niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 114 – Atak

ANNIE


Woda. Dla każdego obywatela Czwórki ma ona ogromne znaczenie. Świadczy o tym chociażby to, że każde święta lub uroczystości odbywają się na plaży i są w jakiś sposób z wodą powiązane. Dla mnie woda jest również jednym z najlepszych środków uspokajających. Stoję teraz na plaży. Zamykam oczy i wsłuchuję się w szum morza. Podchodzę bliżej wody. Teraz fale, uderzające o brzeg delikatnie obmywają moje bose stopy. Oddycham głęboko i mimowolnie się uśmiecham. Wiatr wieje mi w twarz i rozwiewa rudobrązowe kosmyki moich włosów. Czuję się tak dobrze. Brakuje tu tylko Finnicka. Chciałabym móc teraz spojrzeć w jego oczy, wtulić się w niego, znów poczuć motylki w brzuchu, które towarzyszą mi zawsze, kiedy on jest obok mnie, znów poczuć się wyjątkowa. Chciałabym, żeby był tu przy mnie. Wtedy wszystko byłoby idealnie. 
Otwieram oczy i postanawiam się przejść. Idę jednak tuż przy brzegu, aby fale obmywały moje nogi prawie cały czas. 

Przechodzę obok trójki roześmianych dzieci. Bawią się beztrosko, pluskając w wodzie. Uśmiecham się do nich. Oni do mnie machają, a ja odmachuję, lecz już za chwilę ruszam w dalszą drogę. 
Mimo mojego młodego wieku niestety nie pamiętam już jak to było nie mieć zmartwień. Igrzyska prześladowały mnie od kiedy skończyłam dziesięć lat. Wtedy straciłam Lorę. Od tamtego czasu nigdy nie czułam się jak inne osoby w moim wieku. Zawsze byłam bardziej zmartwiona, smutna, wystraszona niż reszta. Teraz wiem, że nic mi nie grozi, bo Finnick dba o moje bezpieczeństwo. Jednak ja ciągle się boję. Nie boję się już Głodowych Igrzysk, bo je wygrałam. Nie boję się Snowa. Boję się swoich ataków. Boję się, że kiedyś skrzywdzę kogoś przez taką chwilę słabości jaką jest ten atak. Boję się, że zrobię coś głupiego i skrzywdzę Finnicka. Nie mogę go skrzywdzić. Kocham go. Kocham go najbardziej na świecie i nie mogę pozwolić aby cierpiał przeze mnie. 

Po kilku godzinach spędzonych na chodzeniu w tę i z powrotem po plaży, wreszcie postanawiam wrócić do domu. Może potem jeszcze przejdę się do miasteczka, ale teraz jestem głodna jak wilk, więc chyba czas wracać i liczyć na to, że mama zrobiła już obiad. Przypominam sobie jak kiedyś, kiedy jeszcze była Lora moja mama gotowała nam obiady. Zawsze były pyszne. Najbardziej lubiłam krewetki. Niestety byliśmy biedni, więc nie zawsze mogliśmy sobie pozwolić na takie rarytasy. Pamiętam jak kiedyś spytałam jej czemu te krewetki są takie dobre. Odpowiedziała mi, że to przez sekretny składnik. Zaciekawiona dopytywałam jaki to składnik. Mama uśmiechnęła się do mnie i delikatnie odgarnęła niesforny kosmyk moich włosów, a potem powiedziała "miłość". Kiedyś była zupełnie inną osobą niż teraz. Śmierć Lory ją zmieniła. Teraz wszędzie widzi jakieś spiski i chce trzymać mnie z dala od otaczającego nas świata. Zupełnie jakby bała się ponownie mnie utracić. Na szczęście tata jest taki sam jak zawsze. Jest miły, ciepły, serdeczny i pozwala mi dokonywać samodzielnych wyborów, bo wie, że nikt nie przeżyje mojego życia za mnie. 

