wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 18- Czternaste urodziny

ANNIE

   Dziś moje urodziny. Kończę czternaście lat. Dokładnie za miesiąc są urodziny Finnicka. Za dwa miesiące jest nasza rocznica przyjaźni. Znamy się już dwa lata. Czas szybko leci. Ja nigdy nie zapomną jego igrzysk. On raczej też. Dlatego zawsze w nocy budzi się z krzykiem. Śnią mu się koszmary. Co noc wraca do świata 65 Głodowych Igrzysk. Wiem, bo ciocia znalazła pracę i jest na lądzie tylko w jeden weekend w miesiącu. Mną i Finnickiem opiekuje się Mags. Zawsze kiedy mój przyjaciel ma koszmary i krzyczy, ja przychodzę do niego do pokoju i rozmawiamy, dopóki nie zaśniemy. W zamian za to on co dzień odprowadza mnie do szkoły i przychodzi po mnie. Cieszę się, że go mam. Wymykam się z pokoju, żeby nie obudzić Finnicka. Niestety mi się nie udaje. 
-Wszystkiego najlepszego.-Zaczyna Finnick.
-Dzięki. Miło, że pamiętałeś.
-Ja miałbym zapomnieć?-Robi minę jakbym go uraziła.
-No wiesz, różnie bywa.- Uwielbiam się z nim droczyć.
-Czuję się urażony.
-Trudno. Przeżyję to.
-Podła jesteś.
-Nie powinieneś mi tak mówić w urodziny. Teraz to ja czuję się urażona.
-Przepraszam.- Podchodzi i mnie przytula. Tak jak zawsze. Jak przed swoimi igrzyskami. Tylko trochę urósł od tego czasu. Ja też, ale on więcej. Teraz jak go przytulam to słyszę bicie jego serca. Chciałabym, żeby biło dla mnie.
-Żartowałam. Dobra, chodź na śniadanie, bo się spóźnię do szkoły.
-No to chodź.-Mówi, ale nadal mnie przytula.
-No to może mnie puść.
-Nigdy.
-Haha Finnick. Ja nie żartuję.
-Ja też nie. Możemy tak iść.
-Masz zamiar tak schodzić po schodach? Żartujesz sobie?
-Jeszcze nigdy nie byłem bardziej poważny.
-No dobra, to chodź.- I idziemy na dół, cały czas przytuleni do siebie. Może to głupie, ale się cieszę. Cieszę się, że mnie przytula. Teraz chcę tylko zatrzymać tę chwilę na zawsze.
-Czy wy ogłupieliście?- Zaczyna Mags, ale nie jest zła, tylko się śmieje.
-A czy my kiedykolwiek byliśmy normalni?- Odpowiada Finnick.
-W sumie to nie. Dobra Finnick puść ją i zjedzcie śniadanie. A i wszystkiego najlepszego Annie.
-Dziękuję.- Odpowiadam Mags.


