piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 10- Wywiad i arena

ANNIE


   Znowu jestem u państwa Odair razem z ciocią. Tym razem jest też jego tata, po którym Finnick odziedziczył włosy, oczy i poczucie humoru. Co jest przyczyną tej wizyty w domu mojego przyjaciela?  Odpowiedź jest prosta, wywiad z trybutami, ostatni dzień przed areną. Nie boję się o niego, on wygra.  Nie, jednak się boję, a co jeśli nie? A tfu... wypluj to Annie. Nawet tak nie myśl. On wygra musi, przecież obiecał. On dotrzymuje słowa. Z telewizora dobiega muzyka. Zaczyna się wywiad.
-Zaczyna się!- Wołam ciocię i rodziców Finnicka, plotkujących w kuchni. Wychodzą w tym momencie, w którym Caesar Flickerman wita się z pierwszym gościem. Dziewczyną z Jedynki. Dziewczyna jest albo głupia, albo udaje. Mówi, że jeśli wygra i będzie mieć dzieci to każdy z nich zgłosi się na ochotnika. Chłopak z jej Dystryktu również nie błyska inteligencją. Sytuacja powtarza się w wypadku Dwójki. Oboje z Trójki mówią coś niezrozumiale i upływa czas. Na scenę wchodzi Rose. W okropnej sukni, w tali jest jak worek, a zwęża się od kolan w kierunku stóp, jest wykonana jakby z siatki łowieckiej.
-Rose! Cóż za zjawiskowa suknia!-Zachwyca się Caesar.
-Tak, wiem to robota mojego stylisty. Chociaż to dzięki mojej figurze i wyglądowi jest tak zjawiskowa.- Mówiąc to robi minę, jakby była ważniejsza niż inni. Egoistka, to określenie do niej pasuje.
-Aha...- Mówi prowadzący, ledwie powstrzymując śmiech.- Porozmawiajmy o indywidualnej prezentacji. Zdobyłaś 9 punktów prawda?
-Tak. Nie chciałam walczyć o więcej, ponieważ uznałam, że i tak wygram, a inni nie będą mieć tyle szczęścia co ja. Weźmy takiego Finnicka. Ma 14 lat, raczej nie poradzi sobie na Igrzyskach, a jego koleżaneczka krzyczała, że musi wygrać, bo inaczej ona się zabije.-Wszyscy kierują na mnie wzrok. Myślę tylko, że nie do końca dotrzymam obietnicy danej Finnickowi. Chcę zobaczyć jak on ją zabija. -Naprawdę?- Ciekawi się Caesar.
-Tak, słyszałam, kiedy odbywały się pożegnania z rodziną i przyjaciółmi.- Nagle rozlega się dzwonek, sygnalizujący koniec wywiadu.
-Och czas nam się skończył. Tak mi przykro. Życzę powodzenia.
-Nie trzeba. I tak wygram.
-A teraz powitajmy Finnicka Odaira. Trybuta z Dystryktu Czwartego.- W tym momencie wchodzi Finnick, jest ubrany w garnitur. Pasuje mu, bardzo dobrze w nim wygląda.
-Finnick! Wyglądasz olśniewająco!
-Oj daj spokój. Pewnie powtarzasz to każdemu trybutowi.- Żartuje.
-No dobra przyłapałeś mnie. A teraz porozmawiajmy o twojej koleżance, o której mówiła Rose.
-Rose kłamała.-To bolało.- Annie, jest moją najlepszą przyjaciółką, a nie koleżanką.-Tak już lepiej.
-Annie? Czyżby Annie Cresta? Siostra Lory?
-Tak dokładnie ta Annie.
-A reszta co powiedziała Rose jest prawdą?
