piątek, 11 sierpnia 2017

Rozdział 127 — Koniec

ANNIE


Wszystko się kończy. Głodowe Igrzyska właśnie dobiegły końca. Jednak nie mają zwycięzcy. Arena po prostu wybuchła. Wybuchła. Wszystko eksplodowało. Wszystko, co widziałam tam jeszcze parę minut wcześniej, tak po prostu przestało istnieć. Spłonęło. A co z ludźmi? Co z Finnickiem? Straciłam Mags. Nie mogę stracić i jego. Mój los nie może być aż tak okrutny. A jeśli może?
W Czwórce od dawna trwają zamieszki, lecz jeszcze nigdy nie dotarły do Wioski Zwycięzców. Teraz jest inaczej. Wyglądam przez okno i jedyne, co widzę to wystraszonych ludzi, walczących ze Strażnikami Pokoju.
Stworzenia w białych mundurach wyłamują drzwi domów, znajdujących się tu. Szarpią innych zwycięzców i ich rodziny. Gdy ktoś ucieka, oni po prostu strzelają. Wiem, że mój dom nie będzie wyjątkiem. Wedrą się i tu, a ja będę na nich czekać. Siadam w fotelu i czekam.
Dziwne, ale jestem wyjątkowo spokojna i gdy drzwi naszego domu otwierają się z hukiem, ja nawet nie odwracam się w ich stronę. Wiem, że to i tak mnie nie uratuje. Nic mnie już nie uratuje. Znów będę z Finnickiem. Pozwalam łzom wypływać z moich oczu. Sama nie wiem, czy w ten sposób opłakuję to, co zaraz zostanie mi odebrane, czy są to łzy ulgi, bo nie będę musiała uczyć się żyć bez niego.
   — Ej! Ty tam! Wstawaj! — krzyczy jeden z nich. Nie robię tego. Nie mam na to siły.
Człowiek ten podchodzi do mnie i zmusza do wstania. Przez chwilę patrzy na moją twarz. Potem znów się odzywa. Jego głos jest szorstki.
   — Ty jesteś Annie Cresta — stwierdza. Kiwam głową w górę i w dół, na znak, że ma rację. — Świetnie. Pójdziesz z nami. — Kręcę głową. Prawa. Lewa. Nie pójdę. — To nie było pytanie. Idziesz dobrowolnie albo cię zmusimy.
Z powrotem siadam na fotelu. Mężczyzna traci cierpliwość. Wyciąga broń i strzela. Nadchodzę, Finnick myślę i obraz zamazuje się, stopniowo tracąc kolory.



FINNICK


Jej delikatny głos rozbrzmiewa mi w uszach. Czuję, że jest blisko. Od dawna nie czułem się tak blisko niej. 
   — Finnick — szepcze mi do ucha. 
Nagle jej szept zmienia się w krzyk. Okropny, przeraźliwy krzyk. Biegnę w stronę, z której mnie dobiegł, lecz jedyne co widzę to niewielki czarny ptak. Ciemne stworzenie po chwili ląduje na ziemi, ze strzałą utkwioną w oku. Krzyki mojej ukochanej milkną, lecz nie na długo. Po chwili znów to słyszę. Jeszcze głośniej. Jeszcze częściej. 
Upadam. Moim ciałem wzdryga szloch. Annie. Annie. Moja słodka, mała Annie. Co oni jej zrobili? 