FINNICK


   Właśnie odprowadzam Annie do szkoły. Robię to zawsze od powrotu. Wyjątkiem było Tournée zwycięzców. Od tego roku jeszcze Igrzyska. Mam być mentorem. Docieramy na miejsce. Przytulam ją.
-Przyjdę po ciebie po lekcjach.
-Wiem. Jakby co to będę czekać.
-Dobra.- I zawracam. Znowu będę siedział sam kilka godzin, co prawda tym razem będę miał zajęcie. Bo chcę zrobić Annie niespodziankę, która nie będzie jakaś niesamowita, bo to tylko piknik w naszym miejscu, ale myślę, że jej się spodoba.
   Wszystko już gotowe. Mags zrobiła jedzenie, ja je ponosiłem i położyłem koc i zapakowany prezent na piasku. Zaraz idę po Annie. Właściwie to już idę, a zaraz będę pod szkołą. Chyba trochę się spóźniłem, bo Annie już czeka, a gdy mnie zauważa zaczyna biec w moją stronę i rzuca mi się na szyję. Znowu czuję jej zapach. Znowu jestem szczęśliwy.
-Mam dla ciebie niespodziankę. Chodź się przebrać i idziemy w nasze miejsce.
-Dobrze, w takim razie... Ścigamy się.- I zaczyna biec. Ja biegnę za nią. Nigdy nie nadążam. Naprawdę jest szybka. Kiedy dobiegam do domu ona już jest w pokoju i się przebiera.
-Wygrałam.- Uśmiecha się do mnie. Szczerze to nawet nie zauważyłem kiedy wyszła z pokoju.
-Jak zawsze. To teraz idziemy w nasze miejsce, ale tym razem się nie ścigamy.
-Dobra.- Wyciąga do mnie rękę, którą ja łapię i tak idziemy. Wychodzimy z domu i idziemy w ciszy przez plażę, ale Annie przerywa tą ciszę.
-Pamiętasz, jak wygrałeś i szliśmy w nasze miejsce? Wtedy też trzymaliśmy się za ręce.
-Chyba nigdy tego nie zapomnę.
-Ja też. Już prawie jesteśmy, więc co to za niespodzianka?
-Idź zobaczyć. Może to nic specjalnego, ale się starałem.
-Liczy się to, że pamiętałeś. Dziękuję. To chodź, bo chcę zobaczyć co to.
-Idę.
   Kiedy już jesteśmy, ona podchodzi do paczki i patrzy na mnie pytająco.
-Otwórz.- Otwiera i uśmiecha się  do mnie.
-Dziękuję. To wspaniałe.-Zaczyna płakać.
-To tylko album ze zdjęciami.
-Tu są wszyscy, których kocham. Jest moja siostra, rodzice, ty, Mags. Dziękuję. Naprawdę.- I przytula mnie. Ja odwzajemniam uścisk.
-Nie ma za co. Dla ciebie wszystko.
-Skąd masz te zdjęcia?
-Kilka z twojego starego domu.- Patrzy pytająco.- Okno było wybite i wszedłem. Kilka z domu twojej cioci, a nasze zdjęcia i Mags z jej domu.
-Nic ci się nie stało jak przechodziłeś przez okno?
-Nie.
-Nie wierzę.
-Tylko lekko się zraniłem, ale to nic wielkiego, naprawdę.-Czemu jestem taki głupi? Po co się przyznawałem? Może to przez te jej cudowne oczy... Finnick! Daj spokój! Nie myśl tak. To tylko twoja przyjaciółka.
-Gdzie?
-Na brzuchu.
-Pokaż.-Podwijam koszulkę, bo nie chcę się z nią kłócić.- Finnick, powinieneś bardziej uważać. Jeszcze coś by ci się stało, znacznie gorszego niż to, a nigdy bym sobie nie wybaczyła. Nigdy. W ogóle liczę na to, że to oczyściłeś.- Kiwam głową, bo to zrobiłem, a w momencie, w którym opuszczam koszulkę, ona podchodzi i wtula się we mnie.-Uważaj na siebie. Bo kiedyś może stać się coś gorszego niż to, że zostanie ci blizna. A tego bym nie zniosła.
-Obiecuję.- I wtedy mnie całuje. Ja odwzajemniam ten pocałunek, który trwa dłużej niż ten, który daje się bliskim na pożegnanie, ale krócej niżbym chciał. Chociaż nie powinienem chcieć. Teraz rozumiem. Ja ją kocham. Naprawdę. Moje serce bije tylko dla niej.
-Przepraszam. Nie powinnam.-Chce odejść, ale ja jej nie pozwalam. Tylko kręcę przecząco głową. Chcę powiedzieć "Kocham Cię. Moje serce bije tylko dla ciebie." Zamiast tego wybieram głupie:
-Daj spokój. Nic się nie stało.


                                                                               ***
   Z okazji zwiastuna dziś taki romantyczniejszy rozdział :) Aaaaa... jak ja się cieszę tym zwiastunem! No i oczywiście tym, że mój blog ma już ponad 200 wyświetleń. Dziękuję.

ZWIASTUN!!!



Też się cieszycie? Ja baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo!

Chyba trzeba to uczcić nowym rozdziałem co? Już się wstawia!
PS Widzieliście? Zaczyna się ślubem Finnicka i Annie!

