wtorek, 21 lutego 2017

Rozdział 122 — Czwórka

FINNICK



Pociąg właśnie minął Dystrykt Trzeci. Spoglądam za siebie tęsknym wzrokiem. Nie tęsknię za Trójką, bo nigdy tam nie byłem, nie wliczając Tournée  Zwycięzców. Nie tęsknię za Kapitolem, co więcej... najchętniej spaliłbym to miasto. Tęsknię za osobą, która została w Kapitolu — Mags. Dziwnie jest podróżować bez niej. Przy mentorce zawsze czułem się bezpieczniej, zawsze wiedziałem co mam robić. Gdy brakuje jej przy moim boku, nagle czuję się zagubiony niczym mały chłopiec, który na chwilę stracił z oczu rodziców. Podobnie było na wywiadzie. Bałem się. Najzwyczajniej we wszechświecie się bałem. Choć strach towarzyszy mi odkąd Mags trafiła do szpitala. Nie mogę jej stracić. Jednak na rozmowie z Caesarem wypadłem nie najgorzej. Właśnie leci powtórka, a ja z racji braku lepszego zajęcia oglądam ją. 

— Finnick... nadszedł czas, gdy opuszczasz Kapitol, choć jeśli byś chciał, mógłbyś zostać... — zaczął Caesar Flickerman, który w tym roku postawił na żółć. 
— Niestety, Caesar... w tym roku chyba wrócę do domu, jednak... obiecuję, że za rok zostanę do końca. 
— Och no dobrze... skoro tak obiecujesz... tobie chyba można wierzyć, co? — zapytał zaczepnie. Zaśmiałem się najszczerzej, jak tylko mogłem. 
— Ach, Caesarze... pytasz tak, jakbyś mnie nie znał — odpowiedziałem, wciąż ukazując swoje perłowo białe zęby. 
— A znam? — spytał, unosząc brwi w geście rozbawienia. 
— A nie? — odpowiedziałem i obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. Z mojej strony był on lekko wymuszony, jednak mogę przysiąc, że ludzie raczej tego nie zauważyli. Sam bym nie zauważył. 
— No dobrze, pośmialiśmy się, czas przejść do poważniejszych pytań... — oznajmił Caesar, siląc się na powagę. 
— Tylko nie mieszaj się w moje sprawy sercowe Caesar, poza tym pytaj o wszystko — powiedziałem z ogromnym uśmiechem. 
— Och... wybacz, ale teraz to muszę... dlaczego mam nie pytać? — W tamtej chwili przybrałem maskę smutku i przygnębienia. 
— Caesar... odpowiem tylko dlatego, że nasza publiczność i ty również, zasługujecie na szczerość. Cóż... jakiś czas temu musiałem rozstać się z pewną osobą i... niestety nie znoszę tego najlepiej, dlatego też wracam wcześniej... — oznajmiłem z powagą. W ten sposób udało mi się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie spyta mnie już ani o sprawy miłosne, ani o powód powrotu przed końcem igrzysk. 
— Och dobrze... rozumiemy, że to musi być trudny temat... wyjątkowo damy ci spokój i nie spytamy o uczuciową sferę życia, prawda? — powiedział to, zwracając się głównie do publiki, gdzie wszyscy zgodnie odkrzyknęli "prawda". Na mojej twarzy pojawił się uśmiech wdzięczności. 
— Dziękuję bardzo, a teraz... przejdźmy może do tych pytań, bo niektórzy z pewnością się niecierpliwią, aby mnie lepiej poznać... sam bym się niecierpliwił — po wypowiedzeniu tych słów zaśmiałem się perliście. 
— Ja również jestem niezwykle ciekawy twoich sekretów, wszyscy dobrze wiemy jakich sekretów, ale skoro obiecałem, to wyjątkowo dotrzymam słowa... ach! Widzisz, jak działa na mnie twój urok! Nawet zaczynam wywiązywać się z obietnic! No dobrze... więc zacznę od prostego pytania... jak minął ci pobyt w Kapitolu?
— Ach... Kapitol to niezwykłe miejsce, pełne piękna i wielu wspomnień. Czyż odpowiedź nie jest oczywista, Caesarze? — odpowiedziałem. 
— Rozumiem, że ci się podobało? Co prawda jest to twoja kolejna z kolei wizyta w Kapitolu, ale chyba jeszcze nie miałem okazji spytać... co podoba ci się najbardziej? 
— A czy coś może się tu nie podobać? — odpowiedziałem. — Ale skoro muszę podać dokładną odpowiedź, bo coś czuję, że raczej mi nie odpuścisz... to... poza wspaniałymi, wyjątkowymi, niezwykle barwnymi ludzi, których część siedzi tu na widowni... — mówiąc to, uśmiechnąłem się do publiki. Młode i stare kapitolinki o mało nie zemdlały. Każda myślała, że mówię to o niej — Wręcz kocham... wasze jedzenie — po wypowiedzeniu tych słów cała sala wybuchnęła śmiechem. 
— Tak, trzeba to przyznać... mamy bardzo dobre jedzenie... trzeba uważać, żeby nie przytyć. A teraz... zmieńmy temat... i porozmawiajmy o bardziej służbowych sprawach. Czyli o igrzyskach... co się stało? Czemu Czwórka tak szybko odpadła? — spytał. 
— Najwyraźniej tegoroczni trybuci nie byli gotowi na zwycięstwo. Ja robiłem, co mogłem, aby im pomóc i sumiennie wywiązywałem się ze swoich obowiązków, jednak... to, co dzieje się na arenie nie jest zależne od mentora a od trybutów — odpowiedziałem. 
— No dobrze, Finnick... myślę, że wystarczająco Cię dziś wymęczyłem. Chyba kończymy na dziś... następny wywiad za rok, co? 
— W takim razie... już odliczam dni, do zobaczenia za rok — odpowiedziałem i uśmiechnąłem się szeroko.

