Dystrykt Czwarty piękny jest o każdej porze roku, o każdej porze dnia i nocy. Dystrykt Czwarty piękny jest zawsze. Jednak w nocy najłatwiej jest dostrzec jego urok. Tylko wtedy nie krążą po nim ludzie i lepiej można się wszystkiemu przyjrzeć. Idę właśnie do miasteczka. Nawet nie wiem po co. Nie wiem kiedy wyszłam. Nie wiem czy powiedziałam rodzicom. Idę tam. Księżyc w całej swej okazałości oświetla moją drogę.
Pamiętam, że jak byłam małą dziewczynką lubiłam razem z siostrą wymykać się z domu nocą. Zawsze włóczyłyśmy się po Czwórce bez celu i unikałyśmy strażników. Pamiętam jak raz jeden z nich nas złapał. Miałyśmy szczęście, bo trafiłyśmy na dobrego człowieka, który nie ukarał nas, a jedynie odprowadził do domu i wcześniej powiedział, że nie możemy wychodzić nocą z domu same, bo jest to niebezpieczne. Więcej już nie wyszłyśmy. Tydzień później moja siostra została wylosowana do Głodowych Igrzysk.
Teraz znów wyszłam nocą. Nawet nie wiem czemu. Nie pamiętam momentu, w którym opuściłam dom. Wiem, że Plac Główny przyciąga mnie do siebie. Muszę tam iść.
Każdy kolejny krok sprawia, że w moim sercu zaczynają namnażać się wątpliwości. Czemu w ogóle tam idę? Czemu nie mogę zawrócić? Co ja tu w ogóle robię? Serce zaczyna bić mi coraz szybciej.
Już prawie jestem. Powoli zbliżam się do sceny, na której rok temu stałam jako trybutka, a w tym roku jako zwyciężczyni. Kiedy na nią patrzę widzę dwójkę dzieci. To dziewczynki. Podchodzę bliżej.
Jedna z nich ma rudobrązowe falowane włosy. Jest też niższa od drugiej dziewczynki o pięknych blond włosach, błyszczących w świetle księżyca. Podeszłam na tyle blisko, że mogę lepiej się im przyjrzeć. Wyższa dziewczynka jest śliczna. Jej błyszczące oczy w odcieniu liści osadzonych na drzewach właśnie omiotły spojrzeniem wszystko dookoła. Jednak wydały się mnie nie zauważyć.
Dziewczynki natychmiast zniknęły. Ja stoję tak jeszcze chwilę. Wpatrując się w pustą już teraz scenę. Ja... nie tak to pamiętam. Co więcej... nie pamiętam, żeby coś takiego miało w ogóle miejsce...
Na chwilę zamykam swoje pełne łez oczy. Po chwili znów je otwieram. Teraz wszystko się zmienia. Znajduję się w domu, w którym spędziłam pierwsze dziesięć lat swojego życia. Dokładniej jestem przed pokojem Lory. Tak samo jak dziesięcioletnia dziewczynka, którą niegdyś byłam. Tylko, że ona przykłada swoje ucho do drzwi. Czuję wszystko to co czułam wtedy. Jestem zła, bo moja starsza siostra przyprowadziła do domu koleżankę i zamknęły drzwi od pokoju, żebym nie słuchała o czym mówią. Przecież zawsze byłyśmy tylko we dwie. Nie potrzebowałyśmy więcej przyjaciół... nikt nie chciał się z nami przyjaźnić! No dobra... nikt nie chciał przyjaźnić się ze mną... Lora była wręcz rozchwytywana. Każdy zawsze się do niej odzywał, zagadywał ją, chciał się z nią spotkać. Na mnie nie zwracali uwagi... oczywiście poza chwilami, kiedy stawałam się ofiarą i każdy się na mnie wyżywał. Jednak nie jest to ważne. Nie w tej chwili. Czuję również smutek. Przecież... to moja siostra i moja przyjaciółka. Jak ona może mieć przede mną tajemnice?! Jednak w środku mnie czai się jeszcze jedno uczucie – wstyd. Przecież... nie powinnam podsłuchiwać. Chociaż... podsłuchiwanie chyba nie jest tak złe jak to co zrobiła moja siostra, prawda??
Wszystko również słyszę.