Pogrążona w myślach nawet nie zauważam, kiedy docieram do domu. Otwieram drzwi i wchodzę do środka. 
— Mamo! Tato! Już jestem! — krzyczę, choć nie muszę. Skrzypiąca podłoga i tak zdradziła moją obecność. 
— To dobrze! Idź myj ręce, bo mama już obiad zrobiła... pośpiesz się, bo krewetki długo na ciebie nie poczekają — odkrzykuje mój tata. Kiedy tak mówi czuję jakbym wróciła do czasów dzieciństwa. Czuję się jakbym znów miała dziesięć lat. Czuję się jakby Lora tu była. 
Lora. Moje serce zaczyna bić trochę mocniej niż zwykle. Ignoruję to. Idę do łazienki. Myję ręce i patrzę w lustro. Nie widzę tam siebie. Widzę Lorę. Jej twarz jest sina. Biorę głęboki oddech. Widzę siebie. Zamykam oczy, a kiedy je otwieram spoglądam w lustro raz jeszcze. Widzę Bena. Chłopca, który razem ze mną trafił na zeszłoroczną arenę Głodowych Igrzysk. Za nim jest chłopak z Dwójki, który zabił mojego sojusznika w zeszłym roku. Zbliża się do Bena. Ma w dłoni miecz. Krzyczę. Krzyczę, żeby Ben uciekał. On nie ucieka. Chłopak odcina mu głowę. Potem Ben znika. Na jego miejscu pojawia się Finnick. Jego głowa również jest odcięta. Nie mogę na to patrzeć. Uderzam w lustro pięściami. Zaczynam płakać i krzyczeć. Ktoś otwiera drzwi do łazienki. Nie wiem kto. Nie potrafię go dostrzec, gdyż łzy zamazują mi widok na świat. Potem widzę już tylko ciemność. Nie czuję nic. Nawet bólu w dłoniach.


FINNICK


Annie miała atak. Trzy słowa. Tylko trzy słowa. Trzy słowa, które sprawiły, że przestałem logicznie myśleć. Trzy słowa, które sprawiły, że osunąłem się na kolana. Trzy słowa, które sprawiły, że ciężko mi złapać oddech.
Liczę do dziesięciu. Jeden. To nie działa. Dwa. Czy ludziom to pomaga? Trzy. Mi nie pomaga. Cztery. Muszę się uspokoić. Pięć. Ale jak? Sześć. Wdech. Siedem. Wydech. Osiem. Nadal nie działa. Dziewięć. Musi pomóc. Dziesięć. Annie mnie potrzebuje. No właśnie... Annie mnie potrzebuje. Kolejne trzy słowa. Tylko trzy słowa. Tym razem te trzy słowa pomogły mi odzyskać kontrolę nad sobą. Te trzy słowa pomogły mi złapać oddech.
Szybko podnoszę słuchawkę i znów wybieram jej numer. Pierwszy sygnał. Czekam. Drugi. Zaczynam się niecierpliwić. Trzeci. Cisza. Czwarty. Nadal nic. Łzy napływają do moich oczu. Jest tak źle? Piąty. Ktoś podnosi słuchawkę.
— Halo? Ja przepraszam, że odłożyłem słuchawkę... źle się poczułem. Co z nią? Już dobrze? Udało się zatrzymać atak? Co go wywołało? Mogę z nią porozmawiać? — zasypuję pytaniami osobę, która odebrała. 
— Nic się nie stało Finnick... Annie teraz śpi. Dostała dużo silnych środków uspokajających i zasnęła. Nie wiemy co wywołało atak. Poszła do łazienki i po chwili zaczęła krzyczeć. Rozbiła lustro... ale nie wiemy co się dokładnie działo... pewnie sama ci powie — odpowiada pan Cresta.— Dobrze... ale ja chcę chociaż usłyszeć jak oddycha... proszę. 
— Dobrze. Poczekaj chwilę... — mówi mężczyzna. Słyszę, że gdzieś idzie. Włącza głośnomówiący. 
Słyszę jej miarowy oddech. Jest spokojny, rytmiczny. Uspokoiła się. Czuję niewyobrażalną ulgę. Wiem, że już jej lepiej. 
— Słodkich snów, Rybko — szepczę.


