niedziela, 28 lutego 2016

Blogowy roczek!! - pierwsze urodziny :D

   Ach... jak ten czas szybko leci... dokładnie rok temu kliknęłam na bloggerze przycisk "Nowy blog", na szybko stworzyłam wygląd bloga i napisałam, a zaraz potem opublikowałam pierwszy post, a następnie pierwszy rozdział.
Ten rok spokojnie mogę nazwać rokiem wielkich zmian, a co takiego się wydarzyło?
Zaczniemy od typowo blogowych spraw: 
1. Opublikowałam już 108 rozdziałów, jeden one shot i kilka postów. Razem wszystkich postów jest 121 (łącznie z tym, który teraz czytacie)
2. Na blogu pojawiło się 1080 komentarzy (wliczając w to moje odpowiedzi :D). Jest to ogromna liczba, zważywszy na to, że przez pierwszych 20 rozdziałów nie było żadnych komentarzy i pierwszy pojawił się dopiero po kilku miesiącach od założenia bloga. 
3. Post z największą liczbą komentarzy to rozdział 104 zatytułowany "Lu". Liczba komentarzy wynosi pod nim 46 (za co chcę bardzo podziękować)
4. Liczba wyświetleń przekroczyła już 27 900 (baaaardzo Wam za to dziękuję)

Co wydarzyło się w świecie Igrzysk?
Tu odpowiedź jest jasna... w listopadzie na ekrany kin weszła druga część Kosogłosa, która jest już zwieńczeniem tej historii. Ach... nigdy nie zapomnę tego uczucia, które towarzyszyło mi w kinie!! Sami rozumiecie... to podekscytowanie pomieszane ze zdenerwowaniem, smutkiem i szczęściem... to było takie dziwne i wspaniałe jednocześnie!

A teraz... chcecie trochę lepiej poznać tą dziwną i nieogarniętą love dream, autorkę tego bloga? I chcecie dowiedzieć się co zmieniło się w moim życiu? No cóż... czytajcie dalej :) 
Zacznę od tego, że kiedy założyłam tego bloga to odkryłam swoją pasję, którą jest pisanie. Wcześniej też bardzo lubiłam pisać, ale tak naprawdę to moja przygoda z tą pasją rozpoczęła się na dobre od tego bloga. Poza tym... no... naprawdę zrobiłam postępy w pisaniu. Nie mówię (no... w tym wypadku piszę :D), że jestem jakąś wspaniałą pisarką, albo coś... ale chyba piszę całkiem znośnie, prawda? *zapytała z nadzieją* XD
Coś jeszcze się zmieniło? Oczywiście! Od września 2015 roku oficjalnie jestem licealistką i wiecie co? Moje dziecięce (bo chyba miałam wtedy sześć lat) wyobrażenia liceum ani trochę nie zgadzają się z brutalną rzeczywistością... ach... wcale nie jestem tak piękną i wysoką dziewczyną jak niegdyś myślałam (a raczej miałam nadzieję), że będę, nauka nie jest tak prosta jak myślałam, moje przyjaciółki są w innej szkole niż ja (chociaż zaprzyjaźniłam się z kilkoma osobami z mojej klasy), a ja nie jestem popularna... co więcej boję się odezwać do starych znajomych... cudownie! (wspominałam kiedyś, że uwielbiam sarkazm??) Jedyne co się zgadza to to, że mam naprawdę cudowną klasę i... bądź co bądź... jestem bardziej śmiała niż w gimnazjum i podstawówce razem wziętych :)
Co jeszcze się zmieniło? Ja. No cóż... już nie jestem tą samą dziewczyną, kończącą gimnazjum, rozpaczającą, że będzie w innej szkole niż jej przyjaciółki i przez to przez całe trzy lata nie zamieni z nikim słowa. Teraz... można powiedzieć, że trochę dorosłam. Staram się walczyć ze swoimi słabościami i nie dramatyzuję zawczasu. Odzywam się też częściej do ludzi i nawet nauczyłam się więcej żartować, częściej się uśmiechać. Wcześniej taka nie byłam. Żartowałam tylko z osobami, które dobrze znałam. Zazwyczaj też siedziałam na przerwie z przyjaciółkami i opowiadałam im o książkach, albo aktorach. One udawały, że je to interesuje... teraz, kiedy spotykamy się raz na jakiś czas jest już inaczej i kiedy rozmawiamy to naprawdę słuchają, a ja opowiadam też o innych rzeczach. Ogólnie muszę przyznać, że nasza przyjaźń tylko się umocniła przez tą rozłąkę... yhh... zeszłam z tematu.
Wiecie co najlepszego wydarzyło mi się przez ten rok pisania bloga? Poznałam Was.
Nigdy nie sądziłam, że mój blog będzie miał aż tylu czytelników... tak wspaniałych czytelników, którzy zawsze motywują mnie do dalszego pisania, którzy piszą tak wspaniałe komentarze, sprawiające, że uśmiech sam ciśnie mi się na usta... bardzo Wam za to dziękuję!! Dziękuję za wszystko!!!


