niedziela, 31 grudnia 2017

Rozdział 2

   — Wstawaj, śpiochu — wyszeptała melodyjnie jej mama. Jednak dziewczyna nie miała jeszcze ochoty wstawać. — Ja nie żartuję, twoi młodsi bracia chcieli obudzić cię zamiast mnie... jeśli chcesz, to mogę ich zawołać... 
Te słowa wystarczyły, żeby Annie wyskoczyła z łóżka jak oparzona. Zachowanie dziewczyny spowodowało głośny wybuch śmiechu jej mamy. Reakcja trzynastolatki może wydawać się nieco zabawna i niepoważna, jednak prawda jest taka, że jest zdecydowanie słuszna. Jej młodsi bracia — pięcioletni bliźniacy, są prawdziwymi potworami. Oczywiście potrafią być dobrzy i poukładani, ale przez większość czasu po prostu im się nie chce. Dlatego za każdym razem, gdy ją budzili, to robili to w dość specyficzny sposób. Kilka razy wylali dziewczynce na głowę szklankę lodowatej wody, innym razem zaczęli skakać po jej łóżku, a kiedyś nawet złapali szczura i wrzucili jej pod kołdrę. Dlatego nastolatka woli unikać pobudek, przyszykowanych przez tych łobuzów. Chociaż musi przyznać, że dla niej są jeszcze łagodni, a jej starszy brat — Dennis ma znaczenie gorzej, bo kiedy na nią wylali szklankę wody, na nim wylądowało całe wiadro wody z lodem, kiedy skakali po jej łóżku, po jego łóżku również skakali, ale także rzucali w niego pomidorami, kiedy jej wrzucili szczura pod kołdrę, jemu wrzucili trzy szczury i kota.  Życie z nimi jest oczywiście ciekawe, ale też bardzo trudne.
   — To nie jest śmieszne, mamo! Gdyby oni mnie budzili, mogłabym zginąć! — oznajmiła Annie.
   — Oj no bez przesady... to twoi młodsi bracia, którzy mają zaledwie pięć lat... — zaczęła kobieta.
   — Mamo... oni wrzucili mi pod kołdrę szczura! — krzyknęła dziewczynka.
   — Prawda... są trochę nieokrzesani...
   — Trochę?
Poranną pogawędkę jedynych kobiet w rodzinie Cresta przerwał przeraźliwy krzyk, dobiegający z pokoju obok. Matka i córka spojrzały na siebie i szybko pobiegły do sypialni czternastoletniego Dennisa.
   — WILL I BILL!!! NA TRÓJZĄB POSEJDONA! ZABIJĘ WAS! — ryknął chłopak na cały dom.
  — MAMUSIU!!! ON NAM GROZI! — krzyknęli jednocześnie chłopcy i schowali się za kobietą.
   — Dennis... uspokój się... — zaczęła ich matka.
   — Mamo! Ale oni wrzucili mi do łóżka chyba całą ławicę ryb! — odparł czternastolatek. Na te słowa Annie zachichotała. — No bardzo śmieszne... teraz śmierdzę zdechłą rybą...
   — To i tak lepiej niż zwykle... — odpowiedziała trzynastolatka.
   — Annie! — upomniała ją matka. — W ogóle wszyscy... uspokójcie się i idźcie do kuchni na śniadanie. Ojciec za chwilę wróci ze sklepu i zjemy śniadanie W CISZY I SPOKOJU. A potem przyszykujecie się do dożynek — oznajmiła kobieta, kładąc wyraźny nacisk na słowa "cisza" i "spokój".

Śniadanie już przebiegało w spokojnej i przyjemnej atmosferze. Cała rodzina śmiała się i żartowała, nawet Dennis nie był naburmuszony i spokojnie rozmawiał ze wszystkim, choć pewne jest, że po cichu obmyślał plan zemsty na młodszych braciach. W końcu są rzeczy, których się nie robi, a na pewno jedną z nich jest wrzucenie pięciu starych ryb do łóżka śpiącej osoby. Zazwyczaj po brutalnych pobudkach Annie też zastanawiała się nad tym, w jaki sposób zemścić się na braciach. Dziś jednak nie musiała nic takiego planować, więc myślami wróciła do poprzedniej nocy, kiedy to zatańczyła z najprzystojniejszym chłopakiem, jaki kiedykolwiek chodził po Dystrykcie Czwartym. Dziewczyna nadal w to nie wierzyła. To było jak najpiękniejszy sen, który mógłby nigdy się nie kończyć.