Budzę się. Otwieram oczy i szybko rozglądam się po pomieszczeniu. Jest duże, srebrzyste, jasno oświetlone. Większość pomieszczenia zajmują łóżka, z których słychać oddechy, prawdopodobnie innych ocalałych. Czy to poduszkowiec? Czy uratowano nas? A może nadal jesteśmy w Kapitolu? 
Powoli unoszę się i zmierzam w kierunku ogromnych, metalowych drzwi, które otwieram. Przede mną widzę dwie, siedzące przy stole sylwetki — Haymitcha Abernathy'ego i Plutarcha Heavensbee'ego. Uciekliśmy.
   — Wstałeś już? — spytał Haymitch. W odpowiedzi jedynie pokiwałem głową.
   — Widziałem Katniss i Beetee'ego. A co z resztą? — pytam, ochrypłym głosem. — I co z Annie? Głoskułki... czy ona żyje? 
   — Inni trybuci zostali na arenie, a Annie z całą pewnością nic jej nie jest — odpowiada Plutarch Havensbee. — Zaufaj mi. A teraz pozwól, że wrócimy do rozmowy, którą nam przerwałeś... — Jedyne co robię, to kiwam głową ze zrozumieniem. Nie chcę przemęczać gardła.
Haymitch i Plutarch wrócili do przerwanej rozmowy, a ja zamyśliłem się i całkowicie straciłem rachubę czasu. Zastanawiam się, czy Annie może być w domu. Może jest bezpieczna? Muszę się tego dowiedzieć.
   — Możecie zawieść mnie do Czwórki? Muszę wiedzieć... — stwierdzam.
   — Nie, przykro mi. Nie mam możliwości przerzucenia cię do Czwartego Dystryktu, ale wydałem specjalne rozkazy, żeby ją odszukano. Nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić, Finnick.
   — Powinienem był zginąć na tej arenie, tak jak Mags — oznajmiam gorzko.
   — Nie bądź głupi, to najgorsze, co mógłbyś zrobić. W ten sposób na pewno doprowadziłbyś do jej śmierci. Dopóki żyjesz, oni jej nie zabiją, żeby nie tracić nad tobą przewagi — odpowiada Haymitch, a ja zdaję sobie sprawę z tego, że ma rację.
Od zawsze wiedziałem, jaką taktykę stosuje Snow. Wiedziałem, że wyszukuje słabości ludzi, których chce trzymać w ryzach i wykorzystuje swoją wiedzę. Dlatego zabrał mi rodziców, gdy wygrałem. Byłem wtedy tylko biednym, zagubionym dzieciakiem, nad którym mógł sprawować władzę. Teraz ma Annie i znów trzyma mnie w garści.
Snow zawsze był sprytny, lecz nie przemyślał jednego. Byłem wtedy dzieckiem, a dzieci szybko się uczą. Dlatego znam wszystkie sekrety Kapitolińskich elit. Znam nawet jego sekrety i nic nie powstrzyma mnie przed wykorzystaniem ich, jeśli tylko Annie spadnie włos z głowy.


_________________________________________________________________________________


Rozdział 127 już za nami, a przed nami jeszcze trzy rozdziały i epilog. Epilog planuję wstawić tu dnia 20. 08. 2017 roku, ale nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał, a swoją opinię wyrazicie w komentarzu :) 

środa, 12 lipca 2017

Rozdział 126 — "Przyczyniam się do powstania lepszego świata"

ANNIE


Wszystko, co działo się potem na arenie trwało dla mnie zaledwie parę minut. Wszyscy rozbili w lesie obozowisko. Przez dłuższy czas cierpieli na brak wody, lecz po jakimś czasie otrzymali od sponsorów dziwny przedmiot, który potem okazał się być sączkiem. Finnick oczywiście zaniósł trochę wody Mags. Nawet ktoś, kto nie zna go tak dobrze, jak ja, oglądając tę scenę, może zauważyć, że ta starsza kobieta jest kimś ogromnie ważnym dla przystojnego trybuta z Czwórki.
Potem nadszedł czas na sen. Początkowo Finnick i Katniss stali na straży swoich sojuszników.Jednak po pewnym czasie mój ukochany przegrał ze zmęczeniem i zasnął. Na straży została reprezentantka Dwunastki. 
Po jakimś czasie na arenie pojawiła się mgła. 



MAGS


Budzę się, dopiero gdy Finnick zarzuca mnie, półprzytomną, na plecy. Dopiero wtedy orientuję się, że grozi nam niebezpieczeństwo w postaci mgły, choć jeszcze nie rozumiem, co dokładnie ona powoduje. 
Mężczyzna rusza przed siebie, aby uciec jak najdalej od grożącego nam niebezpieczeństwa, niemal zapomina o naszych sojusznikach, których MUSIMY uratować, bo tylko dzięki nim może udać się planowana rebelia. Tak długo żyłam w Panem z marzeniami, że kiedyś to wszystko może się zmienić na lepsze, dlatego, teraz gdy staje się to możliwe, zrobię, co mogę, aby tak było i aby młodsze pokolenia, dorastały w lepszym Panem. 
W pewnym momencie Finnick zatrzymuje się. Czeka na nieszczęśliwych kochanków z Dystryktu Dwunastego, woła ich, zachęca do dalszej ucieczki, ale oni nie dają już rady. Mężczyzna zauważa to i rusza im na pomoc. 
  — Nic z tego. Muszę go przenieść. Dasz radę podnieść Mags? — spytał.
   — Tak — odpowiedziała Katniss, nasz Kosogłos.

Jednak nie dała rady. Upadła, a Finnick przybiegł, jak tylko to zobaczył. 
   — Możesz zabrać oboje? Idź przodem. Dogonię was.
  — Nie. Nie dam rady nieść obojga. Ręce mi wysiadają — oznajmił.
Już wtedy wiedziałam co mam zrobić. Może niedane mi zobaczyć Panem po rewolucji, ale zrobię wszystko, aby do tej rewolucji doszło. Żegnam się z Finnickiem za pomocą pożegnalnego gestu z Dystryktu Czwartego — całuję go w usta i odchodzę. 
   — MAGS! MAGS! MAGS! — krzyczy mężczyzna, ale ja się nie odwracam. Nie ma już odwrotu. 
Wchodzę we mgłę i moje ciało przeszywają bolesne ukłucia trucizny. Przyczyniam się do powstania lepszego świata.


