sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 111 – Trybuci

FINNICK


Dystrykt Czwarty i prawdziwy Finnick Odair przeszli już w zapomnienie. Teraz jest Kapitol i najmłodszy zwycięzca Głodowych Igrzysk, nazywany przez wielu Finnickiem Odairem. Znów nakładam maskę, która rosła razem ze mną od szesnastego roku życia. Maska ta od tamtego czasu towarzyszyła mi tak często, że teraz niemal wszyscy ludzie w Panem mylą ją z moją prawdziwą twarzą. Są jednak jeszcze ludzie, potrafiący rozróżnić nawet najlepiej nakładane maski od prawdziwych twarzy ludzi, którzy je noszą. Sam znam kilka takich osób. Jedną z nich jest mój dziadek. Jedną z nich jest Mags. Jedną z nich jest moja ukochana Annie. I niewątpliwie jedną z nich jest stojąca przede mną w stroju drzewa Johanna Mason z Dystryktu Siódmego. 
 — Wiem, że nikomu nie powiesz o mojej strategii — oznajmia, wpatrując się we mnie świdrującym spojrzeniem. Jednak gdzieś, głęboko w jej oczach czai się niepewność. Może ja także należę do osób, potrafiących czytać z ludzi jak z książki?
 — To dlaczego do mnie przyszłaś? 
 — Chciałam się przywitać... zabronisz mi? — pyta, zakładając ręce na piersiach.
 — Oczywiście, że nie! Przecież czego biedny zwycięzca mógłby zabronić potężnemu trybutowi? — Ach... sarkazm. To jedyna część mnie, której nie muszę wyzbywać się na czas pobytu w Kapitolu. 
 — Tak... ja też się nad tym zastanawiam — oznajmia. 
 — Jak widać mamy wiele wspólnego... a teraz przepraszam, ale... 
 — Ale ja jestem ładniejsza... — mówi z łobuzerskim uśmieszkiem.
 — Polemizowałbym! — oznajmiam ze śmiechem. 
 — Och! Czyżby ciężko było ci się pogodzić z prawdą? — pyta. Kręcę głową z niedowierzaniem. 
 — Powinnaś chyba bardziej uważać w rozmowie z kimś, kto zna twoją strategię i jest mentorem innych trybutów... — oznajmiam. Po wypowiedzeniu tych słów zauważam w jej oczach odrobinę lęku, który dziewczyna potrafi jednak dobrze maskować. 
 — Ale ty i tak nikomu nie powiesz... — oznajmia, choć mniej pewnie niż kilka chwil temu. Uśmiecham się do niej szczerze. 
 — Jasne, że nikomu nie powiem. Tylko następnym razem zapamiętaj, że nie każdemu można ufać. A tym bardziej jeśli kogoś nie znasz. No wiesz... na zaufanie pracuje się latami — mówię i odwracam się, ruszając w stronę wind. Jestem już przy jednej z nich, kiedy słyszę:
 — Czekaj! — krzyczy za mną Johanna. — Pójdę z tobą... — Zatrzymuję się.  Po chwili dziewczyna stoi przy mnie. — I przy okazji poinformuję cię, że wcale nie jestem tak łatwowierna jak przed chwilą zasugerowałeś — oznajmia wchodząc do windy. Wchodzę za nią. — Ty wciskasz przycisk czy ja?
 — Możesz ty. Przede mną jeszcze... — zaczynam, ale Johanna mi przerywa.
 — Całe życie wciskania przycisku w windzie? — pyta, unosząc brwi do góry. — Rozumiem... czyli ten tydzień ma być dla mnie tygodniem, kiedy powinnam cieszyć się jak głupia z każdej błahostki, tak? Bo to się już więcej nie powtórzy, tak? Super — prycha pogardliwie.
 — Nie o to mi chodzi! Johanno, naprawdę życzę ci jak najlepiej, ale to są Głodowe Igrzyska i trzeba wszystko brać pod uwagę! — niemal krzyczę.
 — Zdaję sobie z tego sprawę. Żyję w Panem już od siedemnastu lat i wiem jak to wygląda... wiem, że powinnam być gotowa na wszystko i nie powinnam nikomu ufać. Wiem. Nie jestem dzieckiem — mówi.
 — Więc dlaczego zaufałaś mi? — pytam, kiedy winda mija drugie piętro. Nie mamy za dużo czasu na rozmowy. Johanna wzrusza ramionami.
 — Po prostu... przeczucie. No wiesz... uratowałeś mnie. Gdybyś był złym człowiekiem to byś tego nie zrobił. Poza tym... skoro uratowałeś mi życie raz to wiem, że teraz nie będziesz chciał mi go odebrać. Bo to nie miałoby sensu — oznajmia.
 — Masz rację. Nie chcę odbierać ci życia i naprawdę życzę ci jak najlepiej — mówię, uśmiechając się pokrzepiająco. Winda się zatrzymuje. — A teraz przepraszam, ale to już mój przystanek — oznajmiam i wychodzę, jeszcze raz uśmiechając się do dziewczyny z Siódemki. Kto wie? Może uśmiecham się do niej po raz ostatni. A może to będzie dopiero początek? Cóż... tylko czas da nam odpowiedzi na te pytania.