   — Finnick, wstawaj. Zrobiłam śniadanie — oznajmiła oschle młoda kobieta o zielonych oczach. Czternastolatek jedynie przekręcił się na drugi bok. — Więcej nie będę powtarzać. Wstawaj, jeśli chcesz coś zjeść. Jak nie pojawisz się w kuchni za dwie minuty, to będziesz głodny przez resztę dnia — oznajmiła i wyszła, trzaskając drzwiami tak głośno, że prawie zatrząsł się cały dom.
   Chłopak westchnął ciężko, przeciągnął się na łóżku i po chwili wstał. Wiedział, że jego matka nie żartowała. Nigdy nie żartowała, a przynajmniej nie w jego obecności. Ta kobieta wręcz go nienawidziła, a on nie wiedział dlaczego. Zawsze robił wszystko, aby była z niego dumna, ale dla niej to zawsze za mało. Na szczęście chłopak miał jeszcze ojczyma, który zawsze pomagał mu we wszystkim i choć nie był z nim spokrewniony, to kochał go bardziej niż rodzona matka. Była też jego młodsza, siedmioletnia przyrodnia siostra, która wręcz go uwielbiała.
Finnick zszedł na parter i udał się do kuchni, gdzie zastał całą swoją rodzinę. Wszyscy się z czegoś śmiali. Nawet jego matka, która zaraz po zobaczeniu swojego pierworodnego, przybrała naburmuszony wyraz twarzy. Zabolało go to, jednak nie dawał nic po sobie poznać. Przez czternaście lat swojego życia nauczył się wielu rzeczy, a jedną z nich było to, że nie można okazywać swoich uczuć.
   — Cześć wszystkim — powiedział wesoło czternastolatek, podszedł do młodszej siostry i poczochrał jej włosy, a następnie usiadł na swoim miejscu.
   — Cześć, jak się czujesz w dzień dożynek? Zestresowany? — spytał ojczym, po czym promiennie się uśmiechnął.
   — No... nie da się zaprzeczyć... stresik trochę jest, ale raczej nie mam się czego bać... zresztą i tak zastanawiam się, czy nie zgłoszę się za te cztery lata... — zaczął. W tym czasie matce chłopaka wypadł z rąk talerz, który trzymała. Czternastolatek spojrzał  w jej stronę. Zresztą nie tylko on. Ojczym i młodsza siostra Finnicka też to zrobili.
   — Lysso? — spytał mężczyzna, wstał z krzesła i podszedł do swojej żony. — W porządku? Co się stało?
   — Słabo mi. Pójdę się przewietrzyć — oznajmiła oschle i wyszła z kuchni, a mężczyzna poszedł za nią.
Finnick za to zabrał się za jedzenie. Wreszcie mógł zjeść śniadanie w całkiem miłej atmosferze, a jest to luksus, którego zazwyczaj nie doświadczał, bo Lyssa Odair skutecznie mu to uniemożliwia.
   — Naprawdę się zgłosisz? — spytała siedmioletnia dziewczynka.
   — Oczywiście, Ami, ale na razie nie zamierzam tego robić... dopiero podczas ostatnich dożynek — odpowiedział jej starszy brat, zagryzając kolejny kęs zielonego chleba. Ami odezwała się dopiero po chwili.
   — Ale wygrasz? Dla mnie? — Czternastolatek spojrzał na nią z uśmiechem.
   — Dla ciebie wszystko, skarbie.