-Tak jakby. Annie faktycznie tak powiedziała, bo chciała, żebym wrócił. Ale ona jest mądra i nawet jeśli... jeśli... nie uda mi się, to ona będzie wiedziała ile dla mnie znaczy i znaczyła i nie zrobi sobie nic złego. Mam rację Annie?
-Czyli ty ją kochasz? To twoja pierwsza miłość?- Każdy robi wielkie oczy, ja, rodzice Finnicka, moja ciocia i sam Finnick.
-Nie my jesteśmy tylko przyjaciółmi.- Zarumienił się, kiedy to mówił. A ja poczułam jakby takie ukłucie w sercu. Pewnie to z tego zdenerwowania.
-Tylko przyjaciółmi? Czyżbyś liczył na coś więcej?
-Nie Caesar, jesteśmy przyjaciółmi, a po za tym to jesteśmy jeszcze dziećmi .
-No tak. W takim razie jak skomentujesz swoje 10 punktów?-Na szczęście zmienił temat.
-Cóż jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się zdobyć tak wiele punktów. Jetem szczęśliwy również, że nareszcie zobaczyłem Kapitol. To niesamowite miejsce.- Kiedy skończył to mówić uśmiechnął się, ale z zaciśniętymi ustami i przymkną oczy co świadczy o tym, że kłamie.
-Chcesz coś jeszcze powiedzieć?
-Tak, że wygram. Obiecałem Annie i dotrzymam słowa.-I w tym momencie rozlega się dzwonek. Finnick skończył wywiad.
-Nasz wywiad dobiegł końca. Niech los zawsze ci sprzyja Finnick.-Kiedy Caesar to powiedział, mój przyjaciel tylko się uśmiechnął i wyszedł. Ja czuję na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych w tym pokoju.
-Annie. Chcesz mi coś powiedzieć?-Zaczyna ciotka.
-Nie?
-Ale ja tak. Jak mogłaś coś takiego powiedzieć? Wiesz, że Finnick i tak się denerwuje. A ty mu powiedziałaś, że się zabijesz jak nie wygra? Jak mogłaś? I jak mogłaś w ogóle powiedzieć, że się zabijesz?- Ciocia nie może poczekać chce się kłócić w domu państwa Odair? Ma to jak w banku.
-Bo chciałam, żeby do mnie wrócił! Chciałam, żeby przeżył, a tak mogłam go zmotywować!-Zaczynam płakać, z państwo Odair są zagubieni. Chyba nie udało mi się pokłócić. Nareszcie odzywa się mama Finnicka.
-Elen chyba trochę przesadziłaś, ona chciała dobrze. A po za tym zobacz jak jej ciężko.
-Annie, może miałabyś ochotę tu zostać? A my na chwilę pójdziemy do kuchni.- Do rozmowy włączył się tata mojego przyjaciela. Ja tylko kiwam głową i wszyscy idą do kuchni. Kiedy zamykają za sobą drzwi, ja tam podchodzę, żeby posłuchać o czym rozmawiają.
-Elen, czy ty tego nie widzisz?-Zaczyna tata Finnicka.
-A co mam widzieć?
-To, że oni coś do siebie czują.-Oznajmia pani Odair.
-Co?! Przecież Finnick powiedział, że się tylko przyjaźnią.
-Może i tak, ale się zarumienił, a Annie jak to usłyszała to zrobiła taką minę jakby ją to zabolało.Oni może jeszcze tego nie wiedzą, ale naprawdę są w sobie zakochani. Znam swojego syna.-Kończy pan Odair.
-Ciężko mi w to uwierzyć. Annie ma dopiero 12 lat.-Mi też  ciężko uwierzyć w to co sugerują. Fakt Finnick się zarumienił, mnie to trochę zabolało, ale to o niczym nie świadczy. Opowiem mu to jak... znaczy kiedy wróci.