Ktoś klęka obok mnie i delikatnie głaszcze mnie po głowie. Dźwięki w mojej głowie powoli cichną. W końcu znikają. Podnoszę się, a moim oczom ukazuje się dwudziestoletnia, młoda kobieta. Długie blond włosy opadają kaskadą na jej ramiona. Biała sukienka, w którą jest ubrana jest delikatnie rozwiewana przez wiatr. Wygląda pięknie. Jest taka jaką by była gdyby dane było dożyć jej tego wieku.
Upadam. Nie dam rady sama wstać. Ludzie zauważają mnie. Podchodzą. Wyciągają ręce w moją stronę. Myślę, że chcą mi pomóc. Lecz oni tego nie robią. Zamiast tego dotykają mnie. Ich dotyk pali moją skórę. Chcę krzyczeć, ale nie mogę. Nie mam już na to siły.
Każdy kolejny krok sprawia, że w moim sercu zaczynają namnażać się wątpliwości. Czemu w ogóle tam idę? Czemu nie mogę zawrócić? Co ja tu w ogóle robię? Serce zaczyna bić mi coraz szybciej.
Już prawie jestem. Powoli zbliżam się do sceny, na której rok temu stałam jako trybutka, a w tym roku jako zwyciężczyni. Kiedy na nią patrzę widzę dwójkę dzieci. To dziewczynki. Podchodzę bliżej.
Jedna z nich ma rudobrązowe falowane włosy. Jest też niższa od drugiej dziewczynki o pięknych blond włosach, błyszczących w świetle księżyca. Podeszłam na tyle blisko, że mogę lepiej się im przyjrzeć. Wyższa dziewczynka jest śliczna. Jej błyszczące oczy w odcieniu liści osadzonych na drzewach właśnie omiotły spojrzeniem wszystko dookoła. Jednak wydały się mnie nie zauważyć.
— To ty będziesz Lolitą, a ja będę sobą — oznajmiła młodszej dziewczynce, której chyba się to nie spodobało.
— Ja się tak nie bawię!! Zawsze jestem Lolitą, a ty jesteś sobą!! Dlaczego chociaż raz nie mogę być tobą?? — spytała oburzona dziewczynka.
— Już o tym rozmawiałyśmy... nie możesz być mną, bo ja jestem mną... — starsza dziewczynka zaczęła jej tłumaczyć, choć widać, że była lekko zniecierpliwiona.
— No i co z tego? Pozwól mi chociaż raz być tobą!! — błagała młodsza z nich. — Dlaczego nie chcesz mi pozwolić?
— Bo nie jesteś mną, tylko moją młodszą siostrą... — mówiła już wyraźnie zniecierpliwiona.
— Dobra. Będę Lolitą... — odparła młodsza dziewczynka. Starsza ucieszyła się i zeszła ze sceny. — Ale wolałabym być tobą — dodała pod nosem młodsza z nich. Starsza albo udała, że nie słyszy, albo naprawdę nie usłyszała.
— Zaczynaj!! — krzyknęła starsza z sióstr. Na twarzy młodszej pojawił się grymas niezadowolenia, który zaraz przemienił się w wymuszony uśmiech.
— Witajcie moi drodzy na Sześćdziesiątych trzecich dożynkach, poprzedzających Sześćdziesiąte trzecie Głodowe Igrzyska!! Cóż mogę tylko życzyć wam pomyślnych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja! Panie mają pierwszeństwo! — krzyknęła młodsza dziewczynka, naśladując ton Lolity i podeszła do miejsca, gdzie podczas dożynek stoi kula wypełniona nazwiskami dziewczynek. — Trybutką reprezentującą Dystrykt Czwarty w Sześćdziesiątych trzecich Głodowych Igrzyskach zostaje... Lora Cresta!!! — Kiedy słyszę te nazwisko robi mi się słabo, ale patrzę dalej. Dziewczynka po usłyszeniu swojego nazwiska rozpromienia się i rusza przed siebie, aby za chwilę znaleźć się na scenie. Kiedy już stanie obok młodszej siostry wpatruje się z uśmiechem przed siebie. Po chwili jej młodsza siostra ją obejmuje.
— Annie... co ty robisz? — pyta.
— Naprawdę chcesz się zgłosić? Chcesz mnie zostawić? — pyta młodsza siostra, hamując łzy, które zaczynały napływać do jej oczu.