Dożynki w Dystrykcie Czwartym przebiegały w radosnej atmosferze. Ludzie pochmurnieli dopiero po wylosowaniu tegorocznych ofiar, choć i to nie zawsze, bo działo się tak tylko wtedy, gdy nikt nie zgłosił się na ochotnika, a trybutami zostali ludzie zbyt młodzi na wygraną, chociaż ostatni raz miało to miejsce pięć lat temu.
Młodzi ludzie ustawiali się wokół sceny, radośnie dyskutując o poprzedniej nocy. Annie Cresta szukała w tłumie swoich przyjaciółek, a udało jej się to dopiero tuż przed rozpoczęciem uroczystości.
   — Annie! Dziewczyno! Gdzie ty się wczoraj podziałaś? Szukałyśmy cię! — krzyknęła Iris.
   — My? Chyba ja... ty byłaś zajęta tańczeniem z Dennisem... i nawet byś tego nie zauważyła, gdybym cię nie poinformowała... — odparła Ariadna, złośliwie uśmiechając się do Iris, której policzki przybrały barwę dorodnego pomidora. Annie popatrzyła na nie zdziwiona.
   — Po pierwsze... fuj! Dennis? Nieważne... nie oceniam. A po drugie... poszłam do domu... nie miałam ochoty tam dłużej siedzieć, to chyba nic złego?
   — Nic złego? Nic złego? To było bardzo złe! Teraz możesz jedynie żałować, bo... TAŃCZYŁYŚMY Z FINNICKIEM ODAIREM! Rozumiesz?! — wrzasnęły wspólnie jej przyjaciółki.
   — Ja też... — zaczęła Annie, ale w tym momencie rozbrzmiała muzyka. Rozpoczęły się dożynki.

Pierwszą osobą jaką Finnick wypatrzył w tłumie był nikt inny tylko Dennis Cresta. Czternastolatek uśmiechnął się do siebie i ruszył w stronę kolegi. Właściwie to chłopcy byli dla siebie kimś w rodzaju przyjaciół. Zawsze siedzieli razem, spędzali ze sobą przerwy – zazwyczaj w otoczeniu podziwiających ich dziewcząt. Jednak ich przyjaźń raczej nie wychodziła poza mury szkoły, chyba że chłopcy spotkali się gdzieś przypadkowo. Finnick nigdy nie zapraszał nikogo do swojego domu. Co prawda nie miał się czego wstydzić. Zarówno jego ojczym, jak i matka pracowali w bardzo dobrych zawodach, dzięki czemu niczego nigdy im nie brakowało. No w przypadku Finnicka prawie niczego. I to właśnie o to "prawie" się rozchodziło. Chłopak nigdy nie poznał swojego prawdziwego ojca, a matka nienawidziła go za to, że w ogóle się urodził i często mu to okazywała. Czternastolatek nie chciał przyznawać przed światem, że jest niechcianym dzieckiem, którego matka żałuje, że go urodziła. Wolał, aby wszyscy myśleli, że jest chodzącym cudem, pewnym siebie i bardzo przystojnym jak na swój wiek chłopakiem z bardzo dobrej rodziny. Tak było po prostu łatwiej.
   — Och! Kogo my tu mamy! Finnick Odair we własnej osobie! Chłopie! Dobrze, że jesteś... potrzebowałem w końcu zobaczyć kogoś kompletnie nieatrakcyjnego! — wykrzyczał Dennis, gdy tylko zobaczył zbliżającego się Finnicka.
   — Doprawdy? W takim razie... czemu nie spojrzałeś w lustro? — odgryzł się chłopak.
Finnick chciał właśnie spytać Dennisa o bal, jednak w momencie, gdy otworzył usta, rozbrzmiał hymn Panem.