Dotarliście aż tu? Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam...
Pewnie większość z Was (albo i wszyscy) chciałaby czytać nowy rozdział zamiast tego posta, więc... chciałabym Was poinformować, że kolejny rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu (29.02 - 06.03.2016 r.). Mam nadzieję, że Wam się spodoba!!
No i chciałam jeszcze Wam coś wyjaśnić... mianowicie chodzi tu o kwestię częstotliwości dodawania rozdziałów... na pewno zauważyliście, że na początku wstawiałam bardzo często, a teraz coś się zmieniło i nowe rozdziały pojawiają się znacznie rzadziej... cóż... dzieje się tak z kilku przyczyn... po pierwsze naprawdę nie mam ostatnio na nic czasu, nawet na czytanie i komentowanie innych blogów (chociaż oczywiście przed snem staram się przeczytać rozdziały na blogach, które czytam... takie masło maślane wyszło mi z tego zdania, ale nieważne... niestety nie zawsze mam czas, żeby je skomentować). Drugim powodem jest to, że bardzo chciałabym prowadzić tego bloga jak najdłużej, a jeśli pisałabym rocznie 108 rozdziałów to nie wiem czy by mi się to udało. Oczywiście jeśli będzie jakieś dłuższe wolne od szkoły (na przykład wakacje) to będę wstawiać rozdziały częściej :) Mam nadzieję, że mnie rozumiecie :D


No i to by było tyle na dziś. Do kolejnego rozdziału!! 

niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 108 - Bitwa

ANNIE


   Cole patrzy na Finnicka jak na kretyna. Mój ukochany jednak nic sobie z tego nie robi i uśmiecha się złośliwie, wyraźnie dumny ze swojej sarkastycznej odpowiedzi.
-Nieważne - mówi szybko brązowowłosy chłopak, który wpadł na mnie kilka godzin wcześniej. - Annie... wydaje mi się, że kiedy upadłaś... - zaczyna dość nieśmiało.
-Albo raczej ty na nią wpadłeś i ją przewróciłeś... - burczy Finnick. Cole zerka na niego kątem oka, ale udaje, że nie usłyszał tej uwagi.
-W każdym razie... wydaje mi się, że coś zgubiłaś - oznajmia trochę pewniej. Przez chwilę zastanawiam się co mogłam zgubić... jedne co wpada mi do głowy to bransoletka, którą kiedyś zrobiła moja siostra. Spanikowana zerkam na swój nadgarstek i z ulgą zauważam, że jednak bransoletka ciągle tam jest. Postanawiam więc zapytać.
-Co?
-Siebie. W moich oczach - odpowiada, uśmiecha się zalotnie i próbuje zmusić mnie do spojrzenia w jego oczy.
   Nie muszę patrzeć w lustro, żeby wiedzieć jak wygląda moja mina. Usta zacisnęłam tak, że zapewne niemal zniknęły. Natomiast moje oczy miotają piorunami. Nienawidzę takich tępych tekstów i nie chcę, żeby ktokolwiek w ten sposób do mnie mówił. Według mnie uwłacza to mojej godności. Zresztą nie tylko mojej, a każdej kobiety uraczonej takim tekstem. Spodziewam się, że Finnick walnie tego chłopaka, ale się mylę. Mój ukochany wybucha głośnym śmiechem, który słychać chyba w całej Czwórce.
-Nie wiem... powinienem cię uderzyć czy po prostu się z tego śmiać tak jak do tej pory... - udaje się powiedzieć mojemu ukochanemu, kiedy tylko opanuje śmiech na tyle, że da radę złapać oddech i coś z siebie wydusić
-Co? - dziwi się ten jakże romantyczny idiota. Jego głos tak mnie drażni, że bez zastanowienia policzkuję chłopaka, co powoduje jeszcze jeden napad śmiechu Finnicka. - Bawi cię to? - pyta Cole, trzymając się za bolący policzek.
-Nie no co ty... ja tak reaguję na stres - odpowiada Finnick z wyraźnie wyczuwalnym sarkazmem, jednak sądząc po minie Cole'a to nie wyczułby on sarkazmu, nawet jeśli wetknięto by mu go prosto pod nos.
-Czym się stresujesz?
-Że z takim tekstami to mi jeszcze dziewczynę odbijesz, wiesz? - zapytał mój ukochany ironicznie. Cole znów patrzy jakby nic nie rozumiał. Finnick wzdycha głośno. - Chyba dobrze, że cię nie uderzyłem, bo walka z takim kretynem jak ty byłaby niesprawiedliwa - dodał po chwili, złapał mnie w tali i ruszyliśmy w dalszą drogę, zostawiając za sobą zdziwionego Cole'a.