Wywiad się skończył i powrócono do emitowania zmagań innych trybutów na arenie. W tym czasie ja już prawie wróciłem do domu. Jeszcze chwila i znów ujrzę znajome ulice Czwórki, znajome twarze, znajome miejsca. Już wkrótce znów popływam w morzu. Niedługo znów spotkam miłość mojego życia — Annie. 


Stacja jest pusta. Zawsze jest. Zawsze, gdy wracam bez zwycięzców. No zazwyczaj oprócz mnie jest tu jeszcze Mags, Annie, jej ciotka i Evelyn — wszystkie zawiadomione przez Mags. Ja nie zawiadamiałem nikogo. Na razie chcę posiedzieć trochę w samotności.
Droga do Wioski Zwycięzców nie jest długa, więc dotarcie tam trwało zaledwie kilka chwil. Rozpakowywanie się już trochę dłużej. W sumie mogłem poprosić, żeby bagaże przysłali mi po jakimś czasie, ale nie widziałem i nadal nie widzę w tym sensu. Im szybciej się z tym uporam, tym lepiej.
Rozpakowywanie się zajęło mi kilka dobrych godzin. Już zapadł zmrok. Zrobiłem sobie herbatę i usiadłem na tarasie, gdzie mogłem wsłuchać się w szum morza. Mógłbym siedzieć tak bez przerwy. Szum morza to jedna z nielicznych rzeczy, która zawsze potrafi mnie uspokoić.

Z samego rana wybrałem się do sklepu. Gdy buszowałem wśród działu z czekoladkami, spotkałem panią Lend. Staruszka ucieszyła się na mój widok. 
— Finnick! Chłopcze! Już wróciliście? Twój dziadek się ucieszy... ostatnio często przychodził do wypożyczalni i mówił o tobie... nawet nie wiesz jaką radość sprawiło mu to, że znów się kontaktujecie... a jak Mags? Będę musiała się do niej wybrać... czemu nie powiedziała, że wracacie? — kobieta zaczęła zasypywać mnie pytaniami. Nie łatwo było się wciąć do rozmowy. 
— Mags musiała zostać w Kapitolu... — zacząłem. Chciałem powiedzieć prawdę. Jednak strach w oczach starszej kobiety sprawił, że nie dałem rady. Nie mogłem jej tego zrobić. — To nic ważnego, naprawdę... po prostu emmm... ona... no... umówiła się do fryzjera, a wizyta jest dopiero za miesiąc... to naprawdę dobry fryzjer, sam do niego chodzę, ale niestety trzeba czekać... to znaczy... eee... zwycięzcy nie muszą, ale Mags jest zbyt dobrym człowiekiem i zgodziła się poczekać i no... dokładnie... to przez wizytę u fryzjera... — odpowiedziałem. Chyba głupszej wymówki nie mogłem wymyślić. 
— Och tak... to dobrze... jak wróci, to koniecznie mi powiedz! Mamy do nadrobienia lata rozmów! No dobrze... a jak ty sobie radzisz, kochaneczku? Oglądałam z tobą ostatnio wywiad... bardzo mi przykro z powodu rozstania... na pewno nie jest to dla ciebie zbyt proste... widziałam, jak wiele Annie dla ciebie znaczy... no, ale czasem rozstania się zdarzają, naprawdę. Nie ma się czym przejmować... tylko nie zajadaj się tak w tym Kapitolu, żebyś za bardzo nie przytył, chłopcze... a skoro o tyciu mowa... Marlene ostatnio mnie odwiedziła... ach... ta dziewczyna rośnie w oczach! Pewnie cieszysz się, że zostaniesz wujkiem, co? Może poszedłbyś ją odwiedzić? I dziadka powinieneś też odwiedzić, tak bardzo za tobą tęsknił... mówiłam ci już? Chyba mówiłam... No nieważne... już nie przeszkadzam i ruszam w poszukiwaniu sera... do zobaczenia, chłopcze — powiedziała i powolnym krokiem ruszyła w stronę alejki z nabiałem, a ja wróciłem do zastanawiania się, które czekoladki powinienem wybrać. 

