niedziela, 23 kwietnia 2017

Rozdział 123 — Ćwierćwiecze

FINNICK


Lata mijały w zawrotnym tempie. Wszystko zaczynało się zmieniać. Życie stawało się lepsze. Dwa tygodnie po moim powrocie do Czwórki zakończyły się Siedemdziesiąte pierwsze Głodowe Igrzyska. Tak jak myślałem — wygrała trybutka z Siódemki. Johanna Mason stała się moją przyjaciółką już w rok po jej wygranej. Była wówczas jedyną pozytywnie do mnie nastawioną osobą wśród mentorów, bo Mags przez wzgląd na swoje zdrowie została w domu, gdzie piczę sprawowała nad nią Annie. 
Marlene urodziła zdrową córeczkę, która stała się moim oczkiem w głowie oraz moją i Annie córką chrzestną. Moja droga kuzynka postanowiła jednak wybaczyć swojemu mężowi i są teraz niezwykle szczęśliwą rodziną. 
Jeśli chodzi o mnie i Annie to planowaliśmy, że pobierzemy się potajemnie już wkrótce. Jej rodzice w końcu mnie zaakceptowali, a moja narzeczona niemalże całkowicie wybaczyła im to, że zostawili ją na wiele lat. 
W ostatnich — Siedemdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzyskach zwyciężyła dwójka trybutów, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Ponadto obydwoje pochodzą z Dystryktu Dwunastego, co również może wprawić w osłupienie. 
Dzisiaj ogłoszono statut III Ćwierćwiecza Poskromienia. 
Słowa, wypowiedziane przez węża w ludzkiej skórze wciąż dźwięczą mi w uszach i nie potrafię o nich zapomnieć. 
"W siedemdziesiątą piątą rocznicę, dla przypomnienia buntownikom, że nawet najsilniejsi z nich nie mogą pokonać potęgi Kapitolu, trybuci obojga płci zostaną wylosowani z puli dotychczasowych zwycięzców w dystryktach."
Ktoś z nas może wrócić na arenę. Annie właśnie wypłakuje mi się w rękaw. Mags upuściła szklankę, która roztrzaskała się w drobny mak. A ja? Ja wpatruję się w ekran, nie wiedząc co zrobić, co powiedzieć. Czuję, jak wszystkie pozytywne emocje opuszczają mnie na dobre. Zostaje sam strach. Nie o mnie. Już dawno przestałem przejmować się swoim losem. Martwię się o dwie niezwykle ważne dla mnie osoby. Jednocześnie liczę na to, że choć raz będzie sprzyjać mi szczęście i nikt z nas nie zostanie wylosowany. 
   — No... nieźle nas urządzili, co? — pytam. Mój głos brzmi obco, jednak sprawia, że Annie i Mags patrzą na mnie. 
   — Nieźle? Finnick... oni znów chcą nas zabić... — oznajmia Annie. 
   — Rybko... nie nas. Coś czuję, że tu chodzi o garstkę jagód, wyciągniętą na zeszłorocznej arenie. My będziemy jedynie fajnym dodatkiem do śmierci dwójki kochanków z Dwunastki. 


Dni pozostałe do wyroku śmierci, który Kapitol miał wydać na niektórych zwycięzców, upłynęły tak szybko, jak jeszcze nigdy. Dzień w dzień spędzałem czas z Annie, Mags i moją chrześnicą, starając się nacieszyć ich towarzystwem. Każdego ranka, gdy cały dystrykt pogrążony był we śnie, ja wymykałem się na plażę i biegałem. 
Teraz jednak stoję na scenie i czekam, aż to wszystko dobiegnie końca. Denerwuję się, a czekanie sprawia, że czuję się jeszcze gorzej. Patrzę w kamery. Patrzę na ludzi. Wciąż uważając, aby nie wyjść z roli.
   — Panie mają pierwszeństwo — oznajmia opiekunka naszego dystryktu i kieruje się do szklanej kuli z losami. Gdy wraca na miejsce, zaczynam się denerwować. — Annie Cresta! 
W tym właśnie momencie grunt usuwa mi się spod nóg, a serce rozpada się na miliardy kawałeczków i nic nie jest w stanie go ponownie posklejać. Annie. Moja słodka, kochana Annie ma wrócić na arenę, gdzie traci się człowieczeństwo lub życie. Pomimo cierpienia, jakie czuję, wciąż twardo stoję, wpatrując się wyzywająco w kamerę. Nie reaguję nawet na płacz Annie, choć kosztuje mnie to wiele wysiłku. Po chwili dzieje się coś niezwykłego. Mags podnosi w górę rękę, a następnie wskazuje na siebie. Czuję, jak żołądek wywraca mi się do góry nogami. Ona zgłasza się na ochotnika. 
   — A teraz czas na panów... — oznajmiła kapitolinka i tak jak wcześniej ruszyła w stronę kuli z nazwiskami. Teraz już się nie przejmuję. Gorzej chyba nie będzie. — Finnick Odair!
Jednak może być gorzej. 


