niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 20 - "Tak bardzo chcę się obudzić z tego koszmaru"

FINNICK

   Dziś dożynki. Siedemdziesiąte. Czas leci nieubłaganie. Znam Annie już pięć lat. Kocham ją już trzy. Ona nie wie o niczym. W ogóle nie mówię jej o wielu sprawach. Są rzeczy, których nie powinna wiedzieć. Chociażby do czego zmusza mnie Snow. Ja się zgadzam. Bo nie chcę, żeby jej coś zrobił. Dlatego godzę się na wszystko, o co tylko prosi. Nie, on nie prosi. On każe. Szantażuje nas. Zmusza nas. Sprzedaje nas. Robi wszystko. Tylko nie prosi. My się godzimy. Bo jak nie, to wszyscy, których kochamy giną w niewyjaśnionych okolicznościach, ewentualnie znikają z naszego życia. Teraz znowu stoję na scenie, gdzie wszystko się zaczęło. Gdzie mnie wylosowali. Gdzie skazali mnie na takie życie. Teraz wylosują dwójkę innych nieszczęśników. Być może jedno z nich podzieli mój los. Na śmierć drugiego będę musiał patrzeć. Na szczęście nie będę sam. Mags będzie tam ze mną. Ciotka Annie jest znowu na lądzie. Będzie do zakończenia Igrzysk. Ktoś musi opiekować się Annie, kiedy mnie i Mags nie będzie.
-Witajcie moi drodzy na 70 dożynkach poprzedzających 70 Głodowe Igrzyska! -Zaczyna Lolita.- Cóż mogę wam życzyć jedynie pomyślnych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja! -Co roku ta sama formułka. - Czas na losowanie. Panie mają pierwszeństwo.- Podchodzi do kuli, w której są imiona dziewcząt, a ja ściskam kciuki, żeby to nie była Annie. Lolita podchodzi do mównicy. Patrzę na Annie. Ma spuszczony wzrok. Lolita rozkłada karteczkę i blednie. Chyba wiem kto to może być, ale nie dopuszczam do siebie tej wiadomości.- Trybutką reprezentującą Dystrykt Czwarty w 70 Głodowych Igrzyskach zostaje Annie Cresta! - Wykrzykuje Lolita, a ja chcę się zabić.
-Nie!!!-Krzyczę rozpaczliwie. Płaczę. - Zgłaszam się na ochotnika. Proszę. Pozwólcie. Ona nie może. Ja się nie zgadzam. Proszę. Błagam. - Upadam na kolana. Nadal płaczę.- Błagam.- Krzyczę jeszcze głośniej. Nie zauważam nawet kiedy Annie podchodzi i mnie przytula.
-Będzie dobrze. Obiecuję. - Szepcze. Wtedy wstaję. Przecież powinienem być silny. Tylko nie jestem. Za bardzo ją kocham. Wciąż płaczę. Łzy spływają mi z oczu, nie zważając na moje prośby, żeby tego nie robiły.
-Czy są jacyś ochotnicy? Z wyjątkiem ciebie Finnick.- Pyta Lolita. Niestety nikt się nie zgłasza.- Nie? To czas na panów. - Podchodzi do kuli z imionami chłopców i losuje. - Trybutem reprezentującym Dystrykt Czwarty na 70 Głodowych Igrzyskach zostaje Ben Ling.- Wtedy tłum się rozstępuje i trzynastoletni chłopiec podchodzi do sceny, a kiedy się na niej znajduje Lolita jak zawsze pyta- Czy są jacyś ochotnicy?
-Ja.- Mówię, chcę ratować Annie. Mogę zginąć. Ona ma żyć.
-Ty nie możesz.
-Ale...
-Nie zachowuj się jak dziecko. - Warczy Lolita.
-Finnick, proszę. - Dodaje Annie. - Uspokój się. - Nie mogę uwierzyć, że jest taka opanowana. Kiedy byliśmy dziećmi ona zawsze łatwo poddawała się emocjom, a ja ukrywałem co czułem. Teraz kiedy ja mam dziewiętnaście lat, a ona siedemnaście, w co dalej nie mogę uwierzyć, to ja jestem ten... wybuchowy? Może być wybuchowy. Postanawiam się jej posłuchać. Dla niej zrobię wszystko, więc tylko spuszczam głowę. Czekam, aż skończy się ten koszmar, aż się obudzę, krzycząc, wtedy Annie do mnie przyjdzie i będziemy rozmawiać. "Co ci się śniło?" zapyta. "Dożynki. Ty." Odpowiem. Nie będę musiał dodawać nic więcej. Ona zrozumie. Zawsze rozumie. Za to ją kocham. Tylko, że to nie jest koszmar. To rzeczywistość, w której teoretycznie powinienem odczuwać ulgę, ale tak nie jest. Tak nigdy nie będzie. Nie będę mógł jej chronić. Przed niczym. Albo podzieli mój los i będzie musiała robić to co jej każą, będzie musiała żyć ze świadomością, że mordowała albo zginie. Gorzej już być nie może. Teraz wchodzą do środka. Przechodzi tymi drzwiami co ja pięć lat temu. Teraz to ja patrzę. Nie ona. Tak bardzo chcę się obudzić z tego koszmaru.