Posłuchałem starszej kobiety. Odwiedziłem Marlene... w sumie już wcześniej to planowałem. Nawet kupiłem w Kapitolu pluszaki dla dziecka. Nie wiem co prawda czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, ale pluszaki to chyba uniwersalny prezent i każdy je lubi. 
Aktualnie stoję przed drzwiami domu mojej kuzynki, obładowany torbami z prezentami i czekam, aż ktoś wreszcie się nade mną zlituje. Po chwili, która zdaje się trwać wieczność, drzwi wreszcie uchylają się z głośnym skrzypnięciem, wychyla się przez nie Marlene. 
— Finnick! Co tu robisz? Już wróciłeś? — pyta i dokładnie w tej samej chwili wybiega zza drzwi i rzuca się na mnie w celu przytulenia.  
— Głupie pytanie, jeśli mnie widzisz, to chyba znaczy, że wróciłem, nie uważasz, młoda? A teraz puść mnie, bo mnie dusisz... — odzywam się. Marlene odsuwa się ode mnie. 
— Może wreszcie byłbyś cicho, staruszku... 
— Ej, ej, ej... młoda! Nie przeginaj! A w sumie to chyba powinienem nazywać cię grubaskiem... co ty na to? — spytałem, podnosząc z ziemi torby, które wypadły mi, kiedy kuzynka mnie przytuliła. 
— Jesteś uroczy jak zawsze... — powiedziała sarkastycznie. 
— No przecież mnie znasz... za bardzo się nie zmieniłem, od kiedy skończyłem dziesięć lat — odpowiadam, a na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech.
— Niestety... dobra... chodź do środka... nie będziemy przecież stać przed drzwiami — oznajmiła i weszła do środka. Ruszyłem za nią. 
— Właściwie ja przyszedłem tu tylko na chwilę... chciałem dać prezenty dla malucha i powiedzieć, że przykro mi z powodu naszej tegorocznej trybutki... była siostrą twojego męża, tak? 
— Tak... dzięki, Finnick — powiedziała, gdy tylko weszła do salonu.
— A gdzie jest teraz Len? — spytałem i wszedłem za nią.
— Wiesz... trochę się pokłóciliśmy... trochę bardzo. No i... on tak jakby się wyprowadził... a raczej wyrzuciłam go z domu... jakiś tydzień czy dwa temu... ale nie chcę o tym mówić, dobra? — oznajmiła i usiadła na kanapie.
— Okej... powiedz tylko czy mam się na nim zemścić... wiesz... w szafie mam kilka trójzębów, a jak ktoś krzywdzi moich bliskich to... jestem zwycięzcą... nic mi nie zrobią — mówię i idę w jej ślady, siadając na kanapie.
— Nie, nie trzeba... może po jakimś czasie mu wybaczę... — wzdycha i na dłuższą chwilę zapada cisza. Wtedy do głowy przychodzi mi pewien pomysł.
— Marlene... a co byś powiedziała na jakieś ploteczki, makijaże i tym podobne? — pytam. Kuzynka patrzy na mnie ze strachem.
— No ty chyba żartujesz... nie zamierzam cię malować ani z tobą plotkować... i nie pozwolę ci mnie malować... wyglądałabym okropnie... — zaczyna. Przerywam jej tak szybko, jak mogę.
— Nie! To nie o mnie chodzi... myślałem, że może poszłabyś do Annie... ja w tym czasie odwiedziłbym dziadka, a wy byście pogadały, pośmiały się i w ogóle... tylko nie mów jej, że tu jestem, bo chcę, żeby miała niespodziankę...


_________________________________________________________________________________


Moi drodzy czytelnicy... najpierw o rozdziale, a potem będę się tłumaczyć. Taaak... rozdział to taka przejściówka... w kolejnym będzie wielkie spotkanie naszej ukochanej pary, a teraz był powrót Finnicka do Czwórki... mam nadzieję, że się Wam podoba, bo ja mam mieszane uczucia co do tego rozdziału...  co prawda jest dłuższy niż większość moich rozdziałów, ale chyba jest też trochę słabszy niż moje ostatnie rozdziały.
A teraz czas na moje tłumaczenia... co mogę powiedzieć? Zawiodłam. Zawiodłam na całej linii. Przepraszam, ale naprawdę nie mam czasu i sił... to nie są jakieś puste słowa, ale szczera prawda. Jednak... zasługujecie na trochę dłuższe wyjaśnienia. Dobrze... od kiedy zaczął się wrzesień moje życie polega na ciągłym biegu. Oczywiście głównym powodem jest szkoła i zajęcia dodatkowe. W tygodniu z tych wszystkich zajęć wracam naprawdę późno i nie mam czasu na nic. Oczywiście zostaje jeszcze weekend, ale wtedy jestem tak wykończona, że nie mam na nic sił. Rozumiem, że to brzmi jak słaba wymówka, ale jest to prawda... mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i nie będziecie mieć mi za złe, że piszę tak rzadko...
Ach... i poinformuję, że... kolejny post pojawi się 28. 02. 2017 roku :D
Teraz... zachęcam do komentowania... Wasze komentarze zawsze dodają mi chęci i siły, także... rozumiecie XD 

