piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 64 - "Płacz jest nieodzownym elementem życia każdego zwycięzcy Głodowych Igrzysk"

ANNIE


   Szukamy rodziców Bena. Mija dobre pół godziny zanim zauważymy, że siedzieli przy stole. Po tym mogę stwierdzić, że razem z Finnickiem chyba jesteśmy ślepi. Może to dlatego, że ja ciągle myślę o tym co powiedział. "Nasza miłość też przetrwa wszystko i zwalczy wszystko co będzie złe w naszym życiu." Jego słowa rozbrzmiewają w mojej głowie. A on? O czym on myślał? Nie wiem i chyba się nie dowiem, bo już jesteśmy obok rodziców Bena i Finnick się odzywa.
-Dzień dobry, a może raczej dobry wieczór. -Mówi i uśmiecha się.
-Dobry wieczór. - Odpowiadają zdziwieni.
-Annie chciała coś państwu powiedzieć. - Oznajmia i patrzy na mnie. Jest trochę wystraszony. Boi się, że będę mieć atak.
-Ja... ja chciałam przeprosić. - Odzywam się w końcu.
-Za co? - Pyta mama Bena.
-Za to, że ja miałam więcej szczęścia niż Ben, za to, że on zginął w tak brutalny sposób, a ja nie uratowałam go. Przepraszam. - Mówię prawie przez łzy, które próbują wypłynąć z moich oczu, już od początku balu. Ja jednak cały czas je powstrzymuję. Nie pozwolę im rządzić, nie pozwolę im wypłynąć. Nie dziś. Dziś spełniam obietnicę daną Lorze. Dziś jestem silna. Dziś jestem dzielna. Nie uronię żadnej łzy.
-To nie twoja wina. - Mówi mama Bena. Też stara się nie rozpłakać. Głos jednak jej się łamie, zdradzając wszystko. - Ben... nie wierzył, że uda mu się przeżyć. Kiedy się z nim żegnaliśmy, powiedział, że nie da rady, że niema najmniejszych szans i już pierwszego dnia wróci. Wszyscy wiedzieliśmy o jaki powrót mu chodzi. Powiedział jeszcze, że chociaż będzie mógł poznać Finnicka, jego idola i Annie, dziewczynę przez, którą płakał tak silny człowiek. Powiedział, że łzy to nie jest oznaka słabości, tylko bezsilności. - Wtedy z oczu kobiety wypływają łzy. Jedna po drugiej spływa jej po policzku i ląduje na posadzce. Nie myślę długo. Przytulam ją i moje oczy również zachodzą łzami. "Łzy nie są oznaką słabości. One są oznaką bezsilności" w mojej głowie po raz kolejny tej noc rozbrzmiewa głos, tym razem jest to głos Bena, małego trzynastoletniego chłopca, który zginął na arenie, ale nigdy o nim nie zapomnę.
-Dziękuję. - Oznajmiam, kiedy puszczam mamę Bena.
-Nie ma za co. - Oznajmia kobieta. Wtedy Finnick obejmuje mnie w tali i idziemy

-Mags? Co się stało? - Pytam jej.  Moja mentorka siedzi na balkonie, a ja stoję w drzwiach. Miałam nie wychodzić na zewnątrz, ale to inna sprawa. Tym razem szukałam Mags, ponieważ kiedy tylko z Finnickiem dotarliśmy do naszego stołu, od razu rzuciła nam się w oczy nieobecność mentorki. Kiedy spytałyśmy Lolity gdzie jest Mags, ta odpowiedziała, że poszła pomyśleć. Postanowiliśmy jej poszukać.
-Annie? Nie, nic się nie stało. Wracaj na bal. - Mówi wycierając łzy. Łzy. Przypomina mi się co powiedziała mama Bena.
-Łzy nie są oznaką słabości. One są oznaką bezsilności. - Mówię. Mags patrzy na mnie. - Możesz powiedzieć mi co się stało. - Mags opuszcza wzrok.
-Dziś jest rocznica mojego ślubu. Pięćdziesiąt pięć lat temu ja i mój mąż powiedzieliśmy sobie sakramentalne "tak". Mieliśmy być razem do końca świata. - Mówi i łzy ponownie zbierają się w kącikach jej oczu.
-Przykro mi. - Oznajmiam. Mags mówi dalej.
-Kiedy na was patrzę wszystko mi się przypomina. Pamiętam jacy byliśmy szczęśliwi. - Oznajmia, a na jej twarzy widać uśmiech.
-Przepraszam... - Czuję się winna.
-Za co? Annie ja jestem najszczęśliwsza na świecie kiedy patrzę na wasze szczęście. Płaczę tylko dlatego, że dziś jest ta rocznica. W takie dni zawsze płakałam, bo płacz jest nieodzownym elementem życia każdego zwycięzcy Głodowych Igrzysk.


_________________________________________________________________________________


   Przepraszam za spóźnienie. No cóż... nie wyrobiłam się. Ten rozdział jest... jaki jest. Musze jednak przyznać, że kilka zdań naprawdę udało mi się dość dobrze napisać... szkoda, że nie cały rozdział. Mimo to mam nadzieję, że skomentujecie ten rozdział.
   Przypominam o "akcji ze słowami"
   Jutro rozdział o tej samej porze :)

8 komentarzy:

  1. Trafiłam na twój blog przez przypadek i bardzo mi się spodobał. Nie będę ukrywać, że Finnick to mój ukochany bohater Igrzysk. Fajnie, że ktoś postanowił napisać opowiadania o nim i Annie.
    Smutny rozdział pełny łez, szkoda mi Mags, to przykre co ją spotkało. "Łzy nie są oznaką słabości. One są oznaką bezsilności" ciekawe słowa.
    Zapraszam też do mnie na http://www.zhaliaanddante.ubf.pl/news.php
    Życzę weny
    zhal986

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz i za miłe słowa :) Chętnie zajrzę na Twojego bloga :)

      Usuń
  2. Rozdział super, bardzo mi się spodobał:) czekam na następny;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Bardzo się cieszę, że Ci się spodobał :)

      Usuń
  3. Rozdział super, bardzo mi się spodobał:) czekam na następny;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super, bardzo mi się spodobał:) czekam na następny;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak Zwykle rozdział super.
    Pani od niemiłosiernie krótkich komentarzy

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :) Mam nadzieję, że skomentujecie również inne rozdziały :)