_________________________________________________________________________________


Wreszcie powracam z nowym rozdziałem! Podoba Wam się? Wieeem... miało być tu wielkie spotkanie Finnicka i Annie, ale... nie wiedziałam jak ugryźć temat, a jako, że chcę zakończyć to opowiadanie i rozpocząć kolejne to pomyślałam, że taki przeskok w czasie nie będzie wcale taki zły... a co Wy myślicie? :)
Moi drodzy czytelnicy... staram się wrócić na blogosferę na dobre (choć szkoła naprawdę mocno krzyżuje mi plany), także w najbliższym czasie nowe posty pojawią się także na innych blogach :D Staram się także wrócić do komentowania (choć muszę przyznać — trochę wyszłam już z wprawy). Z racji tego mam do Was ogromną prośbę — jeśli to czytacie i cieszycie się z mojego powrotu to napiszcie mi to w komentarzu, zostawcie opinię o rozdziale i po prostu dajcie mi trochę tej motywacji, której ostatnio również mi brakowało :)
Och! A jeśli ktoś chce to pojawiła się zakładka z prologiem nowego opowiadania :D Zakładka nazywa się "Nowy początek" :D

niedziela, 16 kwietnia 2017

♥ Wesołych Świąt ♥

Moi drodzy czytelnicy,
wiem, że jest już późno, ale chciałam Wam życzyć wesołych Świąt, dużo zdrowia, szczęścia i radości, smacznego jajka i mokrego Śmigusa Dyngusa (ale żeby nie padał deszcz :D)
Mam nadzieję, że Wielkanoc mija Wam przyjemnie w gronie najbliższych i w tym czasie jesteście bardzo szczęśliwi ♥


Przy okazji chciałam powiedzieć (a raczej napisać XD), że nowy rozdział już wkrótce się pojawi (postaram się,wstawić go pod koniec tego tygodnia, ale co mi z tego wyjdzie — nie wiem). Poza tym... jak już ostatnio Wam pisałam — planuję skończyć te opowiadanie jak najszybciej i jak najszybciej zacząć kolejne, które będzie dokładnie na tym samym blogu, bo również będzie opowiadało historię Finnicka i Annie, ale nieco inną, bardziej dojrzałą (choć z tym można się sprzeczać), dokładniej przemyślaną, gdzie bohaterowie nie będą papierowi (a przynajmniej nie w takim stopniu jak teraz). Dlatego też... mam do Was kilka pytań:
1) Czy są jakieś wątki, o których zapomniałam (tak to jest, kiedy nie planuje się tego co chce się pisać), a Wy nie i chcielibyście, żebym je zakończyła?
2) Czy nie będzie przeszkadzał Wam dość spory przeskok w czasie? (To znaczy... w kilku kolejnych rozdziałach akcja będzie kontynuowana, ale potem nastąpi przeskok w akcji).
3) Prolog do nowej historii został już napisany (nie krzyczcie! Wcale nie zajmuję wszystkim innym oprócz pisania nowych rozdziałów! XD), jeśli chcecie dowiedzieć się, czy kolejna, dość podobna do tej, historia będzie warta uwagi, to mogę dodać zakładkę z tym prologiem. Zaznaczam jednak, że dopóki prolog nowego opowiadania nie zostanie wstawiony w osobnym poście, może ulec zmianie. Chcielibyście, żebym stworzyła zakładkę z prologiem nowego opowiadania, czy może wolicie poczekać? :)

To już wszystko ♥
Dziękuję, że ze mną jesteście, czytacie i komentujecie (w tym momencie chcę także przeprosić za to, że sama nie zostawiam komentarzy na żadnych blogach, ale naprawdę czas wolny jest dla mnie pojęciem całkowicie obcym) i jeszcze raz życzę Wam wesołych Świąt ♥♥♥

niedziela, 5 marca 2017

Świeczki czas zdmuchnąć, bo blog ma już dwa latka!!! ♥♥♥

DNIA 28. 02. 2017 BLOG OBCHODZIŁ DRUGIE URODZINY ♥♥♥
Jak ten czas szybko leci... pamiętam wszystko jakby to było wczoraj... okej... nie pamiętam może jak byłam ubrana, uczesana, jaka była pora dnia albo pogoda. Pamiętam jednak coś innego... pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi przy zakładaniu tego bloga. Pamiętam wątpliwości jakie dopadły mnie po opublikowaniu pierwszego posta. Bałam się, że nikomu nie spodoba się to co tu będę pisać, bałam się, że znów się poddam. Jednak to się nie wydarzyło. Mój blog zaczęły odwiedzać wspaniałe osoby i zostawiać tu cudowne komentarze, a ja? Ja nie poddałam się. 

