sobota, 14 października 2017

Rozdział 130 — Amulet na szczęście

FINNICK


Czas leciał niezwykle szybko. Nim się spostrzegłem, a wszystkie moje smutki minęły bezpowrotnie i byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nim się obejrzałem, stałem na ślubnym kobiercu razem z kobietą mojego życia. 
Jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Wojna. Nie mogłem pozwolić na to, aby moja rodzina żyła w kraju ogarniętym niepokojem. Nie mogłem pozwolić na to, abyśmy ukrywali się przed niebezpieczeństwami całe życie. 
Walczyłem. Pojechałem do Kapitolu, gdzie dołączyłem do tak zwanej Drużyny Gwiazd. Dopiero w stolicy Panem dowiedziałem się, że nie będziemy brać czynnego udziału w walce, a jedynie nagrywać kolejne propagity, zagrzewające ludzi do boju. Tworzyli z nas kogoś, kim wcale nie byliśmy. Ukazywali nas jako bohaterów, a wcale nie zasłużyliśmy na to miano. 
Pewnego dnia straciliśmy jednego członka drużyny — Leeg 2. Wkrótce przysłano do nas kogoś, kto miał ją zastąpić. Był to Peeta.
Dla mnie była to powtórka z Ćwierćwiecza Poskromienia. Trafiliśmy do miejsca pełnego pułapek. Musieliśmy chronić Kosogłosa i chłopaka, którego kochała.

Pewnego dnia zginęliśmy. Przynajmniej tak myśleli wszyscy dookoła. W Kapitolińskiej telewizji co chwilę pokazywały się nasze twarze, podpisane imionami, dystryktami, z których pochodziliśmy i ostatecznie też słowem "martwy" lub "martwa".
Uważali to za największy sukces. Śmieszyło mnie to. Choć jednocześnie martwiłem się o to, jak Annie to odbierze.

Pewnego razu, gdy Peeta po raz kolejny poprosił mnie o to, abym skrócił jego cierpienia, przypomniałem sobie o wisiorku, który miał przynieść mi szczęście. Zdjąłem go  z szyi i podałem mu. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
   — To mój amulet. Ma przynosić mi szczęście. Daję ci go z prośbą, żebyś po tym wszystkim oddał go Annie... wiesz... gdyby mi się coś stało. Ty musisz żyć, a ja zrobię wszystko, żebyś przeżył, rozumiesz?
Chłopak początkowo nie chciał się zgodzić, ale ostatecznie nie miał wyboru. Ja dokonałem swojego.

Zostaliśmy zaatakowani przez zmiechy. Walczyłem z trzema na raz. To wtedy do mnie dotarło, że to koniec. Tym razem nie miałem być zwycięzcą.
Widzę maszt łodzi, srebrny spadochron, roześmianą Mags, różowe niebo, trójząb Beetee'ego, Annie  w sukni ślubnej, fale uderzające o skały. 
Wybacz mi, Annie. Wybacz mi. Wybacz...


ANNIE


Nie było mnie przy nim. Umierał w samotności. Umierał w męczarniach.
Teraz ja będę tak żyć.
On zmarł żywy. Ja żyję martwa.

Nie zasługiwałam na niego. Johanna cały czas boleśnie mi o tym przypominała.
   — Zginął, żebyś mogła żyć w bezpiecznym miejscu! A ty teraz tylko ryczysz i, ryczysz i jeszcze chcesz się zagłodzić! Myślisz, że po to walczył?! Weź się w garść! Zawsze wiedziałam, że on był dla ciebie za dobry... teraz swoim zachowaniem jedynie to potwierdzasz — oznajmiła mi po jakimś czasie spędzonym w Kapitolu.
Właśnie wtedy zrozumiałam. Wtedy zrozumiałam, że muszę żyć. Wtedy zrozumiałam, jak głupia byłam. Wtedy po raz pierwszy od chwili, gdy dowiedziałam się o losie Finnicka, postanowiłam zjeść śniadanie, choć później i tak je zwróciłam.

Poszłam na spacer. Spotkałam tam Peetę.
   — Hej, jak się czujesz? — spytał. Nie odpowiedziałam. — No tak... głupie pytanie. Jak masz się czuć... Przepraszam...
   — Nie masz za co przepraszać — powiedziałam cicho.
   — W ogóle... to właśnie cię szukałem... — oznajmił i wyciągnął coś z kieszeni. — Widzisz... Finnick dał mi to i prosił, abym ci przekazał, jeśli coś mu się stanie. On od początku wiedział, że przeżyję... chronił mnie... pomagał. Nigdy już nie będę w stanie mu podziękować, ale... chciałbym, żebyś wiedziała, że... jeśli będziesz potrzebowała jakiejkolwiek pomocy... to proszę, żebyś zwróciła się z tym do mnie... tylko tak będę w stanie mu się odwdzięczyć — dodał i przekazał mi amulet, który miał chronić mojego męża. W moich oczach pojawiają się łzy.
   — Dziękuję — wyszeptałam i przytuliłam się do chłopaka.
   — Finnick był wspaniałym człowiekiem — powiedział Peeta.
Miał rację. Finnick był najlepszym człowiekiem, który zginął, abym mogła żyć w wolnym miejscu. Dlatego nie mogę się poddać. Muszę walczyć. Będę walczyła dla niego, tak samo, jak on zginął dla mnie.