_________________________________________________________________________________


Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że się Wam podoba :D Ja szczerze powiedziawszy nie wiem co o nim sądzić...chociaż... myślę, że nie jest zły... krótki, ale nie zły :D 
W ogóle... już dawno nie było tak, żebym napisała prawie cały (no bo fragment części oczami Finnicka pisałam wcześniej)  rozdział w jeden dzień... a raczej dwie, trzy godziny... może to dlatego, że aktualnie jestem nad morzem na wyjeździe wakacyjnym i wreszcie mogę się wyciszyć i tak jak Annie poczuć jak fale obmywają moje nogi... a ja... naprawdę pasuję do Czwórki... uwielbiam wodę :D Ale to nieważne... zaczynam rozpisywać się bezsensu XD 
Chciałam jeszcze podziękować Wam, bo wielkimi krokami zbliżamy się do 40 000 wyświetleń (co prawda teraz jest około 39 100, ale ostatnio dziennie było tu ponad 100 wyświetleń :D Dziękuję za to baaaaardzo :D 
Ach! Przepraszam, jeśli wkradł się tu jakiś błąd (rozumiecie... zmiana klawiatury XD) i jak jakiś zauważyliście to śmiało mi piszcie :D 
I bym zapomniała... zakładka Gamemaker na blogu z miniaturkami już jest otwarta :D

piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 113 – Koszmar

FINNICK


Uderzył mnie w twarz. Policzek mnie zapiekł, ale nie zwróciłem na to uwagi. Wpatrywałem się w niego, mówiąc mu w ten sposób, że ja się go nie boję. Już dawno minęły te czasy, kiedy Finnick Odair bał się czegokolwiek. Stał naprzeciwko mnie. Spojrzałem wprost w jego oczy. Był wściekły. Przypominał węża bardziej niż zwykle. Jednak ja też nie wyglądałem na aniołka. Miałem czerwony policzek, a w moich oczach czaiła się ogromna wściekłość. Nie było we mnie już nic ludzkiego. 
Jednym palcem uniósł mój podbródek do góry. Jego paznokieć wbił się w moją skórę niczym szpilka. Śmiał się. Śmiał mi się prosto w twarz, a ja nie mogłem z tym nic zrobić. 
— Nadal będziesz taki dzielny? — On nie mówi. On syczy.
— Nie boję się ciebie — warknąłem, wytrącając jego rękę spod mojego podbródka. — Nic mi nie zrobisz.
— Nie. Tobie nie... ale co byś zrobił gdyby wszystkie osoby, na których ci zależy nie miały tyle szczęścia co ty? — spytał. W jego oczach widziałem moje odbicie. Okazałem słabość. Zaczął się śmiać. Nie. To nie był śmiech. To był złowieszczy rechot. Nienawidzę go. Słyszę jak otwierają drzwi... tylko... nie widzę, które dokładnie.  
— Finnick? Jak ty śpisz? — Usłyszałem głos Mags. Chwilę... czy ona powiedziała "śpisz?"

Zamykam oczy.  


Kiedy je otwieram nie widzę już Snowa. Widzę tylko... podłogę pod szafką nocną. Najwyraźniej spadłem z łóżka. Chcę wstać i wtedy odkrywam, że spadłem tylko po części... dokładniej tylko moją twarzą. Świetnie... chyba ta wizyta u Haymitcha przed snem nie była zbyt dobrym pomysłem. I dlaczego boli mnie głowa?

