niedziela, 22 kwietnia 2018

Rozdział 4

Pożegnania z bliskimi dobiegły końca.
Trybuci wsiedli do samochodu, który miał ich zawieźć do, czekającego na tegorocznych uczestników Głodowych Igrzysk, pociągu. Jechali w ciszy. Nikt nie odzywał się do siebie, ale nie była to wcale niezręczna cisza. Ta cisza była po prostu niezbędna. Trybuci obserwowali drogę, myśląc o rozmowach z bliskimi, które miały miejsce jeszcze parę minut wcześniej, a mentorzy i opiekująca się trybutami z Czwórki Fleri Puff chcieli dać im trochę czasu na oswojenie się z tą sytuacją. W końcu nie co dzień zostaje się wylosowanym do Głodowych Igrzysk.
Finnick wyglądał przez okno samochodu i rozmyślał o tym co działo się w ciągu ostatniej godziny. Nie mógł uwierzyć, że tak wiele mogło zmienić się w zaledwie kilka chwil. W jednym momencie zyskał matkę i został skazany na śmierć. Nikogo chyba nie zdziwi fakt, iż chłopak stwierdził, że los właśnie sobie z niego zakpił.
Dotarcie do dworca nie zajęło im długo. W zadumie czas zazwyczaj mija szybciej, tak było i tym razem.
Dystrykt Czwarty szczycił się tym, że był jednym z najbogatszych dystryktów w Panem. Podobno najmniej ludzi tam głodowało, a budynki były jednymi z najokazalszych. Podobnie było z dworcem, w którego wygląd idealnie wpisywał się nowoczesny pociąg, przybyły z Kapitolu. Wszędzie panował nieskazitelny porządek. Można byłoby tam nawet jeść z podłogi.
Teren był okupowany przez kamery, transmitujące obraz do Kapitolu i przez ludzi, którzy przyszli po raz ostatni zobaczyć na żywo tegorocznych trybutów, co znaczyło, że za barierkami oddzielającymi obywateli Czwórki od pociągu i nowo wylosowanych trybutów, było bardzo tłoczno.   
Dziewczęta, które chodziły z Finnickiem do szkoły krzyczały jego imię i wyznania miłosne, skierowane w jego stronę. Chłopak jedynie uśmiechnął się do nich i po przepuszczeniu mentorów, opiekunki dystryktu i swojej rywalki z areny, szybkim krokiem wszedł do pociągu. Wystarczy, że w szkole musiał znosić bezsensowne wyznania miłości dziewczyn, których najzwyczajniej w świecie nie znał. Owszem, bardzo mu to schlebiało, jednak po pewnym czasie zaczęło się to robić po prostu męczące. Najgorsze było to, że żadna z tych dziewczyn, tak naprawdę nigdy nie chciała poznać Finnicka. Zależało im jedynie na tym, aby pokazywać się w jego obecności, tak aby inne jej zazdrościły. Chłopak spotykał się z kilkoma takimi dziewczynami, jednak te związki nie przetrwały dłużej niż dwa tygodnie. Potem odnalazł Brutusa i cały swój czas poświęcał czworonożnemu przyjacielowi, więc nie miał czasu na zabawy w randki. Teraz po części tego żałował. Nie żałował czasu spędzonego ze szczeniakiem, ale żałował, że nie dał szansy żadnej innej dziewczynie. Być może wtedy nie bałby się, że umrze, bez poznania smaku miłości.