-W moich oczach też się zgubiłaś? - pyta Finnick swoim uwodzicielskim tonem, kiedy tylko docieramy do drzwi zamieszkiwanego przez nas domu w Wiosce Zwycięzców.
-Bardzo śmieszne, Finnick - burczę pod nosem. 
-Ej... no, ale rybko moja... musisz przyznać, że kreatywny to on jest - mówi, próbując powstrzymać śmiech.
-Oczywiście, żółwiku ty mój, ale chyba bardziej tępy niż kreatywny - odpowiadam.
-Tak... to też - mówi Finnick i wpuszcza mnie do domu. Po chwili wchodzi sam. Zatrzymuje się przy drzwiach i łapie za moją rękę. 
-Ej... czekaj... "żółwiku"? - pyta, unosząc lekko brwi. 
-"Rybko"? - pytam, robiąc taką samą minę jak on.
-Ale ciebie ryba nigdy nie spoliczkowała...
-A ciebie nie spoliczkował żółw...
-Ale mnie ugryzł... niejednokrotnie!! - mój ukochany udaje oburzenie. - Te wredne bestie mnie nie lubią... domagam się zmiany pieszczotliwego przezwiska - mówi, udając powagę. Na mojej twarzy od razu pojawia się uśmiech.
-Taak? To jak mam cię nazywać? Krewetką nazywa cię już twoja kuzynka, a ja nie będę ściągać, prawda? To co? Rekinku? Delfinku? Krabie? - pytam, udając zmartwienie. 
-Powiedz mi... ale tak szczerze... czy ja ci przypominam kraba? - pyta. Udaję, że chwilę się zastanawiam. 
-Jakby się tak uprzeć to tak. Przypominasz kraba - mówię, udając powagę.
-O ty bestio! - krzyczy i zaczyna mnie łaskotać. Uciekam do kuchni. Łapię za kran, wyciągając baterię i trzymam ją przed sobą, a kiedy Finnick wbiega za mną, krzyczę:
-Mam broń i nie zawaham się jej użyć!! 
   W tej chwili włączam kran i oblewam Finnicka strumieniem zimnej wody. Wyłączam wodę i patrzę na niego triumfalnie, ale nie przemyślałam jednego. Chłopak zmierza w moją stronę, otwierając ramiona, aby mnie objąć. Przy okazji ślizga się na mokrej podłodze i prawie się przewraca, jednak w porę udaje mu się złapać równowagę.
-Nie podchodź do mnie! - krzyczę, ale przy okazji z moich ust wydobywa się śmiech, więc nie brzmi to zbyt przekonująco.
-No chodź tu do mnie, rybko ty moja i przytul swojego kraba! - mówi, uśmiechając się uwodzicielsko. 
   Zamiast uciekać to ja się śmieję i kończy się na tym, że mój przemoczony ukochany przytula mnie. To nie jest jednak najgorsze, bo chłopak zauważa mąkę, stojącą na szafce tuż za moimi plecami i wysypuje mi zawartość na głowę, ale sam w porę się odsuwa, więc nie zostaje nią obsypany. Jednak ja postanawiam się zemścić i kiedy Finnick zanosi się histerycznym śmiechem, ja rzucam w niego jajkiem, a kiedy go trafiam, nagle przestaje się śmiać i podbiega do lodówki, a następnie wyciąga z niej mleko. 
-NIE ODWAŻYSZ SIĘ!! - krzyczę i rzucam w niego kolejnym jajkiem, którym dostaje prosto w czoło.
-Założysz się? - pyta, otwiera karton i oblewa mnie. Rzucam w niego jeszcze jednym jajkiem, niestety tym razem chybiam.  
   Chłopak podchodzi do mnie, a ręce podnosi w geście kapitulacji. Dumnie zadzieram głowę, a wtedy dzieje się coś, czego się nie spodziewałam... Finnick wyjmuje jajko z opakowania, które wciąż trzymam  i... rozwala je na mojej głowie. 
-Jesteś śliczna, kiedy jajko spływa ci na twarz - mówi i kładzie ręce na mojej tali. 
-To samo mogę powiedzieć o tobie - dodaję z uśmiechem i wspinam się na palcach, aby go pocałować. Jednak tracę równowagę i przewracam się, a mój ukochany próbuje mnie złapać, co kończy się tym, że on również się przewraca, a ja na niego. Przez chwilę leżymy tak i śmiejemy się, a potem całuję go czule w policzek i wstaję. W chwili, kiedy obydwoje już wstaliśmy do kuchni wchodzi nikt inny tylko Mags.
-MATKO KOCHANA!!! CO TU SIĘ STAŁO?! - krzyczy.
-Eee... nie wiemy? - odpowiada niepewnie Finnick. 
-JA WAM ZARAZ DAM "NIE WIEMY"!! IDŹCIE MI STĄD, BO ZARAZ WAS ZAMORDUJĘ!!! 
-Też cię kochamy? - tym razem to ja się odzywam, robiąc skruszoną minę.
-NA DWÓR I NIE WRACAĆ MI PRZED ÓSMĄ!! 