FINNICK 


Katniss i Peeta śpią. Ja zostałem strażnikiem. Choć nie jestem pewien czy w tej chwili jestem odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku.
W mojej głowie przewijają się wspomnienia Mags. Jej bezzębny uśmiech, jej ciepłe oczy, od których zawsze biła troska. Łzy ciekną po moich policzkach, a ja im na to pozwalam. Jest noc i tak nikt tego nie zobaczy, a poza tym... Mags zasługuje na to, aby ją opłakać.


_________________________________________________________________________________


Taaaak, wiem... rozdział jest króciutki (i słabiutki). Musicie mi wybaczyć... już nie pamiętam, gdy ostatnio tak ciężko pisało mi się rozdział... może to przez to, że bardzo zżyłam się z Mags... no, ale mogę obiecać, że w nowym opowiadaniu będzie lepiej :D 
Chciałam także podziękować karamel56 (autorce bloga: http://hangingtree.blox.pl/html) za podpowiedzenie mi, żeby napisać coś z perspektywy Mags :D
Następny rozdział powinien pojawić się za tydzień :D

wtorek, 27 czerwca 2017

Rozdział 125 — Arena Ćwierćwiecza

ANNIE


Sama nie wiem, który moment rozpoczęcia Trzeciego Ćwierćwiecza Poskromienia był dla mnie najtrudniejszy. Nie wiem, czy był to moment, gdy usłyszałam swoje imię, wyczytywane przez opiekunkę naszego dystryktu. Nie wiem, czy był to moment, gdy Mags zajęła moje miejsce. Nie wiem, czy był to moment, gdy Finnick został trybutem po raz drugi. Nie wiem, czy był to moment, gdy widziałam pociąg odjeżdżający z dwiema bliskimi mi osobami. Nie wiem, czy była to Parada Trybutów. Nie wiem, czy był to wywiad, na którym Finnick wyrecytował napisany przez siebie wiersz, będący miłosnym wyznaniem, kierowanym do "wyjątkowej damy, która skradła jego serce". Nie wiem, czy jest to dzisiejszy dzień, który muszę przeżyć ze świadomością, że już za chwilę Finnick i Mags wrócą na arenę.


FINNICK



   — Finnick! — krzyczy, zbliżający się do mnie Haymitch.
   — We własnej osobie! — odpowiadam. W tym czasie mężczyzna podchodzi do mnie.
   — Przestań się wygłupiać i załóż to — mówi, pokazując złotą bransoletkę.
   — Co to? — pytam.
   — Twoja domowa pamiątka na arenę.
   — Ale ja mam już wisiorek z... — zaczynam.
   — Chcesz być sojusznikiem Katniss? To załóż to — odpowiada. Po chwili zawahania zdejmuję z szyi wisiorek, Annie musi mi wybaczyć. Robię, co mogę, aby do niej wrócić razem z Mags. 
   — Dobra — mówię, zakładając na rękę złotą bransoletę. Abernathy już chce odejść, ale ja zatrzymuję go. — Jeśli coś mi się stanie, przekaż to Annie — dodaję, po czym wręczam mu złoty wisiorek, który nosiłem na szyi i już po chwili ruszam w swoją stronę, nie oglądając się za siebie.


Słońce prażyło niemiłosiernie. Przez chwilę miałem wrażenie, jakbym był w Czwórce, jednak gdy moje oczy wreszcie przyzwyczaiły się do tego oślepiającego światła, przypomniałem sobie, że znów utknąłem na arenie Głodowych Igrzysk, a Dystrykt Czwarty to teraz jedynie wspomnienie. 
Jednak moje skojarzenie z Dystryktem Czwartym w sumie było dość słuszne. Platformę, na której zmuszony byłem stać, ze wszystkich stron okrążała woda. Chyba stworzyli tę arenę z myślą o mnie.
Zaraz po tym, gdy rozbrzmiał gong, obwieszczający początek rzezi, wskoczyłem do wody i ruszyłem do Rogu Obfitości, gdzie dotarłem jako pierwszy, co wcale mnie nie zdziwiło. Miałem ogromną przewagę z racji wychowywania się w Czwórce. 

Wkrótce po mnie do Rogu Obfitości przybywa nikt inny, tylko nasz Kosogłos. Dziewczyna zauważa mnie. 
   — Więc potrafisz też pływać? — pytam. — Gdzie się tego nauczyłaś w Dwunastym Dystrykcie? 
   — Mamy dużą wannę — odcina się. Jedno muszę przyznać, jej docinki sprawiają, że wydaje się inteligentną osobą. 
   — Nie wątpię. Podoba Ci się arena? 
   — Niespecjalnie, ale tobie powinna. Widać wybudowali ją specjalnie dla ciebie. 