sobota, 7 stycznia 2017

Rozdział 121 — Przegrali

FINNICK

Jestem wyczerpany. Moi tegoroczni trybuci byli egoistycznymi, zadufanymi w sobie młodymi ludźmi. Mimo wszystko moim obowiązkiem, moją powinnością było utrzymanie ich przy życiu, a ja temu nie podołałem. Przegrałem tę bitwę. Poległem. Finnick Odair nigdy nie przegrywa? Więc co to jest? Czy to nie jest przegrana? Czy to nie jest MOJA przegrana? Byłem ich mentorem. Mimo wszystko.
Czuję się tak, jakbym to ja przykładał noże do ich gardeł. Wiem, że tym razem oni także dołączą do szerokiego grona mych sennych prześladowców, osób, przez które odpoczynku nie zaznaję nawet we śnie. 
Czas nałożyć maskę. Ta sekunda wystarczyła, abym poczuł się nagi. Zupełnie jakby każdy mógł mnie przejrzeć w trakcie jej trwania. 

   — Ktoś tu chyba nas zostawi i wróci do domu, czyż nie? — Z głosu Enobari niezwykle łatwo wyczytać emocje. Tak jak teraz, gdy nabija się ze mnie, a raczej moich poległych trybutów. — Myślałam, że Czwórkę stać na kogoś lepszego. Zwłaszcza że byli to ochotnicy...
   — Och tak, masz rację, ta dwójka była wyjątkowo słaba jak na ochotników. Cieszę się, że ten koszmar wreszcie się skończył i nie muszę więcej oglądać ich wysiłków. Na początku było to dość zabawne... jednak po chwili stało się zwyczajnie nudne. Zgaduję, że u ciebie podobnie... 
   — I tu się mylisz mój drogi, moja Dwójka różni się od twojej Czwóreczki tym, że ZAWSZE wystawia dobrych zawodników w Głodowych Igrzyskach. Popatrz na ten rok... albo na poprzedni, albo jeszcze poprzedni... Dwójka triumfuje znacznie częściej niż Czwórka...
   — Nie chcę cię martwić, ale w zeszłym roku wygrała MOJA trybutka z CZWÓRKI. — Mój głos przeciął powietrze jak brzytwa.
  — Och tak... masz rację... powiedz mi... kogo przekupiłeś, aby tamta tama runęła? Jakąś organizatorkę? A może żonę organizatora? — wyszeptała, pogardliwie.
    — O to już się nie martw, kochana... — odpowiedziałem i po chwili ruszyłem w stronę wyjścia. — Och... jeszcze jedno... daję twoim trybutom jakieś dwa dni, góra tydzień. W tym roku wygra Siódemka. Teraz... czas na mnie. Żegnam wszystkich, do przyszłego roku.


ANNIE


Przegrali. Evelyn przybiegła do mnie zaraz po śmierci trybutki. Była załamana. Jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie.
— Ty nic nie rozumiesz... ja go naprawdę kocham! A ona była jego siostrą... byli ze sobą bardzo zżyci! Co jak on zrobi jakieś głupstwo? Finnick miał ją uratować! Jeśli on się zabije, to będzie wina Finnicka! Rozumiesz?! — krzyczała przez łzy. Jeszcze nigdy nie miałam aż tak wielkiej ochoty, by ją najzwyczajniej we wszechświecie uderzyć i wykrzyczeć jej w twarz, żeby się ogarnęła. Jednak po chwili uświadomiłam sobie, że z całą pewnością ja muszę wyglądać o wiele gorzej, gdy zaczynam histeryzować, a Evelyn nigdy mnie tak nie traktuje, choć najprawdopodobniej również bardzo tego wówczas chce. Warto też dodać, że mi histeryzowanie zdarza się znacznie częściej.
— Przestań! To nie jest jego wina! Dobrze o tym wiesz... mentor nie może pomóc swoim trybutom, gdy ci są już na arenie... jedyne co może to wysyłać podarki od sponsorów. Nic więcej... a jeśli nie chcesz, żeby twój chłopak coś sobie zrobił to najlepiej bądź przy nim, a nie siedzisz tu i się użalasz! KOCHASZ GO? TO ZRÓB COŚ! TO NIE Z TAKĄ EVELYN SIĘ PRZYJAŹNIĘ! MOJA EVELYN NIGDY NIE POZWOLIŁABY SOBIE NA SŁABOŚĆ! — wykrzyczałam. Przyjaciółka spojrzała na mnie zaskoczona. — Chodź... pójdę z tobą... powinnaś być teraz przy nim... on cię potrzebuje — dodałam po chwili milczenia. Czarnowłosa przytuliła mnie.
— Dziękuję, Annie — wyszeptała i podniosła się, czekając na mnie. Po chwili poszłam w jej ślady i razem ruszyłyśmy do domu jej ukochanego.
W tej chwili wolałam nie mówić, że cieszę się z takiego obrotu spraw. Przynajmniej Finnick szybciej do mnie wróci.