-Nigdy nie widziałem tak zdenerwowanej Mags... - odzywa się Finnick, kiedy cali w mleku, wodzie, jajkach i mące wychodzimy na zewnątrz. 
-Ja też... nie pozwoliła nawet nam się przebrać - szepczę, bo boję się, że mentorka może nas jeszcze usłyszeć i znów na nas nakrzyczeć.
-Spokojnie... nie usłyszy nas... jest zbyt zajęta przeklinaniem pod nosem - oznajmia Finnick. - To co? Idziemy na plażę? 
-A mamy jakieś inne wyjście? - pytam ironicznie.
-W zasadzie to tak... możemy iść do twoich rodziców, albo twojej ciotki, ale to byłoby trochę niebezpieczne - oznajmia Finnick.
-Dlaczego?
-Bo jakby nas twoja matka zobaczyła to zabiłaby mnie tym co aktualnie miałaby w dłoni... - oznajmia i krzywi się.
-Bez przesady... kapciem na przykład by cię nie zabiła - staram się go pocieszyć. Jednak on patrzy na mnie pytająco.
-Jesteś pewna? Ta kobieta mnie nienawidzi... zabiłaby mnie wszystkim co miałaby pod ręką... nawet papierkiem po cukierku - staram się zaprzeczyć, ale nie mogę. Finnick ma rację. Moja matka go nienawidzi. Dlatego milczę. Finnick wie dlaczego i uśmiecha się smutno. 