— Która godzina? — spytałem, próbując się podnieść. Efekt jest taki, że cały ląduję na podłodze. 
— Trzecia po południu — oznajmiła. — Tak, Finnick... nasi trybuci już wjechali na arenę, a ja przyszłam tu tylko z prośbą, żebyś mnie zastąpił, bo nie czuję się najlepiej — dodała.
— Dobra... nie ma sprawy... — odpowiedziałem, podnosząc się z podłogi. — Ale weź mi  powiedz... mamy coś na ból głowy? — spytałem.


Od dobrych trzech godzin śledzę każdy ruch moich trybutów. Ich i jeszcze jednej osoby. Sam nie wiem czemu obserwuję Johannę. Myślę, że w jakiś sposób udało mi się ją polubić... a może to dlatego, że jako jedna z nielicznych dała radę przebić się przez moją maskę. Ciężko mi to ocenić. Jednak nie ulega wątpliwości, że obserwuję ją jak swoją trybutkę. Dziewczyna zresztą radzi sobie dziesięć razy lepiej niż moi trybuci... areną w tym roku jest las iglasty, pośrodku którego są jakieś bagna. Wody raczej za dużo nie ma. W tym roku arena jest dla Czwórki nie najlepsza... zwłaszcza jeśli brać pod uwagę, że każdy z trybutów otrzymał grubą kurtkę... co oznacza, że noce będą tam wyjątkowo zimne.
Zastanawiam się jak długo wytrzymają moi trybuci. Oczywiście jako mentor chciałbym, żeby wygrali, jednak wiem, że nie wytrzymają za długo. To jest przecież oczywiste. Nie są przyzwyczajeni do warunków panujących na arenie. W Czwórce pożywienie zdobywa się głównie w wodzie. Wiem, że na szkoleniach nawet nie spojrzeli na stoisko z roślinami. Nie wiedzą jak zdobyć pożywienie w razie gdyby tego potrzebowali. Podobnie zresztą jest z wodą pitną. Nie wiedzą jak ją zdobyć, więc liczyć mogą jedynie na przychylność sponsorów. O temperaturze nawet nie ma sensu wspominać. W Czwórce zarówno dnie jak i noce są bardzo ciepłe.
Widać zresztą, że moi trybuci nie są zadowoleni z tegorocznej areny. Johanna za to czuje się jak ryba w wodzie. Zabrała spod Rogu Obfitości plecak i dwa topory i teraz z dala od wszystkich trybutów buduje szałas. Według mnie to właśnie ona ma największe szanse w tych Głodowych Igrzyskach.



Wieczorem, kiedy Mags już odpoczęła i zdecydowała się zająć naszymi tegorocznymi trybutami, ja postanowiłem zadzwonić do Annie. Potem mam iść do Kapitolinki, która wykupiła mnie na cztery dni. Nie chcę nawet znać jej imienia. Nie chcę wiedzieć kim jest kobieta, która traktuje mnie jakbym był rzeczą, którą można kupić i wyrzucić po kilku dniach. Wiem jedynie gdzie mieszka i jak wygląda. Snow pokazał mi jej zdjęcie. Ma około trzydziestu lat. Włosy w kolorze neonowego różu z pasemkami w odcieniu równie jaskrawej zieleni. Oczy o barwie ciemnego fioletu. Przesadnie wyeksponowane policzki. Usta powiększane dziesiątki razy. Ubrana ma być w żółtą suknię, przyozdobioną różowymi falbanami. Zwyczajna kobieta pochodząca z Kapitolu, która nie ma w sobie nic naturalnego. Mam nadzieję, że sekrety, jakimi się ze mną podzieli, będą choć trochę wartościowe. 