_________________________________________________________________________________


Witam Was, moi ukochani czytelnicy w roku 2017!!! 
Tak, wiem... piszę baaaaaaaaaaardzo rzadko, krótko i ostatnio coraz gorzej... niestety brak czasu mocno daje mi się we znaki i takie są efekty... mimo to NIE ZOSTAWIAM ŻADNEGO Z MOICH BLOGÓW, ani tego, ani tego z miniaturkami, ani tego o wszystkim i o niczym. Piszę dalej, choć o wiele rzadziej, ale jednak piszę... mam nadzieję, że nie macie mi za złe tego, że tak rzadko coś się tu pokazuje... 
No dobrze... proszę Was o szczerze opinie w komentarzach :D 
Ach... jest jeszcze jedno... bardzo zależałoby mi na tym, aby... do końca lutego wybiło na tym blogu 50 000 wyświetleń... mam nadzieję, że mogę na Was liczyć z tymi wyświetleniami :D
No dobra... jeszcze raz zachęcam do zostawienia swoich opinii w komentarzach, które z całą pewnością bardzo zmotywują mnie do dalszego pisania :D

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt!!! ♥♥♥

Moi najdrożsi, najwspanialsi czytelnicy! 
Życzę Wam zdrowych i wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku ♥
Żebyście spędzili cudowne Święta w otoczeniu najbliższych, bogatego Świętego Mikołaja... po prostu najwspanialszych Świąt :) 
Życzę również, aby nadchodzący gigantycznymi krokami rok 2017 był dla Was rokiem pełnym szczęścia, zdrowia i radości, aby udało Wam się spełnić wszystkie Wasze marzenia i postanowienia noworoczne :)

piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 120 — Pamiętnik Lory

ANNIE


Drzwi pokoju otworzyły się ze skrzypnięciem. Zamknęłam oczy i dopiero wtedy odważyłam się tam wejść. W środku panował zaduch. Nic dziwnego... ten pokój by odcięty od świata przez osiem lat. Osiem lat. Czas płynie zdecydowanie za szybko. Osiem lat temu straciłam Lorę. 
Otwieram oczy. Wszystko wygląda tak, jak zapamiętałam. Ściany pokryte są białą farbą, miejscami pojawiają się przyczepione do ściany muszelki, uzbierane przez nas na plaży. Tuż nad łóżkiem, przykrytym niebieskim kocem, wiszą jej poprzylepiane do ściany jej rysunki. Każdy w jakiś sposób związany jest z Dystryktem Czwartym. Zresztą... w całym jej pokoju można znaleźć rzeczy, które wskazują na jej miłość do tego Dystryktu. 
Jeszcze chwilę stoję tuż przy drzwiach i przyglądam się wszystkiemu. Ostatecznie jednak zaczynam iść w stronę jej łóżka. Pod nim powinien leżeć jej pamiętnik. Siadam na łóżku. Raz. Dwa. Trzy. Wdech. Wydech. Uspokój się. Nie masz się czym denerwować. To tylko pamiętnik. Dzięki temu poznasz lepiej swoją siostrę. Chyba tego chcesz, prawda? Dobra... dasz radę — mówię sobie w myślach.
Schylam się i wyciągam spod łóżka niebieskie, kartonowe pudło. Przez chwilę przegrzebuję wszystkie rzeczy, które się w nim znajdują, aż po chwili wyciągam z niego zeszyt. Tak, to na pewno pamiętnik Lory. Otwieram go i zaczynam czytać.

Drogi pamiętniczku... 
nawet nie wiem, czy tak się zaczyna pisać pamiętnik... zresztą to trochę dziwne zwracać się do zeszytu "drogi". No dobrze... nieważne... 
Może najpierw się przedstawię? Znaczy... jak kiedyś będę czytać ten pamiętnik to będę wiedzieć kim jestem, ale w sumie wolę napisać.
Nazywam się Lora Cresta i dwa dni temu skończyłam dwanaście lat (dostałam od siostry naprawdę śliczną bransoletkę!!!) co oznacza, że za rok biorę udział w losowaniu na dożynkach. Szczerze już teraz trochę zaczynam się tym martwić, ale chyba nie mam czym. Mieszkam w Czwórce (najcudowniejszym miejscu w Panem! Co prawda... nie byłam nigdzie indziej, ale jestem pewna, że to tu jest najpiękniej) razem z rodzicami i z młodszą siostrą Annie. Naprawdę bardzo dobrze się z nią dogaduję... znaczy czasem potrafi być denerwująca, ale to chyba normalne, że nie zawsze będzie tak dobrze. Poza tym... jest naprawdę wspaniałą siostrą. No, ale nieważne. 
Poza siostrą mam jedną prawdziwą przyjaciółkę... znaczy mam jeszcze więcej znajomych! Ale z Marlene przyjaźnię się najbardziej. Marlene i ja jesteśmy w tym samym wieku i chodzimy do jednej klasy. Do naszej klasy chodzi też pewien chłopak. Jest taki przystojny! Uroczy! Zabawny! A jego oczy potrafią zahipnotyzować! Naprawdę! Raz w nie spojrzałam i o mało się w nich nie utopiłam! 