Na scenie znajdowały się cztery fotele. Pierwszy z nich zajmował burmistrz Czwórki, kolejne dwa tegoroczni mentorzy — Mags Flanagan i Gryfin Ferich. Ostatni fotel należał do kobiety, ubranej w jasnoniebieską sukienkę, której włosy idealnie zgrywały się z kolorem ubrania. Była to pochodząca z Kapitolu opiekunka trybutów z Dystryktu Czwartego. Nazywała się Fleri Puff.
Przedstawicielka z Kapitolu jednak nie siedziała na swoim miejscu. Zamiast tego stała przy mównicy i właśnie rozprostowywała karteczkę papieru, gdzie zapisane było imię i nazwisko tegorocznej trybutki.
   — Lendria Perri! — wykrzyczała ze swoim piskliwym akcentem.
Rządek, gdzie stały dziewczyny w wieku dwunastu lat rozstąpił się. Wyszła z niego niewielka, drobna dziewczynka o jasnych włosach, związanych w kucyka. Pewnie udała się na scenę, gdzie została przedstawiona.
   — Czy są jacyś ochotnicy? — spytała Fleri.
   — Ja! — rozbrzmiał głos jakiejś dziewczyny, a rząd osiemnastolatek rozstąpił się, aby ją wypuścić. Była średniego wzrostu i przeciętnego wyglądu, ale było w niej coś, co intrygowało innych ludzi. Może to ta pewność siebie?
   — Wspaniale! — krzyknęła kapitolinka, gdy dziewczyna zbliżyła się do sceny.
Dwunastolatka, która została wylosowana, wróciła do swoich rówieśników. W tym czasie osiemnastoletnia ochotniczka przedstawiła się, miała na imię Samanta Sercia. Jej rodzina była znana w Czwórce. Nie była to jednak zbyt dobra sława. Była to wielodzietna rodzina, należąca do tych najbiedniejszych. Jakiś czas temu głowa rodziny — pan Sercia, popełnił samobójstwo, a jego żona rzuciła się w wir alkoholowy, aby zagłuszyć rozpacz. Ósemka ich dzieci musiała radzić sobie sama. Najprawdopodobniej dlatego najstarsza z nich zgłosiła się do Głodowych Igrzysk. Dzięki wygranej rozwiązałaby większość rodzinnych problemów.
Po chwili Fleri Puff ogłosiła, że czas na wylosowanie męskiego trybuta. Podeszła pewnym krokiem do kuli z losami, a gdy wyciągnęła tę jedną, wyjątkową karteczkę i wracała na mównicę, na placu słychać było jedynie stukot jej wysokich obcasów. Po powrocie do mównicy rozłożyła los i wykrzyczała:
   — Finnick Odair!


_________________________________________________________________________________


Witajcie moi kochani czytelnicy! To już ostatni post w roku 2017 (tak samo jak i ostatni dzień tego roku) i następny pojawi się dopiero pod koniec stycznia :D Liczę na to, że rozdział Wam się podobał, bo mi pisało się go całkiem przyjemnie :D
W ogóle to jak kończy Wam się ten rok? Macie jakieś postanowienia noworoczne? Bo ja na pewno planuję więcej się uczyć i zdecydowanie więcej pisać :D
Życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku! ♥♥♥
I liczę na to, że miło spędziliście Święta ♥

sobota, 9 grudnia 2017

Rozdział 1

CZĘŚĆ PIERWSZA
_________________________________________________________________________________


Słońce prażyło niemiłosiernie już od ponad miesiąca. Oczywiście w Dystrykcie Czwartym słoneczna pogoda była na porządku dziennym, lecz przez cały miesiąc było wyjątkowo skwarnie. Żar dosłownie lał się z nieba. Jednak tego dnia wszyscy obywatele Czwórki nagle przestali narzekać. Rozpoczął się wówczas doroczny festiwal, potocznie zwany "Tygodniówką", który, jak sama nazwa wskazuje trwał przez tydzień. Było to ostatnie siedem dni przed dożynkami, jednak wydarzenie to sprawiało mieszkańcom Dystryktu Czwartego tak wiele radości, że udawało im się na ten czas zapomnieć o nadchodzących wielkimi krokami Głodowych Igrzyskach.

Rozpoczęcie festiwalu zawsze było niezwykle radosne. Ludzie śmiali się, żartowali, poznawali się. Każdy uśmiechał się tak szeroko jak tylko mógł i wcale nie był to wymuszony uśmiech, w trakcie tych dni każdy był po prostu szczęśliwszy niż zwykle. Niektórzy sprzedawali smażone ryby, inni zielony chleb, a jeszcze inni najzwyklejszą w świecie lemoniadę. Organizowano różne atrakcje, takie jak konkurs na jedzenie ryb na czas, albo lekcje o morzu dla najmłodszych.