_________________________________________________________________________________


Moi najukochańsi czytelnicy... to już ostatni rozdział (tej historii). Następny będzie epilog. Szczerze? Naprawdę ciężko mi się to pisało, ale mam nadzieję, że dałam radę i że rozdział się Wam podoba :)
No cóż... epilog pojawi się w listopadzie (dokładniej w drugim tygodniu listopada) i tak samo będzie z prologiem nowego opowiadania... z tym że prolog nowego opowiadania pojawi się 20 listopada... czyli dokładnie w drugą rocznicę premiery Kosogłosa cz.2 :) 

niedziela, 24 września 2017

Rozdział 129 — Trzynastka

FINNICK


Każdy dzień był taki sam. Rano budziłem się, dostawałem śniadanie o wyznaczonej godzinie, a po zjedzeniu tej beznadziejnej i bezsmakowej papki zaczynałem terapię, która polegała na wiązaniu węzłów, raz po raz, tak jak robiła to moja matka, gdy oczekiwała powrotu ojca. To wspomnienie bardzo wryło się w moją pamięć. Szkoda tylko, że po wielu latach zapomniałem, jak wyglądali. Minęło dziesięć lat, a ja nie potrafię już odtworzyć w myślach wyglądu moich rodziców. Czy za dziesięć lat tak samo będzie z twarzą Mags? Czy wciąż będę pamiętał nasze rozmowy, lecz zapomnę, jak brzmiał jej głos? Czy wciąż będę pamiętał to, jak cieszyła się szczęściem moim i Annie, lecz zapomnę, jak wyglądał jej uśmiech? Czy tym właśnie jesteśmy? Obrazem, który z czasem zaczyna się zacierać? Jeśli tak, to nasz los jest wyjątkowo okrutny. 

Jeden dzień znacznie różnił się od pozostałych. Był to dzień, gdy ogłoszono, że Katniss Everdeen wreszcie zgodziła się na współpracę z rebeliantami z Trzynastki. Wtedy też pierwszy raz wyszedłem z sali, w której zmuszony byłem egzystować. Spotkałem wtedy naszego Kosogłosa. Sama do mnie podeszła i zaczęła rozmowę. Poinformowała mnie, że zażądała uniewinnienia dla zwycięzców, znajdujących się w Kapitolu. Zażądała uniewinnienia dla Annie. Moja wdzięczność nie znała granic. Dzięki temu zacząłem mieć nadzieję. Zacząłem myśleć, że wszystko może być w porządku. To pomogło mi bardziej niż jakaś tam terapia. 

Potem było tylko lepiej. Chciałem nawet lecieć do Ósemki, ale ostatecznie nie pozwolono mi. Jednak w zamian otrzymałem nowy trójząb. Odzyskiwałem chęci do życia. Powoli, ale jednak. Lepszy rydz niż nic, prawda?

Pewnego dnia wszystko się zawaliło. Dosłownie. Trzynastka została zbombardowana i wszyscy obywatele i goście tego Dystryktu musieli udać się do schronu. Leżałem na łóżku i bawiłem się sznurkiem, raz po raz wiążąc węzły, rozplątując je i znów zawiązując. Przypominało mi to dom i te groźniejsze burze, gdy w całym Dystrykcie brakowało prądu i nie było co robić, więc bawiono się linkami. 
Nocą przyszła do mnie Katniss. Chciała porozmawiać. To wtedy zrozumiała, jak działa Snow. To wtedy zrozumiała, że Snow wykorzystuje nasze słabe punkty. U mnie jest to Annie. U Katniss jej rodzina i Peeta. Żałowałem, że nie powiedziałem jej o tym wcześniej. Ta dziewczyna była jedną z nielicznych osób, którym wówczas ufałem. Była moją przyjaciółką.

Po bombardowaniu, gdy wszystko zaczęło już powoli wracać do normy, razem z Katniss i Galem zostaliśmy wezwani do pomieszczenia, przypominającego dowództwo. Katniss miała nagrać kolejną propagitę. Wyszliśmy na powierzchnię. Cała powierzchnia pokryta była różami. Snow. Katniss od razu zrozumiała, co to znaczyło. Załamała się. To wtedy podjęto decyzję o sprowadzeniu z Kapitolu pozostałych zwycięzców. Annie miała do mnie wrócić, ale żeby to umożliwić, ja musiałem opowiedzieć o tym, co zrobił mi Snow. Miałem opowiedzieć o tym, jak kazał mi sprzedawać swoje ciało. Bolało. To było jak rozdrapywanie wciąż świeżych ran, jednak zrobiłbym wszystko, aby jej pomóc. Mógłbym opowiedzieć o tym miliony razy, jeśli to miałoby jej pomóc.

Po czasie, który strasznie się dłużył, wreszcie Haymitch przyszedł i oznajmił, że wrócili. Annie do mnie wróciła. Nigdy nie byłem szczęśliwszy niż w tamtym momencie.


ANNIE


Każdy dzień był taki sam. Rano budził mnie głośny krzyk Johanny. Potem gdy przesłuchanie zwyciężczyni z Siódemki dobiegało końca, rzucali nam nadgryzione jedzenie i wlewali wodę do miski dla psa. W południe odbywało się kolejne przesłuchanie, tym razem byli to rudzi awoksi. Po tym wszyscy zawsze siedzieliśmy w ciszy. Wieczorami zaczynało się przesłuchanie Peety. Potem zabierali go gdzieś, a przyprowadzali dopiero nad ranem.
Tak wyglądał każdy dzień. Wszyscy wokół mnie byli bici i torturowani, ale ja byłam omijana. Początkowo myślałam, że to ma być moja kara, moja tortura. Jednak potem z rozmowy dwóch strażników dowiedziałam się prawdy.
   — A co z nią? — spytał jeden z nich, wskazując na mnie głową.
   — To wariatka. Mamy zostawić ją w spokoju.
Wtedy zrozumiałam, że wszyscy wokoło tak na mnie patrzyli. Byłam jedynie wariatką. Życie same w sobie miało być dla mnie torturą.