Pożegnanie z Finnickiem było dla Annie bardzo trudne. Wiedziała, że była mu obojętna, ale on nie był obojętny dla niej. Dodatkowo bolała ją reakcja Dennisa. Prawda, brat często ją denerwował, ale kochała go i nie chciała patrzeć na jego smutek, a chłopak po powrocie do domu zamknął się w pokoju i nie chciał nikomu otworzyć drzwi.
Po wielu godzinach, ich rodzice w końcu dali sobie spokój z próbami porozumienia się z Dennisem, ale nie Annie, ona postanowiła spróbować jeszcze raz do niego dotrzeć.
   — Dennis, na trójząb Posejdona, otwórz. Martwię się o ciebie — wyszeptała w jego drzwi,o które się opierała.
Trzynastolatka nie spodziewała się, że jej brat wreszcie postanowi otworzyć, dlatego, kiedy to zrobił, ona wpadła do pokoju, a wcześniej krzyknęła z przerażenia. Czternastolatek uciszył ją syknięciem i wciągnął do pokoju, zamykając drzwi.
   — Czyś ty oszalała? Rodzice, albo te dwa potwory mogli cię usłyszeć — warknął, starając się mówić tak cicho jak tylko mógł.
   — Ja oszalałam? To ty nie otwierałeś drzwi przez cały dzień, a teraz postanowiłeś to zrobić i to tak gwałtownie, że się przewróciłam... — odpowiedziała, podnosząc głos.
   — Cicho — syknął chłopak.
   — Czemu? W ogóle o co ci chodzi? Zachowujesz się jakoś dziwnie... ja rozumiem, że... — rozpoczęła swój monolog, w którym miała w jakiś sposób pocieszyć brata, ale, kiedy tylko otworzyła usta, aby przypomnieć o możliwościach Finnicka, dostrzegła coś poruszającego się na dywanie — Co tu robi pies? — zapytała.
   — Obiecałem Finnickowi, że się nim zajmę do jego powrotu.
   — No tak... to Brytan — powiedziała i uklękła, przywołując do siebie znajomego szczeniaka, a ten podbiegł do niej, energiczne merdając małym ogonkiem.
   — Jak ty to zrobiłaś? Cały dzień był strasznie przygnębiony i nie chciał się ruszyć... czekaj... skąd wiesz, jak się nazywa?
   — Pamiętasz jak na tygodniówce sprzeczaliście się z Finnickiem? Wcześniej Brytan się zgubił, a Finnick go szukał i tak się złożyło, że psiak znalazł mnie, a dzięki temu Finnick znalazł jego. Czekaj... rodzice wiedzą, że on tu jest? — spytała dziewczyna.
   — A jak myślisz, gdyby wiedzieli, to siedziałbym tu cały czas? — odparł Dennis.
   — Ale musisz im powiedzieć... co będzie jak pójdziemy do szkoły? Jak zacznie piszczeć i rodzice to usłyszą? Nie pozwolą go nam zatrzymać — stwierdziła, a w jej głosie dało się wyczuć smutek.
   — Taaa... a jak im powiem to będzie inaczej? — odpowiedział chłopak z wyraźną ironią w głosie.
   — Może jak oboje ich poprosimy to się zgodzą? — Annie nie ustępowała.
   — Tak, na pewno. Hej, mamo, tato. Mój przyjaciel został wylosowany do Głodowych Igrzysk. Dlatego wróciłem z dożynek tak późno, w końcu musiałem się z nim pożegnać, ale to pewnie już wiecie... ach!  Jeszcze obiecałem mu zająć się jego psem dopóki nie wróci. Co z tego, że ma czternaście lat i może zginąć na arenie, bo jego wiek raczej nie sprzyja wygranej? Najwyżej będziemy mieć tego psa do końca życia. Wybaczcie, ze nic nie powiedziałem, ale Annie mnie popiera. Też chce psa. Serio myślisz, że to zadziała? Annie... nie bądź naiwna! Nie jesteś już dzieckiem — w jego głosie narastała irytacja.
Annie zawsze była płaczliwa. Właściwie można było nazywać ją królową łez. Dlatego też Dennis nie zdziwił się, że jej oczy się zaszkliły. Zranił ją. Zdawał sobie z tego sprawę, ale nie miał dość siły, aby przepraszać ją za byle głupotę. Teraz liczył się jego przyjaciel, chłopak, z którym zawsze rywalizowali, ale nigdy się nie znienawidzili. Teraz najważniejszy był Finnick i to, żeby wrócił do Czwórki i do Brytana, którym on miał się teraz zająć najlepiej, jak tylko mógł. Oczy chłopaka również zaczęły dziwnie błyszczeć, a gdy Annie to zauważyła, zdała sobie sprawę z cierpienia brata, który mógł stracić najlepszego przyjaciela. Skarciła się w duchu, za swój egoizm i otarła łzy rękawem bluzy, a następnie podeszła do czternastolatka, który zdążył już usiąść na łóżku. Wtedy też przytuliła go, tak jak on zawsze przytulał ją, aby przestała płakać.
   —  Co ty robisz? — spytał,  jednocześnie odwzajemniając uścisk.
   — A jak myślisz, idioto? Próbuję cię pocieszyć — wyszeptała.