Najwięcej osób tłoczyło się przy prowizorycznej scenie, która w rzeczywistości była tratwą, gdzie miało miejsce oficjalne otwarcie festiwalu. Na początku przemawiał burmistrz Czwórki — Teodor Saltwater. Po przemowie zakończonej słowami "Bawcie się dobrze i zapamiętajcie te dni do końca życia" przekazał mikrofon wokaliście lokalnego zespołu muzycznego. To wtedy zaczęła się zabawa.

Wśród tłumu bawiącego się przy dźwiękach radosnej muzyki, błąkał się niewielki brązowy szczeniak z białą plamką na grzbiecie. Psiak wyglądał na zadbanego. Był wyczesany, gruby, a czerwona obróżka aż lśniła na jego szyi. Widać było, że się zgubił i chaos, panujący na plaży mocno go wystraszył. Zwierzak zaczął piszczeć, choć pewne było, że wśród tego hałasu nikt nie mógł tego usłyszeć.

W tym samym czasie, czternastoletni chłopiec przedzierał się przez tłum. Już na pierwszy rzut oka, można było zauważyć, że jego niezwykłe oczy o barwie morskiej zieleni, prześlizgują się po całej plaży w poszukiwaniu kogoś lub czegoś. Lecz nie widział, tego co chciał.

   — Brytan! Ty idioto! Gdzie jesteś? — zawołał, co spowodowało, że kilka twarzy momentalnie obróciło się w jego stronę i cóż... prawda jest taka, że ich miny wcale nie wyrażały aprobaty. Czternastolatek wyprostował się, a po chwili uśmiechnął najbardziej czarującym uśmiechem na jaki było go stać. — To ja sobie już pójdę... miłej zabawy. — Oznajmił głosem znacznie poważniejszym, a zarazem dojrzalszym niż powinien, co zabrzmiało wyjątkowo nienaturalnie, choć on się tym nie przejął i pewnym krokiem ruszył w przeciwną stronę.

Po dotarciu do ławek, stojących obok budki z rybnymi przekąskami, usiadł i ukrył twarz w dłoniach.

   — Świetnie. Właśnie zgubiłem w tłumie najlepszego przyjaciela. Po prostu cudownie... Boże... jakim ja jestem idiotą! Co mi do tego pustego łba strzeliło, żeby zabierać go na plażę podczas tygodniówki... — mówił sam do siebie. Po chwili usłyszał czyjś głos.

   — Hej, piesku... co tu robisz? Zgubiłeś się? — pytała jakaś dziewczynka.

Czternastolatek od razu obrócił głowę w stronę, z której dobiegł go jej głos i wreszcie znalazł to, czego szukał – Brytan, siedział u stóp rudowłosej dziewczynki, którą chłopiec znał z widzenia ze szkoły. Widok najlepszego przyjaciela od razu sprawił, że czternastoletni mieszkaniec Dystryktu Czwartego uśmiechnął się promiennie i pobiegł w jego stronę.

   — Brytan! Głupku ty! Jak mogłeś mi to zrobić? Szukam cię od godziny! — krzyknął, zbliżając się do czworonożnego kompana. Szczeniak, gdy tylko usłyszał jego głos kilka razy szczeknął i rzucił się na swojego pana, który właśnie uklęknął, aby przytulić swojego niesfornego, puchatego towarzysza, dając mu się lizać po rękach i twarzy. — Jeśli jeszcze raz mi to zrobisz to chyba cię uduszę, łobuzie ty jeden — mówił, tuląc się do zwierzaka.

Po tej chwili niezwykłej radości, chłopiec przypomniał sobie o obecności dziewczynki i stwierdził, że musi zrobić to, co na jego miejscu zrobiłby każdy inny gentleman — podziękować. Dlatego też wstał, otrzepał piasek z kolan, odchrząknął i odezwał się do rudowłosej.

   —  Hej, dziękuję za znalezienie tego małego potwora.

   — He... hej, to raczej on znalazł mnie, a nie ja jego — odpowiedziała tak cicho, że gdyby chłopiec stał chociaż krok dalej to najprawdopodobniej nie usłyszałby co mówiła.