Pewnego dnia wszystko zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Przybył ratunek.
Przetransportowano nas do Dystryktu Trzynastego, który już od dawna nie powinien był istnieć. Tam trafiliśmy do sali szpitalnej.
Po jakimś czasie drzwi otworzyły się. Weszli przez nie Katniss Everdeen, Haymitch Abernathy i...
   — Finnick! — krzyknęłam, przepełniona radością, gdy tylko go zobaczyłam. Od razu zaczęłam do niego biec. — Finnick!
Zauważył mnie. Wpadłam na niego i po chwili wtuleni w siebie upadliśmy na ziemię.
Nigdy nie byłam szczęśliwsza niż w tamtym momencie.


_________________________________________________________________________________


Witajcie, moi kochani Czytelnicy!
Na samym początku zapytam jak mija Wam nowy rok szkolny? Bo u mnie koszmarnie pracowicie i szalenie szybko! Naprawdę... nim się obejrzałam a tu już końcówka września!
No, ale znalazłam chwilę w tym ciągłym biegu, zwanym życiem i napisałam ten rozdział... może nie jest jakiś cudowny, ale liczę na to, że się Wam podoba i swoją opinię napiszecie w komentarzach, które zmotywują mnie do dalszego pisania :D
Chcę także przypomnieć, że został jeszcze jeden rozdział i epilog, a potem zaczynamy nową historię na tym blogu :D W związku z tym szykuję dla Was pewną niespodziankę, ale... skoro to ma być niespodzianka to nic więcej nie napiszę :D
No cóż... do następnego rozdziału! ♥

sobota, 2 września 2017

Rozdział 128 — Życie + Uwaga! Ogłoszenia!

FINNICK

Wszystko zaczyna do mnie docierać, dopiero gdy Katniss leży unieruchomiona na prowizorycznym łóżku, znajdującym się w poduszkowcu. Dopiero wtedy zaczynam rozumieć, jak dziewczyna musi się czuć. Pominięta? Prawdopodobnie. Oszukana? Bardzo możliwe. Zdradzona? Z całą pewnością. Źle czuję się z tym że ja jestem jednym z tych ludzi, którzy ją tak potraktowali. Źle czuję się z tym że nic jej nie powiedziałem.
   — Katniss — zaczynam, ale ona nie reaguje. — Katniss, przepraszam — mówię, choć ona pewnie i tak nie zwraca uwagi na słowa, które wypowiadam. — Chciałem wrócić po niego i po Johannę, ale nie mogłem się poruszyć — oznajmiam. Ona i tak nie reaguje. Może wraca myślami do areny? Może widzi chłopaka, którego pokochała? — Jest w lepszej sytuacji niż Johanna, bo nic nie wie, i bardzo szybko się tego domyślą. Poza tym nie zabiją go, jeśli dojdą do wniosku, że można go wykorzystać przeciwko tobie. 
   — Jak przynętę? — pyta. Kiwam głową w odpowiedzi, choć wiem, że siedemnastolatka tego nie widzi. — Tak samo, jak wykorzystają Annie przeciwko Tobie, Finnick? 
Coś we mnie pęka i zaczynam płakać. Annie nie ma dla nich żadnej wartości. Mogą zabijać ją mentalnie każdego chorego dnia, mogą ją torturować, bo sprawia im to przyjemność, mogą ją gwałcić, krzywdzić, bić, a ja nie mogę nic zrobić, nie mogę jej uratować, nie mogę jej chronić. Czy o to walczyłem na tej zasranej arenie? Chciałem tylko wrócić do osoby, którą kocham. Czy to dlatego wymagałem od niej wygranej w Głodowych Igrzyskach? Obawiam się, że nie. Po pewnym czasie zaczynam wyciągać z tej sytuacji okropne, lecz prawdziwe wnioski. 
   — Szkoda, że ona żyje. Wszyscy powinniśmy byli umrzeć, tak byłoby najlepiej. 


ANNIE


Wszystko mnie boli. Czy tak powinno być? Czy nie powinnam nic nie czuć? W końcu tamten mężczyzna strzelił we mnie... a może tylko mi się wydawało? Nie, na pewno mi się nie wydawało. Często rzeczywistość miesza mi się z moją wyobraźnią, ale jeszcze nigdy nie było to aż tak realistyczne. Jeszcze nigdy nie czułam wtedy takiego bólu. To musiała być prawda. 
Powoli otwieram oczy, wszechobecna w pomieszczeniu biel razi mnie. Staram się podnieść, ale prawe ramię boli mnie do tego stopnia, że po chwili rezygnuję z tego pomysłu i jedynie wyduszam z siebie cichy jęk.
   — Nie przesadzaj. Oberwałaś jedynie środkiem usypiającym, a nie prawdziwą kulką — oznajmił ktoś ostro. Znam ten głos.
   — Johanna! Uspokój się... przecież nie ma sensu, żeby się kłócić... nie wiemy, jak długo będziemy tu siedzieć, a chyba lepiej żyć w przyjaznej atmosferze? — powiedział jakiś chłopak.
   — Nie. Lepiej siedzieć samemu w domu — warknęła dziewczyna.
   — Johanna? Johanna Mason? — spytałam, choć jestem niemal pewna, że odpowiedź będzie twierdząca. — Co tu robisz?
   — Aktualnie planuję morderstwo wszystkich ludzi, którzy mnie tu zamknęli. Masz może pomysł, jak mogę to zrobić? — odparła dziewczyna z wyraźną niechęcią w głosie.
Niepewnie podpieram się na drugim ramieniu i siadam, dusząc w sobie jęk bólu, który usiłował opuścić moje usta. Rozglądam się po pomieszczeniu i zauważam, że nie ma tu praktycznie nic, oprócz sufitu, podłogi, trzech ścian oraz krat, oddzielających mnie od chłopaka, który chwilę temu upomniał Johannę. Ma pozlepiane blond włosy, opadające mu na czoło i nosi strój z ćwierćwiecza poskromienia, co sprawia, że wiem, kim jest, jeszcze zanim się przedstawi.
   — Jestem Peeta Mellark, a ty?
   — Annie Cresta — odpowiadam niepewnie. Chłopak patrzy na mnie przez chwilę i uśmiecha się.
   — Na arenie... poznałem Finnicka... chyba jesteście ze sobą blisko, prawda? — pyta.
   — Tak, czy... czy Finnick tu jest? — Uśmiech schodzi z twarzy chłopaka.
   — A widzisz go tu? — warczy Johanna.
Potem obydwoje mówią coś jeszcze, ale ja już nie słucham. Zakryłam dłońmi uszy i śpiewam. Śpiewam wszystkie możliwe piosenki, jakie przychodzą mi do głowy, aby się uspokoić, ale nie potrafię. Nie potrafię, bo wiem, że Finnick nie żyje. Zginął na tej głupiej arenie, a wraz z nim moja chęć do życia.