   Idziemy w spokoju plażą, aż nagle potykam się o jakiś kamień. Finnick podaje mi rękę, żeby pomóc mi się podnieść, ale ja przewracam również jego i po chwili obydwoje jesteśmy cali w piasku. 
-Dzięki Annie. Teraz wyglądam jak kotlet, albo ryba w panierce - oznajmia Finnick, ale uśmiech nie schodzi mu z twarzy. 
-Ej... lubię kotlety i ryby w panierce... no cóż... wyglądasz smakowicie - oznajmiam ze śmiechem.
-Chyba nigdy w to nie wątpiłaś - mówi, ledwo hamując śmiech.
-Nie, nie wątpiłam w to - mówię z uśmiechem.
-Czyli jednak zgubiłaś się w moich oczach - oznajmia, udając powagę. Ja natomiast wybucham śmiechem i uderzam go lekko w ramię. 
-A co to ma do rzeczy? - pytam.
-Nic. Po prostu... no wiesz... muszę się dowartościować. Bałem się, że zgubiłaś się w oczach tamtego kretyna, a w moich nie... - mówi ze smutną miną. 
-Mój kochany zazdrosny krab - mówię i całuję go. Kiedy przestaję on znów się odzywa.
-Jeśli to jest nagroda za bycie zazdrosnym, to mogę taki być codziennie - mówi uwodzicielskim tonem. Uśmiecham się, znów go całuję i oznajmiam:
-Zapomnij.


_________________________________________________________________________________


   Jak podoba Wam się ten rozdział?? To chyba pierwszy tak rozdział, gdzie nie ma zbyt wielu przemyśleń, a jestem z niego całkiem dumna, bo jest raczej taki... no... wesoły i sarkastyczny :D
   Dziś Walentynki, dlatego postanowiłam podarować Wam taki prezent w postaci rozdziału... cieszycie się? :) Mam nadzieję, że tak :)

wtorek, 9 lutego 2016

LBA #4

Po raz kolejny zostałam nominowana do LBA. Naprawdę baaardzo cieszę się z tego powodu i baardzo dziękuję Karolinie Mellark, ponieważ to właśnie ona mnie nominowała.
Bez zbędnego przeciągania...

1. Dlaczego założyłaś bloga?

Żeby się zmotywować do napisania całej historii Finnicka i Annie. (Co prawda nie wspomniałam o tym w poprzednim LBA, ale tam było pytanie "Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?", a tu jest konkretnie o założenie...)
Wiem... trochę dziwnie to brzmi, ale taka jest prawda, bo... no cóż... jak już wcześniej pisałam... bardzo chciałam przeczytać całą historię o Finnicku i Annie, a skoro nie mogłam znaleźć wciąż aktywnego bloga o tej tematyce to postanowiłam sama stworzyć taką historię. Początkowo w planach miałam pisanie jej w jakimś zeszycie, albo na komputerze, ale stwierdziłam, że może mi się to znudzić, a jeśli zaczęłabym publikować tę historię to miałabym motywację do dalszego pisania.

2. Dlaczego właśnie taka historia?

Jak wiadomo... Finnick Odair jest moją ulubioną postacią (po prostu go kocham ♥)... no i uważam, że miłość jego i Annie jest naprawdę piękna i niesamowita (pamiętajmy, że tylko on potrafi jej pomóc w powrocie do rzeczywistego świata). Żaden z blogów o tej tematyce nie skończył opowiadać ich historii, więc... no... WHY NOT? (taaak... kocham ten tekst :D)

3. Ulubiona scena z książki/filmu o którym piszesz bloga?

O masakra... ale, że tylko jedna?
Hahaha... jako, że uwielbiam kombinować... wybiorę ulubione sceny z każdej z części (filmowej i książkowej!!)
Igrzyska Śmierci - książka: upadek Haymitcha ze sceny
Igrzyska Śmierci - film: kiedy Peeta mówi, że nie chce być tylko pionkiem w ich igrzyskach
W pierścieniu ognia - książka: kiedy Finnick wpada na pomysł przestraszenia Peety
W pierścieniu ognia - film: "Want a sugarcube? "
Kosogłos - książka: Finnick w bieliźnie
Kosogłos cz.1 - film: "It takes ten times as long to put yourself back together as it does to fall apart."
Kosogłos cz.2 - film: ślub pewnej pary... każdy domyśla się o co chodzi :D

4. Czego nienawidzisz?

Jest kilka takich sytuacji, których nienawidzę...
Kiedy rysuję i rysunek jest świetny, ale jest jeden drobny szczegół (który zazwyczaj tylko ja zauważam...), który niszczy wszystko...
Kiedy chcę coś napisać, ale zamiast pisać to medytuję nad pustą stroną...
Kiedy zapominam co przed chwilą przeczytałam, albo po co weszłam do pokoju...