W pociągu, zmierzającym do Kapitolu trwała kolacja. Przebiegała ona w niemal całkowitej ciszy, od czasu do czasu przerywanej stukaniem sztućców o naczynia. Dopiero, gdy posiłek dobiegł końca głos zabrał Gryfin Ferich.
   — Do Kapitolu dotrzemy jutro rano. Do tego czasu musimy ustalić kilka rzeczy. Najważniejsze jest to, czy chcecie szkolić się razem, czy oddzielnie? — spytał. Przez dłuższy czas nikt mu nie odpowiedział. W końcu głos zabrał Finnick.
   — Czy to jakaś różnica? — spytał.
   — Tak, dość duża różnica. Moim zdaniem powinniście odbyć szkolenie oddzielnie. Nawet jeśli się przyjaźniliście, albo zaprzyjaźnicie. Na arenie możecie być nawet sojusznikami, ale przyjdzie taki moment, kiedy będzie musieli ze sobą rywalizować — odpowiedział Gryfin. — Zwycięzca może być tylko jeden.
   — W takim razie będziemy się szkolić oddzielnie — decyzję podjęła Samanta.
   — Dobrze, w takim razie macie czas do rana, żeby ustalić, kto chce kogo na mentora. Oczywiście macie wybór miedzy mną, a Mags. Teraz powinniśmy obejrzeć powtórkę z dożynek. Musicie poznać swoich rywali — oznajmił mężczyzna i wstał, ruszając w stronę odpowiedniego wagonu.

Rano Annie obudziła się na podłodze w pokoju Dennisa, obok niej leżał, zwinięty w kulkę, mały Brytan. Jej brata nie było w pokoju. Dziewczyna, po chwili zastanowienia przypomniała sobie, dlaczego i jak się tam znalazła. Pamiętała, że razem z bratem przegadali całą noc. Annie dowiedziała się wielu rzeczy o przyjaźni Dennisa i Finnicka, lepiej poznała sylwetkę tegorocznego trybuta i mogła z całą pewnością rzec, że chłopak coraz bardziej zakorzeniał się w jej sercu. Prawda była taka, że nie mogła znaleźć w Finnicku ani jednej wady. Praktycznie go nie znała, to fakt, ale Dennis zna go długo, a też nie potrafił wymienić żadnej jego wady. Może to dlatego, że w chwili, gdy czternastolatek został wylosowany do Głodowych Igrzysk, jego przyjaciel zaczął go gloryfikować, co jest naturalnym zachowaniem, kiedy się kogoś straci, albo istnieje możliwość straty.
Annie przeciągnęła się, usiadła i podrapała Brytana za uchem. Po chwili drzwi otworzyły się gwałtownie, co wystraszyło dziewczynę, a szczeniaka obudziło. Trzynastolatka spodziewała się, zobaczyć starszego brata, ale zamiast niego w drzwiach stanęły dwa potwory, zwane jej młodszymi braćmi. Will i Bill spojrzeli na nią zdziwieni.
   — Gdzie Dennis? Przyszliśmy go obudzić — oznajmili jednocześnie.
   — Też chciałabym to wiedzieć — odpowiedziała zgodnie z prawdą. W błękitnych oczach chłopców pojawiło się rozczarowanie i ze smutkiem spojrzeli na wiadro z błotem, które przygotowali do pobudki starszego brata. Dopiero potem zorientowali się, że w pokoju znajdował się ktoś jeszcze. Wtedy na ich twarzach wykwitły diaboliczne uśmieszki.
   — Skąd macie tego psa? — Spytał Will.
   — Ukrywaliście go przed nami? Tak nie może być... — dodał jego brat bliźniak.
   — MAAAAMO! — krzyknęli razem, tak głośno, że mogliby obudzić martwych.
   — CICHO! —warknęła dziewczynka, rzucając się na braci, aby ich uciszyć. Niestety nie udało jej się ich złapać i zamiast tego jedynie się przewróciła. Gdy podniosła głowę z podłogi, zobaczyła sandały swojej mamy, a co gorsza, nie były to same sandały, była w nich także ich właścicielka.
    — Hej mamo... — szepnęła Annie do podłogi, jednocześnie, przeklinając w myślach swoich młodszych braci.