— Annie... nie zostawię cię. Nie teraz. Zgłoszę się jak będę miała osiemnaście lat... wtedy na pewno wygram, będziemy bogate i szczęśliwe, a on wreszcie zwróci na mnie uwagę!! — rozmarzyła się starsza dziewczynka.
— Jaki "on"? Kim jest "on"? — zaczęła dopytywać młodsza dziewczynka.
— Och... nieważne. Kiedyś się dowiesz — szybko ucięła starsza z sióstr. — A teraz wracajmy do domu.
Dziewczynki natychmiast zniknęły. Ja stoję tak jeszcze chwilę. Wpatrując się w pustą już teraz scenę. Ja... nie tak to pamiętam. Co więcej... nie pamiętam, żeby coś takiego miało w ogóle miejsce...
Na chwilę zamykam swoje pełne łez oczy. Po chwili znów je otwieram. Teraz wszystko się zmienia. Znajduję się w domu, w którym spędziłam pierwsze dziesięć lat swojego życia. Dokładniej jestem przed pokojem Lory. Tak samo jak dziesięcioletnia dziewczynka, którą niegdyś byłam. Tylko, że ona przykłada swoje ucho do drzwi. Czuję wszystko to co czułam wtedy. Jestem zła, bo moja starsza siostra przyprowadziła do domu koleżankę i zamknęły drzwi od pokoju, żebym nie słuchała o czym mówią. Przecież zawsze byłyśmy tylko we dwie. Nie potrzebowałyśmy więcej przyjaciół... nikt nie chciał się z nami przyjaźnić! No dobra... nikt nie chciał przyjaźnić się ze mną... Lora była wręcz rozchwytywana. Każdy zawsze się do niej odzywał, zagadywał ją, chciał się z nią spotkać. Na mnie nie zwracali uwagi... oczywiście poza chwilami, kiedy stawałam się ofiarą i każdy się na mnie wyżywał. Jednak nie jest to ważne. Nie w tej chwili. Czuję również smutek. Przecież... to moja siostra i moja przyjaciółka. Jak ona może mieć przede mną tajemnice?! Jednak w środku mnie czai się jeszcze jedno uczucie – wstyd. Przecież... nie powinnam podsłuchiwać. Chociaż... podsłuchiwanie chyba nie jest tak złe jak to co zrobiła moja siostra, prawda??
Wszystko również słyszę.
— Ale... myślisz, że on mnie lubi? W końcu... ty znasz go najlepiej... — niepewnie zaczęła moja siostra.
— Nie wiem. Nie mam pojęcia... szczerze? Jakoś mało mnie on obchodzi... jest... jest głupi i tyle. Kompletnie nie rozumiem czym wy się tak zachwycacie — oznajmiła jej koleżanka.
— Przestań. Mówisz tak tylko dlatego, że wyrzucił ci odpadki z kosza na głowę. On jest niesamowity! Taki... taki uroczy! Inteligentny! Silny! I potwornie przystojny!! — moja siostra zaczęła bronić tajemniczego chłopaka, który najwidoczniej wówczas się jej podobał. Zaczynam czuć zniecierpliwienie. Tak bardzo chcę poznać imię tego chłopaka...
— Wcale nie!! F... — I w tym momencie uderzam łokciem w drzwi, co przerywa rozmowę dziewczyn.Moja siostra momentalnie otwiera drzwi. Kiedy zauważa dziesięcioletnią mnie, skuloną pod drzwiami zaczyna krzyczeć. Czy... czy tak naprawdę było? Ona... ona kiedykolwiek podniosła na mnie głos? Znów zamykam oczy. Tym razem długo zwlekam z otworzeniem ich, ale ostatecznie robię to. Teraz znów stoję przed sceną. Jednak tym razem świeci słońce. Na placu, przed sceną zebrał się tłum ludzi. Oznacza to jedno. Dożynki. Tylko które?
— Lora Cresta!!! — oznajmia z uśmiechem Lolita. Już wiem, które to dożynki.Śliczna dziewczynka o falowanych blond włosach, opadających na jej ramiona, wyszła z tłumu. Widać było przerażenie malujące się na jej twarzy. Zaraz z tłumu rozległ się głośny krzyk.
