poniedziałek, 20 listopada 2017

Prolog

Rozgrzane niemal do czerwoności słońce właśnie chyliło się ku zachodowi i chowało w fałdach oceanu, zupełnie jakby chciało się schłodzić. W oddali słychać było szum fal i krzyk mew, które przekrzykiwały się wzajemnie. Ptaki zdawały się prowadzić jakąś niezwykle ważną i porywającą dyskusję. Odgłosy te uspokajały kobietę, siedzącą na tarasie jednego z domów w Wiosce Zwycięzców. Przypominały jej o wszystkich dobrych rzeczach, które miały miejsce w jej życiu. Sprawiały, że z jej zielonych oczu wylewały się kolejne litry łez, ale ona to lubiła. Siedziała zawsze w milczeniu i pozwalała słonym kroplom spływać swobodnie po jej twarzy. Rozmyślała. Wspominała. Różne obrazy przewijały się w jej myślach. W większości były one dobre, ale świadomość, że to, co widzi, nie może nigdy powrócić, powoli ją zabijała. Zabijała ją od ponad osiemnastu lat.

Z zamyślenia wyrwało ją ciche skrzypienie podłogi. Ktoś się zbliżał. Kobieta otarła łzy rękawem starego swetra i zerknęła za siebie. Ujrzała chłopca, a raczej młodego mężczyznę, choć dla niej już zawsze będzie chłopcem, niosącego dwa kubki z jakimś napojem, prawdopodobnie herbatą. Spojrzała prosto w jego oczy. Oczy, w kolorze oceanu. Oczy, które zna tak dobrze. Oczy, w które patrzenie sprawia jej wiele bólu i radości. Oczy, które tak boleśnie kocha. Odwróciła wzrok, a łzy znów zaczęły szczypać ją pod powiekami. Nie pozwoliła im wypłynąć. Nie tym razem. Nie przy nim. Przy nim musi być silna. Przy nim jest silna. Jest silna już od osiemnastu lat.

— Mamo? — zaczął młody mężczyzna, odpowiedział mu jedynie szum oceanu i skrzek mew. — Mogę się przysiąść? Mam herbatę... — Nie poddawał się. On nigdy się nie poddawał. Nienawidziła tej jego upartości. Chociaż z tym mógł udać się w nią, a nie w niego.

Kobieta pokiwała jedynie głową, ale nie odezwała się ze strachu, że głos zdradzi wylane przed chwilą litry łez. Na twarzy młodzieńca wykwitł uśmiech. Usiadł na ławce obok matki i postawił obydwa kubki z herbatą na stoliku przed nimi. Przez chwilę wpatrywał się w wodę, potem przeniósł wzrok na matkę. Powoli zaczynało się ściemniać, ale dostrzegł czerwone ślady na jej twarzy. Od razu domyślił się ich pochodzenia.

— Płakałaś? — spytał tonem przepełnionym poczuciem winy. Otulił ją mocniej kocem i przytulił się do niej. — Czy to moja wina? — odezwał się po chwili. W jego gardle zaczęła narastać gula, przeszkadzająca mu mówić. Nienawidził tego uczucia. — Ja wiem, że czasem zachowuję się jak skończony kretyn, ale... wiesz przecież, że kocham cię najbardziej na świecie i nie chcę, żebyś cierpiała... — zaczął się tłumaczyć. Nie wiedział tylko, czy przed nią, czy przed samym sobą.

— Nie — wychrypiała. — To nie twoja wina... po prostu coś mi się przypomniało... — powiedziała. Pomiędzy nimi przez moment panowała cisza. — To moja herbata? — spytała po chwili kobieta.

— Tak, tak — odpowiedział pośpiesznie młodzieniec. — Bez cukru. Taka, jaką lubisz najbardziej — dodał po chwili, dumny z siebie, że pamiętał.

Kobieta uśmiechnęła się i wypiła łyka herbaty, po czym skrzywiła się niezauważalnie. Prawda była taka, że nienawidziła gorzkiej herbaty, ale słodzona przyprawiała ją o mdłości tak samo, jak cukier w kostkach.

— Dziękuję, że pamiętałeś — powiedziała i odłożyła kubek na miejsce. Znów zapanowała cisza.