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 17- Praca

ANNIE


   Jestem już w domu. Razem z ciocią. Obie jemy kolację w kuchni. Jestem taka szczęśliwa. Finnick wreszcie jest w naszym Dystrykcie, wreszcie rozmawialiśmy. Tak za nim tęskniłam.
-Annie, po kolacji zrobię herbatę i posiedzimy razem w salonie dobrze? Musimy poważnie porozmawiać.- O co jej chodzi? Znowu coś zrobiłam? Zgadzam się, więc kiwam głową. Wiem, że ciotka nie ustąpi, wolę mieć to za sobą.
  Siedzę na kanapie i czekam na herbatę z ciotką... wróć, ciotkę z herbatą. Jakbyśmy nie mogły rozmawiać bez tej herbaty.
-Proszę, oto herbatka. Taka jak lubisz z czterema kostkami cukru.- Uśmiecha się do mnie, ja odwzajemniam ten uśmiech.
-Dziękuję.
-Dobra, czas przez to przejść. Annie. Wiem, że nigdy nie zastąpię ci mamy czy siostry, ale wiedz, że możesz na mnie liczyć. Teraz jesteś w trudnym wieku. Zakochujesz się. To normalne. Tylko proszę nie zamykaj się w sobie, tylko rozmawiaj ze mną.
-Co?
-Widzę co czujesz do Finnicka. Nie jestem ślepa. Widzę co on czuje do ciebie.
-Ciociu, daj spokój.  My się tylko przyjaźnimy. Jak się w nim zakocham to raczej ci powiem.
-Mam nadzieję. A chcesz o czymś porozmawiać?
-Tak. Dlaczego nikt mi nie powiedział o wyjeździe rodziców Finnicka?
-Nikt nie chciał cię denerwować. Widzieliśmy jak ciężkie były dla ciebie te miesiące.
-Więc woleliście, żebym dowiedziała się w ostatniej chwili?
-Przepraszam. Teraz nic przed tobą nie ukryję. Dlatego też musisz wiedzieć, że w przyszłym miesiącu zaczynam pracę. Więc będziesz mieszkać z Mags, bo ja na lądzie będę tylko w jeden weekend w miesiącu i kiedy Mags będzie musiała wyjechać. Przepraszam.
-Przynajmniej już wiem. Łatwiej będzie mi się przyzwyczaić. Dziękuję.


FINNICK


   Teraz mieszkam u Mags. Już u niej jestem i właśnie jemy kolację.
-Finnick, muszę ci coś powiedzieć.
-Co? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że teraz co noc będę mieć koszmary? Bo wiesz, takowe już miałem, nawet budziłem się z krzykiem.
-Nie, nie chcę ci tego mówić, bo wiem, że to wiesz, ale spokojnie kiedyś się nauczysz nie budzenia z krzykiem, będziesz tylko zlany zimnym potem. Chcę ci powiedzieć, że za miesiąc wprowadzi się tu Annie. Jej ciotka dostała pracę i będzie tu tylko w jeden weekend w miesiącu, albo kiedy mnie nie będzie.
-To dobrze czy źle?
-Tak i tak.
-No tak. To ja idę spać. Dobranoc Mags.


                                                                              ***


   Ten rozdział jest baaardzo nudny, przepraszam. Przy następnych bardziej się postaram. A tak na marginesie, to wiecie, że już we wtorek zwiastun do Kosogłosa cz. 2? Jestem taka szczęśliwa. No może nie do końca, bo przecież jak wyjdzie Kosogłos cz. 2 do kin to na co będziemy czekać? A po za tym większość z nas raczej wie, co się tam stanie. Chociaż w sumie i tak MEGA się cieszę, że będzie już zwiastun. Ooo... i ciekawe kiedy będzie zdjęcie z Finnickiem. Już nie mogę się doczekać.
I tak wiem napisałam to baaardzo chaotycznie.

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 16- Powrót Finnicka

ANNIE


   To już dziś. Dziś Finnick do mnie wróci. Znowu będzie wszystko dobrze. Tylko czemu ciocia i jego rodzice tak dziwnie się zachowują? Martwię się o nich. Ale dziś powinnam myśleć tylko o moim przyjacielu. Będzie za godzinę. Za godzinę z nim pogadam. Pogadam o wszystkim. Boję się jednak rozmowy na jeden temat. Na temat tego co powiedział na arenie i na wywiadzie. "Zrozumiałem, że ją kocham dopiero na arenie" to jego słowa. Ja też go kocham, ale boję się, że to wszystko zepsuje.