_________________________________________________________________________________


Hej, hej, hej, moi drodzy czytelnicy! Na samym początku... pragnę Was przeprosić, że tak koszmarnie długo zwlekałam z wstawieniem tego rozdziału. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli z tego powodu :) 
Liczę również na to, że rozdział się Wam podobał i swoją opinię zostawicie w komentarzu :) 
Mam też kilka ogłoszeń... 
Jak wiecie zbliża się rok szkolny (nad czym strasznie ubolewam, jak za pewne większość z Was XD) i znaczy to, że rozdziały będą pojawiać się jeszcze rzadziej... znaczy... z racji tego, że i tak pojawiają się rzadko to liczę na to, że za bardzo tego nie odczujecie, jednak... sami rozumiecie... w tym roku kończę szkołę i muszę skupić się na nauce, oczywiście rozdziały będą się pojawiać i będę wstawiała je tak często jak będę mogła :) Może to nie było jakoś ważne ogłoszenie, ale chciałam Wam o tym napisać, żebyście wiedzieli, że pisanie rozdziałów na tego bloga i czytanie Waszych wspaniałych komentarzy jest dla mnie niezwykle ważne i nigdy z tego nie zrezygnuję, a już na pewno bez wcześniejszego poinformowania Was o tym... także... chcę powiedzieć, żebyście się nie martwili, bo bloga nie opuszczę :) 
Kolejna i już przyjemniejsza informacja jest taka, że... kilka dni temu ten blog skończył już 2 i pół roku! I bardzo dziękuję za to, że nadal czytacie tego bloga :) Jesteście najwspanialszymi czytelnikami na świecie i jestem niezwykle wdzięczna, że mogłam Was poznać ♥
Jest także informacja, że jeszcze dwa rozdziały, epilog i... zaczynamy nową serię na tym blogu :) Mam nadzieję, że ta nowa historia Finnicka i Annie spodoba Wam się tak, jak spodobała się ta, a może nawet bardziej i nadal będziecie zostawiać te wspaniałe i niezwykle motywujące komentarze :) 
No to tyle (bo te ogłoszenia są prawie tak długie jak rozdział), chciałam Wam życzyć udanej końcówki wakacji i jak najlepszych ocen w nadchodzącym roku szkolnym :) 

piątek, 11 sierpnia 2017

Rozdział 127 — Koniec

ANNIE


Wszystko się kończy. Głodowe Igrzyska właśnie dobiegły końca. Jednak nie mają zwycięzcy. Arena po prostu wybuchła. Wybuchła. Wszystko eksplodowało. Wszystko, co widziałam tam jeszcze parę minut wcześniej, tak po prostu przestało istnieć. Spłonęło. A co z ludźmi? Co z Finnickiem? Straciłam Mags. Nie mogę stracić i jego. Mój los nie może być aż tak okrutny. A jeśli może?
W Czwórce od dawna trwają zamieszki, lecz jeszcze nigdy nie dotarły do Wioski Zwycięzców. Teraz jest inaczej. Wyglądam przez okno i jedyne, co widzę to wystraszonych ludzi, walczących ze Strażnikami Pokoju.
Stworzenia w białych mundurach wyłamują drzwi domów, znajdujących się tu. Szarpią innych zwycięzców i ich rodziny. Gdy ktoś ucieka, oni po prostu strzelają. Wiem, że mój dom nie będzie wyjątkiem. Wedrą się i tu, a ja będę na nich czekać. Siadam w fotelu i czekam.
Dziwne, ale jestem wyjątkowo spokojna i gdy drzwi naszego domu otwierają się z hukiem, ja nawet nie odwracam się w ich stronę. Wiem, że to i tak mnie nie uratuje. Nic mnie już nie uratuje. Znów będę z Finnickiem. Pozwalam łzom wypływać z moich oczu. Sama nie wiem, czy w ten sposób opłakuję to, co zaraz zostanie mi odebrane, czy są to łzy ulgi, bo nie będę musiała uczyć się żyć bez niego.
   — Ej! Ty tam! Wstawaj! — krzyczy jeden z nich. Nie robię tego. Nie mam na to siły.
Człowiek ten podchodzi do mnie i zmusza do wstania. Przez chwilę patrzy na moją twarz. Potem znów się odzywa. Jego głos jest szorstki.
   — Ty jesteś Annie Cresta — stwierdza. Kiwam głową w górę i w dół, na znak, że ma rację. — Świetnie. Pójdziesz z nami. — Kręcę głową. Prawa. Lewa. Nie pójdę. — To nie było pytanie. Idziesz dobrowolnie albo cię zmusimy.
Z powrotem siadam na fotelu. Mężczyzna traci cierpliwość. Wyciąga broń i strzela. Nadchodzę, Finnick myślę i obraz zamazuje się, stopniowo tracąc kolory.