FINNICK


   Nareszcie mogłem zejść ze sceny. Cały czas się trzęsę. O co chodziło Caesarowi? Przecież to co Annie powiedziała o niczym nie świadczy. Nie mogę się doczekać jak z nią o tym porozmawiam.
Ale teraz jestem zły na Rose. To ja ją zabiję. Kiedy winda otwiera się na naszym piętrze i wysiadamy. Zaczynam krzyczeć na tą idiotkę.
-Co to miało znaczyć? Po co to powiedziałaś?!
-Żeby zrobić ci na złość, a przy okazji zdenerwować tym, że kiedy tylko Annie pójdzie do szkoły to wszyscy będą się z niej naśmiewać. A przecież ty ją tak kochasz.
-Tak. Kocham ją. O to ci chodziło?-Zaczynam płakać i wbiegam do swojego pokoju. Nie wiem czemu to powiedziałem, przecież ja i Annie jesteśmy tylko przyjaciółmi, kocham ją, ale jak przyjaciółkę. To normalne. A może naprawdę ją kocham? Nie wiem. Pogubiłem się. Odwiedza mnie Mags.
-Finnick. słońce. Nie przejmuj się Rose. Chce cię tylko zdenerwować.
-Ja wiem.
-Caesarem też się nie przejmuj.
-Tak, ale... Ja nie wiem czy Caesar nie miał racji. -Ściszyłem głos. Mags nie wygląda na zdziwioną.
-Nie wiesz czy ją kochasz?- Kiwam głową.
-A czy mi też możesz obiecać, że w razie czego nie pozwolisz, żeby Annie stała się krzywda?
-Jasne. Obiecuję.
-Dziękuję. Dziękuję za wszystko.
-Nie ma za co.- Przytula mnie i wychodzi.
   To już dziś. Dziś trafię na arenę. To dziwne ale, nie się boję. Pierwszy raz od dożynek się nie boję. Co więcej jestem pełen nadziei. Nadziei na wygraną. Dam radę. Pokażę wszystkim. Jestem silny. Poradzę sobie. Muszę.
   Jestem gotowy. Jestem ubrany. Mam na sobie krótkie spodenki, bardzo przewiewne i zwykłą koszulkę. Arena będzie ciepła. Wiem to. Jestem w... windzie? Tak, chyba tak można to nazwać. Zaraz będę na arenie. Będę bezlitosnym mordercą. Będę walczyć by żyć. Jadę w górę. Już zaraz to zobaczę. Zobaczę miejsce, gdzie zmienię się w bestię,gdzie stanę się zwycięzcą. Już jestem. Jestem na arenie. Słońce mnie oślepia, wiedzę jedynie wodę. Zaraz się przyzwyczaję. Zaraz będę widział. Powoli rozszerzam oczy.Widzę coraz więcej. Widzę plaże. Dalej jest trochę krzaków, winorośli i... Chwila, winorośl to to czego potrzebuję. Mogę pleść sieci. Tylko dopiero kiedy odłączę się od zawodowców. To debile, ale mogą wykorzystać mój pomysł. Nagle rozlega się dźwięk rozpoczynający Igrzyska. Więc zbiegam z tarczy, biegnę do rogu obfitości. Łapię włócznię. Nie ma trójzębu, broni, którą posługuję się od piątego roku życia. Tylko teraz wykorzystałbym go zupełnie inaczej, teraz wykorzystałbym go do zbrodni, do morderstwa. Podbiegają inni zawodowcy, ale ich nie ruszam, ze względu na sojusz. Za to razem atakujemy innych. Rzucam włócznią w dziewczynę z Piątki. Rozlega się wystrzał. To moja pierwsza ofiara. Już jestem mordercą. Już o jedną osobę bliżej do powrotu do domu.


                                                                   ***
   Końcówka trochę w stylu Dotyku Julii, taki mały eksperyment, więc może być?  Nie miałam pomysłu na arenę. Egzamin wyssał ze mnie prawie całe siły. I jeszcze to opowiadanie o podróży na, której ktoś stał się sławny. Tragedia. A i dziękuję wam bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bo mamy już ponad 100 wyświetlenia!!! Dziękuję!!!

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 9 - Dzień wywiadu.