Wchodzę do salonu. Rozglądam się szybko i zauważam siedzącą na kanapie Mags. Ukryła twarz w dłoniach i kręci głową. Chwilę zastanawiam się co mogło wyprowadzić ją z równowagi. Już wiem. Trybuci. Siadam obok niej.
 — Czyżby nowi trybuci dali się we znaki mojej ulubionej mentorce? — pytam, obejmując ją jednym ramieniem.
 — Nawet mi nie mów o tej dwójce... najchętniej już bym ich wpakowała na arenę... — mówi.
 — Aż tak źle? — pytam.
 — Jeszcze gorzej... od razu jak przyszli to zaczęli krzyczeć na stylistów, informując ich, że te stroje były paskudne i gdyby mogli to już dawno by ich zwolnili. Później był obiad... zaczęli się kłócić o to kto z nich ma większe szanse... oczywiście przechwalając się przy okazji, a kiedy wreszcie głowa rozbolała mnie od ich wrzasków i kulturalnie poprosiłam ich, żeby przestali, nasi kochani trybuci powiedzieli mi... uwaga, bo cytuję "Zamknij się, staruszko, nikt cię o nic nie pytał". Rzucili talerze na podłogę i pomaszerowali prosto do swoich pokojów, a zamykając drzwi pokazali jak bardzo są zdenerwowani poprzez trzaśnięcie drzwiami swoich sypialni tak mocno, że myślałam, że cały budynek się zatrząsł... ręce mi opadają — wyznaje. Miałem teraz zadzwonić do Annie, ale nie pozwolę na to, żeby ktokolwiek w ten sposób traktował Mags. Za chwilę zadzwonię do ukochanej, ale najpierw wyjaśnię sobie parę spraw z tegorocznymi trybutami z Czwórki. Wstaję. Mags spogląda na mnie.
 — Idę po naszych trybutów. Musimy omówić sobie kilka spraw.
Ruszam w kierunku pokoi trybutów. Pukam do pierwszego z nich. Momentalnie w drzwiach pojawia się dziewczyna, która już niedługo trafi na arenę.
— Idź to salonu. Natychmiast — warczę. Dziewczyna przewraca tylko oczami, a następnie rusza.
Sytuacja powtarza się, kiedy pukam do drzwi drugiego pokoju, choć tym razem oczywiście drzwi otworzył trybut.

 — Mags opowiedziała mi jak została przez was potraktowana podczas obiadu... — zaczynam mówić do trybutów. Mags poszła do swojej sypialni.
 — Opowiedziała... a gdzie ty byłeś, co? — pyta chłopak. Na jego twarzy maluje się złośliwy uśmieszek. W mojej głowie zaczyna rodzić się pytanie w jaki sposób mógłbym mu go z niej zedrzeć.
 — Na pewno miałem ciekawsze zajęcie niż patrzenie na wasze twarze... — odpowiadam. — A teraz zamknijcie się, bo nie udzieliłem wam prawa głosu. Słuchajcie... teraz jesteście pod opieką moją i Mags i macie zwracać się do nas z szacunkiem i macie się nas słuchać...
 — A co mi zrobisz jak się ciebie nie posłuchamy? — pyta dziewczyna.
 — Spróbuj to się dowiesz... ale na twoim miejscu nie drażniłbym mentora. Na arenie tylko my będziemy mogli w jakiś sposób wam pomóc... — mówię. — No cóż... chciałem tylko was poinformować, że jeszcze raz w ten sposób potraktujecie Mags, a to się na was zemści... to tyle... możecie się rozejść.
Odwracam się i już chcę ruszać w kierunku swojego pokoju, kiedy kątem oka dostrzegam, że chłopak wstaje z kanapy i zamierza się na mnie. Odwracam się szybko, łapiąc go za rękę i wykręcając ją.
 — Co chciałeś przez to osiągnąć? Stracić WSZYSTKICH sponsorów? Załatwione. Na arenie radzisz sobie bez mojej pomocy — warczę, a potem popycham go na kanapę. — Pragnę ci przypomnieć, że w wieku czternastu lat walczyłem z takimi jak ty i wygrałem. Teraz mam dwadzieścia i myślisz, że uda ci się mnie pokonać? Marne szanse. Ciesz się tylko, że ci ręki nie złamałem.