FINNICK


   Właśnie wjeżdżamy na stację. Cieszę się, smucę i boję jednocześnie. Cieszę się bo wracam, smucę bo rodzice wyjeżdżają, boję rozmowy z Annie. Właśnie ją widzę. Uśmiecha się i macha. Ja odmachuję. Obok niej są moi rodzice i jakaś kobieta, prawdopodobnie ciocia Annie, im też macham. Zatrzymujemy się. Wysiadam razem z Mags.
   Jesteśmy na plaży. Ja, Annie, Mags, ciocia Annie i moi rodzice. Zaraz będą wsiadać na statek. Annie powstrzymuje łzy, ja nie. Płaczę. Żegnam się z nimi, podobnie jak tradycja Dystryktu Czwartego nakazuje żegnać się z bliskimi, z którymi więcej się nie zobaczymy. Pocałunek w usta. Krótki całus. Więcej ich nie zobaczę. Wsiadają na statek. Machają nam jeszcze przez chwilę i znikają. Annie zaczyna płakać. Nikt nie wie co robić, więc podchodzę i przytulam ją jak przed Igrzyskami. Znowu czuję jej zapach. Znowu czuję radość. Choć to dziwne w takiej sytuacji.
-To ja powinnam cię teraz przytulić, a nie ty mnie. Przepraszam Finnick.
-Daj spokój Annie. Nic się nie stało, a poza tym może ja lepiej się czuję przytulając ciebie. Nie pomyślałaś o tym?-Ona tylko patrzy mi w oczy i uśmiecha się.
-Idziemy w nasze miejsce?-Szepcze tak jak Mags w tamtym dziwnym pomieszczeniu. Ja tylko kiwam głową.
-Mags? Możemy iść z Annie?
-Idźcie. Ja zaproszę Elen na herbatkę i później przyjdziecie do mnie dobrze? Do Wioski Zwycięzców.
-Kto to Elen?
-Ciocia Annie.- Odpowiada i odchodzą. Wstyd mi, że nawet nie wiedziałem jak nazywa się ciocia najbliższej mi osoby. Rodziców nie liczę. W końcu wyjechali. Uśmiecham się więc do Annie, podaję jej rękę i idziemy. Dziwnie się czuję. Idę z nią trzymając się za ręce. Jest tak cicho, że słyszę bicie naszych serc. Jest w tym samym rytmie. To coś znaczy? Może to tylko moje serce? Nie wiem. Nic nie wiem. Docieramy w nasze miejsce i zaczynamy rozmawiać. Jak zawsze. Uwielbiam to.
-Nie uwierzysz co się stało w dzień otwarcia Igrzysk.- zaczyna Annie.
-Tak, wiem. Zemdlałaś.
-Bardzo śmieszne Finnick. Ja mówię serio.
-Ja też.- Patrzy na mnie ironicznie.-Mów dalej.
-Kiedy weszłam do szkoły zatrzymał mnie brat Rose z tą jego grupką. Oczywiście zaczęli mnie wyśmiewać.-Zabiję tego durnia.-Nic by to mnie nie obeszło, gdyby nie to, że powiedzieli, że przegrasz i jesteś żałosny, wtedy się wkurzyłam, ale on zaczął mówić o mojej siostrze.-Zabiję go.- Już miałam coś powiedzieć, ale odezwała się Evelyn i mnie broniła. Rozumiesz? To było dziwne. Powiedziała, że chce zakopać topór wojenny i takie tam. Ona pomagała mi przetrwać, kiedy ty byłeś na arenie.
-To dziwne.
-Bardzo. Tylko Finnick, proszę nie rób nic temu idiocie. Wystarczy, że zabiłeś Rose. To wystarczająca kara.- Skąd ona to wiedziała?-Wyczytałam z twoich oczu. To też.- Uśmiecha się do mnie.
-Annie.
-Co?
-Naprawdę cię ko... stęskniłem się za tobą.- Stchórzyłem w ostatniej chwili.
-Wiem. Ja też.-Uśmiecha się i mnie przytula. Ja odwzajemniam uścisk i nie marzę o niczym innym jak o zatrzymaniu tej chwili.