FINNICK


Jej delikatny głos rozbrzmiewa mi w uszach. Czuję, że jest blisko. Od dawna nie czułem się tak blisko niej. 
   — Finnick — szepcze mi do ucha. 
Nagle jej szept zmienia się w krzyk. Okropny, przeraźliwy krzyk. Biegnę w stronę, z której mnie dobiegł, lecz jedyne co widzę to niewielki czarny ptak. Ciemne stworzenie po chwili ląduje na ziemi, ze strzałą utkwioną w oku. Krzyki mojej ukochanej milkną, lecz nie na długo. Po chwili znów to słyszę. Jeszcze głośniej. Jeszcze częściej. 
Upadam. Moim ciałem wzdryga szloch. Annie. Annie. Moja słodka, mała Annie. Co oni jej zrobili? 

Budzę się. Otwieram oczy i szybko rozglądam się po pomieszczeniu. Jest duże, srebrzyste, jasno oświetlone. Większość pomieszczenia zajmują łóżka, z których słychać oddechy, prawdopodobnie innych ocalałych. Czy to poduszkowiec? Czy uratowano nas? A może nadal jesteśmy w Kapitolu? 
Powoli unoszę się i zmierzam w kierunku ogromnych, metalowych drzwi, które otwieram. Przede mną widzę dwie, siedzące przy stole sylwetki — Haymitcha Abernathy'ego i Plutarcha Heavensbee'ego. Uciekliśmy.
   — Wstałeś już? — spytał Haymitch. W odpowiedzi jedynie pokiwałem głową.
   — Widziałem Katniss i Beetee'ego. A co z resztą? — pytam, ochrypłym głosem. — I co z Annie? Głoskułki... czy ona żyje? 
   — Inni trybuci zostali na arenie, a Annie z całą pewnością nic jej nie jest — odpowiada Plutarch Havensbee. — Zaufaj mi. A teraz pozwól, że wrócimy do rozmowy, którą nam przerwałeś... — Jedyne co robię, to kiwam głową ze zrozumieniem. Nie chcę przemęczać gardła.
Haymitch i Plutarch wrócili do przerwanej rozmowy, a ja zamyśliłem się i całkowicie straciłem rachubę czasu. Zastanawiam się, czy Annie może być w domu. Może jest bezpieczna? Muszę się tego dowiedzieć.
   — Możecie zawieść mnie do Czwórki? Muszę wiedzieć... — stwierdzam.
   — Nie, przykro mi. Nie mam możliwości przerzucenia cię do Czwartego Dystryktu, ale wydałem specjalne rozkazy, żeby ją odszukano. Nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić, Finnick.
   — Powinienem był zginąć na tej arenie, tak jak Mags — oznajmiam gorzko.
   — Nie bądź głupi, to najgorsze, co mógłbyś zrobić. W ten sposób na pewno doprowadziłbyś do jej śmierci. Dopóki żyjesz, oni jej nie zabiją, żeby nie tracić nad tobą przewagi — odpowiada Haymitch, a ja zdaję sobie sprawę z tego, że ma rację.
Od zawsze wiedziałem, jaką taktykę stosuje Snow. Wiedziałem, że wyszukuje słabości ludzi, których chce trzymać w ryzach i wykorzystuje swoją wiedzę. Dlatego zabrał mi rodziców, gdy wygrałem. Byłem wtedy tylko biednym, zagubionym dzieciakiem, nad którym mógł sprawować władzę. Teraz ma Annie i znów trzyma mnie w garści.
Snow zawsze był sprytny, lecz nie przemyślał jednego. Byłem wtedy dzieckiem, a dzieci szybko się uczą. Dlatego znam wszystkie sekrety Kapitolińskich elit. Znam nawet jego sekrety i nic nie powstrzyma mnie przed wykorzystaniem ich, jeśli tylko Annie spadnie włos z głowy.


_________________________________________________________________________________


Rozdział 127 już za nami, a przed nami jeszcze trzy rozdziały i epilog. Epilog planuję wstawić tu dnia 20. 08. 2017 roku, ale nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał, a swoją opinię wyrazicie w komentarzu :) 

środa, 12 lipca 2017

Rozdział 126 — "Przyczyniam się do powstania lepszego świata"

ANNIE


Wszystko, co działo się potem na arenie trwało dla mnie zaledwie parę minut. Wszyscy rozbili w lesie obozowisko. Przez dłuższy czas cierpieli na brak wody, lecz po jakimś czasie otrzymali od sponsorów dziwny przedmiot, który potem okazał się być sączkiem. Finnick oczywiście zaniósł trochę wody Mags. Nawet ktoś, kto nie zna go tak dobrze, jak ja, oglądając tę scenę, może zauważyć, że ta starsza kobieta jest kimś ogromnie ważnym dla przystojnego trybuta z Czwórki.
Potem nadszedł czas na sen. Początkowo Finnick i Katniss stali na straży swoich sojuszników.Jednak po pewnym czasie mój ukochany przegrał ze zmęczeniem i zasnął. Na straży została reprezentantka Dwunastki. 
Po jakimś czasie na arenie pojawiła się mgła. 



MAGS


Budzę się, dopiero gdy Finnick zarzuca mnie, półprzytomną, na plecy. Dopiero wtedy orientuję się, że grozi nam niebezpieczeństwo w postaci mgły, choć jeszcze nie rozumiem, co dokładnie ona powoduje. 
Mężczyzna rusza przed siebie, aby uciec jak najdalej od grożącego nam niebezpieczeństwa, niemal zapomina o naszych sojusznikach, których MUSIMY uratować, bo tylko dzięki nim może udać się planowana rebelia. Tak długo żyłam w Panem z marzeniami, że kiedyś to wszystko może się zmienić na lepsze, dlatego, teraz gdy staje się to możliwe, zrobię, co mogę, aby tak było i aby młodsze pokolenia, dorastały w lepszym Panem. 
W pewnym momencie Finnick zatrzymuje się. Czeka na nieszczęśliwych kochanków z Dystryktu Dwunastego, woła ich, zachęca do dalszej ucieczki, ale oni nie dają już rady. Mężczyzna zauważa to i rusza im na pomoc. 
  — Nic z tego. Muszę go przenieść. Dasz radę podnieść Mags? — spytał.
   — Tak — odpowiedziała Katniss, nasz Kosogłos.