ANNIE


Razem z Evelyn siedzimy przy telefonie. Moja przyjaciółka chciała dziś u mnie przenocować. Cieszę się, że przyszła. To pierwsza noc od dawna, którą spędzę w moim starym domu, razem z rodzicami. W dodatku w pobliżu nie ma Finnicka, a koszmary senne raczej nie przepuszczą takiej okazji.
Telefon wreszcie się odzywa. Evelyn wzdryga się. Zerkam na zegarek. Minęło dokładnie dwie godziny od czasu Parady Trybutów. Podnoszę słuchawkę.
 — Cześć, rybko. Długo musiałaś czekać? — pyta mnie. Jego głos sprawia, że moje serce zaczyna bić dziesięć razy szybciej. Kocham te uczucie.
 — Nie, nie czekałam długo — mówię. Evelyn mierzy mnie wzrokiem i decyduję się jednak powiedzieć Finnickowi prawdę. — No... może troszkę... — dodaję. W słuchawce nagle rozbrzmiewa śmiech Finnicka.
 — Annie... przyznaj się... ile czekałaś?
 — Dwie godziny. Myślałam, że zadzwonisz zaraz po Paradzie Trybutów — przyznaję.
 — Bo taki miałem plan. Po prostu zaraz po paradzie coś mnie zatrzymało, a potem musiałem wyjaśnić sobie kilka spraw z trybutami. Przepraszam, że musiałaś tyle czekać. Ale teraz możemy już sobie spokojnie porozmawiać. Co się dzieje w Czwórce?
 — Nic ciekawego. Wczoraj spałam jeszcze w domu w Wiosce Zwycięzców... jakoś... nie chciałam się jeszcze wtedy przenosić. Teraz jednak jestem w starym domu... ale nie martw się. Evelyn przyszła, żebym nie czuła się samotna... i chciała też o czymś pogadać i cię o coś zapytać. Chodzi chyba o dziewczynę, która się za nią zgłosiła. Mówi, że to bardzo ważne — oznajmiam.
 — Chciałem pogadać z tobą... no ale dobra... — wzdycha Finnick. Przekazuję słuchawkę Evelyn.
— Em... cześć? — zaczyna Evelyn. Finnick chyba jej odpowiada, bo dziewczyna teraz wydaje się trochę pewniejsza. — Mam ważną sprawę... wiesz kim jest dziewczyna, która się za mnie zgłosiła?


_________________________________________________________________________________


Dziś rozdział ma prawie 1500 słów. Mam nadzieję, że taka długość jest dobra :) Chociaż postaram się, aby następny rozdział był jeszcze dłuższy :D A co do rozdziału... myślę, że jest raczej taki sobie, Składa się głównie z dialogów, bo chciałabym je trochę poćwiczyć, żeby były bardziej naturalne. Zbyt dużo akcji tu nie ma... wiem to. Następny rozdział też będzie taki trochę... no... bez akcji, ale już wkrótce... zacznie się dziać :D Mogę Wam to obiecać :)
Pamiętacie jak pisałam Wam, że jestem w takim małym dołku emocjonalnym? Cóż... już jest lepiej. Wasze wspaniałe komentarze naprawdę pomagają mi znów uwierzyć w siebie :) Naprawdę baaaardzo Wam za to dziękuję ♥
Niedługo pojawi się kolejny rozdział na blogu Życie to nie bajka :) A na blogu Miniaturki - multifandom już pojawiła się kolejna miniaturka z serii o Fredzie i George'u :) Zachęcam do przeczytania i skomentowania :) A co do miniaturek... na tamtym blogu pojawiła się ankieta
Proszę... odpowiedzcie na nią :) I jeszcze chciałam poinformować, że zakładka Gamemaker (na blogu z miniaturkami) już niedługo zostanie otwarta :D
No to... chyba tyle... mam nadzieję, że ten rozdział spodobał Wam się choć troszkę i skomentujecie go :) 
A taka informacja do czytelników tego bloga, którzy również prowadzą blogi... mam teraz trochę czasu wolnego, więc wreszcie będę mogła skomentować rozdziały u Was :) Tylko mam prośbę... moglibyście zostawiać mi linki w komentarzach w zakładce "Inne blogi"? Bo w komentarzach pod rozdziałami czasem linki mi się gubią... w sensie, że nie pamiętam pod którym rozdziałem zaprosiliście mnie do siebie :) No to tyle :D

