pomogą mi pozbyć się ciężaru, jakim jest wychowywanie dziecka i mi ją odebrali,podobno jej zajęcie jest jakoś związane z Igrzyskami, druga podobnie, a syn jest zwycięzcą, tylko w innym Dystrykcie. Za to statek mojego męża utonął, kiedy odważyłam się odmówić. Powiedzieli, że każdy na kim mi zależy, skończy podobnie jak on, jeśli dalej będę odmawiać. Dlatego uważajcie. Proszę.
-Nie rozumiem.
-Snow zabija bliskich każdemu, kto mu się sprzeciwi. Nikt nie może wiedzieć co do niej czujesz. Rozumiesz?
-Tak.
-W ogóle jak doszedłeś do tego wniosku?
-Nieważne.


                                                                                     ***


   Dziś znowu taki nudniejszy rozdział. Przepraszam, naprawdę obiecuję poprawę. Ten rozdział był pisany po prostu wcześniej, kiedy jeszcze nie miałam na nic pomysłu, a teraz może mam, może nie mam. Będę trochę bardziej tajemnicza, może to skłoni was do dodawania komentarzy. Potrzebuję jakiegoś komentarza, bo nie wiem, czy trzymać się bardziej tego co już wiemy z W Pierścieniu Ognia i z Kosogłosa, czy mam trochę pozmieniać? Odpowiecie mi na to pytanie? Mam nadzieję.

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 18- Czternaste urodziny

ANNIE

   Dziś moje urodziny. Kończę czternaście lat. Dokładnie za miesiąc są urodziny Finnicka. Za dwa miesiące jest nasza rocznica przyjaźni. Znamy się już dwa lata. Czas szybko leci. Ja nigdy nie zapomną jego igrzysk. On raczej też. Dlatego zawsze w nocy budzi się z krzykiem. Śnią mu się koszmary. Co noc wraca do świata 65 Głodowych Igrzysk. Wiem, bo ciocia znalazła pracę i jest na lądzie tylko w jeden weekend w miesiącu. Mną i Finnickiem opiekuje się Mags. Zawsze kiedy mój przyjaciel ma koszmary i krzyczy, ja przychodzę do niego do pokoju i rozmawiamy, dopóki nie zaśniemy. W zamian za to on co dzień odprowadza mnie do szkoły i przychodzi po mnie. Cieszę się, że go mam. Wymykam się z pokoju, żeby nie obudzić Finnicka. Niestety mi się nie udaje. 
-Wszystkiego najlepszego.-Zaczyna Finnick.
-Dzięki. Miło, że pamiętałeś.
-Ja miałbym zapomnieć?-Robi minę jakbym go uraziła.
-No wiesz, różnie bywa.- Uwielbiam się z nim droczyć.
-Czuję się urażony.
-Trudno. Przeżyję to.
-Podła jesteś.
-Nie powinieneś mi tak mówić w urodziny. Teraz to ja czuję się urażona.
-Przepraszam.- Podchodzi i mnie przytula. Tak jak zawsze. Jak przed swoimi igrzyskami. Tylko trochę urósł od tego czasu. Ja też, ale on więcej. Teraz jak go przytulam to słyszę bicie jego serca. Chciałabym, żeby biło dla mnie.
-Żartowałam. Dobra, chodź na śniadanie, bo się spóźnię do szkoły.
-No to chodź.-Mówi, ale nadal mnie przytula.
-No to może mnie puść.
-Nigdy.
-Haha Finnick. Ja nie żartuję.
-Ja też nie. Możemy tak iść.
-Masz zamiar tak schodzić po schodach? Żartujesz sobie?
-Jeszcze nigdy nie byłem bardziej poważny.
-No dobra, to chodź.- I idziemy na dół, cały czas przytuleni do siebie. Może to głupie, ale się cieszę. Cieszę się, że mnie przytula. Teraz chcę tylko zatrzymać tę chwilę na zawsze.
-Czy wy ogłupieliście?- Zaczyna Mags, ale nie jest zła, tylko się śmieje.
-A czy my kiedykolwiek byliśmy normalni?- Odpowiada Finnick.
-W sumie to nie. Dobra Finnick puść ją i zjedzcie śniadanie. A i wszystkiego najlepszego Annie.
-Dziękuję.- Odpowiadam Mags.