Przez te dwa lata na blogu:

Pojawiło się: 142 postów w tym 122 rozdziały
Licznik wyświetleń wskazał: ponad 50 000 wyświetleń
Pojawiło się tu: 1596 komentarzy

Baaaaardzo Wam za to wszystko dziękuję. Wiele to dla mnie znaczy :)
Szczerze? Sama nie wierzę, że ten blog istnieje już dwa lata.. to wszystko minęło tak szybko... tak przerażająco szybko. Jednak mam wrażenie, że ten blog prowadzę znacznie dłużej. Blog o Finnicku i Annie stał się częścią mnie, a Wy — moi czytelnicy, staliście się moimi przyjaciółmi, moją blogową rodzinką. Dziękuję Wam za te dwa cudowne lata, za masę uśmiechów, które towarzyszyły mi za każdym razem, gdy tylko czytałam Wasze wspaniałe komentarze. Dziękuję Wam za każde wyświetlenie i każdy komentarz.
W tym miejscu chcę Wam również coś powiedzieć... po nieudanej próbie przeczytania tego bloga od samego początku do końca, którą podjęłam jakiś czas temu... zauważyłam, że postacie, o których piszę są papierowe i nie mogłyby być ludźmi z krwi i kości. Przez to... i kilka starych rozdziałów, opublikowanych na początku istnienia bloga, straciłam chęci do pisania dalszej części, ALE dokończę tę historię, bo nie mogę zostawić jej niedokończonej. Co więcej... ostatnio po ponownym obejrzeniu Kosogłosa cz. 2 do mojej głowy wpadł pomysł na inną (i mam nadzieję — lepszą) historię Finnicka i Annie, którą opublikuję na TYM blogu, po zakończeniu opowiadania, które zaczęłam dwa lata temu. Są to tylko plany i nic nie jest pewne, ale... chciałam po prostu napisać, żebyście wiedzieli, że nawet jak zakończę te opowiadanie to blog nadal będzie aktywny i będą inne rozdziały :)

Dobrze... to by było na tyle w tym poście :) Jeszcze raz bardzo dziękuję za Wasze cudowne komentarze (koniecznie napiszcie mi co sądzicie o zakończeniu tego opowiadania i napisania historii Finnicka i Annie na nowo) i za... 50 000 wyświetleń! Jestem niezwykle szczęśliwa, że wybiło tu te 50 000 wyświetleń!! :D Dziękuję raz jeszcze! ♥♥♥

wtorek, 21 lutego 2017

Rozdział 122 — Czwórka

FINNICK



Pociąg właśnie minął Dystrykt Trzeci. Spoglądam za siebie tęsknym wzrokiem. Nie tęsknię za Trójką, bo nigdy tam nie byłem, nie wliczając Tournée  Zwycięzców. Nie tęsknię za Kapitolem, co więcej... najchętniej spaliłbym to miasto. Tęsknię za osobą, która została w Kapitolu — Mags. Dziwnie jest podróżować bez niej. Przy mentorce zawsze czułem się bezpieczniej, zawsze wiedziałem co mam robić. Gdy brakuje jej przy moim boku, nagle czuję się zagubiony niczym mały chłopiec, który na chwilę stracił z oczu rodziców. Podobnie było na wywiadzie. Bałem się. Najzwyczajniej we wszechświecie się bałem. Choć strach towarzyszy mi odkąd Mags trafiła do szpitala. Nie mogę jej stracić. Jednak na rozmowie z Caesarem wypadłem nie najgorzej. Właśnie leci powtórka, a ja z racji braku lepszego zajęcia oglądam ją. 