Jednak nie dała rady. Upadła, a Finnick przybiegł, jak tylko to zobaczył. 
   — Możesz zabrać oboje? Idź przodem. Dogonię was.
  — Nie. Nie dam rady nieść obojga. Ręce mi wysiadają — oznajmił.
Już wtedy wiedziałam co mam zrobić. Może niedane mi zobaczyć Panem po rewolucji, ale zrobię wszystko, aby do tej rewolucji doszło. Żegnam się z Finnickiem za pomocą pożegnalnego gestu z Dystryktu Czwartego — całuję go w usta i odchodzę. 
   — MAGS! MAGS! MAGS! — krzyczy mężczyzna, ale ja się nie odwracam. Nie ma już odwrotu. 
Wchodzę we mgłę i moje ciało przeszywają bolesne ukłucia trucizny. Przyczyniam się do powstania lepszego świata.


FINNICK 


Katniss i Peeta śpią. Ja zostałem strażnikiem. Choć nie jestem pewien czy w tej chwili jestem odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku.
W mojej głowie przewijają się wspomnienia Mags. Jej bezzębny uśmiech, jej ciepłe oczy, od których zawsze biła troska. Łzy ciekną po moich policzkach, a ja im na to pozwalam. Jest noc i tak nikt tego nie zobaczy, a poza tym... Mags zasługuje na to, aby ją opłakać.


_________________________________________________________________________________


Taaaak, wiem... rozdział jest króciutki (i słabiutki). Musicie mi wybaczyć... już nie pamiętam, gdy ostatnio tak ciężko pisało mi się rozdział... może to przez to, że bardzo zżyłam się z Mags... no, ale mogę obiecać, że w nowym opowiadaniu będzie lepiej :D 
Chciałam także podziękować karamel56 (autorce bloga: http://hangingtree.blox.pl/html) za podpowiedzenie mi, żeby napisać coś z perspektywy Mags :D
Następny rozdział powinien pojawić się za tydzień :D

wtorek, 27 czerwca 2017

Rozdział 125 — Arena Ćwierćwiecza

ANNIE


Sama nie wiem, który moment rozpoczęcia Trzeciego Ćwierćwiecza Poskromienia był dla mnie najtrudniejszy. Nie wiem, czy był to moment, gdy usłyszałam swoje imię, wyczytywane przez opiekunkę naszego dystryktu. Nie wiem, czy był to moment, gdy Mags zajęła moje miejsce. Nie wiem, czy był to moment, gdy Finnick został trybutem po raz drugi. Nie wiem, czy był to moment, gdy widziałam pociąg odjeżdżający z dwiema bliskimi mi osobami. Nie wiem, czy była to Parada Trybutów. Nie wiem, czy był to wywiad, na którym Finnick wyrecytował napisany przez siebie wiersz, będący miłosnym wyznaniem, kierowanym do "wyjątkowej damy, która skradła jego serce". Nie wiem, czy jest to dzisiejszy dzień, który muszę przeżyć ze świadomością, że już za chwilę Finnick i Mags wrócą na arenę.


FINNICK



   — Finnick! — krzyczy, zbliżający się do mnie Haymitch.
   — We własnej osobie! — odpowiadam. W tym czasie mężczyzna podchodzi do mnie.
   — Przestań się wygłupiać i załóż to — mówi, pokazując złotą bransoletkę.
   — Co to? — pytam.
   — Twoja domowa pamiątka na arenę.
   — Ale ja mam już wisiorek z... — zaczynam.
   — Chcesz być sojusznikiem Katniss? To załóż to — odpowiada. Po chwili zawahania zdejmuję z szyi wisiorek, Annie musi mi wybaczyć. Robię, co mogę, aby do niej wrócić razem z Mags. 
   — Dobra — mówię, zakładając na rękę złotą bransoletę. Abernathy już chce odejść, ale ja zatrzymuję go. — Jeśli coś mi się stanie, przekaż to Annie — dodaję, po czym wręczam mu złoty wisiorek, który nosiłem na szyi i już po chwili ruszam w swoją stronę, nie oglądając się za siebie.


Słońce prażyło niemiłosiernie. Przez chwilę miałem wrażenie, jakbym był w Czwórce, jednak gdy moje oczy wreszcie przyzwyczaiły się do tego oślepiającego światła, przypomniałem sobie, że znów utknąłem na arenie Głodowych Igrzysk, a Dystrykt Czwarty to teraz jedynie wspomnienie. 
Jednak moje skojarzenie z Dystryktem Czwartym w sumie było dość słuszne. Platformę, na której zmuszony byłem stać, ze wszystkich stron okrążała woda. Chyba stworzyli tę arenę z myślą o mnie.
Zaraz po tym, gdy rozbrzmiał gong, obwieszczający początek rzezi, wskoczyłem do wody i ruszyłem do Rogu Obfitości, gdzie dotarłem jako pierwszy, co wcale mnie nie zdziwiło. Miałem ogromną przewagę z racji wychowywania się w Czwórce. 

Wkrótce po mnie do Rogu Obfitości przybywa nikt inny, tylko nasz Kosogłos. Dziewczyna zauważa mnie. 
   — Więc potrafisz też pływać? — pytam. — Gdzie się tego nauczyłaś w Dwunastym Dystrykcie? 
   — Mamy dużą wannę — odcina się. Jedno muszę przyznać, jej docinki sprawiają, że wydaje się inteligentną osobą. 
   — Nie wątpię. Podoba Ci się arena? 
   — Niespecjalnie, ale tobie powinna. Widać wybudowali ją specjalnie dla ciebie. 