FINNICK


   Właśnie odprowadzam Annie do szkoły. Robię to zawsze od powrotu. Wyjątkiem było Tournée zwycięzców. Od tego roku jeszcze Igrzyska. Mam być mentorem. Docieramy na miejsce. Przytulam ją.
-Przyjdę po ciebie po lekcjach.
-Wiem. Jakby co to będę czekać.
-Dobra.- I zawracam. Znowu będę siedział sam kilka godzin, co prawda tym razem będę miał zajęcie. Bo chcę zrobić Annie niespodziankę, która nie będzie jakaś niesamowita, bo to tylko piknik w naszym miejscu, ale myślę, że jej się spodoba.
   Wszystko już gotowe. Mags zrobiła jedzenie, ja je ponosiłem i położyłem koc i zapakowany prezent na piasku. Zaraz idę po Annie. Właściwie to już idę, a zaraz będę pod szkołą. Chyba trochę się spóźniłem, bo Annie już czeka, a gdy mnie zauważa zaczyna biec w moją stronę i rzuca mi się na szyję. Znowu czuję jej zapach. Znowu jestem szczęśliwy.
-Mam dla ciebie niespodziankę. Chodź się przebrać i idziemy w nasze miejsce.
-Dobrze, w takim razie... Ścigamy się.- I zaczyna biec. Ja biegnę za nią. Nigdy nie nadążam. Naprawdę jest szybka. Kiedy dobiegam do domu ona już jest w pokoju i się przebiera.
-Wygrałam.- Uśmiecha się do mnie. Szczerze to nawet nie zauważyłem kiedy wyszła z pokoju.
-Jak zawsze. To teraz idziemy w nasze miejsce, ale tym razem się nie ścigamy.
-Dobra.- Wyciąga do mnie rękę, którą ja łapię i tak idziemy. Wychodzimy z domu i idziemy w ciszy przez plażę, ale Annie przerywa tą ciszę.
-Pamiętasz, jak wygrałeś i szliśmy w nasze miejsce? Wtedy też trzymaliśmy się za ręce.
-Chyba nigdy tego nie zapomnę.
-Ja też. Już prawie jesteśmy, więc co to za niespodzianka?
-Idź zobaczyć. Może to nic specjalnego, ale się starałem.
-Liczy się to, że pamiętałeś. Dziękuję. To chodź, bo chcę zobaczyć co to.
-Idę.
   Kiedy już jesteśmy, ona podchodzi do paczki i patrzy na mnie pytająco.
-Otwórz.- Otwiera i uśmiecha się  do mnie.
-Dziękuję. To wspaniałe.-Zaczyna płakać.
-To tylko album ze zdjęciami.
-Tu są wszyscy, których kocham. Jest moja siostra, rodzice, ty, Mags. Dziękuję. Naprawdę.- I przytula mnie. Ja odwzajemniam uścisk.
-Nie ma za co. Dla ciebie wszystko.
-Skąd masz te zdjęcia?
-Kilka z twojego starego domu.- Patrzy pytająco.- Okno było wybite i wszedłem. Kilka z domu twojej cioci, a nasze zdjęcia i Mags z jej domu.
-Nic ci się nie stało jak przechodziłeś przez okno?
-Nie.
-Nie wierzę.
-Tylko lekko się zraniłem, ale to nic wielkiego, naprawdę.-Czemu jestem taki głupi? Po co się przyznawałem? Może to przez te jej cudowne oczy... Finnick! Daj spokój! Nie myśl tak. To tylko twoja przyjaciółka.
-Gdzie?
-Na brzuchu.
-Pokaż.-Podwijam koszulkę, bo nie chcę się z nią kłócić.- Finnick, powinieneś bardziej uważać. Jeszcze coś by ci się stało, znacznie gorszego niż to, a nigdy bym sobie nie wybaczyła. Nigdy. W ogóle liczę na to, że to oczyściłeś.- Kiwam głową, bo to zrobiłem, a w momencie, w którym opuszczam koszulkę, ona podchodzi i wtula się we mnie.-Uważaj na siebie. Bo kiedyś może stać się coś gorszego niż to, że zostanie ci blizna. A tego bym nie zniosła.
-Obiecuję.- I wtedy mnie całuje. Ja odwzajemniam ten pocałunek, który trwa dłużej niż ten, który daje się bliskim na pożegnanie, ale krócej niżbym chciał. Chociaż nie powinienem chcieć. Teraz rozumiem. Ja ją kocham. Naprawdę. Moje serce bije tylko dla niej.
-Przepraszam. Nie powinnam.-Chce odejść, ale ja jej nie pozwalam. Tylko kręcę przecząco głową. Chcę powiedzieć "Kocham Cię. Moje serce bije tylko dla ciebie." Zamiast tego wybieram głupie:
-Daj spokój. Nic się nie stało.