Biorę telefon. Wybieram numer. Czekam. Pierwszy sygnał. Czekam. Drugi sygnał. Czekam. Trzeci sygnał. Trochę się denerwuję, ale czekam. Czwarty sygnał. Ktoś podnosi słuchawkę. 
— Annie? Rybko? Co słychać? — pytam i uśmiecham, bo zaraz usłyszę głos mojej ukochanej. 
— Finnick? — w słuchawce rozlega się głos. Tylko, że to nie jest głos mojej Annie.
— Pan Cresta? — pytam zdezorientowany. 
— Tak, to ja. Muszę ci coś powiedzieć... — zaczyna, a ja wstrzymuję oddech. — Annie miała atak. 
Czuję jak ziemia usuwa się spod moich nóg. Pan Cresta mówi coś jeszcze, ale ja nic nie rozumiem. Odkładam słuchawkę, a w mojej głowie echem odbijają się te trzy okropne słowa.

Annie miała atak.
Miała atak, a mnie przy niej nie było.  


_________________________________________________________________________________



Taaak, wiem... rozdział do najdłuższych nie należy, ale... zaczyna się akcja... no dobra... zaczyna się na samym końcu rozdziału, ale ważne, że coś zaczyna się dziać :D
Mam nadzieję, że chociaż trochę się Wam podoba :)  Choć ja jakoś dumna nie jestem. No, ale to nie jest ważne... najważniejsze jest dla mnie co Wy o tym myślicie :) 
Jak mijają Wam wakacje? Jesteście z nich zadowoleni? Bo ja muszę przyznać, że bardzo :D
No dobra... nie przedłużam już :D Mam nadzieję, że w komentarzu napiszecie mi co sądzicie o tym rozdziale :D

środa, 6 lipca 2016

"Niech Trybuci Zmartwychwstaną!" + kilka małych ogłoszeń

Myślę, że najlepiej będzie jeśli zacznę od najważniejszego czyli od wydarzenia "Niech Trybuci Zmartwychwstaną".
Oczywiście ja (jak to ja) na wstępie pokrótce wytłumaczę co te wydarzenie ma na celu i dlaczego zdecydowałam się je wspierać. Potem wkleję opis wydarzenia prosto z facebooka :) 

Wydarzenie to ma na celu... no... jakby to powiedzieć swoimi słowami... obudzenie Trybutów (chyba nie muszę tłumaczyć, że Trybuci to fani Igrzysk Śmierci, prawda? :D). Ostatnio nasz fandom trochę przysypia, co bardzo mi się nie podoba. Chociaż... jeśli mam być szczera podejrzewałam, że po premierze ostatniej części może... no... zrobić się cicho w naszym fandomie. Jednak wierzę, że dzięki temu wydarzeniu trochę uda się go obudzić :D
Dlaczego zdecydowałam się wspierać tą akcję? Dlatego, że uważam, iż książki autorstwa Suzanne Collins są nie tylko wspaniale napisane i ciekawe, ale również niosą ze sobą naprawdę ogromny przekaz i... kurcze... przecież nie możemy o nich zapomnieć, prawda? Każda książka, która pomaga nam w inny sposób spojrzeć na świat zasługuje na to, aby zostać zapamiętana przez nas do końca życia, czyż nie? 
Co prawda... uważam, że nazwa wydarzenia powinna brzmieć raczej "Niech Trybuci Powstaną!". Jednak jest to tylko moja opinia :) I nie zmienia to faktu, że wydarzenie to pomoże nam utrwalić miłość do tej trylogii :)

OPIS WYDARZENIA:

"UWAGA! WAŻNE! Jesteś zajęty? Przeczytaj, proszę.
Nie masz czasu? Tym bardziej przeczytaj. Twoje życie to dosłownie jeden wielki grafik? Zatrzymaj się. Weź głęboki wdech. Wydech. Już? Okay, przeczytaj chociaż pierwszy akapit. Nie pożałujesz.