Przez chwilę stoimy w milczeniu i mierzymy się wzrokiem. Nie ufam tej dziewczynie, a ona jak widać, nie ufa mi. Śmieszne, że mamy być sojusznikami. Gdybym nie chciał uratować Mags i siebie z tej areny to nigdy nie zawarłbym z nią sojuszu. Z drugiej strony ona nie wybrałaby mnie. Dlatego uśmiecham się szeroko i pytam retorycznie: 
   — Dobrze, że jesteśmy sprzymierzeńcami, prawda? — Poruszam ręką, tak aby zauważyła bransoletkę. Dziewczyna zaczyna się wahać. 
   — Prawda — odwarkuje. W tym momencie zauważam za nią jednego z trybutów. 
  — Schyl się! — rozkazuję i rzucam w mężczyznę trójzębem. Znów jestem mordercą, choć tak naprawdę nigdy nie przestałem nim być. Podchodzę do ciała i wyciągam z niego swoją broń. 
   — Nie ufaj Jedynce ani Dwójce — oznajmiam. 


ANNIE


Zawarli sojusz z Dwunastką. Jestem trochę zdziwiona, bo byłam pewna, że Finnick wolałby zostać sprzymierzeńcem Johanny Mason niż Katniss Everdeen. W końcu to Johanna jest jego przyjaciółką. Jednak wiem, że skoro podjął taką decyzję, to musiał mieć jakiś powód. Znam Finnicka i wiem, że nic nie robi bez powodu. 
   — Ja go tutaj ściągnę  — oznajmia Finnick, gdy słyszę jego głos, mam ochotę zacząć płakać. Tęsknię za nim. 
   — Dam sobie radę — odpowiada zeszłoroczna zwyciężczyni. Widać, że jeszcze mu nie ufa. 
   — Lepiej się nie forsuj. Nie w tym stanie — mówi Finnick, dotykając jej brzucha. Ten gest sprawił, że na twarzy Katniss pojawiło się zdziwienie, a dopiero po chwili zrozumienie. Zupełnie jakby dopiero po zastanowieniu, przypomniała sobie, że jest w ciąży. 
   — Osłaniaj mnie — rozkazuje Finnick, po czym skacze do wody i płynie po Peetę. 
W tym czasie zaczynam zastanawiać się co z Mags i znów łapię się na tym, że czuję wyrzuty sumienia. To ja powinnam tam być i walczyć o życie, a nie ona. Czuję, że moje serce zaczyna bić szybciej. Czym prędzej zamykam oczy i zasłaniam uszy.  Bitwa na jedzenie. Pamiętasz? Walczyłaś z Finnickiem. Śmiałaś się. Byłaś szczęśliwa. Potem przyszła Mags. Zdenerwowała się na was, jednak gdy wróciliście już dawno o tym zapomniała. Tamtego dnia Finnick po raz pierwszy nazwał cię "rybką". Ty nazwałaś go kotletem, pamiętasz? Przypomnij sobie. Będzie dobrze. Dobrze. Uspokój się Wdech i wydech. Wdech i wydech. 
Po chwili czuję się już lepiej. No może nie po krótkiej chwili, bo z tego, co widzę to Finnick, Mags i ich sprzymierzeńcy z Dwunastki już dawno opuścili Róg Obfitości. Teraz są w samym środku dżungli. 

Wędrówka trwa w najlepsze. Mam już odejść od telewizora, bo widok Mags i Finnicka na arenie jest dla mnie zbyt bolesny, lecz w momencie, gdy wstaję z kanapy, dzieje się coś niespodziewanego. Peeta Mellark wpada na niewidoczną ścianę i zostaje odrzucony do tyłu. 
To, co działo się później, trwa zaledwie kilka minut. Katniss zaczyna panikować. Finnick odsuwa ją od ciała zeszłorocznego zwycięzcy i zaczyna go reanimować. Dziewczyna jednak tego nie zauważa, albo nie rozumie co dzieje się wokół niej i zaczyna celować do niego z łuku. Zakrywam dłonią usta, aby nie zacząć krzyczeć i z przerażeniem oglądam dalszą część akcji ratunkowej. Na całe szczęście dziewczyna orientuje się, co robi Finnick i przestaje do niego mierzyć z łuku. Po chwili Peeta budzi się. 
Po tym, jak emocjonalnie zareagowała Katniss i jaką Finnick zrobił minę widać, że nawet on uwierzył, że dziewczyna jednak czuje coś Peety. 