5. Co/Kogo kochasz?

Rodzinę, przyjaciół, moje kochane zwierzęta.. KSIĄŻKI!!! FINNICKA!! INNYCH BOHATERÓW KSIĄŻKOWYCH!! SAMA CLAFLINA!! INNYCH AKTORÓW!! KSIĄŻKI!! KSIĄŻKI!! WSPOMINAŁAM JUŻ O KSIĄŻKACH??
No i moich crushów..

6. Ulubione zajęcie?

Czytanie książek, jazda konna, pisanie, rysowanie :D

7. Ulubiony przedmiot w szkole?

Angielski!

8. Ulubiony bohater twojego bloga?

Finnick ♥

9. Na czyim miejscu chciałabyś się znaleźć (z twojego bloga)?

Szczerze? Na niczyim... Nikt z bohaterów z mojego bloga nie ma łatwego życia...

10. Ulubiony wykonawca + utwór

Nie mam ulubionego wykonawcy... ale ostatnio pisałam, że podoba mi się All Good Things - Fight i cóż... nadal mi się podoba, co jest naprawdę baaardzo dziwne... zazwyczaj piosenki nudziły mi się baaardzo szybko :D


__________________________________________________
A ja... nie nominuję nikogo... przepraszam, ale naprawdę nie wiem kogo by tu nominować i jakie pytania zadać, dlatego... nikogo nie nominuję.

piątek, 5 lutego 2016

Rozdział 107 - Wspomnienia

MAGS


   Wysoka szatynka, której kręcone włosy wyjątkowo zostały ujarzmione i zebrane w kucyk, zmierzała w kierunku sceny. Jej biała sukienka zdawała się lśnić w pełnym słońcu. Na twarzy dziewczyny malował się spokój i determinacja. Już samo to zdradzało, że na arenie będzie mocnym przeciwnikiem. Bardzo dobrze. Chciała przynieść chwałę swojemu dystryktowi i swojej rodzinie. Miała dopiero szesnaście lat, ale już była gotowa. To przecież Mags Flanagan. Przecież trenowała od piątego roku życia i od piątego roku życia pomagała ojcu w pracy. Potrafiła już zręcznie robić haczyki na ryby, potrafiła łowić, potrafiła zrobić coś z niczego. Wiedziała, że sobie poradzi. Wystarczyło wyłączyć sumienie. To wystarczyło. 

   Z drżeniem wypuszczam powietrze z płuc. 

   Ta sama szesnastoletnia dziewczyna z tymi samymi zebranymi w kucyk kręconymi włosami, siedziała na kanapie w Pałacu Sprawiedliwości w Dystrykcie Czwartym. Czekała na rodzinę i przyjaciół, którzy mieli przyjść, aby się z nią pożegnać. Drzwi do jej pokoju otworzyły się i weszli przez nie jej matka z ojcem i jej młodsza o cztery lata siostra. 
-Cześć - pierwsza odezwała się szesnastolatka.
-Nie daj się zjeść - odpowiedział ojciec, jednak w jego głosie nie było tej lekkości co zwykle. Dziewczyna mimo to uśmiechnęła się pogodnie i wstała.
-Nie cieszycie się, ze mogę przynieść chwałę wam i całemu dystryktowi? - spytała ironicznie. Kiedyś słyszała jak jej rodzice mówili, że chcieliby, aby któraś z ich córek osiągnęła coś wielkiego w życiu. - Teraz mogę osiągnąć coś wielkiego, nieprawdaż? - spytała. Jej matka zaczęła płakać.
-Przestań - warknął jej ojciec. Dziewczyna zastanawiała się czy to było do niej czy do jej matki. Chciała o to zapytać, ale widziała, że i tak sprawiła im wiele bólu. Żałowała tego. Nie chciała tego, ale czasem plotła to co jej ślina na język przyniesie. Nie panowała nad tym. 
   Po chwili poczuła jak wokół jej talii kurczowo zacisnęły się kruche rączki jej młodszej siostry. Dziewczyna spojrzała na siostrę i znów uśmiechnęła się. Tym razem smutno. Szesnastolatka również objęła siostrę i z ledwością hamowała łzy. Przecież nie mogła płakać. 
-Wróć do mnie, dobrze? - poprosiła dwunastoletnia dziewczynka. 
-Wrócę. Dobrze wiesz, że zamierzam wygrać - odpowiedziała starsza siostra. 
-Mags... przepraszamy cię za wszystko. Naprawdę chcieliśmy, żebyś osiągnęła jakiś sukces w życiu, ale nie chcieliśmy, żeby to oznaczało rozłąkę - oznajmił ojciec dziewczynki. Matka dalej wypłakiwała sobie oczy. 
-Rozumiem i nie gniewam się. Ja też przepraszam - odezwała się słabo. Czuła, że dłużej już nie wytrzyma i w końcu łzy poleją się z jej ciemnych oczu. 
-Nie gniewamy się. Wróć do nas, proszę - po raz pierwszy odezwała się jej matka. 
-Obiecuję - oznajmiła szesnastolatka. Jej rodzice podeszli do niej i objęli ją i jej siostrę. Po chwili usłyszeli donośny głos, oznajmiający, że to już koniec odwiedzin. 
-Tylko nie zapominaj kim jesteś - zdążył wykrzyczeć jej ojciec, kiedy wychodzili. Jednak było już za późno. Ona już zapomniała kim była. 