                                                                               ***
   Z okazji zwiastuna dziś taki romantyczniejszy rozdział :) Aaaaa... jak ja się cieszę tym zwiastunem! No i oczywiście tym, że mój blog ma już ponad 200 wyświetleń. Dziękuję.

ZWIASTUN!!!



Też się cieszycie? Ja baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo!

Chyba trzeba to uczcić nowym rozdziałem co? Już się wstawia!
PS Widzieliście? Zaczyna się ślubem Finnicka i Annie!

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 17- Praca

ANNIE


   Jestem już w domu. Razem z ciocią. Obie jemy kolację w kuchni. Jestem taka szczęśliwa. Finnick wreszcie jest w naszym Dystrykcie, wreszcie rozmawialiśmy. Tak za nim tęskniłam.
-Annie, po kolacji zrobię herbatę i posiedzimy razem w salonie dobrze? Musimy poważnie porozmawiać.- O co jej chodzi? Znowu coś zrobiłam? Zgadzam się, więc kiwam głową. Wiem, że ciotka nie ustąpi, wolę mieć to za sobą.
  Siedzę na kanapie i czekam na herbatę z ciotką... wróć, ciotkę z herbatą. Jakbyśmy nie mogły rozmawiać bez tej herbaty.
-Proszę, oto herbatka. Taka jak lubisz z czterema kostkami cukru.- Uśmiecha się do mnie, ja odwzajemniam ten uśmiech.
-Dziękuję.
-Dobra, czas przez to przejść. Annie. Wiem, że nigdy nie zastąpię ci mamy czy siostry, ale wiedz, że możesz na mnie liczyć. Teraz jesteś w trudnym wieku. Zakochujesz się. To normalne. Tylko proszę nie zamykaj się w sobie, tylko rozmawiaj ze mną.
-Co?
-Widzę co czujesz do Finnicka. Nie jestem ślepa. Widzę co on czuje do ciebie.
-Ciociu, daj spokój.  My się tylko przyjaźnimy. Jak się w nim zakocham to raczej ci powiem.
-Mam nadzieję. A chcesz o czymś porozmawiać?
-Tak. Dlaczego nikt mi nie powiedział o wyjeździe rodziców Finnicka?
-Nikt nie chciał cię denerwować. Widzieliśmy jak ciężkie były dla ciebie te miesiące.
-Więc woleliście, żebym dowiedziała się w ostatniej chwili?
-Przepraszam. Teraz nic przed tobą nie ukryję. Dlatego też musisz wiedzieć, że w przyszłym miesiącu zaczynam pracę. Więc będziesz mieszkać z Mags, bo ja na lądzie będę tylko w jeden weekend w miesiącu i kiedy Mags będzie musiała wyjechać. Przepraszam.
-Przynajmniej już wiem. Łatwiej będzie mi się przyzwyczaić. Dziękuję.