Kapitol był miejscem zjawiskowym. Nie był piękny, a po prostu zjawiskowy, jednocześnie bardzo przytłaczający. Monumentalne budynki, które Finnick obserwował, zdawały się nie mieć końca, zupełnie jakby sięgały nieba i wystawały kawałek poza ten świat. W ogóle cały Kapitol wyglądał jak z innego świata. Wszędzie panował przepych. Na ulicach nie stali biedni ludzie, a tacy, którzy mogli sobie pozwolić na zmienianie samochodów, ponieważ nie pasują im do butów, albo torebki.
Wygląd niektórych ludzi śmieszył Finnicka, wygląd innych przerażał. Nie rozumiał jak można robić z siebie potwora. Nie potrafił nawet pomyśleć o robieniu sobie operacji plastycznych, upodabniających ludzi do stworów, jakimi starszy się niegrzeczne dzieci.
   — Nad czym tak myślisz? — odezwała się starsza kobieta, o miłym i nieco bełkotliwym głosie z wyraźnym akcentem. Jego mentorka.
   — Nad niczym... tak po prostu się rozglądam — uciął chłopak i uśmiechnął się do Mags.
Wczoraj w nocy Finnick i Samanta przegadali kilka godzin, ustalając mentorów i wspominając Czwórkę, zupełnie jakby nie byli tam od lat. Sercia upierała się, aby jej mentorem został Gryfin. Tłumacząc się tym, że bardziej przypadł jej do gustu jego styl walki, ale Finnick wiedział swoje. Gryfin Ferich był przystojnym młodym mężczyzną. Miał dwadzieścia pięć lat, jasnobrązowe włosy, rozświetlone przez słońce i oliwkową cerę, idealnie współgrającą z jego opalenizną i piwnymi oczami. Czternastolatek jest pewien, ze to był główny powód, dla którego Samanta chciała, żeby to Gryfin był jej mentorem, a nie starsza, bezzębna kobieta, o siwych włosach i ciepłym spojrzeniu zielonych oczu. W zasadzie taki obrób spraw spodobał się Finnickowi i chętnie przystał na tę propozycję. Mags wydawała mu się być niedoceniana przez młodych ludzi. Podobnie jak on jest niedoceniany przez wszystkich, którzy mają związek z Głodowymi Igrzyskami. Jak widać w tym środowisku docenia się jedynie ludzi młodych, jednak nie zbyt młodych.
   — Jesteśmy na miejscu — powiedziała Mags. — Teraz poznasz swoją ekipę przygotowawczą, którzy trochę cię pomęczą, a potem dowiesz się, kto został twoim stylistą i co założysz na Paradę Trybutów, będę na ciebie czekać przy rydwanie, dobrze?
   — Jasne — odparł Finnick nieobecnym głosem, przypatrując się zbliżającym się do nich ludziom. Najprawdopodobniej jego ekipie przygotowawczej. Staruszka zobaczyła, że kapitolińczycy się zbliżają i postanowiła pójść w swoją stronę.
   — Zostawiam cię w dobrych rękach — powiedziała i odwróciła się.
   — Pani Flanagan... dziękuję, dziękuję za wszystko — oznajmił. Myślał, ze mogła go nie usłyszeć. Jednak ona odwróciła się i rozciągnęła wargi w bezzębnym uśmiechu.
   — Nie masz za co mi dziękować i nie mów do mnie "pani Flanagan"... staro się przez to czuję. Jestem Mags — odpowiedziała. Finnick się roześmiał. Właśnie w tamtym monecie zdał sobie sprawę z tego, że dzięki Głodowym Igrzyskom nie tylko odzyskał matkę. Jego rodzina powiększyła się o kogoś nowego. O jego mentorkę.