                                                                           ***


   Już jest ponad 200 wyświetleń. Dziękuję!!!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 15 - Co "tak nagle"?

FINNICK



   Budzę się w białym pomieszczeniu. Mags jest już przy mnie.
-Dziś masz wywiad.
-Znowu?
-Tak.
-Czemu jesteś taka dziwna?
-Wydaje ci się.- Uśmiecha się, ale inaczej niż zwykle. Widzę, że coś jest nie tak.
-Na pewno?
-Tak.
-Kiedy wrócę do domu?
-Będziemy za trzy dni. Dziś wywiad i prezentacja wygranego i jego zespołu, a do tego oglądanie powtórki i wywiadu z bliskimi.
-A jak długo spałem?
-Jakiś tydzień.
-Tydzień?
-Tak. Tydzień. Teraz coś zjedz, a ja pójdę zadzwonić.- Uśmiecha się do mnie z wysiłkiem.
-Dobrze.-Kiedy wychodzi ja chcę iść za nią. Tylko nie mogę. Jestem podłączony do jakiś rurek. Słyszę jednak zza drzwi fragment jakiejś rozmowy. Wiem, że to Lolita zatrzymała Mags.
-I jak powiedziałaś mu? Jak on się czuje?
-Chyba dobrze, ale nie powiedziałam. Jak mogłabym mu powiedzieć? Załamałby się.
-Musisz. To dziwne, że tak nagle...
-Tak, wiem. Tylko chodź już, bo jeszcze to wszystko usłyszy.- I odchodzą. Tylko o co chodziło? Co "tak nagle"? Mam się bać? Coś z Annie? Coś z rodzicami? Dlaczego jestem przyczepiony do jakiś rurek? Dlaczego tego wcześniej nie zauważyłem? Szarpię się. Chcę się dowiedzieć o co chodzi. Coś wpływa do moich żył. Zasypiam.
   Otwieram oczy. Obok mnie ktoś siedzi. Niestety nic nie widzę. Dlatego strzelam kto to może być.
-A... Mags?-Chciałem powiedzieć Annie, ale przypomniałem sobie, że jestem w Kapitolu.
-Tak, to ja. -Patrzę na swoje ręce. Nie ma tam żadnych rurek. Chyba mnie odłączyli.
-Długo spałem? Kiedy wywiad?
-Trzy dni. Wszystko przełożyliśmy na dziś.
-O co chodziło w twojej rozmowie z Lolitą?
-Wiedziałam, że usłyszysz. Tylko mów ciszej.
-Dobra. Powiesz mi wreszcie?
-Twoi rodzice razem mają wypłynąć w rejs kiedy tylko wrócisz. Zdążysz się z nimi przywitać i pożegnać. Później ja mam się tobą opiekować.-Szepcze moja mentorka,a ja nie mogę w to uwierzyć.
-Ale jak to? Już nie wrócą? Nigdy?
-Nie. Raczej nie. Przynajmniej żyją. -Dalej szepcze. Nie rozumiem dlaczego nie mówi normlanie, tylko szepcze.
-Ale dlaczego wypływają?- Dziwne, ale nie płaczę.
-Pogadamy kiedy indziej.Jutro wyjeżdżamy.- Tym razem mówi normalnie.Wstaje i kieruje się do... ściany? Gdzie w tym wariatkowie są drzwi?-Zapomniałabym. Zaraz przyjdzie ekipa przygotowawcza, a potem stylistka.-Uśmiecha się słabo i wychodzi. Ja zastanawiam się dlaczego jest taka smutna. Dlatego, że moi rodzice muszą wyjechać czy dlatego, że będzie musiała się mną opiekować? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Mam dość zmartwień.
   Oglądamy powtórkę z Igrzysk. Wszyscy. Ja siedzę w jakimś fotelu, z koroną na głowie. Zakładał mi ją sam Snow. Musiałem patrzeć w te jego podstępne oczy i ściskać jego rękę, kiedy mi gratulował. Nienawidzę go. Przez niego walczyłem na arenie, a teraz muszę przeżywać to od nowa, bo oglądamy powtórkę. Momentami wplatają wywiady z bliskimi. Teraz jest moment kiedy zostałem ranny. Wpleciona została rozmowa z Annie.
-A co czułaś kiedy został ranny?- Pyta Caesar.
-Na początku upadłam na podłogę, zaczęłam zanosić się płaczem i nie patrzyłam w ekran, co prawda koleżanka mnie uspokajała, ale kiedy usłyszałam armatni wystrzał wszystko zrobiło się ciemne i zemdlałam.. -To było urocze i straszne jednocześnie. Płakała, a potem zemdlała. Uśmiecham się jak głupi kiedy to słyszę. Nie powinienem. To był tak naprawdę jedyny moment na jakim się skupiłem. No prawie. Oczywiście jest jeszcze moment kiedy mówię, że kocham Annie, no tak. Zapomniałem o tym.