Jeśli to czytasz, to prawdopodobnie jesteś, byłeś/aś lub zapomniałeś/aś, że jesteś trybutem. Spokojnie, można to jeszcze naprawić. Na pewno jesteś prawdziwym fanem / prawdziwą fanką, jeśli dotarłeś/aś do tego momentu. Otóż, administracja grupy „Trybuci-Polska” wpadła na pomysł, by zjednoczyć wszystkich fanów trylogii „Igrzyska Śmierci”. Z naszych obserwacji wynika, że fandom ten nie ma się zbyt dobrze.... Można powiedzieć, że umiera. Stąd nasz pomysł. Ta akcja.

Na czym ona polega? Otóż, każdy kto choć trochę poczuwa się członkiem fandomu, a nie zwykłym, przeciętnym sezonowcem ma obowiązek (powiedziałbym wręcz, że jego honorem jest!) wziąć udział w tym wydarzeniu (kliknąć "wezmę udział"). Do czego to zobowiązuje? Od chwili zgłoszenia, osoba, która to zrobiła ma obowiązek dodawać w dowolnej grupie lub na dowolnej stronie (jeśli na takiej zarządza/adminuje), lub nawet na forum tego wydarzenia CO TYDZIEŃ do końca wakacji przynajmniej jeden post dotyczący igrzysk. Jaki? Nieważne. Ty wybierasz! Dyskusja, ankieta, wykreślanka, pytanie które chciałbyś/chciałabyś zadać Suzanne Collins, COKOLWIEK! Ważne, by fandom ożył, by ludzie znowu zaczęli się jarać igrzyskami. Dobrze wiemy, że jedna iskra jest w stanie wzniecić pożar. Niech tą iskrą będzie właśnie ten post!

Postanowiliśmy również zorganizować podczas wakacji trzy nieobowiązkowe (ale zachęcamy!) dni tematyczne:
22.07.2016 – „Dzień Filmu” – czyli każdy w ten dzień ogląda swoją ulubioną część igrzysk (UWAGA! Wersja hard: możesz obejrzeć wszystkie cztery części; Wersja turbohard: możesz przeczytać swoją ulubioną część) 
 05.08.2016 – „Dzień Wstążki” – czyli każdy zaopatruje się w białą i złotą wstążkę, które może dumnie w tym dniu wszystkim prezentować (UWAGA! Nie musi być wstążka. Masz fandomową czapkę/koszulkę/cokolwiek? Włóż to!)
19.08.2016 – „Dzień Randomowego Trybuta” (UWAGA! Dla odważnych!) – jeśli jesteś w grupie i zaciekawiła cię jakaś osoba albo ktoś skomentował post na stronce dotyczącej igrzysk, napisz do niego (UWAGA! Można po prostu wejść w zakładkę „Członkowie” na dowolnej grupie dotyczącej igrzysk i napisać do kogoś przypadkowego lub do kogoś, kto bierze udział w tym wydarzeniu :D ) 

I niech los zawsze wam sprzyja!

PS Współpracujemy z:
1) Grupami: "Trybuci - Polska", "Kocham Igrzyska Śmierci", "Fandoms"
2) Stronami: "Nie śpię, bo czytam igrzyska śmierci", "Moje serce staje w Pierścieniu Ognia", "Niezgodnych Trybutów Wina"
3) Blogami: http://hungergamesmyworld.blogspot.com/ , zakrconawsloncu.wordpress.com"

Co o tym myślicie? Podoba Wam się ten pomysł? Mam nadzieje, że w komentarzu napiszecie mi co o tym myślicie :)

OGŁOSZENIA:

1. Jutro podobny post znajdzie się na moim blogu z miniaturkami.
2. Wkrótce do zakładki "Polecam!!" dodana zostanie nowa książka (nic więcej na razie nie zdradzam), więc zachęcam do odwiedzenia tej zakładki :D
3. Nowe rozdziały w wakacje postaram dodawać się raz w tygodniu. 
4. Kolejny rozdział jest ukończony w 50%. Zostanie dodany najprawdopodobniej w piątek. 


Dziękuję bardzo za uwagę :) 
Pozdrawiam 
love dream