Właśnie w tym momencie zadzwonił telefon. Moim pierwszym odruchem było wrzucenie wszystkiego z powrotem do pudła i wsunięcie tego pod łóżko. Potem pobiegłam, aby jak najszybciej odebrać. W słuchawce usłyszałam głos Finnicka:
— Rybko! Przed chwilą dzwonili ze szpitala... Mags wreszcie się wybudziła.


 _________________________________________________________________________________

Tak wiem, rozdział miał być tydzień temu. Niestety z powodów technicznych się to nie udało. Problemem tym było to, że... cały rozdział mi się usunął i musiałam pisać go od nowa... jednak... nie było czasu, więc... wyszło coś takiego. Wiem... krótkie (kiedyś się poprawię! XD) i raczej średnie (znów obiecuję poprawę!)... mam nadzieję, że mi wybaczacie i mnie rozumiecie :D Jutro post na blogu Marzyć każdy może...  Post początkowo miał być o snach... jednak najprawdopodobniej będzie o czymś innym :) Mam nadzieję, że mimo to się Wam spodoba :D W środę powinna pojawić się miniaturka na blogu z miniaturkami :) A do tego czasu... także coś się pojawi :D 

niedziela, 23 października 2016

LBA #5

Moi drodzy, kochani czytelnicy... dziś przychodzę do Was z... już piątym na tym blogu LBA!!! Cieszycie się?

A komu zawdzięczamy te LBA? Cudownej, wspaniałej Magic Creature!!! Baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo Ci za to dziękuję!!! :D
To ja już może przejdę do pytań?
Och... jeszcze wspomnę, że na końcu pojawi się ważne ogłoszenie... dobra... bez przedłużania...

1. Ile lat miałaś, kiedy pierwszy raz sięgnęłaś po książkę z własnej woli?

Hmm... wydaje mi się, że miałam jakoś tak jedenaście, dwanaście, trzynaście lat... były to chyba wakacje... z tego co pamiętam była to pierwsza książka z serii "To ja Lucy" Kelly Mckain. Kurcze... z tą książką wiąże się masa wspomnień!!! 

2. Gdzie i u czyjego boku widzisz się za 4 lata?

Za 4 lata... widzę się na studiach... w pewnym, pięknym mieście... (za dwa lata dowiecie się w jakim... a tak Was zaintryguję XD), a u czyjego boku? Nie mam pojęcia... czas pokaże :D

3. Wymień pięciu Twoich ulubionych twórców.

Tylko pięciu? Ale twórców z każdej dziedziny sztuki? No dobra... 
J. K. Rowling
Suzanne Collins
George R. R. Martin
Dave Grohl
Gabrielle Aplin

4. Oglądasz seriale? Jeśli tak to jakie? 

Tak, oglądam seriale...
Teen Wolf, iZombie, zaczynam Grę o Tron i The Originals, Sherlock

5. Czy byłaś kiedykolwiek świadkiem zjawiska paranormalnego?

Nie, nigdy... i szczerze powiedziawszy... cieszę się z tego powodu :D

6. Najmniej ciekawa i niewciągająca książka, jaką w życiu czytałaś?

Pan Tadeusz, Dziady cz.III, ogólnie wszystkie lektury...

7. Wymień Twoich pięć ulubionych paringów z wszelkich książek.

Finnick i Annie (Igrzyska Śmierci)
Romione (Harry Potter)
Jily (Harry Potter)
Connor i Risa (Podzieleni)
Cecile i Tristan (Porwana Pieśniarka)

8. Robiłaś test na Pottermore? W jakim domu jesteś według tamtejszego przydziału?

Tak, robiłam 
Należę do... 
Gryffindoru!! :D 
Nie mam pojęcia dlaczego... znaczy... ja kocham ten dom i chciałbym tam należeć, ale... nie mam pojęcia czy tam pasuję... no wiecie... nie uważam się za specjalnie odważną osobę, ale skoro Pottermore tak mówi...

9. Najpiękniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek odwiedziłaś? (Tak, sny też się liczą ;))

Hmmm... byłam kiedyś na wycieczce klasowej w Czechach... i tam zwiedzaliśmy pewien park... chyba krajobrazowy... tak... było tam pięknie...