                                                                              ***


   Hej moi drodzy! Dziś Dzień Dziecka! Cieszycie się? Ja bardzo, bo chociaż mam szesnaście lat co rok obchodzę ten dzień. Bo jak wiadomo jeszcze jestem dzieckiem. Dlatego wstawiam nowy rozdział i chcę życzyć wszystkiego dobrego z okazji Dnia Dziecka tym co są dziećmi i tym co czują się dziećmi. 

piątek, 29 maja 2015

Rozdział 14 - Wygrana

FINNICK


  Zostałem tylko ja i Rose. Zabiję ją. Muszę. Zabiłem tylu ludzi, że nie będę miał problemu i z nią. Poluję na nią. Jest przy Rogu. Mam już sieć. Zaatakuję jak zawsze. Zarzucę sieć i przebiję ofiarę trójzębem. Czekam na najlepszy moment. Zarzucam sieć i już chcę ją przebić, kiedy ona się odzywa.
-I co wrócisz do swojej głupiej Annie?
-Ona nie jest głupia.
-No chyba raczej jest.
-Nie. Zabraniam ci tak mówić. A zresztą za długo nie pożyjesz. Jesteś zaplątana w sieć. Zaraz przebiję cię trójzębem.
-Kochasz ją. Idioci się dobrali. Przebij mnie, a nie gadasz. Mam cię dość.-Chyba myśli, że tego nie zrobię. Nie mam skrupułów od kiedy zabiłem dziewczynę z Piątki.
-Tak, kocham ją. A ciebie już przebijam- Robi zdziwioną minę i tak już zostaje. Z utkwionym trójzębem w ciele. Ją też zabiłem.


ANNIE


   Co on powiedział? Kocha mnie? Ale jak? Ja sama nie wiem co teraz czuję. W głębi serca bardzo się cieszę. Naprawdę. O co chodzi? Muszę z nim pogadać. Tylko kiedy? Tylko jak? Evelyn do mnie biegnie.
-Oglądałaś?
-Tak.
-On cię kocha.
-Wiem.
-Wygrał.
-Tak.
-Umiesz powiedzieć co więcej?
-Nie teraz.
-Rozumiem. Mam sobie iść?
-Nie. Możesz zostać.
-Dziewczyno szalejesz. Powiedziałaś trzy słowa.
-Yhy.
-Ciesz się. Finnick wygrał.
-Cieszę się, ale nie wiem co mam myśleć. On naprawdę mnie kocha? Czy tylko tak powiedział?
-Ty się tym przejmujesz?
-Tak.
-A ty co czujesz?
-Nie wiem. Mam mętlik w głowie. Chyba też go kocham. Tylko nie chcę, żebyśmy wszystko zepsuli. Naszą przyjaźń.
-Chyba jednak zostawię cię samą. Pomyśl o tym w spokoju.
-Yhy.
   Idę w nasze miejsce. Postanawiam nie myśleć o tym co powiedział Finnick. Postanawiam się cieszyć. Dlatego biegnę na miejsce i krzyczę ze szczęścia. Drę się na cały Dystrykt. Mój przyjaciel do mnie wróci. Dotrzymał słowa. Tak się cieszę. Kocham go. Chyba. Znaczy na pewno, ale jako przyjaciela. Może o to mu chodziło. Że kocha mnie jak przyjaciółkę. Nieważne. Ważne jest tylko to, że do mnie wróci.


