piątek, 9 listopada 2018

Rozdział 6

Kuchnia w domu rodziny Cresta była niewielka, trzy ściany były zajęte wiszącymi i stojącymi szafkami, które mimo upływu wielu lat wciąż były nieskazitelnie białe, dokładnie w miejscu, dzielącym je na pół, mieściła się kuchenka. Naprzeciwko drzwi znajdowała się stara lodówka, a w samym środku pomalowanego na turkus pokoju, stał niewielki, drewniany, okrągły stół, przy którym domownicy ledwo co się mieścili. Początkowo do stołu dostawione były dwa krzesła, jednak z czasem rodzina rozrosła się, więc trzeba było dostawić również nowe. Każde z siedzisk było inne, tak samo, jak nowi członkowie rodziny. No może poza Willem i Billem, bo oni nie różnili się od siebie wyglądem, ani charakterem, ale oni mieli jedno wspólne siedzisko, które było na tyle duże, że mogło pomieścić obydwóch na raz. 
Na swoim, brązowym, oplecionym siatkami krześle, właśnie siedziała Annie, na jej piegowatych policzkach pojawiły się wypieki, dlatego też dziewczynka mocniej pochyliła się nad herbatą, udając, że napawa się zapachem, przygotowanego przez jej matkę naparu z zawartością co najmniej czterech kostek cukru. Trzynastolatka po raz pierwszy w życiu była niezwykle szczęśliwa, że jest posiadaczką nieokiełznanych włosów, których rude kosmyki, w tej chwili, osłaniały jej twarz, przed zaciekawionym wzrokiem zielonych oczu matki. 
   — Kochanie... porozmawiajmy o tym chłopcu, co? — zaczęła jej matka. Annie jedynie zrobiła przerażoną minę i jeszcze bardziej pochyliła się nad parującym napojem, niemalże wkładając nos do kubka. Po chwili dziewczynka podniosła wzrok na kobietę i westchnęła cicho. Wiedziała, że było już za późno, aby się wycofać. Jej matka potrafiła być niezwykle uparta. 
   — No dobrze... — odparła cicho. Jej starsza o dwadzieścia trzy lata matka uśmiechnęła się promiennie, właściwie to można byłoby przysiąc, że przez chwilę na twarzy tej dorosłej kobiety, pojawiło się typowe nastoletnie podekscytowanie, towarzyszące rozmowom o chłopakach.  Kobieta usiadła na krześle obok córki, a przed sobą postawiła kubek z parującą herbatą.
   — Czyli ten chłopiec to kolega Dennisa, tak? — spytała, robiąc, co w jej mocy, aby głos nie zdradził towarzyszącego jej podekscytowania, co szczerze powiedziawszy, średnio jej wyszło. Młodsza z kobiet jedynie westchnęła.
   — Tak, chodzą razem do klasy — odparła cicho i znów spuściła wzrok.
   — A wy jak się poznaliście? — Annie spojrzała na chwilę w oczy matki.
   — Bo... my praktycznie się nie znamy... raz rozmawialiśmy, kiedy zgubił Brytana, a ja go znalazłam, a potem raz... znaczy nic — odparła szybko, opuszczając wzrok na swoje kolana, aby uniknąć ciekawskiego spojrzenia matki. 
   — Co "raz"? Annie... możesz mi powiedzieć! — powiedziała kobieta, nieco zbyt entuzjastycznie. Annie poddała się. Chciała zachować ten taniec w tajemnicy, ale nie pomyślała wcześniej, więc teraz nie było sensu tego ukrywać.
   — Zatańczyłam z nim... na tygodniówce.