FINNICK


   Dziś wywiad. Minął tydzień przygotowywań do walki, minęła prezentacja umiejętności, z której zdobyłem 10 punktów. Ktoś mi powie jakim cudem? Ja sam nie wiem. Najdziwniejsze jest to, że Rose zdobyła 9. Zaraz ma przyjść Mags i powiedzieć co mam mówić podczas wywiadu, później ma przyjść Lolita i wytłumaczyć jak mam się zachowywać, później do stylistki i na wywiad. Ja się załamię. Naprawdę się załamię, za dużo tego. Mam wziąć udział w krwiożerczej bitwie 24 młodych ludzi, z których przeżyje jeden, gdzie nie ma zasad, gdzie nie ma przywiązywania się do innych, a tym bardziej do siebie samego, bo w każdej chwili możesz zginąć, gdzie spędza się kilka tygodni, dopóki nie wybijemy się nawzajem. Do tego jeszcze organizują jakieś wywiady, gdzie opowiadamy jak się czujemy, tylko jak mamy się czuć? Cieszymy się każdą chwilą, bo ta może być ostatnią. Tylko nikt tego nie powie, ale ja tak. Nie obchodzi mnie co myślą o mnie Kapitoińczycy. Nienawidzę ich. Nie będę się przejmował ich opinią. Nagle dochodzi do mnie pukanie i odgłos otwieranych drzwi.
-Finnick? Jesteś tu?-Odzywa się Mags
-A gdzie mam być?
-Uspokój się zostaw te emocje na arenę. Pamiętaj nie możesz wybuchnąć na wywiadzie, dobrze?
-Tak, wiem przepraszam, po prostu się boję i to wszystko. Boję się. Ja nie dam rady. Znaczy boję się, że nie dam rady. Powinnaś wybrać Rose nie mnie. Ona przynajmniej ma szanse. Ja nie.
-Finnick! Przestań tak mówić! Pamiętasz co ci powiedziałam?
-Ja wiem, ale...
-Żadne ale. Finnick. Powiedz mi kto zdobył 10 punktów na indywidualnej prezentacji? Ty czy Rose?
-Ja, ale i tak się boję.
-Tak, wiem. Może minęło 54 lata od mojej wygranej, ale nigdy tego nie zapomnę. Nigdy nie zapomnę widoku mojej pierwszej ofiary, jej imienia, jej ostatniego spojrzenia. Nigdy. Nie zapomnę też uczucia towarzyszącemu wjazdowi na arenę, ale także samych Igrzysk i przygotowań. To towarzyszy człowiekowi przez resztę życia. Można nauczyć się z tym żyć, zapomnieć, albo myśleć o tym do końca życia.
-I ty zapomniałaś.
-Nie. Ty chyba mnie nie słuchasz.
-Dlaczego nie zapomniałaś?
-Bo nie chcę być człowiekiem bez serca. Muszę to odpokutować. Dlatego to pamiętam. Ale nie rozmawiajmy o tym. Wygrasz i koniec. Obiecałam Lorze. Pamiętasz? No, ale teraz trzeba omówić wywiad.
-Dobrze. Co mam mówić?
-Pomyślałam, że powinieneś być pewny siebie, wiesz udawać, że niczego się nie boisz i jesteś niesamowicie szczęśliwy z odwiedzin w Kapitolu.
-A kiedy zapyta o Annie? Co wtedy?
-Powiedz prawdę, że jest dla ciebie ważna i jest twoją najlepszą przyjaciółką, wspomnij też, że błagała cię, żebyś do niej wrócił. Najlepiej powiedz prawdę.- Mówi zbyt pewnie, mam wrażenie, że odpowiedź układała bardzo długo, pewnie od powtórki z dożynek, dlatego pytam.
-Długo nad tym myślałaś?
-Bardzo. Finnick, niektóre twoje myśli można łatwo odgadnąć, ale tak naprawdę cały ty jesteś zagadką. Więc nie łatwo było mi wymyślić co masz mówić, żeby pasowało tobie, Kapitolińczykom i Annie.
                                                                              ***
   Dziękuję, za każde wejście na mojego bloga, to bardzo miłe z waszej strony, że jednak wchodzicie tu i czytacie te moje wypociny. To dla mnie bardzo ważne. Nie jestem pewna czy uda mi się wstawić coś w tym i przyszłym tygodniu, bo jak wiemy będą testy gimnazjalne, a ja w tym roku niestety nie mam tych trzech dni wolnych, tylko muszę iść do szkoły na galowo i napisać te głupie niby sprawdzające naszą wiedzę testy. Dlaczego niby? Dlatego, że zawsze może trafić się coś czego akurat nie wiemy, niestety takie są egzaminy. Ale dla mnie ważne jest tylko, żeby dobrze napisać matematykę i fizykę. Bo chyba najbardziej lubię te przedmioty. Tak wiem, jestem dziwna. Jeszcze raz dziękuję wam za każde wejście i niech los zawsze wam (i mi też) sprzyja!!!