FINNICK


   Teraz mieszkam u Mags. Już u niej jestem i właśnie jemy kolację.
-Finnick, muszę ci coś powiedzieć.
-Co? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że teraz co noc będę mieć koszmary? Bo wiesz, takowe już miałem, nawet budziłem się z krzykiem.
-Nie, nie chcę ci tego mówić, bo wiem, że to wiesz, ale spokojnie kiedyś się nauczysz nie budzenia z krzykiem, będziesz tylko zlany zimnym potem. Chcę ci powiedzieć, że za miesiąc wprowadzi się tu Annie. Jej ciotka dostała pracę i będzie tu tylko w jeden weekend w miesiącu, albo kiedy mnie nie będzie.
-To dobrze czy źle?
-Tak i tak.
-No tak. To ja idę spać. Dobranoc Mags.


                                                                              ***


   Ten rozdział jest baaardzo nudny, przepraszam. Przy następnych bardziej się postaram. A tak na marginesie, to wiecie, że już we wtorek zwiastun do Kosogłosa cz. 2? Jestem taka szczęśliwa. No może nie do końca, bo przecież jak wyjdzie Kosogłos cz. 2 do kin to na co będziemy czekać? A po za tym większość z nas raczej wie, co się tam stanie. Chociaż w sumie i tak MEGA się cieszę, że będzie już zwiastun. Ooo... i ciekawe kiedy będzie zdjęcie z Finnickiem. Już nie mogę się doczekać.
I tak wiem napisałam to baaardzo chaotycznie.

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 16- Powrót Finnicka

ANNIE


   To już dziś. Dziś Finnick do mnie wróci. Znowu będzie wszystko dobrze. Tylko czemu ciocia i jego rodzice tak dziwnie się zachowują? Martwię się o nich. Ale dziś powinnam myśleć tylko o moim przyjacielu. Będzie za godzinę. Za godzinę z nim pogadam. Pogadam o wszystkim. Boję się jednak rozmowy na jeden temat. Na temat tego co powiedział na arenie i na wywiadzie. "Zrozumiałem, że ją kocham dopiero na arenie" to jego słowa. Ja też go kocham, ale boję się, że to wszystko zepsuje.