_________________________________________________________________________________


Moi kochani czytelnicy, na samym początku muszę (i chcę!) Was przeprosić, że musieliście czekać tak długo. Należą się też jakieś wyjaśnienia, prawda? Zacznę od wymówki starej jak świat... szkoła. Oh, wiem, że rzygacie już tą wymówką. Zwłaszcza, że wcześniej też chodziłam do szkoły i pisałam częściej, a Wy (na pewno w większości) również chodzicie do szkoły i znajdujecie czas na czytanie i komentowanie (za co Wam z całego serca dziękuję). Jednak błagam... zrozumcie mnie... za niecałe dwa tygodnie piszę maturę, a w piątek kończę szkołę. Cały marzec i kwiecień zleciały mi na poprawianiu ocen, aby się upewnić, że będę wzorowa i na zajęciach dodatkowych, przygotowujących do tego śmiercionośnego egzaminu. Natomiast cały ten tydzień płaczę na wspomnienie o zakończeniu. Liceum to był bardzo ważny etap mojego życia i na myśl o jego rychłym końcu czuję się po prostu źle. Dlatego nie mogłam znaleźć siły i czasu na poprawienie tego rozdziału. Poza tym... muszę przyznać, że ten rozdział wyszedł mi jako taki zapychacz i trudno mi się go pisało... mimo wszystko liczę na to, że Wam się spodobał i zostawicie po sobie komentarz :) 
Następny rozdział pojawi się nie wcześniej niż 14 maja. Na 14 maja planuję napisać nowy rozdział, albo notkę specjalną, jednak wszyscy dobrze wiemy, jak to z moimi planami bywa :) 
PS Jeśli znajdziecie jakiś błąd to proszę, żebyście mi napisali... niestety sprawdzałam ten rozdział na szybko i mogłam coś przeoczyć... poza tym jestem tylko człowiekiem :) 

4 komentarze:

  1. Super rozdział ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam specjalną wiadomość dla Finnicka!! (Może mu ją jakos przekazesz) Nie musisz sie martwić, kochany! Zaznasz jeszcze miłości i będziesz kochać bardzo, bardzo moocno!! :)
    Cóż szkoda mi chłopca, którym kiedyś był Finnick i szkoda mi też mężczyzny, ktorym pozniej sie stal. I pomyśleć, że znajduje sie dopiero na poczatku tej swojej życiowej drogi. I że tyle jeszcze strasznych rzeczy go spotka. W porownaniu do tego wszystkiego, igrzyska wydają się nie być takie zle. Później przecież będzie musial sie sprzedawac, żyć w strachu bez jego Annie, igrzyska po raz drugi i bolesna śmierć. Troche kiepsko to wygląda. No ale ma Mags, ma Annie i kiedys bedzie mial dziecko. :) Mam nadzieje,że piesek zostanie u Annie. Psy to inteligentne zwierzęta i maja cos takiego w sobie, że wiedzą mniej wiecej kiedy jest zle, a kiedy dobrze. Moze Annie tez przyda sie taki przyjaciel.
    Rozdzial ogolnie dobry :) I juz nie.mogę sie doczekac ciagu dalszego. Igrzysk i powtornego spotkania Annie, i Finncka.
    AT
    Ps. Za wszystkie niespójności przepraszam.miałam dłuuugi dzień i wszystko mi sie myli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekazałam i Finnick dziękuje za wsparcie :)
      Tak... mi też strasznie go szkoda... nikt nie zasłużył na coś takiego :(
      W takim razie bardzo się cieszę :)
      Spokojnie, rozumiem Cię doskonale ♥

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :) Mam nadzieję, że skomentujecie również inne rozdziały :)