W domu państwa Odair trwała właśnie awantura. Pośrodku ogromnego salonu, pomalowanego na bordowo, stała dwójka dorosłych ludzi, którzy zachowywali się jak zwierzęta, krzycząc na siebie, nie zważając na małą dziewczynkę, zamkniętą w swoim pokoju, zwiniętą w kłębek i płaczącą w poduszkę. Kolejny raz Finnick Odair stał się przyczyną kłótni w swoim domu, a jego młodsza siostra miała tego serdecznie dość, zwłaszcza że tym razem brat nie mógł przyjść do jej pokoju i po prostu z nią porozmawiać, zajmując jej czas i myśli, a tym samym pocieszyć jej, jak był w zwyczaju robić. Może dlatego ta kłótnia rodziców była dla Ami jeszcze bardziej bolesna niż zwykle? 
Do uszu dziewczynki docierały jedynie strzępki z ich niezwykle burzliwej rozmowy. 
   — Oczywiście! To ZAWSZE jest moja wina! Pragnę ci przypomnieć, że to TWÓJ syn! — krzyknął pan Odair. Jego głos był przepełniony emocjami.
   — Gdyby nie ty w ogólnie nie nosiłby tego przeklętego nazwiska! — wykrzyczała jego żona. 
   — Gdyby nie ty, miałby ojca! Mogłaś mu powiedzieć o ciąży przed dożynkami! — warknął mężczyzna.
   — To cios poniżej pasa! Wiesz, jak go kochałam! — Lyssa Odair, najbardziej zamknięta w sobie, bezuczuciowa istota, po raz drugi podczas tego feralnego tygodnia płakała.
   — Wiem. Kochałaś go i nadal kochasz, bardziej niż kiedykolwiek będziesz w stanie pokochać mnie.
Ami przykryła głowę poduszką. Nie chciała tego dłużej słuchać. Czuła, że było to nie w porządku. W końcu zmęczona zasnęła i obudził ją dopiero jej ojciec, który usiadł na łóżku i delikatnie pogłaskał córkę po ramieniu. Dziewczynka podniosła na niego wzrok. Przekrwione białka jego oczu wyraźnie kontrastowały z zimnym błękitem jego tęczówek. Płakał. W końcu ten dzień dostarczył mu wiele powodów do łez. Chłopiec, który był dla niego jak syn, został wylosowany do Głodowych Igrzysk, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, równie dobrze można byłoby nazwać to skazaniem na śmierć, ponadto podczas kolejnej kłótni z żoną, zdał sobie sprawę z tego, że jego uczucia nigdy nie zostaną odwzajemnione. Stracił na to nadzieję. Zawsze wiedział, że nie będzie w stanie rywalizować ze zmarłym ukochanym kobiety swojego życia, jednak miał głupią nadzieję na to, że Lysa będzie w stanie go pokochać.
   — Kochanie, chodź na kolację. Zaraz też zacznie się parada trybutów... zawsze lubiłaś je oglądać — powiedział, siląc się na radosny głos.
    — Nie jestem głodna, a parady nie chcę oglądać bez Finnicka. Jak jego nie ma, to nic nie ma sensu.