   Przejeżdżam palcem po fotografii, przedstawiającej mnie i moją rodzinę z czasów, kiedy jeszcze była pełna. Później mnie już nie było. Już nie należałam do tej rodziny. Wtedy jednak byliśmy tacy szczęśliwi, uśmiechnięci, radośni. To było nasze ostatnie zdjęcie. Łzy zaczynają spływać po moich policzkach. Teraz nie muszę już udawać, że jestem twarda. Mogę być sobą. 
-Dziś po raz pierwszy widziałam twoje łzy - oznajmia cicho Irna. Uśmiecham się do niej smutno.
-Zawsze płakałam w samotności - odpowiadam słabo.
-Wiem - mówi moja młodsza siostra. - Pamiętam. 
   Kobieta podchodzi i mnie przytula. Wszystkie wspomnienia znów do mnie wracają. 

-Mags? Gdzie idziesz? - spytała dwunastoletnia dziewczynka. 
-Do domu - odwarknęła jej starsza siostra. Na twarzy starszej dziewczyny widać było złość. 
-Przecież tu jest twój dom - upierała się dziewczynka i biegła za starszą siostrą, aż do bramki. 
-Nie. To już nie jest mój dom. To już nie jest moja rodzina - oznajmiła. W oczach młodszej dziewczynki pojawiły się łzy.
-Ale... ja przecież jestem twoją rodziną - powiedziała, hamując te okropnie natrętne łzy, które zaczęły gromadzić się również w oczach starszej siostry. Szesnastoletnia dziewczyna zatrzymała się i pozwoliła, aby jej młodsza dwunastoletnia siostrzyczka wtuliła się w nią.
-Lepiej będzie jeśli o mnie zapomnisz - wyszeptała, po czym wyrwała się z uścisku siostry i pędem ruszyła w stronę Wioski Zwycięzców, gdzie znajdował się jej nowy dom. Dom z wieloma pokojami i nią samą. No może nie zupełnie samą, bo czekał tam na nią ktoś z kim dziewczyna chciała spędzić resztę życia. 