— Finnick... nadszedł czas, gdy opuszczasz Kapitol, choć jeśli byś chciał, mógłbyś zostać... — zaczął Caesar Flickerman, który w tym roku postawił na żółć. 
— Niestety, Caesar... w tym roku chyba wrócę do domu, jednak... obiecuję, że za rok zostanę do końca. 
— Och no dobrze... skoro tak obiecujesz... tobie chyba można wierzyć, co? — zapytał zaczepnie. Zaśmiałem się najszczerzej, jak tylko mogłem. 
— Ach, Caesarze... pytasz tak, jakbyś mnie nie znał — odpowiedziałem, wciąż ukazując swoje perłowo białe zęby. 
— A znam? — spytał, unosząc brwi w geście rozbawienia. 
— A nie? — odpowiedziałem i obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. Z mojej strony był on lekko wymuszony, jednak mogę przysiąc, że ludzie raczej tego nie zauważyli. Sam bym nie zauważył. 
— No dobrze, pośmialiśmy się, czas przejść do poważniejszych pytań... — oznajmił Caesar, siląc się na powagę. 
— Tylko nie mieszaj się w moje sprawy sercowe Caesar, poza tym pytaj o wszystko — powiedziałem z ogromnym uśmiechem. 
— Och... wybacz, ale teraz to muszę... dlaczego mam nie pytać? — W tamtej chwili przybrałem maskę smutku i przygnębienia. 
— Caesar... odpowiem tylko dlatego, że nasza publiczność i ty również, zasługujecie na szczerość. Cóż... jakiś czas temu musiałem rozstać się z pewną osobą i... niestety nie znoszę tego najlepiej, dlatego też wracam wcześniej... — oznajmiłem z powagą. W ten sposób udało mi się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie spyta mnie już ani o sprawy miłosne, ani o powód powrotu przed końcem igrzysk. 
— Och dobrze... rozumiemy, że to musi być trudny temat... wyjątkowo damy ci spokój i nie spytamy o uczuciową sferę życia, prawda? — powiedział to, zwracając się głównie do publiki, gdzie wszyscy zgodnie odkrzyknęli "prawda". Na mojej twarzy pojawił się uśmiech wdzięczności. 
— Dziękuję bardzo, a teraz... przejdźmy może do tych pytań, bo niektórzy z pewnością się niecierpliwią, aby mnie lepiej poznać... sam bym się niecierpliwił — po wypowiedzeniu tych słów zaśmiałem się perliście. 
— Ja również jestem niezwykle ciekawy twoich sekretów, wszyscy dobrze wiemy jakich sekretów, ale skoro obiecałem, to wyjątkowo dotrzymam słowa... ach! Widzisz, jak działa na mnie twój urok! Nawet zaczynam wywiązywać się z obietnic! No dobrze... więc zacznę od prostego pytania... jak minął ci pobyt w Kapitolu?
— Ach... Kapitol to niezwykłe miejsce, pełne piękna i wielu wspomnień. Czyż odpowiedź nie jest oczywista, Caesarze? — odpowiedziałem. 
— Rozumiem, że ci się podobało? Co prawda jest to twoja kolejna z kolei wizyta w Kapitolu, ale chyba jeszcze nie miałem okazji spytać... co podoba ci się najbardziej? 
— A czy coś może się tu nie podobać? — odpowiedziałem. — Ale skoro muszę podać dokładną odpowiedź, bo coś czuję, że raczej mi nie odpuścisz... to... poza wspaniałymi, wyjątkowymi, niezwykle barwnymi ludzi, których część siedzi tu na widowni... — mówiąc to, uśmiechnąłem się do publiki. Młode i stare kapitolinki o mało nie zemdlały. Każda myślała, że mówię to o niej — Wręcz kocham... wasze jedzenie — po wypowiedzeniu tych słów cała sala wybuchnęła śmiechem. 
— Tak, trzeba to przyznać... mamy bardzo dobre jedzenie... trzeba uważać, żeby nie przytyć. A teraz... zmieńmy temat... i porozmawiajmy o bardziej służbowych sprawach. Czyli o igrzyskach... co się stało? Czemu Czwórka tak szybko odpadła? — spytał. 
— Najwyraźniej tegoroczni trybuci nie byli gotowi na zwycięstwo. Ja robiłem, co mogłem, aby im pomóc i sumiennie wywiązywałem się ze swoich obowiązków, jednak... to, co dzieje się na arenie nie jest zależne od mentora a od trybutów — odpowiedziałem. 
— No dobrze, Finnick... myślę, że wystarczająco Cię dziś wymęczyłem. Chyba kończymy na dziś... następny wywiad za rok, co? 
— W takim razie... już odliczam dni, do zobaczenia za rok — odpowiedziałem i uśmiechnąłem się szeroko.

Wywiad się skończył i powrócono do emitowania zmagań innych trybutów na arenie. W tym czasie ja już prawie wróciłem do domu. Jeszcze chwila i znów ujrzę znajome ulice Czwórki, znajome twarze, znajome miejsca. Już wkrótce znów popływam w morzu. Niedługo znów spotkam miłość mojego życia — Annie. 


Stacja jest pusta. Zawsze jest. Zawsze, gdy wracam bez zwycięzców. No zazwyczaj oprócz mnie jest tu jeszcze Mags, Annie, jej ciotka i Evelyn — wszystkie zawiadomione przez Mags. Ja nie zawiadamiałem nikogo. Na razie chcę posiedzieć trochę w samotności.
Droga do Wioski Zwycięzców nie jest długa, więc dotarcie tam trwało zaledwie kilka chwil. Rozpakowywanie się już trochę dłużej. W sumie mogłem poprosić, żeby bagaże przysłali mi po jakimś czasie, ale nie widziałem i nadal nie widzę w tym sensu. Im szybciej się z tym uporam, tym lepiej.
Rozpakowywanie się zajęło mi kilka dobrych godzin. Już zapadł zmrok. Zrobiłem sobie herbatę i usiadłem na tarasie, gdzie mogłem wsłuchać się w szum morza. Mógłbym siedzieć tak bez przerwy. Szum morza to jedna z nielicznych rzeczy, która zawsze potrafi mnie uspokoić.

