wtorek, 17 marca 2015

Rozdział 2- Historia rodziny Annie

FINNICK



- To może zacznijmy od przedstawienia się? Nazywam się Finnick Odair a ty?
-Annie Cresta.-Dodaje trochę spokojniejsza niż chwilę temu.
-Masz bardzo ładne imię Annie.- Uśmiecham się i zauważam, że ona też.
-Dzięki, twoje też.- Dodaje.
-Miło mi, że tak uważasz.- Serio fajnie się poczułem, zazwyczaj w szkole dziewczyny mówiły mi tylko, że jestem przystojny i inne rzeczy dotyczące mojego wyglądu, a Annie jako jedyna nie napomknęła o moim wyglądzie, przynajmniej na razie. Chociaż nie, myślę, że nigdy o tym nie powie. Czuję, że ona jest inna i będzie moją przyjaciółką.-Ile masz lat?- Pytam, bo jestem ciekaw czy dobrze oceniłem jej wiek.
-12- zgadłem!- A ty?
-14
-Długo już tu przychodzisz?-Pyta Annie.
-No ze dwa lata. Pamiętam, że jak odkryłem to miejsce bałem się, bo został tydzień do moich pierwszych dożynek. A ty?
-Też dwa lata, razem z siostrą odkryłyśmy to miejsce, było tu wtedy mniej piasku z plaży i trochę ponosiłyśmy. Tydzień później ona została wylosowana, to też były jej pierwsze dożynki.
-Ja też przynosiłem tu piasek, musieliśmy się minąć.- Uśmiecham się, ale przypominam sobie siostrę Annie i przestaję.-A co do twojej siostry to miała na imię Lora prawda? Przykro mi z jej powodu.
-Tak, miała na imię Lora i była moją jedyną przyjaciółką, a kiedy zginęła rodzice się załamali i gdy wypłynęli na połów ich łódka zatonęła, a mną opiekuje się ciocia.
-Przykro mi.- Mówię to bo naprawdę mi przykro, Annie chociaż jest ode mnie młodsza przeżyła znacznie więcej.- Często tu przychodzisz? Ja codziennie.
-Ja też, aż dziwne, że się nie spotkaliśmy.-Uśmiecha się. Ona jest taka pozytywna, polubiłem ją.



ANNIE



   Razem z Finnickiem przychodziliśmy tu codziennie przez cały tydzień. Dziś też przyszliśmy, ale dziś jest inaczej. Dziś dożynki. Boję się, że wylosują Finnicka albo mnie, albo co gorsza nas oboje.
-Finnick? Boje się.
-Nie masz czego, nie pozwolę, żeby cię wylosowali. Obiecuję.-Podchodzi do mnie i mnie przytula. Dziwne, znamy się dopiero tydzień, a wiemy o sobie wszystko i mam wrażenie jakbyśmy się znali całe życie. Wiem, że to mój przyjaciel, ufam mu. Boję się, że go stracę. On ma tylko 14 lat, jeśli go wylosują, nie ma wielkich szans.
-Ale ja boję się o ciebie. Znamy się dopiero tydzień, ale ja wiem, że jesteś moim przyjacielem i tylko tobie mogę zaufać.
-Nie bój się, nie wylosują mnie.
-Mam nadzieję. Chyba trzeba już iść.
-Tak, też tak myślę. To do zobaczenia po dożynkach.
-Do zobaczenia.
  Właśnie wróciłam do domu i wchodzę do swojego pokoju. Gdzie zastaję na krześle sukienkę w kolorze morza, kojarzy mi się z oczami Finnicka. Do tego obok stoją buty w tym samym odcieniu.
   Już ubrana wchodzę do kuchni, gdzie zastaję ciotkę.
-Pięknie wyglądasz Annie, zupełnie jak twoja matka podczas pierwszych dożynek.-Ciotka zaczyna rozmowę.
-Dziękuję czyli to byłą jej sukienka?- Jeśli tak to nawet nie wiem czy mam się cieszyć z tego, że jestem w sukience kogoś, kto mnie zostawił, bo w stanie załamania wypłynął na połów.
-Tak, ale nie tylko. Ta sukienka jest u nas od pokoleń to taka tradycja, rozpoczęta już na Pierwszych Głodowych Igrzyskach. Każda dwunastolatka ma ją na sobie w ten wyjątkowy dzień.- Czyli jednak moja rodzina ma swoją tradycję.
-Twoja siostra też ją miała na sobie. Była pierwszą osobą z rodziny wylosowaną w tej sukience.-Pamiętam. Przypomniałam sobie, jej dożynki, ją w tej sukni zmierzającą do estrady. Pamiętam jak chciałam się zgłosić, żeby ją chronić, ale nie mogłam. Byłam za mała. -Wiesz, mamy jeszcze trochę czasu do dożynek, więc mogę opowiedzieć ci historię związaną z tą suknią, chcesz?- Chętnie posłucham, może dowiem się więcej o mojej rodzinie.
-Tak, opowiedz mi.- Uśmiecham się, a ciotka odwzajemnia ten uśmiech.
-Kiedyś nasza przodkini była bardzo zakochana w chłopaku, który miał oczy w tym kolorze...-Ciotka chce powiedzieć coś więcej, ale ja jej przerywam.
-Jak Finnick, on też ma takie oczy.
-Jaki Finnick?-Zupełnie zapomniałam powiedzieć ciotce o tym, że w końcu mam przyjaciela.
-Odair. Znaczy Finnick Odair. Mój przyjaciel.
-To dlaczego nigdy o nim nie słyszałam? Powinnaś go do nas przyprowadzić po dożynkach.
-Dobrze ciociu, ale skończ tą historię.- Proszę, bo wiem, że ciotka zaraz zacznie wypytywać, a ja nie mam ochoty odpowiadać.
-No tak, więc ona była w nim zakochana, on kochał ją, ale nie mogli być razem, bo on był zmuszony poślubić inną dziewczynę, której nie darzył uczuciem. Miesiąc po ślubie chłopaka z inną kobietą, nasza przodkini uszyła tą sukienkę, która przypominała jej o miłości jej życia. Wkrótce jednak wyszła za mąż i urodziła córkę. Później nastały Mroczne Dni i w ich trakcie jej pierwszy i zarazem jedyny prawdziwy ukochany zginął. Na jej oczach. Po porażce Dystryktów, uchwalono Głodowe Igrzyska, wtedy na dożynki ubrała w tą sukienkę swoją córkę i tak dzieje się, aż do teraz.-Nigdy nie słyszałam tej historii, nigdy nie słyszałam też o żadnej tradycji.
-A wiadomo coś o tym chłopaku? Miał dzieci?- Może w jakiś sposób był spokrewniony z Finnickiem, w końcu mają takie same oczy.
-Nie kochanie, nic nie wiadomo. Już późno, powinnyśmy iść.- Nie odpowiadam, tylko kiwam głową.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :) Mam nadzieję, że skomentujecie również inne rozdziały :)