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 8-Dziwna rozmowa z Mags

ANNIE


   Finnick wygląda niesamowicie, a na pewno bardzo dobrze. Chociaż bardziej pasowałoby tu słowo magicznie. Tak, właśnie tak wygląda. Magicznie. Tak jak powinien wyglądać w stroju Posejdona. Władcy wód. Właśnie nim jest Finnick. Tylko dlaczego Rose jest syreną, a nie Amfitrytą, królową mórz, żoną Posejdona. W sumie tak jest chyba lepiej, przecież wszyscy sponsorzy będą za Finnickiem, a nie za Rose, która mogłaby być nawet wielką krewetką lub ośmiornicą, albo wielorybem, tak to by jej najbardziej pasowało. Chyba nagłos wypowiedziałam uwagę o Rose i jej podobieństwie do wieloryba, bo ciotka patrzy na mnie gniewnie, a mama mojego najlepszego przyjaciela z trudem powstrzymuje śmiech.
- Annie!- Syczy ciotka.-Zachowuj się!
-Oj daj spokój Elen, to była trafiona uwaga, a poza tym Rose ma walczyć z Finnickiem, więc nic dziwnego, że obie z Annie jej nie lubimy. Prawda?- Moja ciotka ma na imię Elen?! Mieszkam z nią dwa lata i nawet nie znam jej imienia, to bardziej powinno mnie zdziwić. Co do reszty wypowiedzi pani Odair to zgadzam się w stu procentach, nie lubię Rose.
-Prawda.-Odpowiadam.-Finnick to mój przyjaciel. Dlatego nienawidzę każdego, kto ma z nim walczyć, ale jednocześnie ich  żałuję, bo żaden jego przeciwnik nie przeżyje. Wygrać może tylko Finnick.
-Mam nadzieję.-Dodaje mama mojego przyjaciela. Czy ona nie wierzy w swojego syna?! przeczuwam, że to pytanie będzie dręczyć mnie przez długi czas, więc pytam prosto z mostu.
-Czyli pani w niego nie wierzy?
-To bardzo skomplikowane. O jedzie kolejny rydwan.- Ja też spoglądam na ekran. Cały czas jedank myślę o jej odpowiedzi. Jak ona może w niego w nie wierzyć. To jego matka.
 


FINNICK


   Parada Trybutów właśnie dobiegła końca. Zmierzając do mojego tymczasowego pokoju, zaczynam rozmyślać o sensie tej Parady.Nie mogę również uwierzyć, że zgodziłem się na takie upokorzenie. Pozwoliłem, żeby cały kraj widział mnie, w stroju Posejdona, na rydwanie. Wstyd. Tylko to czuję. No prawie. Jestem jeszcze zaciekawiony, dlaczego Rose była w stroju syreny, a nie Amfitryty. Kiedy zamierzam otworzyć drzwi podchodzi Mags.
-Finnick, możemy porozmawiać?
-Jeśli masz zamiar znowu o coś zapytać i nic więcej nie powiedzieć, albo powiedzieć, że Annie coś się stało, to nie. Nie możemy.
-Chcę ci teraz wszystko wyjaśnić. Pytanie w pociągu też.
-Okej. Mów.
-Możemy w środku? Chyba, że chcesz, żeby Rose usłyszała o twojej strategii.
-Nie chcę, żeby usłyszała, ale ja chętnie usłyszę o mojej strategii. Zapraszam.-Otwieram drzwi i przepuszczam Mags. Kiedy oboje znajdujemy się w środku zamykam drzwi i patrzę na moją mentorkę pytająco.
-Jesteś na mnie zły?
-Nie, po prostu zdenerwowany. Znaczy się zestresowany. Całymi tymi Igrzyskami, Paradą i jeszcze ta sprawa z Annie. Bałem się o nią. Nawet bardzo.- Nie wiem czemu jej to powiedziałem, chyba jej ufam. Pomogła mi. Rozmawiałem z Annie. Dzięki Mags.
-A do tego denerwuje cię, że wszystko wiem, prawda? Albo,że nigdy nie kończę? Przynajmniej do teraz?
-Co? Czy ty potrafisz czytać w myślach?
-Oj Finnick. Taki duży, a w takie głupoty wierzy? -Robię minę w stylu "bardzo śmieszne"- No dobrze, Wszystko ci opowiem. No prawie wszystko. Resztę usłyszysz ode mnie przed wywiadem. Lolita zatrzyma Rose, bo mówiła, że chce porozmawiać o sukience na wywiad. Także co chcesz wiedzieć?
-Byłaś już o Rose porozmawiać z nią o jej strategii?
-Nie.
-Dlaczego?
-To skomplikowane, ale ci powiem. Po dożynkach, kiedy już trochę poznamy swoich trybutów. Wybieramy jednego, któremu będziemy pomagać bardziej. Ja wybrałam ciebie.
-Przecież ja mam mniejsze szanse. Dlaczego wybrałaś właśnie mnie?
-Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że polubiłam Lorę, która  przed Igrzyskami błagała mnie, żebym starała się chronić Annie. Obiecałam jej, że się postaram. Lora wiedziała, że nie wróci i wiedziała też, że jej rodzice mogą sobie z tym wszystkim nie poradzić.- W tym momencie jej przerywam, bo czegoś tu nie rozumiem.
- Dlatego mnie wybrałaś? Nie rozumiem.
-Dlatego, że usłyszałam groźby Annie. Kiedy przyszła na pożegnanie z tobą. Słyszałam, że powiedziała, że się zabije jeśli zginiesz. Po drugie dlatego, że już w momencie kiedy usłyszałeś swoje nazwisko, wiedziałeś co masz zrobić. Co chcesz jeszcze wiedzieć zanim dojdziemy do strategi?
- Tylko jedno,
-Skąd wiem o waszym tajemniczym miejscu? Od Lory, powiedziała, że znalazła razem z siostrą jakieś ciekawe miejsce. Gdzieś niedaleko plaży. O tym, że teraz to wspólne miejsce twoje i Annie dowiedziałam się przypadkiem. Po prostu byłam na plaży kiedy wy wracaliście z tego miejsca.
-Aha.-Nie mogłem nic więcej z siebie wydusić.- A moja strategia?
                                                                        ***
   Hej! Wiem, że ktoś to odwiedza, bo jest coraz więcej wyświetleń. Proszę tylko o jeden mały komentarz co robię źle, a co dobrze. Błagam! A tak na marginesie to jestem wam wdzięczna nawet za jedno małe wyświetlenie, także DZIĘKUJĘ!

czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 7- Odnalezienie się Annie

ANNIE
   Chyba powinnam wracać do domu. Może trochę przesadziłam, kiedy się tak uniosłam, a może jednak nie przesadziłam. Sama nie wiem, mam mętlik w głowie. Wiem jedynie, że muszę iść do domu, żeby nie było większej afery.
   Myliłam się. Jest wielka afera, szukało mnie pół Dystryktu, a ciotka teraz opowiada, o tym jak niedojrzale się zachowałam.
-Ciociu, nie zapominaj, że mam tylko dwanaście lat. Nie wymagaj ode mnie, żebym zachowywała się jak dwudziestolatka.
- Dziecko, ale mogłaś pomyśleć. To nie boli. Na dodatek, powinnaś teraz iść do państwa Odair i przeprosić za kłopot.
-Jaki znowu kłopot?
-Poszłam do nich, żeby spytać czy Finnick nigdy nie powiedział czegoś co mogło by mnie naprowadzić.
-Czyś ty oszalała kobieto?!
-Annie, uspokój się i pamiętaj, że nie masz prawa tak się do mnie odzywać! A teraz pójdziesz do rodziców Finnicka i ich przeprosić. Zrozumiałaś?!
-Tak!- Wychodzę i trzaskam drzwiami.
   Jestem w domu Finnicka. No, prawie. Bardziej jestem przed wejściem i właśnie pukam do drzwi. Rozlegają się kroki i drzwi otwiera jego mama.
-Dzień dobry, jestem Annie Cresta.- Chcę dodać, że bardzo przepraszam i pójść, ale jego mama mi przerywa.
-Dzień dobry Annie.- Uśmiecha się do mnie, widać, że robi to szczerze.-Zapraszam do środka.- Mimo, że nie mam ochoty wchodzić to jednak to robię.- Tata Finnicka wypłynął na rejs godzinę temu. Napijesz się herbaty?
-Poproszę.-Mama Finnicka, krząta się po kuchni, podśpiewując w trakcie przygotowywania herbaty.
-Proszę herbatka, a tu masz ciasteczka.
-Proszę się nie kłopotać.
-Daj spokój chudzinko, od kiedy Finnicka nie ma w domu.- Widać, że powstrzymuje łzy.-Jest mi ciężko i muszę coś robić, żeby się od tego oderwać.- Nagle blednie.-Finnick!- Krzyczy i szybko wstaje. Ja robię to samo.
-Co się stało? O co chodzi?
-Dzwoniliśmy do Finnicka, kiedy cię szukaliśmy. Mags mu powiedziała i spytała go o ciebie, następnie oddzwoniła i powiedziała, że Finnick powiedział iż nie zrobisz nic głupiego, ale prosi o informacje w twojej sprawie. Chodź ze mną na moment do burmistrza i pogadasz z Mags, a może nawet z moim synem co?-Mówi to wszystko nie przestając się ubierać. Polubiłam tą kobietę.
-Jasne.-Odpowiadam i również się ubieram.
 