Z samego rana wybrałem się do sklepu. Gdy buszowałem wśród działu z czekoladkami, spotkałem panią Lend. Staruszka ucieszyła się na mój widok. 
— Finnick! Chłopcze! Już wróciliście? Twój dziadek się ucieszy... ostatnio często przychodził do wypożyczalni i mówił o tobie... nawet nie wiesz jaką radość sprawiło mu to, że znów się kontaktujecie... a jak Mags? Będę musiała się do niej wybrać... czemu nie powiedziała, że wracacie? — kobieta zaczęła zasypywać mnie pytaniami. Nie łatwo było się wciąć do rozmowy. 
— Mags musiała zostać w Kapitolu... — zacząłem. Chciałem powiedzieć prawdę. Jednak strach w oczach starszej kobiety sprawił, że nie dałem rady. Nie mogłem jej tego zrobić. — To nic ważnego, naprawdę... po prostu emmm... ona... no... umówiła się do fryzjera, a wizyta jest dopiero za miesiąc... to naprawdę dobry fryzjer, sam do niego chodzę, ale niestety trzeba czekać... to znaczy... eee... zwycięzcy nie muszą, ale Mags jest zbyt dobrym człowiekiem i zgodziła się poczekać i no... dokładnie... to przez wizytę u fryzjera... — odpowiedziałem. Chyba głupszej wymówki nie mogłem wymyślić. 
— Och tak... to dobrze... jak wróci, to koniecznie mi powiedz! Mamy do nadrobienia lata rozmów! No dobrze... a jak ty sobie radzisz, kochaneczku? Oglądałam z tobą ostatnio wywiad... bardzo mi przykro z powodu rozstania... na pewno nie jest to dla ciebie zbyt proste... widziałam, jak wiele Annie dla ciebie znaczy... no, ale czasem rozstania się zdarzają, naprawdę. Nie ma się czym przejmować... tylko nie zajadaj się tak w tym Kapitolu, żebyś za bardzo nie przytył, chłopcze... a skoro o tyciu mowa... Marlene ostatnio mnie odwiedziła... ach... ta dziewczyna rośnie w oczach! Pewnie cieszysz się, że zostaniesz wujkiem, co? Może poszedłbyś ją odwiedzić? I dziadka powinieneś też odwiedzić, tak bardzo za tobą tęsknił... mówiłam ci już? Chyba mówiłam... No nieważne... już nie przeszkadzam i ruszam w poszukiwaniu sera... do zobaczenia, chłopcze — powiedziała i powolnym krokiem ruszyła w stronę alejki z nabiałem, a ja wróciłem do zastanawiania się, które czekoladki powinienem wybrać. 

Posłuchałem starszej kobiety. Odwiedziłem Marlene... w sumie już wcześniej to planowałem. Nawet kupiłem w Kapitolu pluszaki dla dziecka. Nie wiem co prawda czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, ale pluszaki to chyba uniwersalny prezent i każdy je lubi. 
Aktualnie stoję przed drzwiami domu mojej kuzynki, obładowany torbami z prezentami i czekam, aż ktoś wreszcie się nade mną zlituje. Po chwili, która zdaje się trwać wieczność, drzwi wreszcie uchylają się z głośnym skrzypnięciem, wychyla się przez nie Marlene. 
— Finnick! Co tu robisz? Już wróciłeś? — pyta i dokładnie w tej samej chwili wybiega zza drzwi i rzuca się na mnie w celu przytulenia.  
— Głupie pytanie, jeśli mnie widzisz, to chyba znaczy, że wróciłem, nie uważasz, młoda? A teraz puść mnie, bo mnie dusisz... — odzywam się. Marlene odsuwa się ode mnie. 
— Może wreszcie byłbyś cicho, staruszku... 
— Ej, ej, ej... młoda! Nie przeginaj! A w sumie to chyba powinienem nazywać cię grubaskiem... co ty na to? — spytałem, podnosząc z ziemi torby, które wypadły mi, kiedy kuzynka mnie przytuliła. 
— Jesteś uroczy jak zawsze... — powiedziała sarkastycznie. 
— No przecież mnie znasz... za bardzo się nie zmieniłem, od kiedy skończyłem dziesięć lat — odpowiadam, a na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech.
— Niestety... dobra... chodź do środka... nie będziemy przecież stać przed drzwiami — oznajmiła i weszła do środka. Ruszyłem za nią. 
— Właściwie ja przyszedłem tu tylko na chwilę... chciałem dać prezenty dla malucha i powiedzieć, że przykro mi z powodu naszej tegorocznej trybutki... była siostrą twojego męża, tak? 
— Tak... dzięki, Finnick — powiedziała, gdy tylko weszła do salonu.
— A gdzie jest teraz Len? — spytałem i wszedłem za nią.
— Wiesz... trochę się pokłóciliśmy... trochę bardzo. No i... on tak jakby się wyprowadził... a raczej wyrzuciłam go z domu... jakiś tydzień czy dwa temu... ale nie chcę o tym mówić, dobra? — oznajmiła i usiadła na kanapie.
— Okej... powiedz tylko czy mam się na nim zemścić... wiesz... w szafie mam kilka trójzębów, a jak ktoś krzywdzi moich bliskich to... jestem zwycięzcą... nic mi nie zrobią — mówię i idę w jej ślady, siadając na kanapie.
— Nie, nie trzeba... może po jakimś czasie mu wybaczę... — wzdycha i na dłuższą chwilę zapada cisza. Wtedy do głowy przychodzi mi pewien pomysł.
— Marlene... a co byś powiedziała na jakieś ploteczki, makijaże i tym podobne? — pytam. Kuzynka patrzy na mnie ze strachem.
— No ty chyba żartujesz... nie zamierzam cię malować ani z tobą plotkować... i nie pozwolę ci mnie malować... wyglądałabym okropnie... — zaczyna. Przerywam jej tak szybko, jak mogę.
— Nie! To nie o mnie chodzi... myślałem, że może poszłabyś do Annie... ja w tym czasie odwiedziłbym dziadka, a wy byście pogadały, pośmiały się i w ogóle... tylko nie mów jej, że tu jestem, bo chcę, żeby miała niespodziankę...