10. Miałaś kiedyś okazję zamienić kilka słów z kimś sławnym?

Jeszcze nie... jeszcze XD

11. Co sądzisz o Albusie Persiwalu Wulfryku Brianie Dumbledorze?


Hahah... taki mały żarcik XD Kocham tego mema XD
A tak serio... uważam, że Dumbledore jest naprawdę wielkim, niezwykle inteligentnym i... po prostu wspaniałym czarodziejem :D

Ja nominuję: 

Moich kochanych czytelników do odpowiedzenia w komentarzu (no chyba, że zostali już nominowani) :D

Oto moje pytania:

1. W jaki sposób odkryłaś Igrzyska Śmierci? 
2. Dlaczego lubisz tą trylogię?
3. Pięć ulubionych książek (poza Igrzyskami) 
4. Kto jest Twoim idolem? Dlaczego? (można wymienić kilka osób)
5. Gdzie chcesz mieszkać? Dlaczego?
6. Wiesz już co chcesz robić w życiu? Co?
7. Chodzisz z głową w chmurach czy twardo stąpasz po ziemi?
8. W skali od 1 do 10... jak bardzo chcesz już wakacje?
9. Co myślisz o Samie Claflinie? (Tak, musiałam XD)
10. A o Finnicku Odairze? 
11. Czy czytałaś Harry'ego Pottera? Jeśli tak to jakie są Twoje ulubione postacie? 



A teraz: 
OGŁOSZENIE!!

Moi drodzy, kochani czytelnicy, jak mogliście zauważyć... ostatnio nie mam na nic czasu. Ostatecznie postanowiłam, że... zrobię tak: 
W kolejną sobotę pojawi się tu rozdział, w następną sobotę post na blogu: "Marzyć każdy może...", a w jeszcze kolejną (lub wyjątkowo wcześniej) miniaturka na blogu z miniaturkami. Po miniaturce nastąpi tydzień przerwy, a potem znów pojawi się rozdział tu, potem na blogu "Marzyć każdy może...", a potem miniaturki... i tak aż do odwołania... mam nadzieję, że spodoba Wam się ten pomysł i uda mi się go zrealizować. Myślę, że taka systematyczność dobrze zrobi tym blogom :) 

No dobrze... to już chyba wszystko... a nie! Chwila! Jest jeszcze coś...
Ostatnio spada aktywność na tym blogu... wiem, że nigdy nie poruszałam tego tematu, bo jestem niezwykle szczęśliwa nawet, kiedy widzę ten jeden, jedyny komentarz i nie chcę narzekać, bo na początku nie pojawiały się żadne komentarze. Jednak to trochę niepokojące... nie wiem czemu tak się dzieje... czy nie podoba Wam się to co tu piszę, czy denerwują Was tak długie przerwy w publikowaniu rozdziałów, czy może po prostu nie macie czasu... naprawdę już nie wiem, dlatego... napiszcie mi... czy to ze względu na brak czasu (który doskonale rozumiem) czy po prostu blog zmienia się na gorsze? 

sobota, 1 października 2016

Rozdział 119 — Strych

ANNIE


Moja siostra zawsze ceniła sobie prywatność. Nawet gdy byłyśmy małymi dziewczynkami, nie pozwalała mi wchodzić do jej pokoju bez pytania. Jeśli nie było jej w domu, pokój był zamknięty na klucz, który miała doczepiony do łańcuszka, aby zawsze mieć go przy sobie. Odkąd pamiętam, zastanawiałam się, co było powodem jej zachowania. Gdy miałam pięć lat, myślałam, że ma tam przejście do magicznej krainy, zupełnie innej niż Panem i nie chce nikomu jej pokazywać. Później podejrzewałam, że przygarnęła jakiegoś psa, albo kota, bez zgody rodziców. Ostatecznie po dożynkach, w których wydano na nią wyrok śmierci, przestałam się nad tym zastanawiać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że trzymała tam swoje sekrety i to ich strzegła jak oka w głowie. Nie pokój był jej tajemnicą. Po prostu tam ją trzymała.
Zmierzam na strych. W prostym celu. Idę odszukać starej skrzyni z pamiątkami rodzinnymi, gdzie powinien znajdować się łańcuszek z kluczykiem, noszony zawsze przez moją siostrę. Wspinanie się po lekko spróchniałej drabinie z zabandażowanymi dłońmi, gdy jest się jedyną osobą w domu, nie jest zbyt bezpieczne i gdyby Finnick się o tym dowiedział, chyba przestałby się do mnie odzywać na miesiąc, ale wiem, że muszę to zrobić. Zaciskam zęby, zamykam oczy i zaczynam wspinaczkę.
Po pokonaniu dwóch ostatnich szczebli drabiny i po ustaniu na podłodze wreszcie otwieram oczy. Rozglądam się po strychu i już po chwili wiem, gdzie jest to, czego szukam. Stara skrzynia, w której znajdują się skarby naszej rodziny stoi przede mną, a promienie słońca, wpadające tu przez folię, zasłaniającą dziurę, w której niegdyś znajdowała się szyba, oświetlają jej zdobione muszlami wieko. Biorę głęboki wdech i podchodzę do kufra z rodzinnymi pamiątkami. Otwieram go i moim oczom ukazuje się ogrom albumów i jakichś zeszytów, a na samym wierzchu leży łańcuszek z przyczepionym kluczykiem. Biorę go w rękę i chowam do kieszeni bluzy. Zamykam skrzynię i już mam odchodzić, gdy nachodzi mnie myśl, żeby przejrzeć zawartość tamtej skrzyni. Przecież pokój Lory nigdzie nie ucieknie i nic się nie stanie, jeśli jeszcze trochę tu posiedzę.
Zawracam i znów podchodzę do skrzyni, otwieram ją, a następnie wyciągam z niej pierwszy lepszy album. Siadam na podłodze, aby móc przejrzeć stare fotografie. Otwieram album i zanurzam się we wspomnieniach.