FINNICK



   Stoję przy rydwanie i rozmyślam co z tą Annie? Martwię się, o nią. Niech zadzwonią wreszcie. Nawet nie zauważam kiedy wchodzi Mags.
-Finnick. Zgodzili się, żebyś mógł porozmawiać z Annie. Chodź szybko.-Wreszcie! Razem z Mags idziemy do jakiegoś pokoju na naszym piętrze.-Bierz słuchawkę i powiedz coś.- Robię to co mi każe.
-Halo? 
-Finnick!- Krzyczy Annie.
-Annie! Coś ty robiła? Martwiłem się o ciebie!
-Tak, tak wiem. Przepraszam, ale sam kazałeś mi obiecać, że  mam nie pozwolić, żeby mi dokuczali.
-Ale...- Nic mi nie przychodzi do głowy.-No, może to po części moja wina, przepraszam. Tylko proszę nigdy nie rób czegoś takiego, bałem się o ciebie. Kiedy wrócę chcę zobaczyć cię całą i zdrową.
-I zobaczysz.- Nawet przez telefon słychać, że się uśmiecha, a ja widzę to oczyma wyobraźni.
-Finnick, musisz kończyć.- Mówi Mags.
-Annie, muszę kończyć. Do zobaczenia, po Igrzyskach.
-Do zobaczenia.
   Rozmowa dobiegła końca, a ja muszę wracać na dół. Czekać. Na głupią Paradę Trybutów.



ANNIE


   Odkładam telefon i powoli odwracam się twarzą do mamy Finnicka. Czuję też, że łzy chcą napłynąć do moich oczu, ale im nie pozwolę. Nie teraz, nie w domu burmistrza, nie przy mamie mojego najlepszego przyjaciela, który za kilka dni będzie walczył na śmierć i życie. Muszę być silna, dla niego, dla niej, dla siebie. Zamiast płakać tylko lekko się uśmiecham.
-Annie, niedługo Prada Trybutów, a ja nie chcę sama oglądać Finnicka. Nie dam rady. Może zaprosimy twoją ciocię i razem pooglądamy?- Nie mogę się nie zgodzić, mi jest ciężko, a co dopiero jej. Przecież to jej syn.
-Bardzo chętnie. To możemy teraz zajść po moją ciocię.
- Oczywiście.- Uśmiecha się do mnie, a ja już wiem po kim Finnick ma ten uśmiech.
   Siedzę razem z moją ciocią i mamą Finnicka w jej domu. Zaraz zacznie się Parada. Denerwuję się. Włączamy telewizor i właśnie rozpoczyna się "Wydarzenie, na które każdy czekał!" To słowa Claudiusa Tempelsmitha, nie moje. Z oddali wyłania się rydwan Dystryktu Pierwszego, trybuci wyglądają głupio, następnie Dwójka, ci nie wyglądają lepiej, dalej Trójka, są przerażeni, a za nimi Czwórka, Rose wygląda, żałośnie w stroju syreny, ale Finnick...
                                                                              ***
   Hej! Czy nikt tego nie czyta?! W sumie nic dziwnego. Komentujcie, jeśli tylko przeczytacie. Proszę. Pisać i tak będę, ale komentarze bardzo motywują do pracy.