_________________________________________________________________________________


Witajcie, moi drodzy czytelnicy! Tęskniliście? Ja za Wami baaaaaaaaaaaaaardzo! ♥♥♥
Wiem, że ten rozdział najlepszy nie jest (ani nawet dobry), ale jakoś nie mam pojęcia jak teraz mam wszystko opisywać, bo przecież nie chcę przepisywać książki :( Poza tym... jakoś tak ciężej mi się pisze ze świadomością, że to już ostatnie rozdziały tej historii (Przypominam, że po zakończeniu tej historii zacznie się nowa! :D) 
Powiem, że ostatnio wzięło mnie na wspominki i zaczęłam czytać Wasze komentarze pod starymi postami... i przyznam, że czytając to... popłakałam się. Tak bardzo za tym wszystkim tęsknię. Tęsknię za Wami :( Wiem, że wiele czytelników mojego bloga przestało już tu zaglądać i czytać to co tu piszę. Jednak jeśli ktoś tu zajrzy to proszę, żeby zostawił komentarz... 
Napiszę jeszcze, że... wczoraj (27.06) były urodziny Sama Claflina, czyli naszego filmowego Finnicka... pamiętaliście? Wiedzieliście? :D

czwartek, 1 czerwca 2017

Rozdział 124 — Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą

ANNIE

Nie dali nam się nawet pożegnać. Zabrali ich. Zabrali mi dwójkę najważniejszych ludzi w moim życiu. Być może nigdy więcej niedane mi będzie ich zobaczyć. Porozmawiać z nimi. Patrzyłam, jak Mags zgłasza się na moje miejsce, ale byłam zbyt słaba, aby jej nie pozwolić. Bałam się. Tak bardzo się bałam. Strach znów mną ogarnął, a ja się nie sprzeciwiłam. Patrzyłam, jak losują Finnicka i nikt się nie zgłasza. Widziałam zaciętość w jego oczach. Widziałam w nich odwagę, gdy patrzył w kamery. Boję się, że już nigdy jej nie zobaczę. Boję się, że już na zawsze odbiorą mi dwójkę osób, które pomagały mi przejść przez piekło zwane życiem zwycięzcy. Bez nich sobie nie poradzę.
Ludzie przychodzą do mnie i pytają, jak się czuję. Za każdym razem chcę powiedzieć, że jestem martwa w środku. Zawsze kłamię. W porządku. Nic mi nie jest. Kłamstwo przychodzi mi coraz łatwiej. Przez tyle lat obserwowałam jak Finnick grał przed wszystkimi, że chyba zaczęłam się od niego uczyć.

Uciekam. Uciekam przed wszystkim. Uciekam na plażę. Na ten kawałek, gdzie ciężko spotkać kogokolwiek. Chyba zaczynam lubić samotność. Wolę być sama z dala od wszystkich, oszukując siebie samą, że kiedy wrócę do domu to Mags i Finnick jak zwykle będą dyskutować o wszystkim i niczym, niż być przy ludziach, patrzących na mnie ze współczuciem i szepczących o tegorocznych trybutach. Nie potrafię spojrzeć prawdzie w oczy. Nie chcę spojrzeć prawdzie w oczy. Przecież kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą, czyż nie? Może i to kłamstwo zyska miano prawdy? Chyba powinnam wypowiadać to na głos. Problem polega na tym, że chyba nie potrafię. Nie umiem już mówić. Za każdym razem, gdy moje usta się otwierają, głos, który się z nich wydobywa jest obcy. Czasem wydostaje się z nich krzyk. Krzyczę zawsze, gdy mój mózg zaczyna w inny sposób odbierać rzeczywistość. Zdarza mi się to coraz częściej, choć przed dożynkami niemalże zapomniałam tego koszmarnego uczucia. Powoli uczę się też sobie z tym radzić sama. Zakrywam uszy. Zamykam oczy. Zaczynam myśleć o przeszłości i śmiać się. Czasem śmieję się w nieodpowiednich momentach. Jednak to mi pomaga. Za każdym razem, gdy strach powoli budzi się, a ja wiem, że za chwilę rozum zacznie mi płatać figle, zaczynam to robić. Potem nadchodzi ulga. Ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę. Jednak przestało mnie to obchodzić, bo taka właśnie jestem. Jestem wariatką. Wiem to. Przestałam się już oszukiwać. Mam problemy. Nie wiem czy kiedyś nauczę się z tym żyć, choć mimo to spróbuję.

Tonę. Tonę w zapachu charakterystycznym dla Dystryktowej Wypożyczalni. Do moich uszu docierają strzępki rozmów, których i tak nie jestem w stanie zrozumieć.
   — Dzień dobry — znów ten obcy głos wydziera się z moich ust.
   — Witaj, skarbie — odpowiada mi siostra Mags. Płakała. Widać to po jej oczach.
   — Dzień dobry, Annie — odzywa się również dziadek Finnicka.
   — Czego potrzebujesz, kochana? — pyta starsza kobieta.
   — Ja... — zaczynam, lecz głos mi się łamie. — Ja... bo dziś jest Parada Trybutów. Chciałabym obejrzeć ją z kimś, kto kocha ich tak jak ja... czy... — przerywam wypowiedź. Łzy znów spływają mi po policzkach, a obcy ten głos tym razem, za nic w świecie nie chce, opuścić mojego gardła.
   — Przyjdziemy.