— Nie!! Nie ona!! Weźcie mnie!! Ja jestem bezużyteczna! Ja jestem niepotrzebna!! Zostawcie ją, a weźcie mnie!! — krzyki młodszej z sióstr szybko zostały uciszone, lecz wciąż rozbrzmiewały w mojej głowie.Naprawdę tak powiedziałam? Powiedziałam, że jestem bezużyteczna? Czy... czy ja naprawdę tak się czułam? Zawsze podziwiałam moją siostrę i chciałam być taka jak ona. To jest prawda. Ale... nie pamiętam, żebym tak mówiła. Moje oczy wypełniają się łzami. Upadam na ziemię jak szmaciana lalka. Zanoszę się szlochem tak głośnym, że niemal czuję jak rozrywa mi głowę. Nie, to nie szloch. Ja... słyszę wszystkie słowa, które wypowiedziała do mnie moja siostra. Słyszę co mówiłam ja. Słyszę krzyki. Słyszę jej ostatni krzyk. Wszystko to rozbrzmiewa naraz w mojej głowie. Chaos. W mojej głowie panuje chaos. Czuję jak wszystkie te dźwięki napierają na moją czaszkę, łamiąc ją na drobne kawałeczki. Czuję jak się rozpadam. Czy ten krzyk w mojej głowie kiedyś ustanie?
Ktoś klęka obok mnie i delikatnie głaszcze mnie po głowie. Dźwięki w mojej głowie powoli cichną. W końcu znikają. Podnoszę się, a moim oczom ukazuje się dwudziestoletnia, młoda kobieta. Długie blond włosy opadają kaskadą na jej ramiona. Biała sukienka, w którą jest ubrana jest delikatnie rozwiewana przez wiatr. Wygląda pięknie. Jest taka jaką by była gdyby dane było dożyć jej tego wieku.
— Annie... — szepcze i pomaga mi ustać.
— Lo... Lora... co... co tu robisz? Dlaczego widziałam to wszystko? Dlaczego? — pytam.
— Annie... masz teraz wszystko o czym marzyłam — wzdycha.
— O czym ty mówisz? Co mam? — pytam.
— Wszystko. Nie wiesz o czym mówię, prawda? W moim pokoju, głęboko pod łóżkiem znajdziesz coś co pozwoli ci zrozumieć – mój pamiętnik. Możesz go przeczytać — oznajmia i przytula mnie.Odwzajemniam uścisk, lecz po chwili Lora znika, a ja zostaję sama. Bez niej czuję się słaba. Zupełnie jakbym była drzewem tak delikatnym, że byle wiatr lub deszcz może je przewrócić, a ona, kiedy była przy mnie była moją podpórką. Nie pozwalała mi upaść. "Ja jestem bezużyteczna!" Jestem bezużyteczna bez moich bliskich. Jestem zbyt słaba by poradzić sobie bez osób, które mnie kochają i są kochane przeze mnie.
Upadam. Nie dam rady sama wstać. Ludzie zauważają mnie. Podchodzą. Wyciągają ręce w moją stronę. Myślę, że chcą mi pomóc. Lecz oni tego nie robią. Zamiast tego dotykają mnie. Ich dotyk pali moją skórę. Chcę krzyczeć, ale nie mogę. Nie mam już na to siły.
— Słodkich snów, Rybko.Jego głos mnie uspokaja. Wiem, że jestem bezpieczna, bo mam jego. To on jest moją podporą. On nie pozwoli mi upaść. Zaciskam mocno powieki. Wiem, że kiedy znów otworzę oczy będę w domu.
_________________________________________________________________________________
Ach... i kolejny rozdział wstawiony!!! Oczywiście na samym początku zadam Wam standardowe pytanie... jak się podoba? Bardzo zależy mi na waszej opinii :) Mi... szczerze? Całkiem dobrze się to pisało... chociaż na początku plan na rozdział 115 był inny... jednak strasznie ciężko mi się wtedy pisało, więc postanowiłam napisać coś takiego :)
Ogólnie rozdział jest tak trochę o niczym, ale... czasem dobrze coś takiego napisać :) Od razu przepraszam jeszcze za błędy... niestety nie mam czasu ich teraz poprawić :)
Jak czujecie się z tym, że mamy już sierpień? Ja strasznie... jest mi tak dziwnie... ale myślę, że to u mnie norma... zawsze jak sobie uświadamiam, że czas płynie potwornie szybko to czuję taki uścisk w sercu... jednak nie czas na takie przemyślenia.
No dobra... nie przedłużam już. Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał :) Na następny (mam nadzieję) nie będziecie musieli tak długo czekać :)