_________________________________________________________________________________


Moi drodzy czytelnicy... najpierw o rozdziale, a potem będę się tłumaczyć. Taaak... rozdział to taka przejściówka... w kolejnym będzie wielkie spotkanie naszej ukochanej pary, a teraz był powrót Finnicka do Czwórki... mam nadzieję, że się Wam podoba, bo ja mam mieszane uczucia co do tego rozdziału...  co prawda jest dłuższy niż większość moich rozdziałów, ale chyba jest też trochę słabszy niż moje ostatnie rozdziały.
A teraz czas na moje tłumaczenia... co mogę powiedzieć? Zawiodłam. Zawiodłam na całej linii. Przepraszam, ale naprawdę nie mam czasu i sił... to nie są jakieś puste słowa, ale szczera prawda. Jednak... zasługujecie na trochę dłuższe wyjaśnienia. Dobrze... od kiedy zaczął się wrzesień moje życie polega na ciągłym biegu. Oczywiście głównym powodem jest szkoła i zajęcia dodatkowe. W tygodniu z tych wszystkich zajęć wracam naprawdę późno i nie mam czasu na nic. Oczywiście zostaje jeszcze weekend, ale wtedy jestem tak wykończona, że nie mam na nic sił. Rozumiem, że to brzmi jak słaba wymówka, ale jest to prawda... mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i nie będziecie mieć mi za złe, że piszę tak rzadko...
Ach... i poinformuję, że... kolejny post pojawi się 28. 02. 2017 roku :D
Teraz... zachęcam do komentowania... Wasze komentarze zawsze dodają mi chęci i siły, także... rozumiecie XD 

sobota, 7 stycznia 2017

Rozdział 121 — Przegrali

FINNICK

Jestem wyczerpany. Moi tegoroczni trybuci byli egoistycznymi, zadufanymi w sobie młodymi ludźmi. Mimo wszystko moim obowiązkiem, moją powinnością było utrzymanie ich przy życiu, a ja temu nie podołałem. Przegrałem tę bitwę. Poległem. Finnick Odair nigdy nie przegrywa? Więc co to jest? Czy to nie jest przegrana? Czy to nie jest MOJA przegrana? Byłem ich mentorem. Mimo wszystko.
Czuję się tak, jakbym to ja przykładał noże do ich gardeł. Wiem, że tym razem oni także dołączą do szerokiego grona mych sennych prześladowców, osób, przez które odpoczynku nie zaznaję nawet we śnie. 
Czas nałożyć maskę. Ta sekunda wystarczyła, abym poczuł się nagi. Zupełnie jakby każdy mógł mnie przejrzeć w trakcie jej trwania. 