FINNICK


   — Igrająca z ogniem chce MNIE na sojusznika? No nieźle... tego bym się po niej nie spodziewał! Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że jestem... — zacząłem, lecz Haymitch nie daje mi dokończyć.
   — Nie do końca ciebie. Chce sojuszu z Mags. Ufa jej.
   — Och... jedno jest pewne. Dziewczyna ma rację. Mags można zaufać. Ja ufam jej bezgranicznie... — odpowiadam, spoglądając na mentorkę. Kobieta uśmiecha się do mnie
   — SUPER! A co ja mam do tego? Mnie chyba nie chce na sojuszniczkę, co?  — odezwała się Johanna.
   — Dajcie mi wreszcie dokończyć! — krzyknął Haymitch. Każdy z nas zamilkł. — Jesteśmy tu, bo jesteście osobami, którym ja i moi trybuci ufamy w mniejszym lub większym stopniu. W takim razie mam dla was pewną propozycję. Propozycję nie do odrzucenia. Co byście powiedzieli na szansę powrotu z areny w takim samym składzie, jak tu siedzicie?


_________________________________________________________________________________


Dawno mnie nie było, co? A miałam wrócić... no ale cóż poradzę na to, że szkoła krzyżuje mi plany? Nic nie poradzę... ale! Już niedługo koniec roku szkolnego! (Jak ten czas szybko leci, co? Dopiero był wrzesień...) i kiedy oceny zostaną już wystawione to będę pisać więcej, więc możecie być pewni, że kolejny rozdział pojawi się jeszcze w tym miesiącu :)
Jak mija Wam Dzień Dziecka? (Pamiętajcie, że ta dziecięca cząstka zostaje w nas na zawsze, więc nie wykręcajcie mi się, mówiąc, że jesteście na to zbyt starzy XD)  Ten rozdział to taki trochę prezent :D Choć atmosfera tego rozdziału jest raczej przytłaczająca... mimo to mam ogromną nadzieję, że Wam, się podoba i w komentarzu podzielicie się ze mną swoją opinią na ten temat :) 

niedziela, 23 kwietnia 2017

Rozdział 123 — Ćwierćwiecze

FINNICK


Lata mijały w zawrotnym tempie. Wszystko zaczynało się zmieniać. Życie stawało się lepsze. Dwa tygodnie po moim powrocie do Czwórki zakończyły się Siedemdziesiąte pierwsze Głodowe Igrzyska. Tak jak myślałem — wygrała trybutka z Siódemki. Johanna Mason stała się moją przyjaciółką już w rok po jej wygranej. Była wówczas jedyną pozytywnie do mnie nastawioną osobą wśród mentorów, bo Mags przez wzgląd na swoje zdrowie została w domu, gdzie piczę sprawowała nad nią Annie. 
Marlene urodziła zdrową córeczkę, która stała się moim oczkiem w głowie oraz moją i Annie córką chrzestną. Moja droga kuzynka postanowiła jednak wybaczyć swojemu mężowi i są teraz niezwykle szczęśliwą rodziną. 
Jeśli chodzi o mnie i Annie to planowaliśmy, że pobierzemy się potajemnie już wkrótce. Jej rodzice w końcu mnie zaakceptowali, a moja narzeczona niemalże całkowicie wybaczyła im to, że zostawili ją na wiele lat. 
W ostatnich — Siedemdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzyskach zwyciężyła dwójka trybutów, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Ponadto obydwoje pochodzą z Dystryktu Dwunastego, co również może wprawić w osłupienie. 
Dzisiaj ogłoszono statut III Ćwierćwiecza Poskromienia. 
Słowa, wypowiedziane przez węża w ludzkiej skórze wciąż dźwięczą mi w uszach i nie potrafię o nich zapomnieć. 
"W siedemdziesiątą piątą rocznicę, dla przypomnienia buntownikom, że nawet najsilniejsi z nich nie mogą pokonać potęgi Kapitolu, trybuci obojga płci zostaną wylosowani z puli dotychczasowych zwycięzców w dystryktach."
Ktoś z nas może wrócić na arenę. Annie właśnie wypłakuje mi się w rękaw. Mags upuściła szklankę, która roztrzaskała się w drobny mak. A ja? Ja wpatruję się w ekran, nie wiedząc co zrobić, co powiedzieć. Czuję, jak wszystkie pozytywne emocje opuszczają mnie na dobre. Zostaje sam strach. Nie o mnie. Już dawno przestałem przejmować się swoim losem. Martwię się o dwie niezwykle ważne dla mnie osoby. Jednocześnie liczę na to, że choć raz będzie sprzyjać mi szczęście i nikt z nas nie zostanie wylosowany. 
   — No... nieźle nas urządzili, co? — pytam. Mój głos brzmi obco, jednak sprawia, że Annie i Mags patrzą na mnie. 
   — Nieźle? Finnick... oni znów chcą nas zabić... — oznajmia Annie. 
   — Rybko... nie nas. Coś czuję, że tu chodzi o garstkę jagód, wyciągniętą na zeszłorocznej arenie. My będziemy jedynie fajnym dodatkiem do śmierci dwójki kochanków z Dwunastki. 