-Pamiętasz wszystko? - pyta mnie Irna. 
-Niestety - odpowiadam cicho. 
    Drzwi do Dystryktowej Wypożyczalni otwierają się z głośnym skrzypnięciem. Oprócz światła słonecznego do środka przedostają się Finnick i Annie. Chłopak patrzy na mnie i na moją młodszą siostrę, a w jego oczach dostrzegam ciekawość i radość. W oczach Annie maluje się upór i radość, które stanowią maskę dla głęboko skrywanej zazdrości. Wiem, że dziewczyna tęskni za Lorą. Żałuje, że ona już nie może przytulić swojej starszej siostry. Jednak stara się, aby nie było to widoczne. W ten sposób pokazuje mi, że jestem dla niej ważna. Mimo tego co czuje w głębi duszy przyszła tu, aby mnie wspierać. Teraz zauważam również, że Finnick mocno trzyma dłoń swojej ukochanej, zupełnie jakby się bał, że dziewczyna zaraz mu ucieknie. Może właśnie tego się boi?
-Cześć... a gdzie... dziadek? - pyta radośnie Finnick, chociaż wypowiedzenie słowa "dziadek" sprawia mu trochę trudności. 
-Poszedł do domu. Powiedział, że powinnyśmy poważnie porozmawiać, a on nie powinien być przy tej rozmowie - oznajmia moja młodsza siostra.
-Aha... to może lepiej my też już pójdziemy? - mówi Finnick i spogląda na mnie. Niemal niezauważalnie kiwam głową.
-Dajcie spokój. Zostańcie - odzywa się Irna.
-Nie, nie chcemy przeszkadzać - odpowiada Annie. - Ale oczywiście bardzo dziękujemy za zaproszenie.
-Mags... chciałbym ci coś powiedzieć, ale to jak będziemy już w domu - mówi Finnick i uśmiecha się do mnie. W odpowiedzi ponownie skinęłam głową.


FINNICK


   Właśnie wyszliśmy z Dystryktowej Wypożyczalni. Mogłoby się wydawać, że nasze cofnięcie się tam było bezsensowne, ale ja tak nie uważam. To prawda... weszliśmy tam na chwilę, ale przez tą krótką chwilę w oczach mojej mentorki dostrzegłem zrozumienie. Wiedziała po co tam weszliśmy. Wiedziała, że chcieliśmy ją wspierać i być przy niej w tej ważnej chwili. Jednak mój dziadek miał rację. Czasem ludzie potrzebują zmierzyć się z tym wszystkim w samotności. Tak jest i w tym przypadku. Mags powinna przejść przez to tylko w towarzystwie swojej siostry. My tylko byśmy im przeszkadzali w prawdziwej, szczerej rozmowie.
-Ale przynajmniej w taki sposób pokazaliśmy jej, że jest dla nas ważna, prawda? - spytała Annie.
-Tak. Tak mi się wydaje - odpowiedziałem.

-Annie! To ty?! - nawet nie muszę patrzeć, żeby wiedzieć kto jest autorem tych słów. Moja ukochana jednak momentalnie odwróciła się w stronę, z której dobiegł nas jego głos.
-Nie, zmiech - burczę, a po chwili odwracam się w stronę intruza.
-Cieszę się, że znów cię widzę - powiedział Cole Flin, odrzucając do tyłu ciemnobrązowe włosy.
-Ja się nie cieszę - mówię pod nosem. Chłopak patrzy w moją stronę.
-Ach... ty też tu jesteś? Wybacz. Nie zauważyłem cię - mówi.
-No tak... bo widzisz... ja jestem takim ludzkim kameleonem. Potrafię wtapiać się w tło... to dziwne, że teraz mnie zauważyłeś - odpowiadam i robię zdziwioną minę. Chłopak próbuje zrozumieć co przed chwilą do niego powiedziałem, ale chyba w końcu daje sobie z tym spokój i patrzy na mnie jak na wariata. Przeczuwam, że będzie to dość zabawne spotkanie. W każdym razie dla mnie.


_________________________________________________________________________________


   Dawno nic nie wstawiałam... przepraszam. Z tego powodu (i jako, że aktualnie mam ferie) postaram się wstawić kolejny rozdział w przyszłym tygodniu, a w weekend pojawi się kolejne LBA na tym blogu i na Życie to nie bajka
   Mam nadzieję, że spodobał Wam się ten rozdział. Szczerze przyznam się, że jestem dumna ze wspomnień Mags, a reszta... mogłoby być lepiej, ale nie narzekam :D No i pojawił się zazdrosny Finnick. Co prawda pod koniec, ale się pojawił. Zdradzę Wam również, że w kolejnym rozdziale również będzie trochę o zazdrosnym Finnicku :D 
   Chcę Wam również podziękować za komentarze :) To naprawdę bardzo motywujące i wiele dla mnie znaczy, a jeśli ktoś czyta blogowego aska to wie, że właśnie komentarze są jednym z czynników, wywołujących uśmiech na mojej twarzy :D