   — Ktoś tu chyba nas zostawi i wróci do domu, czyż nie? — Z głosu Enobari niezwykle łatwo wyczytać emocje. Tak jak teraz, gdy nabija się ze mnie, a raczej moich poległych trybutów. — Myślałam, że Czwórkę stać na kogoś lepszego. Zwłaszcza że byli to ochotnicy...
   — Och tak, masz rację, ta dwójka była wyjątkowo słaba jak na ochotników. Cieszę się, że ten koszmar wreszcie się skończył i nie muszę więcej oglądać ich wysiłków. Na początku było to dość zabawne... jednak po chwili stało się zwyczajnie nudne. Zgaduję, że u ciebie podobnie... 
   — I tu się mylisz mój drogi, moja Dwójka różni się od twojej Czwóreczki tym, że ZAWSZE wystawia dobrych zawodników w Głodowych Igrzyskach. Popatrz na ten rok... albo na poprzedni, albo jeszcze poprzedni... Dwójka triumfuje znacznie częściej niż Czwórka...
   — Nie chcę cię martwić, ale w zeszłym roku wygrała MOJA trybutka z CZWÓRKI. — Mój głos przeciął powietrze jak brzytwa.
  — Och tak... masz rację... powiedz mi... kogo przekupiłeś, aby tamta tama runęła? Jakąś organizatorkę? A może żonę organizatora? — wyszeptała, pogardliwie.
    — O to już się nie martw, kochana... — odpowiedziałem i po chwili ruszyłem w stronę wyjścia. — Och... jeszcze jedno... daję twoim trybutom jakieś dwa dni, góra tydzień. W tym roku wygra Siódemka. Teraz... czas na mnie. Żegnam wszystkich, do przyszłego roku.


ANNIE


Przegrali. Evelyn przybiegła do mnie zaraz po śmierci trybutki. Była załamana. Jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie.
— Ty nic nie rozumiesz... ja go naprawdę kocham! A ona była jego siostrą... byli ze sobą bardzo zżyci! Co jak on zrobi jakieś głupstwo? Finnick miał ją uratować! Jeśli on się zabije, to będzie wina Finnicka! Rozumiesz?! — krzyczała przez łzy. Jeszcze nigdy nie miałam aż tak wielkiej ochoty, by ją najzwyczajniej we wszechświecie uderzyć i wykrzyczeć jej w twarz, żeby się ogarnęła. Jednak po chwili uświadomiłam sobie, że z całą pewnością ja muszę wyglądać o wiele gorzej, gdy zaczynam histeryzować, a Evelyn nigdy mnie tak nie traktuje, choć najprawdopodobniej również bardzo tego wówczas chce. Warto też dodać, że mi histeryzowanie zdarza się znacznie częściej.
— Przestań! To nie jest jego wina! Dobrze o tym wiesz... mentor nie może pomóc swoim trybutom, gdy ci są już na arenie... jedyne co może to wysyłać podarki od sponsorów. Nic więcej... a jeśli nie chcesz, żeby twój chłopak coś sobie zrobił to najlepiej bądź przy nim, a nie siedzisz tu i się użalasz! KOCHASZ GO? TO ZRÓB COŚ! TO NIE Z TAKĄ EVELYN SIĘ PRZYJAŹNIĘ! MOJA EVELYN NIGDY NIE POZWOLIŁABY SOBIE NA SŁABOŚĆ! — wykrzyczałam. Przyjaciółka spojrzała na mnie zaskoczona. — Chodź... pójdę z tobą... powinnaś być teraz przy nim... on cię potrzebuje — dodałam po chwili milczenia. Czarnowłosa przytuliła mnie.
— Dziękuję, Annie — wyszeptała i podniosła się, czekając na mnie. Po chwili poszłam w jej ślady i razem ruszyłyśmy do domu jej ukochanego.
W tej chwili wolałam nie mówić, że cieszę się z takiego obrotu spraw. Przynajmniej Finnick szybciej do mnie wróci.


_________________________________________________________________________________


Witam Was, moi ukochani czytelnicy w roku 2017!!! 
Tak, wiem... piszę baaaaaaaaaaardzo rzadko, krótko i ostatnio coraz gorzej... niestety brak czasu mocno daje mi się we znaki i takie są efekty... mimo to NIE ZOSTAWIAM ŻADNEGO Z MOICH BLOGÓW, ani tego, ani tego z miniaturkami, ani tego o wszystkim i o niczym. Piszę dalej, choć o wiele rzadziej, ale jednak piszę... mam nadzieję, że nie macie mi za złe tego, że tak rzadko coś się tu pokazuje... 
No dobrze... proszę Was o szczerze opinie w komentarzach :D 
Ach... jest jeszcze jedno... bardzo zależałoby mi na tym, aby... do końca lutego wybiło na tym blogu 50 000 wyświetleń... mam nadzieję, że mogę na Was liczyć z tymi wyświetleniami :D
No dobra... jeszcze raz zachęcam do zostawienia swoich opinii w komentarzach, które z całą pewnością bardzo zmotywują mnie do dalszego pisania :D