Przez chwilę stoimy w milczeniu i mierzymy się wzrokiem. Nie ufam tej dziewczynie, a ona jak widać, nie ufa mi. Śmieszne, że mamy być sojusznikami. Gdybym nie chciał uratować Mags i siebie z tej areny to nigdy nie zawarłbym z nią sojuszu. Z drugiej strony ona nie wybrałaby mnie. Dlatego uśmiecham się szeroko i pytam retorycznie: 
   — Dobrze, że jesteśmy sprzymierzeńcami, prawda? — Poruszam ręką, tak aby zauważyła bransoletkę. Dziewczyna zaczyna się wahać. 
   — Prawda — odwarkuje. W tym momencie zauważam za nią jednego z trybutów. 
  — Schyl się! — rozkazuję i rzucam w mężczyznę trójzębem. Znów jestem mordercą, choć tak naprawdę nigdy nie przestałem nim być. Podchodzę do ciała i wyciągam z niego swoją broń. 
   — Nie ufaj Jedynce ani Dwójce — oznajmiam. 


ANNIE


Zawarli sojusz z Dwunastką. Jestem trochę zdziwiona, bo byłam pewna, że Finnick wolałby zostać sprzymierzeńcem Johanny Mason niż Katniss Everdeen. W końcu to Johanna jest jego przyjaciółką. Jednak wiem, że skoro podjął taką decyzję, to musiał mieć jakiś powód. Znam Finnicka i wiem, że nic nie robi bez powodu. 
   — Ja go tutaj ściągnę  — oznajmia Finnick, gdy słyszę jego głos, mam ochotę zacząć płakać. Tęsknię za nim. 
   — Dam sobie radę — odpowiada zeszłoroczna zwyciężczyni. Widać, że jeszcze mu nie ufa. 
   — Lepiej się nie forsuj. Nie w tym stanie — mówi Finnick, dotykając jej brzucha. Ten gest sprawił, że na twarzy Katniss pojawiło się zdziwienie, a dopiero po chwili zrozumienie. Zupełnie jakby dopiero po zastanowieniu, przypomniała sobie, że jest w ciąży. 
   — Osłaniaj mnie — rozkazuje Finnick, po czym skacze do wody i płynie po Peetę. 
W tym czasie zaczynam zastanawiać się co z Mags i znów łapię się na tym, że czuję wyrzuty sumienia. To ja powinnam tam być i walczyć o życie, a nie ona. Czuję, że moje serce zaczyna bić szybciej. Czym prędzej zamykam oczy i zasłaniam uszy.  Bitwa na jedzenie. Pamiętasz? Walczyłaś z Finnickiem. Śmiałaś się. Byłaś szczęśliwa. Potem przyszła Mags. Zdenerwowała się na was, jednak gdy wróciliście już dawno o tym zapomniała. Tamtego dnia Finnick po raz pierwszy nazwał cię "rybką". Ty nazwałaś go kotletem, pamiętasz? Przypomnij sobie. Będzie dobrze. Dobrze. Uspokój się Wdech i wydech. Wdech i wydech. 
Po chwili czuję się już lepiej. No może nie po krótkiej chwili, bo z tego, co widzę to Finnick, Mags i ich sprzymierzeńcy z Dwunastki już dawno opuścili Róg Obfitości. Teraz są w samym środku dżungli. 

Wędrówka trwa w najlepsze. Mam już odejść od telewizora, bo widok Mags i Finnicka na arenie jest dla mnie zbyt bolesny, lecz w momencie, gdy wstaję z kanapy, dzieje się coś niespodziewanego. Peeta Mellark wpada na niewidoczną ścianę i zostaje odrzucony do tyłu. 
To, co działo się później, trwa zaledwie kilka minut. Katniss zaczyna panikować. Finnick odsuwa ją od ciała zeszłorocznego zwycięzcy i zaczyna go reanimować. Dziewczyna jednak tego nie zauważa, albo nie rozumie co dzieje się wokół niej i zaczyna celować do niego z łuku. Zakrywam dłonią usta, aby nie zacząć krzyczeć i z przerażeniem oglądam dalszą część akcji ratunkowej. Na całe szczęście dziewczyna orientuje się, co robi Finnick i przestaje do niego mierzyć z łuku. Po chwili Peeta budzi się. 
Po tym, jak emocjonalnie zareagowała Katniss i jaką Finnick zrobił minę widać, że nawet on uwierzył, że dziewczyna jednak czuje coś Peety. 


_________________________________________________________________________________


Witajcie, moi drodzy czytelnicy! Tęskniliście? Ja za Wami baaaaaaaaaaaaaardzo! ♥♥♥
Wiem, że ten rozdział najlepszy nie jest (ani nawet dobry), ale jakoś nie mam pojęcia jak teraz mam wszystko opisywać, bo przecież nie chcę przepisywać książki :( Poza tym... jakoś tak ciężej mi się pisze ze świadomością, że to już ostatnie rozdziały tej historii (Przypominam, że po zakończeniu tej historii zacznie się nowa! :D) 
Powiem, że ostatnio wzięło mnie na wspominki i zaczęłam czytać Wasze komentarze pod starymi postami... i przyznam, że czytając to... popłakałam się. Tak bardzo za tym wszystkim tęsknię. Tęsknię za Wami :( Wiem, że wiele czytelników mojego bloga przestało już tu zaglądać i czytać to co tu piszę. Jednak jeśli ktoś tu zajrzy to proszę, żeby zostawił komentarz... 
Napiszę jeszcze, że... wczoraj (27.06) były urodziny Sama Claflina, czyli naszego filmowego Finnicka... pamiętaliście? Wiedzieliście? :D