Cała rodzina Cresta zasiadła właśnie przed telewizor. Annie z policzkami czerwonymi jak pomidory, usiadła z samego brzegu kanapy, a na jej kolanach usadowił się Brytan, obok niej rozłożył się Dennis,  ostatnie wolne na kanapie miejsce zajęła matka rodzeństwa ze wtulonym w nią Willem, za to jej mąż, trzymający na kolanach Billa, wybrał fotel, dzięki czemu, według Annie, wyglądał niczym król, obejmujący małpkę, a pilot, w jego rękach przypominał berło, którym właśnie wycelował w telewizor.
Rozpoczynała się Parada Trybutów. Wyjechał pierwszy rydwan, na którym stała dwójka młodych ludzi z Dystryktu Pierwszego. Obydwoje musieli mieć osiemnaście lat, wyglądali jak typowi zawodowcy. Obdarzeni urodą i ewidentnie siłą. Obydwoje muskularni, a w ich oczach jaśniała żądza mordu. Blond włosy lśniły niczym złoto tak jak ich złote zbroje, zdobione diamentami. Obydwoje przykuwali wzrok widza, a to oznaczało jedno. Mieli duże szanse na wygraną.
Kolejny rydwan zajmowali trybuci z Dwójki, ich wygląd również zapadał w pamięci. Dziewczyna miała piękne, sięgające pasa włosy w kolorze truskawkowego blondu, przyozdobione malutkimi rubinami i czerwoną, ciągnącą się za rydwanem suknię, która odcieniem przypominała nieco cegły. Jej dystryktowy partner ubrany był w garnitur, w kolorze czerwonego marmuru. Jako partnerzy wyglądali kiczowato, jednak gdy spojrzało się na nich, jak na przeciwników, to byli po prostu piękni.
Dystrykt Trzeci natomiast wyróżnił się na tle swoich poprzedników. Trybutami nie byli wcale silni osiemnastolatkowie, a dwójka chuderlawych dzieci. Chłopak miał zapewne nie więcej niż trzynaście lat, a dziewczynka wyglądała na rok od niego młodszą. Obydwoje ubrani byli w niebieskie kombinezony z przyczepionymi doń lampkami.
Jednak nikt już nie zwracał uwagi na poprzednie dystrykty, ponieważ właśnie wyłonił się rydwan Dystryktu Czwartego. Annie wydała z siebie ciche (i zupełnie nieświadome!) westchnienie, przez co Dennis spojrzał na nią karcąco, a ona zarumieniła się jeszcze bardziej. Samanta ubrana była w białą, zwiewną suknię, która powiewała delikatnie, przywodząc na myśl morską pianę. W jej jasnobrązowe loki wplecione były muszelki. Dziewczyna uśmiechała się pewnie i machała do ludzi, jednak to nie ona przykuwała ich wzrok. Wszyscy patrzyli na jej dystryktowego partnera — Finnicka Odaira. Chłopak miał na sobie jedynie ogrodniczki, jedna z szelek spadła mu z ramienia, odkrywając delikatnie jego tors, ale on zdawał się nie zwracać na to uwagi, był zbyt zajęty machaniem i uśmiechaniem się do kamer i publiczności. Nie był ubrany zbyt intrygująco, dlatego też wyróżnił się z tłumu, ponadto biła od niego ogromna charyzma. Po tym, jakimi brawami został obdarzony, było wiadomo, kto stał się faworytem widzów. Annie z jednej strony bardzo cieszyła się z tego powodu, bo dzięki temu chłopak miał większe szanse na przeżycie, jednak przez myśl przemknęło jej także to, że nawet jeśli Finnick wróciłby do Czwórki, to jej nigdy nie uda się zdobyć jego serca, w końcu teraz miał miliony wielbicielek, a ona nie była lepsza od żadnej z nich. Oczywiście dziewczyna od razu skarciła się za to, że o tym pomyślała, w końcu najważniejsze było to, żeby Finnick wrócił do Czwórki, do tego malutkiego szczeniaka, którego trzynastolatka właśnie trzymała na kolanach, żeby wrócił również do niej, nawet jeśli miałaby być tylko młodszą siostrą jego najlepszego przyjaciela.

_________________________________________________________________________________


Moi kochani czytelnicy! Przepraszam, że musieliście tak długo czekać na nowy rozdział, wiem, że zawaliłam... na swoje usprawiedliwienie powiem, że elektronika ewidentnie mnie nie lubi! Niestety to moje kolejne podejście do tego rozdziału, ponieważ poprzednie mi się usunęło... dlatego też jest nieco krótszy. Liczę na to, że jednak się Wam spodobał, a swoją opinią podzielicie się ze mną w komentarzu (jeśli powiem, że mam dziś urodziny to przekonam Was do skomentowania? Bo tak właśnie jest... kończę dziś dziewiętnaście lat i jakoś tak dziwnie się z tym czuję... znaczy no... są ostatnie minuty moich urodzin, ale nadal trwają!). No cóż... nowy rozdział pojawi się wkrótce (czy z tym wkrótce nie przypominam kogoś? Takiego pewnego ukraińskiego wokalisty, który reprezentował swój kraj na tegorocznej Eurowizji? XD No cóż... moje "soon" też trwa wieczność XD). Naprawdę postaram się napisać nowy rozdział znacznie szybciej, żebyście nie musieli już tak długo czekać :)
PS Jeśli zauważyliście jakieś błędy to koniecznie mi o tym napiszcie! :D