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 110 - "Znam tą twarz"

ANNIE


   Dlaczego on mi to robi? Chce mnie zniszczyć? Dlaczego mnie? Co ja mu zrobiłam? Nagle świat przed moimi oczami zaczyna wirować. Wszystko się rozmywa. Widzę twarze tych, którzy zginęli na arenie. Dołącza do nich Evelyn. Zamykam oczy.
-Nie. Nie. Nie - szepczę. - To... nie. Nie. NIE! - krzyczę.
   Czuję jak osuwam się na kolana. Zakrywam twarz dłońmi. Potem ktoś mnie podnosi i rusza, trzymając mnie w swoich silnych ramionach niczym największy skarb.
-Będzie dobrze, Annie - słyszę jego głos. Jest taki przyjemny.
-Nie będzie. Stracę ją - szepczę. Łzy szczypią mnie pod powiekami. Nie pozwolę im wypłynąć. Nie pozwolę. Nie otworzę oczu.
   Finnick sadza mnie na kanapie. Sam klęka naprzeciw mnie i delikatnie odrywa moje dłonie od twarzy. Oczy wciąż mam zamknięte.
-Annie. Rybko - zaczyna. Kiedy słyszę te przezwisko na mojej twarzy mimowolnie pojawia się uśmiech, który jednak zaraz z niej spełza. - Ale chociaż się uśmiechnęłaś... liczy się! - mówi. Wiem, że na jego twarzy gości uśmiech.
-Finnick? Czemu on się na mnie uwziął? - pytam.
-Annie... - wzdycha. Otwieram oczy.
-Nie mów, że nikt się na mnie nie uwziął... najpierw Lora, potem ty, kolejna w kolejce byłam ja, a teraz Evelyn... kto jeszcze?
-Annie... Lora i ja to na pewno przypadek. Jak było z Evelyn to nie wiem, a... a zresztą nieważne - mówi opuszczając wzrok. - Posłuchaj mnie... wszystko będzie dobrze. Evelyn jest silna... poradzi sobie.
-A co jeśli nie? Finnick... Evelyn to moja jedyna przyjaciółka... nie chcę, żeby coś jej się stało.
-Nie stanie się... zobaczysz - oznajmia i pomiędzy nami na chwilę zapada cisza, wtedy zza drzwi słychać głośne oklaski. Chyba już wylosowano obydwojga trybutów.

Razem z Finnickiem wychodzimy na korytarz. Wiemy, że zaraz zobaczymy trybutów, wchodzących do Pałacu Sprawiedliwości. Boję się chwili, kiedy zobaczę tu Evelyn.
Drzwi otwierają się. Zamykam oczy. Nie mogę na nią spojrzeć. Ale... ale jednocześnie wiem, że muszę to zrobić. A co jeśli widzimy się po raz ostatni? Otwieram oczy. Patrzę na wchodzących do środka trybutów.
Nie mogę uwierzyć w to co widzę. Ta dziewczyna... to nie jest Evelyn. Ktoś się za nią zgłosił. Z ulgą wypuszczam powietrze, które do tej pory nieświadomie wstrzymywałam. Mimo, że właśnie widzę osoby, z których co najmniej jedna już nigdy nie wróci do Czwórki, uśmiecham się szeroko i mało brakuje, a zaraz zaczęłabym skakać ze szczęścia. Patrzę na Finnicka. Chłopak chyba widzi szczęście w moich oczach, bo obejmuje mnie i szepcze
-A nie mówiłem?
-Wiem... czy ty zawsze musisz mieć rację? - pytam. - Chociaż cieszę się, że teraz miałeś rację.
-Oczywiście, że muszę mieć zawsze rację. Jestem Finnick Odair. Finnick Odair nigdy się nie myli - mówi jakby to było coś oczywistego. Zaczynam się śmiać.
-I jest niesamowicie skromny - dodaję sarkastycznie.
-I za to go kochasz - mówi z uśmiechem.
-Tak... muszę przyznać, że to dlatego - mówię, udając powagę. Po chwili wspinam się na palce, żeby móc pocałować go w policzek, ale ktoś chrząka i odwracam głowę w stronę tej osoby.
-Zaraz wyruszamy, Finnick. Trybuci już są gotowi - oznajmia Mags. - Czas się żegnać. Zobaczymy się dopiero po igrzyskach.