Dni pozostałe do wyroku śmierci, który Kapitol miał wydać na niektórych zwycięzców, upłynęły tak szybko, jak jeszcze nigdy. Dzień w dzień spędzałem czas z Annie, Mags i moją chrześnicą, starając się nacieszyć ich towarzystwem. Każdego ranka, gdy cały dystrykt pogrążony był we śnie, ja wymykałem się na plażę i biegałem. 
Teraz jednak stoję na scenie i czekam, aż to wszystko dobiegnie końca. Denerwuję się, a czekanie sprawia, że czuję się jeszcze gorzej. Patrzę w kamery. Patrzę na ludzi. Wciąż uważając, aby nie wyjść z roli.
   — Panie mają pierwszeństwo — oznajmia opiekunka naszego dystryktu i kieruje się do szklanej kuli z losami. Gdy wraca na miejsce, zaczynam się denerwować. — Annie Cresta! 
W tym właśnie momencie grunt usuwa mi się spod nóg, a serce rozpada się na miliardy kawałeczków i nic nie jest w stanie go ponownie posklejać. Annie. Moja słodka, kochana Annie ma wrócić na arenę, gdzie traci się człowieczeństwo lub życie. Pomimo cierpienia, jakie czuję, wciąż twardo stoję, wpatrując się wyzywająco w kamerę. Nie reaguję nawet na płacz Annie, choć kosztuje mnie to wiele wysiłku. Po chwili dzieje się coś niezwykłego. Mags podnosi w górę rękę, a następnie wskazuje na siebie. Czuję, jak żołądek wywraca mi się do góry nogami. Ona zgłasza się na ochotnika. 
   — A teraz czas na panów... — oznajmiła kapitolinka i tak jak wcześniej ruszyła w stronę kuli z nazwiskami. Teraz już się nie przejmuję. Gorzej chyba nie będzie. — Finnick Odair!
Jednak może być gorzej. 


_________________________________________________________________________________


Wreszcie powracam z nowym rozdziałem! Podoba Wam się? Wieeem... miało być tu wielkie spotkanie Finnicka i Annie, ale... nie wiedziałam jak ugryźć temat, a jako, że chcę zakończyć to opowiadanie i rozpocząć kolejne to pomyślałam, że taki przeskok w czasie nie będzie wcale taki zły... a co Wy myślicie? :)
Moi drodzy czytelnicy... staram się wrócić na blogosferę na dobre (choć szkoła naprawdę mocno krzyżuje mi plany), także w najbliższym czasie nowe posty pojawią się także na innych blogach :D Staram się także wrócić do komentowania (choć muszę przyznać — trochę wyszłam już z wprawy). Z racji tego mam do Was ogromną prośbę — jeśli to czytacie i cieszycie się z mojego powrotu to napiszcie mi to w komentarzu, zostawcie opinię o rozdziale i po prostu dajcie mi trochę tej motywacji, której ostatnio również mi brakowało :)
Och! A jeśli ktoś chce to pojawiła się zakładka z prologiem nowego opowiadania :D Zakładka nazywa się "Nowy początek" :D

niedziela, 16 kwietnia 2017

♥ Wesołych Świąt ♥

Moi drodzy czytelnicy,
wiem, że jest już późno, ale chciałam Wam życzyć wesołych Świąt, dużo zdrowia, szczęścia i radości, smacznego jajka i mokrego Śmigusa Dyngusa (ale żeby nie padał deszcz :D)
Mam nadzieję, że Wielkanoc mija Wam przyjemnie w gronie najbliższych i w tym czasie jesteście bardzo szczęśliwi ♥