FINNICK


   Właśnie wjeżdżamy na stację. Cieszę się, smucę i boję jednocześnie. Cieszę się bo wracam, smucę bo rodzice wyjeżdżają, boję rozmowy z Annie. Właśnie ją widzę. Uśmiecha się i macha. Ja odmachuję. Obok niej są moi rodzice i jakaś kobieta, prawdopodobnie ciocia Annie, im też macham. Zatrzymujemy się. Wysiadam razem z Mags.
   Jesteśmy na plaży. Ja, Annie, Mags, ciocia Annie i moi rodzice. Zaraz będą wsiadać na statek. Annie powstrzymuje łzy, ja nie. Płaczę. Żegnam się z nimi, podobnie jak tradycja Dystryktu Czwartego nakazuje żegnać się z bliskimi, z którymi więcej się nie zobaczymy. Pocałunek w usta. Krótki całus. Więcej ich nie zobaczę. Wsiadają na statek. Machają nam jeszcze przez chwilę i znikają. Annie zaczyna płakać. Nikt nie wie co robić, więc podchodzę i przytulam ją jak przed Igrzyskami. Znowu czuję jej zapach. Znowu czuję radość. Choć to dziwne w takiej sytuacji.
-To ja powinnam cię teraz przytulić, a nie ty mnie. Przepraszam Finnick.
-Daj spokój Annie. Nic się nie stało, a poza tym może ja lepiej się czuję przytulając ciebie. Nie pomyślałaś o tym?-Ona tylko patrzy mi w oczy i uśmiecha się.
-Idziemy w nasze miejsce?-Szepcze tak jak Mags w tamtym dziwnym pomieszczeniu. Ja tylko kiwam głową.
-Mags? Możemy iść z Annie?
-Idźcie. Ja zaproszę Elen na herbatkę i później przyjdziecie do mnie dobrze? Do Wioski Zwycięzców.
-Kto to Elen?
-Ciocia Annie.- Odpowiada i odchodzą. Wstyd mi, że nawet nie wiedziałem jak nazywa się ciocia najbliższej mi osoby. Rodziców nie liczę. W końcu wyjechali. Uśmiecham się więc do Annie, podaję jej rękę i idziemy. Dziwnie się czuję. Idę z nią trzymając się za ręce. Jest tak cicho, że słyszę bicie naszych serc. Jest w tym samym rytmie. To coś znaczy? Może to tylko moje serce? Nie wiem. Nic nie wiem. Docieramy w nasze miejsce i zaczynamy rozmawiać. Jak zawsze. Uwielbiam to.
-Nie uwierzysz co się stało w dzień otwarcia Igrzysk.- zaczyna Annie.
-Tak, wiem. Zemdlałaś.
-Bardzo śmieszne Finnick. Ja mówię serio.
-Ja też.- Patrzy na mnie ironicznie.-Mów dalej.
-Kiedy weszłam do szkoły zatrzymał mnie brat Rose z tą jego grupką. Oczywiście zaczęli mnie wyśmiewać.-Zabiję tego durnia.-Nic by to mnie nie obeszło, gdyby nie to, że powiedzieli, że przegrasz i jesteś żałosny, wtedy się wkurzyłam, ale on zaczął mówić o mojej siostrze.-Zabiję go.- Już miałam coś powiedzieć, ale odezwała się Evelyn i mnie broniła. Rozumiesz? To było dziwne. Powiedziała, że chce zakopać topór wojenny i takie tam. Ona pomagała mi przetrwać, kiedy ty byłeś na arenie.
-To dziwne.
-Bardzo. Tylko Finnick, proszę nie rób nic temu idiocie. Wystarczy, że zabiłeś Rose. To wystarczająca kara.- Skąd ona to wiedziała?-Wyczytałam z twoich oczu. To też.- Uśmiecha się do mnie.
-Annie.
-Co?
-Naprawdę cię ko... stęskniłem się za tobą.- Stchórzyłem w ostatniej chwili.
-Wiem. Ja też.-Uśmiecha się i mnie przytula. Ja odwzajemniam uścisk i nie marzę o niczym innym jak o zatrzymaniu tej chwili.


                                                                           ***


   Już jest ponad 200 wyświetleń. Dziękuję!!!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 15 - Co "tak nagle"?

