sobota, 26 marca 2016

WESOŁYCH ŚWIĄT!!

Wesołego Jajka, moi kochani, Mokrego Dyngusa i wszystkiego co najlepsze!! ♥

Myślałam, że uda mi się jeszcze wstawić jakiś rozdział, ale niestety rozdział pojawi się dopiero po Wielkanocy.

Jednak chciałam złożyć Wam życzenia (chociaż niestety nie umiem składać życzeń)
Także raz jeszcze życzę Wam Wesołego Jajka i Mokrego Dyngusa :D
Życzę Wam również dużo zdrowia, szczęścia no... WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

niedziela, 20 marca 2016

Kolejny blog!!

Moi drodzy!
Chciałam poinformować Was, że założyłam kolejnego bloga!!
Tak wiem... i tak mam mało czasu... ale do odważnych świat należy, prawda?
Nowy blog będzie z miniaturkami z różnych fandomów.
Okeeej... a, żeby się tam dostać... kliknijcie tu.

Co do bloga Życie to nie bajka. Obiecuję, że niedługo wstawię tam kolejny rozdział.
Tymczasem zapraszam Was na bloga z miniaturkami.

piątek, 11 marca 2016

Rozdział 109 - Dożynki czas zacząć

FINNICK


  Leżę pogrążony w półśnie. Promienie słońca przedzierają się leniwie przez zasłony i padają prosto na moją twarz. Jednak nie przeszkadza mi to w odpoczynku. Dlatego leżę jeszcze przez chwilę, aż w końcu czuję jak ktoś trąca moje ramię.
-Wstawaj, śpiochu - rozlega się melodyjny głos mojej ukochanej, a potem czuję jak delikatnie muska wargami mój policzek.
   Uśmiecham się, nie otwierając oczu i rozciągam się. Jedną ręką łapię ukochaną i przewracam na łóżko - na moje nieszczęście upada też na mnie, uderzając łokciem prosto w mój brzuch - co powoduje jej pisk.
-Finnick! Głupku ty! Przez ciebie Mags znów będzie mnie czesać! - krzyczy poddenerwowana.
-Ej! Wypraszam sobie! Nie jestem głupkiem tylko krabem, rybko! I mam prośbę... proszę... zabierz ten łokieć z mojego brzucha - mówię, nie ukrywając bólu.
-Wybacz... kotleciku - mówi i szybko się podnosi.
-Ej... po pierwsze nie mówiłem, że musisz się podnieść tylko, żebyś przestała wbijać łokieć w mój brzuch. Po drugie... nie jestem kotletem! Umyłem się zaraz po powrocie z plaży! - oznajmiam obrażonym tonem i siadam.
-No tak... wybacz... ale ja nigdy nie zapomnę widoku Finnicka w panierce!
-A ja nigdy nie zapomnę widoku mojej rybki w cieście! - oznajmiam z wyraźnie wyczuwalną ironią w głosie.
-Za to ja chyba zacznę nazywać cię paluszkami krabowymi w panierce, może być? - pyta się, zanosząc się śmiechem. Udaję, że się zastanawiam,
-Hmm... myślę, że jeśli dasz mi pięć opakowań cukru w kostkach to mógłbym rozważyć twoją propozycję - oznajmiam, siląc się na powagę.
-Mam rozumieć, że powinnam cię przekupić, żeby móc cię tak nazywać? - pyta.
-Dobrze wiesz, że kocham kostki cukru - usprawiedliwiam się i wstaję z łóżka. Ruszam w stronę szafy.
-Czasem się zastanawiam czy nie bardziej ode mnie - mówi żartobliwie, ale ja i tak podchodzę do niej i obejmuję ją w pasie.
-Dobrze wiesz, że ciebie kocham najbardziej na świecie - szepczę jej w ucho, całuję w policzek i ponownie kieruję się do szafy.
-Wiem i ja też cię kocham - mówi.
-Więc czemu byłaś zazdrosna o kostki cukru? - pytam. Ona wybucha śmiechem.
-Wiesz... lubię patrzeć na takiego ciebie - oznajmia z ogromnym uśmiechem, malującym się na jej cudownej twarzy, który dostrzegam w odbiciu lustra, umieszczonego w środku szafy.
-Półnagiego? - pytam, udając zdziwienie. - Bo wiesz...
-Nie! - zaprzecza szybko i próbuje ukryć rumieńce, które wypłynęły na jej twarz, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że stoję przed nią jedynie w krótkich spodenkach, które są moją piżamą. - Na szczęśliwego ciebie. Wiesz... uśmiechniętego i ciągle żartującego... od kiedy zostałam wylosowana... nie często cię takiego widywałam - wyznaje.
-Obiecuję, że teraz zawsze będziesz mnie takiego widywała - oznajmiam i uśmiecham się. Po czym zakładam byle jaką koszulkę.
-Teraz będzie to trudne - zauważa. - Dziś dożynki.
-Wiem... idę coś zjeść, a potem zajmuję łazienkę na dobrą godzinę... będę musiał się przygotować do publicznego występu... no wiesz... muszę przecież jakoś porządnie wyglądać - mówię, a Annie uśmiecha się.
-Ty dobrze wyglądasz nawet w panierce. No ale dobra... idę do Mags... żeby poprawiła mi fryzurę - oznajmia i wybiega z pokoju.