   — Czemu mówisz tak cicho? — spytał. Dziewczyna spojrzała na niego wystraszona.

   — Ja? Po prostu tak mam... —  odparła, tym razem trochę głośniej, co nie uszło to uwadze chłopca, który od razu wyszczerzył zęby w uśmiechu.

   — Teraz powiedziałaś trochę głośniej — oznajmił. Dziewczynka na chwilę spojrzała na niego swoimi wielkimi, zielonymi oczami i już po chwili spuściła wzrok. — Nazywam się Finnick Odair, a ty?

   — Annie Cresta.

   — Cresta? Twój brat chodzi ze mną do klasy... w sumie jesteście nawet podobni... — zaczął, a wtedy jak na zawołanie pojawił się obok niego ciemnowłosy kolega z klasy.

   — Odair! Podrywaj kogo chcesz, ale mojej siostrzyczki to nawet nie próbuj! — zażartował, a Finnick w odpowiedzi wybuchnął śmiechem.

   — Nie wymagaj ode mnie niemożliwego, Cresta! Twoja siostra jest zbyt śliczna! Nie utrzymasz od niej chłopców z daleka... a już na pewno nie mnie, o czym powinieneś wiedzieć — oznajmił i uśmiechnął się do dziewczynki tak, że aż zmiękły jej kolana i gdyby nie siedziała to na pewno by upadła. Rudowłosa ponownie spuściła wzrok, a na jej twarz wpłynął ogromny rumieniec.

   — Grabisz sobie, przyjacielu! — krzyknął chłopak w żartach.

   — Och, ja po prostu jestem szczery i kto jak kto, ale ty chyba wiesz to najlepiej— odrzekł Finnick i uśmiechnął się szarmancko do siedzącej obok dziewczynki, przez co na jej policzki po raz kolejny wpłynęły rumieńce. Właściwie, jej twarz kolorem zaczynała przypominać dojrzałego pomidora.

   — Finnick! Już ci mówiłem, żebyś nie podrywał mojej siostry! Zwłaszcza, kiedy stoję obok ciebie!

   — Dobrze, dobrze! Już się tak nie denerwuj! Już sobie idę!

   Finnick zwrócił się do dziewczynki twarzą, skinął głową i odwrócił się, a następnie poszedł w stronę budki ze smażonymi rybami, a brązowy szczeniaczek pobiegł za nim. Rodzeństwo Cresta zostało same. Chłopiec rozsiadł się na ławce, a jego młodsza siostra obrzuciła go karcącym spojrzeniem.

   — Co? O co ci chodzi? — spytał chłopak.

   — On był miły! A ty potraktowałeś go okropnie! To jedyny chłopak jaki się do mnie odezwał! Kiedykolwiek! — zaczęła krzyczeć dziewczyna. Jej brat się roześmiał.

   — Po pierwsze... ja też jestem chłopakiem i jakoś się do ciebie odzywam, a po drugie...czyli tobie też Finnick Odair zawrócił w głowie... 

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak samo było z Tygodniówką. Nadszedł ostatni dzień dorocznego festiwalu w Dystrykcie Czwartym, a co za tym idzie — dzień balu. Tego dnia każdy obywatel przyszedł na plażę ubrany w najlepszy strój na jaki było go stać.

Muzyka grała w najlepsze, gwiazdy i księżyc rozświetlały noc, a piękne pary tańczyły na całej plaży. Jednak pewna, rudowłosa trzynastolatka siedziała sama na ławce i snuła fantazje o tym, że ktoś poprosił ją do tańca. Dziewczyna łapała się na tym, że ten ktoś wcale nie był przypadkowy. Chciała, aby to Finnick Odair poprosił ją do tańca. Widziała, że nie powinna. Przecież rozmawiała z nim tylko raz. Jednak był on jedyną osobą, która z nią rozmawiała, nie licząc jej koleżanek. Liczyła na to, że choć trochę ją polubił. Widocznie się przeliczyła.

   — Annie! Czemu nie tańczysz? — zawołała Ariadna, jej najlepsza przyjaciółka.