czwartek, 1 czerwca 2017

Rozdział 124 — Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą

ANNIE

Nie dali nam się nawet pożegnać. Zabrali ich. Zabrali mi dwójkę najważniejszych ludzi w moim życiu. Być może nigdy więcej niedane mi będzie ich zobaczyć. Porozmawiać z nimi. Patrzyłam, jak Mags zgłasza się na moje miejsce, ale byłam zbyt słaba, aby jej nie pozwolić. Bałam się. Tak bardzo się bałam. Strach znów mną ogarnął, a ja się nie sprzeciwiłam. Patrzyłam, jak losują Finnicka i nikt się nie zgłasza. Widziałam zaciętość w jego oczach. Widziałam w nich odwagę, gdy patrzył w kamery. Boję się, że już nigdy jej nie zobaczę. Boję się, że już na zawsze odbiorą mi dwójkę osób, które pomagały mi przejść przez piekło zwane życiem zwycięzcy. Bez nich sobie nie poradzę.
Ludzie przychodzą do mnie i pytają, jak się czuję. Za każdym razem chcę powiedzieć, że jestem martwa w środku. Zawsze kłamię. W porządku. Nic mi nie jest. Kłamstwo przychodzi mi coraz łatwiej. Przez tyle lat obserwowałam jak Finnick grał przed wszystkimi, że chyba zaczęłam się od niego uczyć.

Uciekam. Uciekam przed wszystkim. Uciekam na plażę. Na ten kawałek, gdzie ciężko spotkać kogokolwiek. Chyba zaczynam lubić samotność. Wolę być sama z dala od wszystkich, oszukując siebie samą, że kiedy wrócę do domu to Mags i Finnick jak zwykle będą dyskutować o wszystkim i niczym, niż być przy ludziach, patrzących na mnie ze współczuciem i szepczących o tegorocznych trybutach. Nie potrafię spojrzeć prawdzie w oczy. Nie chcę spojrzeć prawdzie w oczy. Przecież kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą, czyż nie? Może i to kłamstwo zyska miano prawdy? Chyba powinnam wypowiadać to na głos. Problem polega na tym, że chyba nie potrafię. Nie umiem już mówić. Za każdym razem, gdy moje usta się otwierają, głos, który się z nich wydobywa jest obcy. Czasem wydostaje się z nich krzyk. Krzyczę zawsze, gdy mój mózg zaczyna w inny sposób odbierać rzeczywistość. Zdarza mi się to coraz częściej, choć przed dożynkami niemalże zapomniałam tego koszmarnego uczucia. Powoli uczę się też sobie z tym radzić sama. Zakrywam uszy. Zamykam oczy. Zaczynam myśleć o przeszłości i śmiać się. Czasem śmieję się w nieodpowiednich momentach. Jednak to mi pomaga. Za każdym razem, gdy strach powoli budzi się, a ja wiem, że za chwilę rozum zacznie mi płatać figle, zaczynam to robić. Potem nadchodzi ulga. Ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę. Jednak przestało mnie to obchodzić, bo taka właśnie jestem. Jestem wariatką. Wiem to. Przestałam się już oszukiwać. Mam problemy. Nie wiem czy kiedyś nauczę się z tym żyć, choć mimo to spróbuję.

Tonę. Tonę w zapachu charakterystycznym dla Dystryktowej Wypożyczalni. Do moich uszu docierają strzępki rozmów, których i tak nie jestem w stanie zrozumieć.
   — Dzień dobry — znów ten obcy głos wydziera się z moich ust.
   — Witaj, skarbie — odpowiada mi siostra Mags. Płakała. Widać to po jej oczach.
   — Dzień dobry, Annie — odzywa się również dziadek Finnicka.
   — Czego potrzebujesz, kochana? — pyta starsza kobieta.
   — Ja... — zaczynam, lecz głos mi się łamie. — Ja... bo dziś jest Parada Trybutów. Chciałabym obejrzeć ją z kimś, kto kocha ich tak jak ja... czy... — przerywam wypowiedź. Łzy znów spływają mi po policzkach, a obcy ten głos tym razem, za nic w świecie nie chce, opuścić mojego gardła.
   — Przyjdziemy.


FINNICK


   — Igrająca z ogniem chce MNIE na sojusznika? No nieźle... tego bym się po niej nie spodziewał! Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że jestem... — zacząłem, lecz Haymitch nie daje mi dokończyć.
   — Nie do końca ciebie. Chce sojuszu z Mags. Ufa jej.
   — Och... jedno jest pewne. Dziewczyna ma rację. Mags można zaufać. Ja ufam jej bezgranicznie... — odpowiadam, spoglądając na mentorkę. Kobieta uśmiecha się do mnie
   — SUPER! A co ja mam do tego? Mnie chyba nie chce na sojuszniczkę, co?  — odezwała się Johanna.
   — Dajcie mi wreszcie dokończyć! — krzyknął Haymitch. Każdy z nas zamilkł. — Jesteśmy tu, bo jesteście osobami, którym ja i moi trybuci ufamy w mniejszym lub większym stopniu. W takim razie mam dla was pewną propozycję. Propozycję nie do odrzucenia. Co byście powiedzieli na szansę powrotu z areny w takim samym składzie, jak tu siedzicie?


_________________________________________________________________________________


Dawno mnie nie było, co? A miałam wrócić... no ale cóż poradzę na to, że szkoła krzyżuje mi plany? Nic nie poradzę... ale! Już niedługo koniec roku szkolnego! (Jak ten czas szybko leci, co? Dopiero był wrzesień...) i kiedy oceny zostaną już wystawione to będę pisać więcej, więc możecie być pewni, że kolejny rozdział pojawi się jeszcze w tym miesiącu :)
Jak mija Wam Dzień Dziecka? (Pamiętajcie, że ta dziecięca cząstka zostaje w nas na zawsze, więc nie wykręcajcie mi się, mówiąc, że jesteście na to zbyt starzy XD)  Ten rozdział to taki trochę prezent :D Choć atmosfera tego rozdziału jest raczej przytłaczająca... mimo to mam ogromną nadzieję, że Wam, się podoba i w komentarzu podzielicie się ze mną swoją opinią na ten temat :)