   Dożynki czas zacząć. Jak co rok stoję na scenie razem z pozostałymi zwycięzcami Głodowych Igrzysk.W tym roku dołączyła do nas Annie i długa lista zwycięzców, odczytywana w każde dożynki przez burmistrza Dystryktu Czwartego, kończy się właśnie jej nazwiskiem. Jej obecność powinna być dla mnie czymś w rodzaju pokrzepienia, bo wiem, że w tym roku jest bezpieczna... a przynajmniej bezpieczna na tyle na ile jest to możliwe, ale jednak nie pomaga mi to. Przecież i tak muszę odgrywać swoją rolę. Rolę kochanka kobiet zamieszkujących Kapitol. Chociaż jakby się tak zastanowić to jednak czuję się trochę lepiej w związku z tym, że Annie nie zostanie wylosowana, ale nie zmienia to faktu, że czuję się jakbym zaraz miał zwymiotować.
   Z moich rozmyślań wyrywa mnie głos Lolity, oznajmiającej, że to panie mają pierwszeństwo. Kobieta rusza w stronę kuli wypełnionej po brzegi karteczkami z nazwiskami dziewczyn w wieku od dwunastu do osiemnastu lat, zamieszkujących Dystrykt Czwarty. Mimowolnie zerkam w tłum, zastanawiając się, która z stojących tu młodych kobiet zostanie wybrana, aby reprezentować nasz dystrykt w krwiożerczym turnieju, zwanym Głodowymi Igrzyskami. Kiedy mój wzrok pada na Evelyn momentalnie go odwracam, zerkając w stronę Annie. Moja ukochana z przejęciem patrzy na przyjaciółkę. Boi się, że do Evelyn nie do końca dotarły moje słowa o zwycięstwie w Głodowych Igrzyskach i mimo wszystko może się zgłosić.
   Lolita zanurza dłoń w kuli dożynkowej, przez krótką chwilę zastanawia się, którą karteczkę z tysiąca ma wyłowić. W końcu wybiera jedną i rusza w stronę mównicy, aby po chwili ją rozwinąć i krzyknąć
-Evelyn Molin!


_________________________________________________________________________________


   Tak wiem... należy mi się wielka awantura, ale zanim ruszycie na mnie z produktami do przygotowywania ciasta muszę się usprawiedliwić... a przynajmniej spróbować... 
W poprzednim tygodniu uczepiło się mnie jakieś wyjątkowo irytujące i namolne choróbsko, a mój laptop powinien zagrać główną rolę w filmie Zbuntowana (tak, wiem, że Zbuntowana to druga część Niezgodnej, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie użyć jakiegoś książkowo-filmowego porównania :D), bo to robi najlepiej - buntuje się i albo nie wyświetla mi niektórych stron, albo wyłącza się (stosując "cudowną" wymówkę tzw. aktualizację, która trwa zawsze dobre trzy godziny), albo nie zapisuje moich prac... ach!! O ciągle wyłączającym się internecie nawet nie wspomnę... co dokładnie było powodem tego, że niestety się nie wyrobiłam? Już Wam mówię (dobra... piszę :D)... powodem było to, że w niedzielę, kiedy miałam wstawiać rozdział wyłączył mi się internet, a później, kiedy już był... okazało się, że rozdział się nie zapisał... a przynajmniej nie w całości i musiałam go pisać od połowy po raz drugi... dlatego jest teraz taki krótki i tak późno... zwłaszcza, że w tym tygodniu wróciłam do szkoły i musiałam nadrobić wszystko z poprzedniego tygodnia plus zająć się robieniem plakatów i w ogóle...
Dobra... liczę na to, że nie gniewacie się na mnie za tak długie spóźnienie i mam nadzieję, że chociaż trochę spodobał Wam się ten rozdział :)
PS Przepraszam również za to, że ostatnio jestem mało aktywna na innych blogach... po prostu mam mało czasu i nie wyrabiam ze wszystkim... teraz postaram się wszystko nadrobić!! :D