   — Nie mam z kim... poza tym obserwuję, jak wszyscy tańczą i bawię się dobrze... — zaczęła się tłumaczyć dziewczynka.

   — Bzdury! — krzyknęła Iris, druga jej przyjaciółka. — Nie bawisz się dobrze, tylko obserwujesz dobrą zabawę! Poza tym! Możesz tańczyć z nami! Albo ze swoim bratem!

   — Mam zatańczyć z Dennisem? Nawet tak nie żartuj!

   — No to zostajemy my! Wstawaj! — powiedziały chórem Aria i Iris. Annie popatrzyła na nie niechętnie, ale ostatecznie przystała na ich propozycję.

Bawiła się dobrze. Co prawda nie tak to sobie wymarzyła, bo nie tańczyła z chłopcem o niezwykłych oczach, a razem z koleżankami. Jednak nie było na co narzekać. W końcu lepszy rydz niż nic, prawda?

Po kilku piosenkach, gdy Annie zaczęła narzekać na ból stóp, do przyjaciółek dołączył Dennis Cresta.

   — Uuuu... siostrunia potrafi tańczyć! — powiedział.

   — I to lepiej niż ty! — odgryzła się dziewczyna.

   — Nie tak ostro, siostro! Nie powinno się szanować starszych? — spytał i uśmiechnął się ironicznie.

   — Nie, jeśli chodzi o ciebie — odpowiedziała, po czym pokazała mu język, co było dość dziecinnym gestem, jednak rodzeństwo uwielbiało tak się ze sobą drażnić. Chłopiec pokręcił głową i zaczął się śmiać.

   — No dobra! My tu gadu gadu, a ja przyszedłem tu w pewnym celu! Iris, zatańczysz ze mną? — spytał i nie czekając na odpowiedź, porwał dziewczynę do tańca.

Annie i Ariadna zostały same, choć nie na długo, bo wkrótce ktoś przyszedł i poprosiła do tańca Arię. Rudowłosa postanowiła wracać do domu. W końcu już nie miała nawet z kim tańczyć. Ruszyła ku wyjściu, a gdy była jakieś dziesięć metrów od niego, poczuła, że ktoś złapał ją za rękę. Odwróciła się, myśląc, że zobaczy swojego brata, ale to wcale nie był Dennis. Dziewczyna wpatrywała się w wyjątkowe oczy o barwie morskiej zieleni.

   — Zatańczymy? — spytał Finnick Odair, a Annie nie mogła wykrztusić z siebie żadnego słowa, więc jedynie pokiwała głową. Chłopak uśmiechnął się, a w jego policzkach pojawiły się dołeczki. Po chwili ruszyli do tańca.

Trzynastolatka nie mogła uwierzyć, że działo się to naprawdę. To wydawało się zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Tańczyła z Finnickiem Odairem. Jego dłonie były szorstkie, ale jednocześnie delikatne. Miała wrażenie, że obejmowały jej dłonie tak, jakby były jakimś kruchym skarbem. Serce w jej piersiach biło w zawrotnym tempie.

Piosenka skończyła się dość szybko. Zdaniem dziewczynki – zbyt szybko. Finnick uśmiechnął się do niej, ukłonił i pocałował jej dłoń. Policzki rudowłosej przybrały barwę dorodnych pomidorów, ale również się ukłoniła, a gdy chłopiec wrócił w sam środek tłumu, ona odwróciła się do bramy i wyszła, kierując się do domu.

To zdecydowanie był najlepszy moment całego jej trzynastoletniego życia. Już wtedy wiedziała, że nigdy tego nie zapomni.



_________________________________________________________________________________


Dziś mija dokładnie miesiąc od zakończenia poprzedniej historii, dlatego pomyślałam, że to idealny moment na wstawienie pierwszego rozdziału nowej historii.
Przyznam, że rozdział ten pisało mi się naprawdę niezwykle przyjemnie i mam ogromną nadzieję, że Wam przyjemnie się go czytało, a swoimi wrażeniami i swoją opinią podzielicie się ze mną w komentarzach :)