FINNICK



   Budzę się w białym pomieszczeniu. Mags jest już przy mnie.
-Dziś masz wywiad.
-Znowu?
-Tak.
-Czemu jesteś taka dziwna?
-Wydaje ci się.- Uśmiecha się, ale inaczej niż zwykle. Widzę, że coś jest nie tak.
-Na pewno?
-Tak.
-Kiedy wrócę do domu?
-Będziemy za trzy dni. Dziś wywiad i prezentacja wygranego i jego zespołu, a do tego oglądanie powtórki i wywiadu z bliskimi.
-A jak długo spałem?
-Jakiś tydzień.
-Tydzień?
-Tak. Tydzień. Teraz coś zjedz, a ja pójdę zadzwonić.- Uśmiecha się do mnie z wysiłkiem.
-Dobrze.-Kiedy wychodzi ja chcę iść za nią. Tylko nie mogę. Jestem podłączony do jakiś rurek. Słyszę jednak zza drzwi fragment jakiejś rozmowy. Wiem, że to Lolita zatrzymała Mags.
-I jak powiedziałaś mu? Jak on się czuje?
-Chyba dobrze, ale nie powiedziałam. Jak mogłabym mu powiedzieć? Załamałby się.
-Musisz. To dziwne, że tak nagle...
-Tak, wiem. Tylko chodź już, bo jeszcze to wszystko usłyszy.- I odchodzą. Tylko o co chodziło? Co "tak nagle"? Mam się bać? Coś z Annie? Coś z rodzicami? Dlaczego jestem przyczepiony do jakiś rurek? Dlaczego tego wcześniej nie zauważyłem? Szarpię się. Chcę się dowiedzieć o co chodzi. Coś wpływa do moich żył. Zasypiam.
   Otwieram oczy. Obok mnie ktoś siedzi. Niestety nic nie widzę. Dlatego strzelam kto to może być.
-A... Mags?-Chciałem powiedzieć Annie, ale przypomniałem sobie, że jestem w Kapitolu.
-Tak, to ja. -Patrzę na swoje ręce. Nie ma tam żadnych rurek. Chyba mnie odłączyli.
-Długo spałem? Kiedy wywiad?
-Trzy dni. Wszystko przełożyliśmy na dziś.
-O co chodziło w twojej rozmowie z Lolitą?
-Wiedziałam, że usłyszysz. Tylko mów ciszej.
-Dobra. Powiesz mi wreszcie?
-Twoi rodzice razem mają wypłynąć w rejs kiedy tylko wrócisz. Zdążysz się z nimi przywitać i pożegnać. Później ja mam się tobą opiekować.-Szepcze moja mentorka,a ja nie mogę w to uwierzyć.
-Ale jak to? Już nie wrócą? Nigdy?
-Nie. Raczej nie. Przynajmniej żyją. -Dalej szepcze. Nie rozumiem dlaczego nie mówi normlanie, tylko szepcze.
-Ale dlaczego wypływają?- Dziwne, ale nie płaczę.
-Pogadamy kiedy indziej.Jutro wyjeżdżamy.- Tym razem mówi normalnie.Wstaje i kieruje się do... ściany? Gdzie w tym wariatkowie są drzwi?-Zapomniałabym. Zaraz przyjdzie ekipa przygotowawcza, a potem stylistka.-Uśmiecha się słabo i wychodzi. Ja zastanawiam się dlaczego jest taka smutna. Dlatego, że moi rodzice muszą wyjechać czy dlatego, że będzie musiała się mną opiekować? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Mam dość zmartwień.
   Oglądamy powtórkę z Igrzysk. Wszyscy. Ja siedzę w jakimś fotelu, z koroną na głowie. Zakładał mi ją sam Snow. Musiałem patrzeć w te jego podstępne oczy i ściskać jego rękę, kiedy mi gratulował. Nienawidzę go. Przez niego walczyłem na arenie, a teraz muszę przeżywać to od nowa, bo oglądamy powtórkę. Momentami wplatają wywiady z bliskimi. Teraz jest moment kiedy zostałem ranny. Wpleciona została rozmowa z Annie.
-A co czułaś kiedy został ranny?- Pyta Caesar.
-Na początku upadłam na podłogę, zaczęłam zanosić się płaczem i nie patrzyłam w ekran, co prawda koleżanka mnie uspokajała, ale kiedy usłyszałam armatni wystrzał wszystko zrobiło się ciemne i zemdlałam.. -To było urocze i straszne jednocześnie. Płakała, a potem zemdlała. Uśmiecham się jak głupi kiedy to słyszę. Nie powinienem. To był tak naprawdę jedyny moment na jakim się skupiłem. No prawie. Oczywiście jest jeszcze moment kiedy mówię, że kocham Annie, no tak. Zapomniałem o tym.


                                                                              ***


   Hej moi drodzy! Dziś Dzień Dziecka! Cieszycie się? Ja bardzo, bo chociaż mam szesnaście lat co rok obchodzę ten dzień. Bo jak wiadomo jeszcze jestem dzieckiem. Dlatego wstawiam nowy rozdział i chcę życzyć wszystkiego dobrego z okazji Dnia Dziecka tym co są dziećmi i tym co czują się dziećmi.