— Mamo... — powiedział po dłuższej chwili młody mężczyzna. — Bo ja... ja nie wiem jak to powiedzieć, ale... pamiętasz, że jutro mam urodziny, prawda? No więc... chciałem poszukać prezentu... tak wiem, że to dziecinne zachowanie, ale wiesz... taka tradycja, prawda? — zaśmiał się. Kobiecie jednak nie było do śmiechu. Jej milczenie było dla niego najlepszym upomnieniem. — Nieważne. W każdym razie zamiast prezentu... znalazłem... a raczej zobaczyłem na twoim łóżku... to... — powiedział i wyjął z kieszeni złożoną kartkę papieru. — To od taty, prawda? — Nie musiała nawet na to patrzeć, aby znać odpowiedź. Wiedziała, że to ostatni list, jaki dostała od męża. Pokiwała głową. — Czy możesz mi o nim opowiedzieć? Ale wiesz... chcę, żebyś opowiedziała mi wszystko. Wszystko o tacie i tobie. Chcę wiedzieć, jak się poznaliście, zakochaliście... wszystko. Opowiesz mi? — spytał pełen nadziei. Uśmiechnęła się do niego.

— Dobrze — odpowiedziała. — Wszystko zaczęło się...



_________________________________________________________________________________


Moi drodzy czytelnicy! Ostatnio był koniec, a teraz jest nowy początek! Mam ogromną nadzieję, że prolog się Wam spodobał, bo mi pisało się go bardzo przyjemnie :) 
Oczywiście zachęcam także do zostawienia komentarza ze swoją opinią :D 
Pierwszego rozdziału tej historii możecie się spodziewać w grudniu :D

niedziela, 19 listopada 2017

Trochę takich pierdół na początek... część 2

Taaaak... postanowiłam dodać taki post organizacyjny, bo sami rozumiecie... nowa historia to tak jakby nowy blog, a z racji tego, że prowadzenie tego bloga rozpoczęłam od postu o takim tytule to... to właśnie czytacie tę notkę.

Na początku parę informacji i ciekawostek... czyli zmiany na tym blogu... 
Po pierwsze... jak (być może) zauważyliście zniknęło kilka zakładek (ale wkrótce pojawi się kilka nowych). 
Nie zobaczymy więcej zakładki z Blogowymi Akcjami, czyli "Uroczystości w Czwórce", a zakładka "Propaganda Kosogłosa" czyli zakładka poświęcona promocji filmu Kosogłos cz.2 odeszła już w zapomnienie. 
Za to będziecie mogli dowiedzieć się co nieco o autorce tego bloga w nowej zakładce "Gamemaker", która treścią przypomina taką samą zakładkę z innego mojego bloga (który w tej chwili jest nieaktywny, gdyż, iż, ponieważ... nie mam czasu na prowadzenie miliona blogów, więc postanowiłam skupić się na jednym).  A jak nadejdzie odpowiedni moment poproszę Was także o przywitanie i zapoznanie się z zakładką "Historia Dystryktu", gdzie zamiast historii dystryktu można będzie przeczytać co nieco o historii tego bloga (czyli takie "Co? Po co? I dlaczego?" tego bloga). 

Dobrze, dobrze... ja tu się rozpisuję, a Wy pewnie się zastanawiacie co z rozdziałami... cóż... kilka mam już napisanych na zapas, ale tym razem będę mądrzejsza niż kiedyś i... nie będę dodawała ich wszystkich na raz. Będą pojawiały się raz/dwa razy w miesiącu. Sami rozumiecie...  w tym roku piszę maturę... a co za tym idzie... będę miała mało czasu na pisanie... a nawet powiem więcej... od kwietnia aż do ostatniego egzaminu, który będę zdawać... nie będę pisać wcale, bo będę zbyt zajęta nauką do tego egzaminu dojrzałości i poprawianiem ocen na koniec roku szkolnego. Jednakże... potem wrócę do pisania i być może nawet reaktywuję inne blogi.

W sumie... myślę, że wypadałoby też napisać... czemu postanowiłam napisać nową historię, zamiast kontynuowania starej...
Cóż... zacznę od tego, że potrzebowałam jakiejś zmiany... pisanie tamtej starej historii już nie sprawiało mi takiej radości jak na początku i miałam wrażenie, że odbijało się to na jakości nowych rozdziałów... a nie chciałam męczyć Was i siebie.
Dlaczego nie sprawiało mi to tyle radości? Cóż... w wakacje chciałam przeczytać wszystkie rozdziały na tym blogu od początku... jednak przy rozdziale 15 się poddałam... zauważyłam, że prawie nic się tu nie dzieje, a postacie, będące bohaterami tego bloga są papierowi i nie mają własnych charakterów. Postanowiłam, więc, że muszę coś z tym zrobić... wtedy zapadła decyzja o zakończeniu tej historii. Traf chciał, że akurat tego samego dnia obejrzałam po raz kolejny Kosogłosa... wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł... pomysł na nową historię Finnicka i Annie. Wtedy zapadła decyzja o stworzeniu nowej historii z nowymi bohaterami, z nowymi wydarzeniami, kompletnie nowa historia.
Mam nadzieję, że ta nowa historia spodoba Wam się tak jak ta stara, a może nawet bardziej :)
A oto opis nowej historii:

Nasza historia jest inna niż wszystkie. To nie jest kolejna historia o miłości w trudnych czasach. To historia przetrwania. To historia znajomości, powoli przeradzającej się w coś więcej. To historia, w której stykają się ze sobą dwa różne światy. To historia o poświęceniu. To historia zaczynająca się od małego, zagubionego szczeniaka na plaży. To nasza historia. Nasza. Choć NAS już nie ma.

Prolog już jutro... czekacie? :D

czwartek, 9 listopada 2017

Epilog

Drogi Finnicku, 


nawet nie wiesz jak bardzo za Tobą tęsknię. Mijają dni, tygodnie, miesiące, lata, a ja wciąż budzę się, mając przed oczami obraz Ciebie, rozrywanego na strzępy przez stworzenia, będące połączeniem człowieka i jaszczurki. Wtedy zawsze zalewam się łzami i tracę chęci do dalszego życia.
Jednak jest jedna mała rzecz, która pomaga mi przez to przejść. Właściwie to nie rzecz, a osoba. Nasz syn. Nasz syn. Jak wspaniale to brzmi, nieprawdaż? Chciałabym usłyszeć to z Twoich ust. Chciałabym usłyszeć jak mówisz "nasz syn". Chciałabym znów usłyszeć Twój głos. Chciałabym znów Cię zobaczyć. Chciałabym Cię przytulić. 
Jednak to niemożliwe. 
Cieszę się, że mam chociaż tę małą namiastkę Ciebie. 
Widzę Cię w nim. Ma Twoje oczy. Jest młodym przystojniakiem. Wszyscy mówią, że wygląda zupełnie jak Ty, gdy byłeś niemowlęciem. 
Odziedziczył po Tobie coś więcej. On jedyny potrafi mnie uspokoić. Gdy zaczynam płakać, gdy pojawiają się chwile zawahania, gdy pojawiają się ataki, on zaczyna krzyczeć tak głośno, że czasem dziwię się, że Ciebie to jeszcze nie obudziło. Wtedy mi się polepsza. Wtedy przypominam sobie, że nie mogę go zostawić. Kocham go. Kocham go za nas obojga, Finnick. 
Ojcem chrzestnym małego Bena został Peeta, a matką chrzestną Katniss. Początkowo chciałam tę rolę powierzyć Johannie, jednak... Katniss się załamała, wiesz? Straciła Prim. Pomyślałam, że skoro trzymanie Bena za rączkę pomaga mi, może pomoże też jej. I wiesz co? Chyba nawet trochę pomogło. 
U reszty naszych znajomych wszystko jest w porządku. Twój dziadek i pani Lend odwiedzają nas codziennie i bardzo mi pomagają. Marlene z córeczką tak samo. Johanna dzwoni kilka razy dziennie i już zapowiedziała, że wkrótce  znów mnie odwiedzi, bo twierdzi, że nigdy by sobie nie wybaczyła, gdybym zrobiła coś sobie i Benowi, w końcu obiecała Ci, że będzie mi pomagać. 
Wszystko zaczyna się układać i choć wiem, że nigdy nie będę w pełni szczęśliwa, i choć wiem, że nigdy już Cię nie odzyskam, zaczynam czuć spokój. Jednak jedno jest pewne, Finnick.
Kocham Cię, tęsknię i nigdy nie przestanę. Zajmujesz wyjątkowe miejsce w moim sercu i nigdy, przenigdy Cię nie zapomnę. Nigdy nikt i nic nie będzie w stanie Cię zastąpić.

Twoja na zawsze, 
Annie.


PS Pokazałam Benowi nasze miejsce, te, w którym wszystko się zaczęło. Kiedyś opowiem mu całą naszą historię i boję się tego momentu, bo wiem, że będzie to okropnie bolesne, ale wiem też, że sobie poradzę. Będziesz wtedy przy mnie. Tak jak teraz. Bo jesteś w moim sercu. Nigdy mnie nie opuściłeś. Wiem to. Jestem pewna.
PPS Pozdrów ode mnie Mags. 