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt!!! ♥♥♥

Moi najdrożsi, najwspanialsi czytelnicy! 
Życzę Wam zdrowych i wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku ♥
Żebyście spędzili cudowne Święta w otoczeniu najbliższych, bogatego Świętego Mikołaja... po prostu najwspanialszych Świąt :) 
Życzę również, aby nadchodzący gigantycznymi krokami rok 2017 był dla Was rokiem pełnym szczęścia, zdrowia i radości, aby udało Wam się spełnić wszystkie Wasze marzenia i postanowienia noworoczne :)

piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 120 — Pamiętnik Lory

ANNIE


Drzwi pokoju otworzyły się ze skrzypnięciem. Zamknęłam oczy i dopiero wtedy odważyłam się tam wejść. W środku panował zaduch. Nic dziwnego... ten pokój by odcięty od świata przez osiem lat. Osiem lat. Czas płynie zdecydowanie za szybko. Osiem lat temu straciłam Lorę. 
Otwieram oczy. Wszystko wygląda tak, jak zapamiętałam. Ściany pokryte są białą farbą, miejscami pojawiają się przyczepione do ściany muszelki, uzbierane przez nas na plaży. Tuż nad łóżkiem, przykrytym niebieskim kocem, wiszą jej poprzylepiane do ściany jej rysunki. Każdy w jakiś sposób związany jest z Dystryktem Czwartym. Zresztą... w całym jej pokoju można znaleźć rzeczy, które wskazują na jej miłość do tego Dystryktu. 
Jeszcze chwilę stoję tuż przy drzwiach i przyglądam się wszystkiemu. Ostatecznie jednak zaczynam iść w stronę jej łóżka. Pod nim powinien leżeć jej pamiętnik. Siadam na łóżku. Raz. Dwa. Trzy. Wdech. Wydech. Uspokój się. Nie masz się czym denerwować. To tylko pamiętnik. Dzięki temu poznasz lepiej swoją siostrę. Chyba tego chcesz, prawda? Dobra... dasz radę — mówię sobie w myślach.
Schylam się i wyciągam spod łóżka niebieskie, kartonowe pudło. Przez chwilę przegrzebuję wszystkie rzeczy, które się w nim znajdują, aż po chwili wyciągam z niego zeszyt. Tak, to na pewno pamiętnik Lory. Otwieram go i zaczynam czytać.

Drogi pamiętniczku... 
nawet nie wiem, czy tak się zaczyna pisać pamiętnik... zresztą to trochę dziwne zwracać się do zeszytu "drogi". No dobrze... nieważne... 
Może najpierw się przedstawię? Znaczy... jak kiedyś będę czytać ten pamiętnik to będę wiedzieć kim jestem, ale w sumie wolę napisać.
Nazywam się Lora Cresta i dwa dni temu skończyłam dwanaście lat (dostałam od siostry naprawdę śliczną bransoletkę!!!) co oznacza, że za rok biorę udział w losowaniu na dożynkach. Szczerze już teraz trochę zaczynam się tym martwić, ale chyba nie mam czym. Mieszkam w Czwórce (najcudowniejszym miejscu w Panem! Co prawda... nie byłam nigdzie indziej, ale jestem pewna, że to tu jest najpiękniej) razem z rodzicami i z młodszą siostrą Annie. Naprawdę bardzo dobrze się z nią dogaduję... znaczy czasem potrafi być denerwująca, ale to chyba normalne, że nie zawsze będzie tak dobrze. Poza tym... jest naprawdę wspaniałą siostrą. No, ale nieważne. 
Poza siostrą mam jedną prawdziwą przyjaciółkę... znaczy mam jeszcze więcej znajomych! Ale z Marlene przyjaźnię się najbardziej. Marlene i ja jesteśmy w tym samym wieku i chodzimy do jednej klasy. Do naszej klasy chodzi też pewien chłopak. Jest taki przystojny! Uroczy! Zabawny! A jego oczy potrafią zahipnotyzować! Naprawdę! Raz w nie spojrzałam i o mało się w nich nie utopiłam! 

Właśnie w tym momencie zadzwonił telefon. Moim pierwszym odruchem było wrzucenie wszystkiego z powrotem do pudła i wsunięcie tego pod łóżko. Potem pobiegłam, aby jak najszybciej odebrać. W słuchawce usłyszałam głos Finnicka:
— Rybko! Przed chwilą dzwonili ze szpitala... Mags wreszcie się wybudziła.


 _________________________________________________________________________________

Tak wiem, rozdział miał być tydzień temu. Niestety z powodów technicznych się to nie udało. Problemem tym było to, że... cały rozdział mi się usunął i musiałam pisać go od nowa... jednak... nie było czasu, więc... wyszło coś takiego. Wiem... krótkie (kiedyś się poprawię! XD) i raczej średnie (znów obiecuję poprawę!)... mam nadzieję, że mi wybaczacie i mnie rozumiecie :D Jutro post na blogu Marzyć każdy może...  Post początkowo miał być o snach... jednak najprawdopodobniej będzie o czymś innym :) Mam nadzieję, że mimo to się Wam spodoba :D W środę powinna pojawić się miniaturka na blogu z miniaturkami :) A do tego czasu... także coś się pojawi :D 
Powered By Blogger