Przy okazji chciałam powiedzieć (a raczej napisać XD), że nowy rozdział już wkrótce się pojawi (postaram się,wstawić go pod koniec tego tygodnia, ale co mi z tego wyjdzie — nie wiem). Poza tym... jak już ostatnio Wam pisałam — planuję skończyć te opowiadanie jak najszybciej i jak najszybciej zacząć kolejne, które będzie dokładnie na tym samym blogu, bo również będzie opowiadało historię Finnicka i Annie, ale nieco inną, bardziej dojrzałą (choć z tym można się sprzeczać), dokładniej przemyślaną, gdzie bohaterowie nie będą papierowi (a przynajmniej nie w takim stopniu jak teraz). Dlatego też... mam do Was kilka pytań:
1) Czy są jakieś wątki, o których zapomniałam (tak to jest, kiedy nie planuje się tego co chce się pisać), a Wy nie i chcielibyście, żebym je zakończyła?
2) Czy nie będzie przeszkadzał Wam dość spory przeskok w czasie? (To znaczy... w kilku kolejnych rozdziałach akcja będzie kontynuowana, ale potem nastąpi przeskok w akcji).
3) Prolog do nowej historii został już napisany (nie krzyczcie! Wcale nie zajmuję wszystkim innym oprócz pisania nowych rozdziałów! XD), jeśli chcecie dowiedzieć się, czy kolejna, dość podobna do tej, historia będzie warta uwagi, to mogę dodać zakładkę z tym prologiem. Zaznaczam jednak, że dopóki prolog nowego opowiadania nie zostanie wstawiony w osobnym poście, może ulec zmianie. Chcielibyście, żebym stworzyła zakładkę z prologiem nowego opowiadania, czy może wolicie poczekać? :)

To już wszystko ♥
Dziękuję, że ze mną jesteście, czytacie i komentujecie (w tym momencie chcę także przeprosić za to, że sama nie zostawiam komentarzy na żadnych blogach, ale naprawdę czas wolny jest dla mnie pojęciem całkowicie obcym) i jeszcze raz życzę Wam wesołych Świąt ♥♥♥

niedziela, 5 marca 2017

Świeczki czas zdmuchnąć, bo blog ma już dwa latka!!! ♥♥♥

DNIA 28. 02. 2017 BLOG OBCHODZIŁ DRUGIE URODZINY ♥♥♥
Jak ten czas szybko leci... pamiętam wszystko jakby to było wczoraj... okej... nie pamiętam może jak byłam ubrana, uczesana, jaka była pora dnia albo pogoda. Pamiętam jednak coś innego... pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi przy zakładaniu tego bloga. Pamiętam wątpliwości jakie dopadły mnie po opublikowaniu pierwszego posta. Bałam się, że nikomu nie spodoba się to co tu będę pisać, bałam się, że znów się poddam. Jednak to się nie wydarzyło. Mój blog zaczęły odwiedzać wspaniałe osoby i zostawiać tu cudowne komentarze, a ja? Ja nie poddałam się. 

Przez te dwa lata na blogu:

Pojawiło się: 142 postów w tym 122 rozdziały
Licznik wyświetleń wskazał: ponad 50 000 wyświetleń
Pojawiło się tu: 1596 komentarzy

Baaaaardzo Wam za to wszystko dziękuję. Wiele to dla mnie znaczy :)
Szczerze? Sama nie wierzę, że ten blog istnieje już dwa lata.. to wszystko minęło tak szybko... tak przerażająco szybko. Jednak mam wrażenie, że ten blog prowadzę znacznie dłużej. Blog o Finnicku i Annie stał się częścią mnie, a Wy — moi czytelnicy, staliście się moimi przyjaciółmi, moją blogową rodzinką. Dziękuję Wam za te dwa cudowne lata, za masę uśmiechów, które towarzyszyły mi za każdym razem, gdy tylko czytałam Wasze wspaniałe komentarze. Dziękuję Wam za każde wyświetlenie i każdy komentarz.
W tym miejscu chcę Wam również coś powiedzieć... po nieudanej próbie przeczytania tego bloga od samego początku do końca, którą podjęłam jakiś czas temu... zauważyłam, że postacie, o których piszę są papierowe i nie mogłyby być ludźmi z krwi i kości. Przez to... i kilka starych rozdziałów, opublikowanych na początku istnienia bloga, straciłam chęci do pisania dalszej części, ALE dokończę tę historię, bo nie mogę zostawić jej niedokończonej. Co więcej... ostatnio po ponownym obejrzeniu Kosogłosa cz. 2 do mojej głowy wpadł pomysł na inną (i mam nadzieję — lepszą) historię Finnicka i Annie, którą opublikuję na TYM blogu, po zakończeniu opowiadania, które zaczęłam dwa lata temu. Są to tylko plany i nic nie jest pewne, ale... chciałam po prostu napisać, żebyście wiedzieli, że nawet jak zakończę te opowiadanie to blog nadal będzie aktywny i będą inne rozdziały :)

Dobrze... to by było na tyle w tym poście :) Jeszcze raz bardzo dziękuję za Wasze cudowne komentarze (koniecznie napiszcie mi co sądzicie o zakończeniu tego opowiadania i napisania historii Finnicka i Annie na nowo) i za... 50 000 wyświetleń! Jestem niezwykle szczęśliwa, że wybiło tu te 50 000 wyświetleń!! :D Dziękuję raz jeszcze! ♥♥♥