_________________________________________________________________________________



Skarby, moje kochane... to już koniec. Ostatnie słowa tej historii właśnie zostały napisane. Wiem, że nie zawsze i nie wszyscy czytacie notki, które piszę pod rozdziałami (bo wiem, że czasem za bardzo się rozpisuję... teraz też tak będzie, za co przepraszam), jednak mam nadzieję, że wszyscy przeczytacie tą ostatnią. Mam także nadzieję, że wszyscy zostawicie komentarz pod epilogiem tej historii. 
Dobrze... szczerze powiem, że o epilogu myślałam już od założenia tego bloga, ale... do ostatniej chwili nie wiedziałam jak to napisać. Liczę na to, że spodobało Wam się to co tu przeczytaliście. 
Dobrze... jednak teraz czas na... wyjaśnienie dlaczego epilog pojawił się akurat dziś. (Tak, wiem... strasznie to przeciągam, ale koszmarnie boję się końca, dobrze?) Tak, ta data nie jest przypadkowym dniem. Dla mnie jest to dzień wyjątkowy. Dziś oprócz tej historii... oficjalnie kończy się moje dzieciństwo. Tak, dokładnie dziś kończę osiemnaście lat, dlatego pomyślałam, że to idealny dzień na wstawienie tego rozdziału. Pomyślałam, że to będzie idealny dzień na zakończenie tego niezwykle ważnego dla mnie etapu, który ciągnął się od końcówki gimnazjum do ostatniego roku liceum. W tym czasie mogliście zauważyć, jak bardzo zmienił się mój styl pisania (no może nie jakoś bardzo, ale postępy jakieś są, nawet ja nie mogę zaprzeczyć XD) i ja... wiecie... na początku byłam dziewczynką, która najbardziej na świecie pragnęła zatrzymać czas (a najlepiej cofnąć) i być wiecznie dzieckiem. Potem pogodziłam się z upływem czasu i wreszcie zaczęłam dorastać, zaczęłam poszukiwania siebie samej, swojej własnej drogi. Teraz... w tym ostatnim etapie jestem już oficjalnie dorosła (oficjalnie, bo w sercu nadal jestem dzieckiem XD) i myślę, że odnalazłam siebie i ścieżkę, jaką chcę podążać. I teraz... chcę podziękować Wam za to, że byliście ze mną wtedy, że jesteście ze mną teraz, dziękuję za te wspaniałe komentarze, które nie raz podniosły mnie na duchu, które nie raz spowodowały, że popłakałam się ze szczęścia. Dziękuję Wam za to, że jesteście i za to, że byliście ze mną. 
Bardzo dziękuję Wam wszystkim za to, że czytaliście to co pisałam (a wiem, że czasem było to nie lada wyzwanie).
Dziękuję także za te cudowne komentarze, jakimi zawsze mnie motywowaliście i wywoływaliście uśmiech. Chciałabym teraz wymienić osoby, które mnie motywowały najbardziej :) Albo sprawiły, że śmiałam się tak głośno, że nawet nie chcę wiedzieć co rodzice musieli o mnie pomyśleć XD
Dziękuję anonimowej osobie, która zostawiła pierwszy na tym blogu komentarz, dziękuję Mari (która jest ze mną chyba od początku), dziękuję Dolly (z którą zawsze prowadziłam dziwne rozmowy w komentarzach XD), dziękuję Viks Follow i PinQ Lawsbian (które zawsze zostawiały niemiłosiernie długie — jak kocham to określać — komentarze, które zawsze wywoływały ogromny uśmiech na mojej twarzy), dziękuję Bang My Hands (z którą zawsze prowadziłam niezwykle ciekawe rozmowy), dziękuję J Sz. i AT (które wciąż mnie motywują do dalszej pracy), dziękuję Malwinie Banach (która zmotywowała mnie do przeczytania Harry'ego Pottera), Love Hunger Games, Karolinie Mellark, Płonącemu Kosogłosowi, Magic Creature, Oleverd, Aaliyah Hunger Games, Lilla18, zhal986, Evelyn, osobie podpisującej się "Wielka Fanka Twoich Rozdziałów", Coriolanusowi Snowowowi (nie mam zielonego pojęci czy powinnam odmienić tę nazwę), Gabrieli, Justynie Nie Ważne, Hope i wszystkim innym czytelnikom tego bloga, którzy komentowali (ale przez moje gapiostwo ich tu nie wymieniłam), albo nie komentowali, ale czytali... no cóż... dziękuję Wam wszystkim! Jesteście najlepszymi czytelnikami pod słońcem! ♥♥♥ Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym Was teraz przytulić!!! ♥♥♥
I... tak jak mówiłam... 20 listopada pojawi się prolog nowego opowiadania... a dzień wcześniej czyli 19 listopada pewien post, na który także zapraszam :)