                                                                      ***
   Kolejny rozdział dodany. Napisałam już dwadzieścia osiem, a dodaję czternasty. No cóż. Ten jest jeszcze nudny, ale naprawdę dumna jestem z dwudziestego. Mam nadzieję, że nie jesteście źli, że te rozdziały są nudne i jakby nijakie. Musicie się jeszcze trochę przemęczyć.

czwartek, 21 maja 2015

Rozdział 13 - Finałowa ósemka

FINNICK


   Minęły trzy tygodnie od rozpoczęcia Igrzysk. Zostało dziesięcioro trybutów. Muszę przeżyć tylko dziewięciu i wrócę do domu. Do Annie. Jak ja za nią tęsknię. Ciekawe co teraz robi. Obracam w rękach medalion, który pozwolili mi nosić na Igrzyskach. Mam tu zdjęcie rodziców i moje z Annie. Te z Annie włożyłem tu w dniu dożynek. Dobrze, że to zrobiłem. Teraz mam przynajmniej coś związanego z moją przyjaciółką. Mam coś co przypomina mi o tym, że muszę być silny.
-Ty znowu rozmyślasz o tej swojej Annie?- pyta Rose.
-Tak. Masz z tym jakiś problem?
-No raczej. Idź po wodę źródełka i się na coś przydaj.- Niedawno odkryliśmy źródełko w lesie. No i ten las też. Więc idę. Tam nikt nie będzie mówić mi co mam robić. I będę mógł myśleć o Annie. Coś jednak mnie zatrzymuje. Mam wrażenie, że oni coś knują. Zaczaję się za drzewami. Podsłucham ich.
-Trzeba się go pozbyć.-Zaczyna chłopak z Jedynki.
-Kogo?-Dopytuje dziewczyna z Dwójki.
-Finnicka, idiotko.-Rose. Oczywiście.
-Dlaczego?-Dziewczyna z Dwójki dalej nie rozumie.
-Bo jest dla nas zagrożeniem. Tylko on dostaje podarki, a poza tym zabił już 5 trybutów.- Wiedziałem. Teraz to ja muszę ich wyeliminować. Tylko jak? Zostawiłem broń przy Rogu. Tam gdzie są oni. Jaki ja byłem głupi. Nawet gdyby nie knuli przeciwko mnie to mógłby mnie zaatakować jakiś inny trybut. Trudno i tak muszę iść do źródła. Jest tam dużo roślin. Uplotę hamak i będę miał gdzie spać.
   Uplotłem hamak. Nie mogę uwierzyć, w to co wtedy usłyszałem. Teraz nawet nie mam broni. Właśnie wieszam na najwyższych gałęziach mój hamak. Myślę o Annie. Czy ona to ogląda? Co robi? Chodzi w nasze miejsce? Evelyn jej nie dokucza? Martwię się o nią i strasznie za nią tęsknię. Myślę o niej bez przerw. Śnię o niej. Co się ze mną dzieje? Nagle z nieba leci spadochron. Podarunek od sponsorów. Ciekawe co to? Kiedy zbliża się do mnie, już wiem. To trójząb. Na nim jest jakaś karteczka. To dziwne, nigdy nie było żadnej karteczki. Trudno i tak ją czytam. "Większość pieniędzy na ten trójząb przekazała Annie. Pyta czy pamiętasz co obiecałeś, mówi też, że ona dotrzymuje słowa."
Mam broń, od mojej przyjaciółki. Jak ja ją kocham. Znaczy jako przyjaciółkę. Chyba. Teraz tylko pozabijać resztę trybutów. Tylko jak? Przychodzi chłopak z Jedynki jest sam. Przechodzę na gałęzie i zrzucam na niego hamak. Szybko schodzę z drzewa i przeszywam go trójzębem. Kiedy armatni huk obwieścił jego śmierć powiedziałem "I kto się kogo pozbył?". Teraz jest tylko dziewięciu trybutów. Chociaż zaraz pewnie zostanie nas ośmiu. Słyszę jakiś podejrzany szelest. To chłopak z Dwójki. Zanim się zorientował sterczał z niego mój trójząb. Armatni huk. Zostało nas ośmioro.