Strona za stroną, wspomnienia w mojej głowie stają się coraz bardziej wyraźne. Na tej stronie są zdjęcia, jak razem z siostrą na brzegu morza robiłyśmy bransoletki z muszelek. Pamiętam to doskonale.

Dwie dziewczynki siedzą na brzegu morza. Fale od czasu do czasu lekko muskają ich stopy, lecz one, przyzwyczajone do dotyku wody, zdają się nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Zamiast tego uparcie wpatrują się w plecionki, które tworzą z linek i muszelek, uzbieranych rano na plaży. Ich dumni rodzice, stoją wtuleni w siebie. Ich ojciec w ręku trzyma aparat i robi im zdjęcie. Dziewczynki, słyszą charakterystyczny dźwięk, który wydaje ich stary aparat, w trakcie robienia zdjęcia. Odwracają głowy w tym kierunku i uśmiechają się. Aparat uwiecznia ich uśmiechy. Dziewczynki wstają i pokazują rodzicom swoje bransoletki. Ta zrobiona przez starszą siostrę jest tysiąc razy ładniejsza. Młodsza z dziewczynek patrzy na nią z zazdrością. Ten moment i ten wzrok również zostały uwiecznione. Starsza z sióstr zauważa wzrok młodszej i oddaje jej swoją bransoletkę, a bierze bransoletkę młodszej dziewczynki. Wtedy obydwie dziewczynki, radośnie uśmiechają się do aparatu, który znów robi zdjęcie. Po ostatnim zdjęciu dziewczynki założyły swoje bransoletki i przysięgły, że nigdy ich już nie zdejmą. Młodsza nie dotrzymała słowa. Rozstała się ze swoją, kiedy trafiła na arenę Głodowych Igrzysk. Nosiła wtedy medalion, który dostała od ukochanego. Bransoletkę od siostry zostawiła w Czwórce.

Łzy zaczynają gromadzić się w moich oczach. Spoglądam szybko na bransoletkę, znajdującą się na moim nadgarstku.
— Wybacz, że nie dotrzymałam słowa... — szepczę i łzy zaczynają spływać mi po policzkach.

_________________________________________________________________________________

Hej, hej, hej!!! Już jestem!! Wiem, że ostatni rozdział pojawił się w... sierpniu, a ja pisałam, że będą pojawiać się około dwóch rozdziały na miesiąc... przepraszam, ale ja naprawdę nie daję rady. Po prostu... nie mam na nic czasu... w każdym tygodniu (o ile nie w każdym dniu) mam jakąś kartkówkę, sprawdzian, albo nauczyciele pytają... do tego dochodzi ogrom prac domowych i zajęć dodatkowych. Dlatego... przyjmijmy, że będą pojawiać się średnio po jednym rozdziale, miniaturce i poście na miesiąc. Czasem będzie pojawiać się ich więcej... ale wiecie... to zależy od tego, jak dużo czasu wolnego będę mieć.
Jeśli chodzi o ten rozdział... nie wiem co o nim myśleć, ale chyba tragedii nie ma, prawda? :) Koniecznie napiszcie mi co o nim myślicie :D
Zapraszam Was na mojego innego bloga, na którym tydzień temu pojawił się wpis dotyczący nauki angielskiego :)
Tymczasem... ja lecę komentować wpisy na blogach, które czytam :D

niedziela, 11 września 2016

Nowy blog... znowu i zwiastun :D

Taaak... jak tak dalej pójdzie to więcej będzie tu informacji o moich nowych blogach niż rozdziałów... no, ale nieważne... poprawię się :D
Jak dobrze widzicie... mój kolejny blog już został otwarty!! Tym razem jest to blog o wszystkim :)
Szablon na tamtym blogu wkrótce się zmieni... teraz jednak jest taki zwykły :) Tak samo... na razie brakuje tam zakładek, ale... z czasem wszystko się pojawi :) 
No dobrze... bo ja się niepotrzebnie rozpisuję... tutaj jest link :) Mam nadzieję, że nowy blog się Wam spodoba :)

Och... jeszcze inna ważna sprawa!!! Zachęcam do... zajrzenia w nową zakładkę na tym blogu... w zakładkę ze zwiastunem, gdzie niedługo pojawi się nowy zwiastun :) 
Powered By Blogger