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 6- Przygotowania do Parady Trybutów

FINNICK
 
    Jestem już w Kapitolu. Właśnie dotarliśmy do Ośrodka Szkoleniowego Trybutów. Mags powiedziała, że mam udawać, że jestem dumny i szczęśliwy, bo jestem w stolicy, a do tego wezmę udział w Głodowych Igrzyskach. Będzie ciężko, ale muszę spróbować, żeby wygrać, przecież obiecałem Annie, a wolę dotrzymać słowa, bo może spełnić swoje groźby.
   Kiedy już miałem wejść do sali, gdzie zostanę przygotowany do Parady Trybutów, zatrzymała mnie Mags.
-Finnick, mamy problem z Annie.- To chyba jakieś żarty.
-Powiedz, że nic jej nie jest.-Mówię i patrzę na nią, ale ona nie odpowiada.-Proszę, Mags. Nic jej się nie stało. Proszę.- Zaczynam płakać. Mags nic nie mówi-Powiedz coś.-Krzyczę.
-Annie zaginęła.- Ja się załamię.
-Co? Jak? Co się stało? Coś musiało ją zdenerwować? Evelyn? Mam rację?
-Tak. Nauczycielka weszła, kiedy Annie zagroziła Evelyn, że ją zabije. Wtedy nauczycielka, powiedziała, że poinformuje rodziców Annie. Oczywiście, ta zapomniała, co stało się z rodzicami Annie, wtedy Annie zaczęła płakać i wybiegła z budynku, kierując się w kierunku plaży. Wszyscy jej teraz szukają, ale nie mogą jej znaleźć. Wiem, że ty wiesz gdzie ona jest, ale mi tego nie powiesz, więc powiedz tylko czy nie zrobi nic głupiego.-Oddycham z ulgą. Jest w naszym miejscu. Nic sobie nie zrobi. Mam taką nadzieję.
-Nie powinna.- Tylko skąd Mags to wszystko wie?- Skąd to wiesz?
-Ale co dokładnie? Co stało się z Annie, czy o waszym tajemniczym miejscu? - Zaczynam się bać tej kobiety.
-Wszystko- Uśmiecha się.
-Oj Finnick, pogadamy przed wywiadem. Pamiętasz?
-To chociaż powiedz mi skąd wiesz to o Annie.
-Jej ciotka poprosiła o pomoc twoich rodziców, bo wiedziała, że się przyjaźnicie, więc oni poszli do burmistrza, który tu zadzwonił, żebym się ciebie spytała. Tyle wystarczy?-Patrzy na mnie pytająco.
-Tak, a powiesz mi jak się znajdzie? 
-Jasne.- Patrzy na mnie z politowaniem. Chyba widać, że jesteśmy z Annie najlepszymi przyjaciółmi.-Teraz idź, się szykować. Macie mało czasu.
-Dziękuję. Już idę.
   Przez następne dwie godziny byłem męczony przygotowywaniem mnie do Parady Trybutów. Teraz wreszcie spotkam się ze swoim stylistą, ale nie mam jeszcze wiadomości o Annie, a to mnie martwi.
-Witaj, nazywam się Mer i będę twoją stylistką .- Mer jest typową Kapitolinką, to oznacza, że wygląda bardzo dziwnie. Ma ogromne rzęsy, z motylami na końcówkach, usta pomalowane w paski, zamiast włosów ma perukę, a ubrana też jest dziwnie. Szczerze to się boję, jak ona mnie ubierze.-Pewnie nie możesz się doczekać, aż zobaczysz swój strój na Paradę Trybutów, mam rację?- Szczerze, to nie za bardzo, z dwóch powodów. Po pierwsze boję się o Annie, a po drugie, to jak mój strój będzie chociaż trochę przypominał jej, to wolę go nie widzieć tylko od razu spalić. Mimo to nie powiem jej. Nie chcę, żeby było jej przykro. Dlatego tylko kiwam głową.- Chyba, nie za bardzo. Martwisz się o swoją koleżankę, co?- Skąd wszyscy to wiedzą.
-Tak, a skąd wiesz?
-Kiedy rozmawiałeś z Mags, ja akurat przechodziłam obok i usłyszałam co nieco. Chyba bardzo ją lubisz, prawda?
-Tak, ale nie chcę już o tym gadać. Pokażesz mi ten strój?
-Oczywiście.- Mówi o dziwo bez Kapitolińskiego akcentu.