ANNIE


   Wracam do domu. Evelyn pytała mnie czy wysłałam Mags pieniądze. Powiedziałam, że tak. Wysłałam wszystkie moje oszczędności, żeby przeznaczyła je na trójząb. Obiecała, że to zrobi. Wierzę jej.
-Annie!-Ciotka wybiega z domu i mnie przytula.
-Co się stało? Nie mów, że coś z Finnickiem?
-Zostało ich ośmioro. Jest w finałowej ósemce. Już są, żeby zrobić z tobą wywiad.- Już niedługo Finnick wygra. Wierzę w to. Obiecał mi. On dotrzymuje słowa. Zawsze to wiedziałam. Zaraz, Jaki wywiad? Zanim zdążę się zapytać ciocia prowadzi mnie do środka, gdzie czeka ekipa, która ma przeprowadzić wywiad.
-Oj słoneczko jaka ty śliczna! Nic dziwnego, że Finnick jest w tobie zakochany.- Mówi, a raczej krzyczy jakaś kobieta.- Nawet nie trzeba cię za bardzo przerabiać. -Co?
-Gdzie ona jest? Trzeba szybko przeprowadzić wywiad.-Krzyczy Caesar Flickerman.
-Tutaj.- Odkrzykuje kobieta.
-Jest gotowa?
-Tak. Nie trzeba jej przerabiać.
-To niech szybko przyjdzie do salonu.- Idę tam. Stresuję się. Kiedy siadam Caesar pyta.-Kamera gotowa?- Ktoś kiwa głową. Więc on zaczyna wywiad.-Dobrze Annie. Finnick jest w finałowej ósemce, jak się z tym czujesz?
-Jestem bardzo szczęśliwa.
-A teraz muszę zadać ci bardzo niezręczne pytanie, bo nie daje mi spokoju. Co łączy ciebie i Finnicka?
-Przyjaźń.
-I nic więcej? Musisz przyznać, że jest bardzo przystojny.
-Tak jest najprzystojniejszym chłopakiem jakiego widziałam i co w związku z tym?
-Czyli ci się podoba?
-Nie.
-A wiele dziewczyn kręci się wokół niego?
-Tak. Podoba się wielu dziewczynom, zresztą sam przyznałeś, że jest bardzo przystojny. Tylko on nie zwraca na nie uwagi.
-Rozumiem. Zmieńmy temat. Co byś zrobiła gdyby wygrał?
-Skakałabym ze szczęścia i piszczała na cały Dystrykt, jak nie całe Panem.
-Chciałbym to usłyszeć.
-I usłyszysz, kiedy on wygra.
-No tak. To już nie mogę się doczekać.
-Ja też.
-A co czułaś kiedy on został wylosowany?
-Strach i niedowierzanie. Smutek i ból w sercu.
-To urocze. A co czułaś kiedy został ranny?
-Na początku upadłam na podłogę, zaczęłam zanosić się płaczem i nie patrzyłam w ekran, co prawda koleżanka mnie uspokajała, ale kiedy usłyszałam armatni wystrzał wszystko zrobiło się ciemne i zemdlałam.
-Dobrze, a co czujesz kiedy oglądasz go na arenie? Kiedy morduje?
-Nie oglądam.
-Dlaczego?
-Bo kiedy się żegnaliśmy obiecałam mu to. On za to obiecał, że wygra.
-A co nam powiesz o trójzębie?
-Przekazałam na niego jakąś część swoich oszczędności.
-Dziękuję ci za wywiad Annie i pamiętaj, że trzymamy kciuki za Finnicka.
-Dziękuję.


                                                                         ***
   Niedługo dobijemy do 200 wyświetleń. Dziękuję. Dziękuję za każdy przeczytany rozdział. Naprawdę, wspaniale jest wejść na bloga i zobaczyć tyle wyświetleń. Zobaczyć, że ktoś to czyta. Jestem bardzo szczęśliwa. Jeszcze raz dziękuję i niech los zawsze wam sprzyja! Kocham was!
Powered By Blogger