FINNICK


Nienawidzę pożegnań. Nienawidzę opuszczać Czwórki, a muszę to robić co roku. Nienawidzę zostawiać Annie. Teraz mogę jedynie siedzieć i wpatrywać się w rozmazany obraz za oknem, trzymając w ręku zdjęcie, na którym jestem ja i Annie. Dziewczyna uśmiecha się na nim wesoło i przytula mnie. To zdjęcie zostało zrobione jeszcze przed jej igrzyskami. Wtedy wszystko było inaczej.Byliśmy tylko przyjaciółmi. Ona nie miała ataków. Nie wiedziała nic o tym co każe mi robić Snow. Nie wiedziała jak to jest być uwięzionym na arenie. Pogodziła się z faktem, że opiekuje się nią jej ciotka. W ciągu tego roku jednak wszystko się zmieniło, jej życie wywróciło się do góry nogami. To niesamowite jak nasze życie może się zmienić w ciągu tak krótkiego czasu. Zmian też nienawidzę.
Drzwi do mojego przedziału rozsuwają się. Wchodzi przez nie Mags.
-Finnick. Już jest kolacja. Chodź szybko zjeść. Potem oglądamy powtórkę z dożynek - oznajmia i uśmiecha się do mnie pokrzepiająco. Dobrze wie, że zawsze kiedy opuszczamy Czwórkę nie jestem w najlepszym humorze.

Kolacja przebiegała w zupełniej ciszy. Cieszę się, że już się skończyła. Teraz tylko muszę obejrzeć powtórkę z dożynek i potem w spokoju będę mógł wrócić do swojego przedziału i przestać udawać tego znanego wszystkim Finnicka, a być tym prawdziwym Finnickiem, którego znają tylko nieliczni.
Dożynki w Jedynce i Dwójce zazwyczaj wyglądają tak samo. Na arenie pojawi się dwójka ochotników z każdego z tych dystryktów. Trójka - szesnastolatek i czternastolatka. Czwórka. Tutaj zawsze uważniej staram się przyglądać dożynkom. Muszę sprawdzić jak wypadli moi trybuci.
Na początku Lolita wywołuje Evelyn, a ta dzielnie rusza na scenę. W tym czasie ja i Annie niezauważalnie znikamy ze sceny. Evelyn stoi już na scenie i Lolita jak zwykle pyta o ochotników. Wtedy z tłumu wychodzi osiemnastoletnia dziewczyna o długich brązowych włosach. Idzie z wysoko uniesioną głową. Na jej twarzy nie widać żadnych emocji. Taki wizerunek jej zostawimy. Zawrze sojusz z trybutami z Jedynki i Dwójki. Potem przychodzi kolej na chłopaka. Wylosowany zostaje jakiś piętnastolatek, ale jego miejsce zajmuje kolejny ochotnik. On też dołączy do Jedynki i Dwójki.
Nie przyglądam się za bardzo trybutom z innych dystryktów. Do czasu, aż przychodzi czas na Siódemkę, gdzie na sceną została wywołana dziewczyna w żółtej sukience na ramiączka. Jej rozpuszczone ciemne włosy powiewają na wietrze. Dziewczyna idzie niepewnie. Staje na arenie i pokazują jej twarz z bliska. Najgorsze jest to, że znam tą twarz. Znam tą dziewczynę.


_________________________________________________________________________________


Tak wiem. Długość rozdziału nie powala (jakość zresztą też). Następne będą dłuższe, ale... no wybaczcie. Mam mały emocjonalny dołek i nie byłam w stanie napisać tego rozdziału dłuższego. Kolejny na pewno będzie dłuższy. 
Jutro pojawi się kolejny rozdział na blogu: Życie to nie bajka
Wczoraj pojawiła się miniaturka na blogu: Miniaturki - multifandom   i było by mi bardzo miło, gdybyście skomentowali tą miniaturkę. Jestem z niej bardzo dumna i jest ona długa. Naprawdę to wiele Was nie kosztuje, a mi sprawi dużo radości i pozwoli łatwiej wyjść z tego emocjonalnego dołka. Co za tym idzie tu pojawi się szybciej rozdział. 
Z tego rozdziału dumna nie jestem. chociaż wydaje mi się, że może być i liczę na to, że Was zaskoczyłam. Koniecznie napiszcie mi w komentarzu co myślicie.