                                                                                 ***


   Dziś wstawiam tą notkę, aby wynagrodzić Wam poprzednią. Cała jest oczami Finnicka, bo stwierdziłam, że ciekawie byłoby opisać uczucia osoby, która nie może pomóc, komuś kogo kocha, więc... oto efekt mojego pomysłu. Podoba się? Bo ja jestem straaaasznie dumna z tego rozdziału :) Oczywiście zachęcam do komentowania i polecania mojego bloga. Poza tym, dziękuję Wam z całego serca, ponieważ mamy już 295 wyświetleń.

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 19 - "Nieważne"

ANNIE


   Jest weekend, kiedy ciocia jest w domu. Dlatego jestem u niej. Pamiętam, że kiedyś jej obiecałam, że kiedy się zakocham, to jej powiem. Zrobię to. Powiem jej teraz. Powiem co czuję do Finnicka.
-Ciociu, muszę ci coś powiedzieć.
-No to mów.
-Bo... ja... się zakochałam.- Oczywiście, muszę się zarumienić.
-Co? W kim?
-W...
-No mów
-W Finnicku
-Co?
-No, tak.
-Ale jak?
-Normalnie. Zakochałam się w nim. Nie wiem co robić.
-On wie?
-Nie.
-Może na razie mu nie mów. Tak będzie lepiej.
-Na pewno?
-Tak. Chyba nie chcesz zniszczyć waszej przyjaźni.
-Nie chcę.
-A kiedy doszłaś do tego wniosku?
-Nieważne.



FINNICK


   Jestem w domu. Muszę powiedzieć Mags o tym co zrozumiałem. Boję się jak zareaguje. Ale raz się żyje.
-Mags. Muszę ci coś powiedzieć.
-Słucham?
-Zakochałem się.-Mówię to, nawet nie patrząc jej w oczy.
-W kim?
-W Annie.
-Co?
-Przestań. Dobrze wiesz co powiedziałem.
-Nie możesz jej tego powiedzieć.
-Dlaczego? Naprawdę ją kocham. To nie zepsuje naszej przyjaźni. Chyba.
-Nie, o to chodzi.
-To o co?
-Nikt nie może o tym wiedzieć. Rozumiesz?
-Co? Dlaczego?
-Nieważne dlaczego. Ważne, żeby nikt nie wiedział. Dobrze?
-Nie. Powiedz mi dlaczego. Proszę.
-Najpierw ty obiecaj.
-Obiecuję.
-Kiedyś miałam męża, dzieci. Dzieci żyją. Jedna córka jest w Kapitolu, powiedzieli, że pomogą mi pozbyć się ciężaru, jakim jest wychowywanie dziecka i mi ją odebrali,podobno jej zajęcie jest jakoś związane z Igrzyskami, druga podobnie, a syn jest zwycięzcą, tylko w innym Dystrykcie. Za to statek mojego męża utonął, kiedy odważyłam się odmówić. Powiedzieli, że każdy na kim mi zależy, skończy podobnie jak on, jeśli dalej będę odmawiać. Dlatego uważajcie. Proszę.
-Nie rozumiem.
-Snow zabija bliskich każdemu, kto mu się sprzeciwi. Nikt nie może wiedzieć co do niej czujesz. Rozumiesz?
-Tak.
-W ogóle jak doszedłeś do tego wniosku?
-Nieważne.


                                                                                     ***


   Dziś znowu taki nudniejszy rozdział. Przepraszam, naprawdę obiecuję poprawę. Ten rozdział był pisany po prostu wcześniej, kiedy jeszcze nie miałam na nic pomysłu, a teraz może mam, może nie mam. Będę trochę bardziej tajemnicza, może to skłoni was do dodawania komentarzy. Potrzebuję jakiegoś komentarza, bo nie wiem, czy trzymać się bardziej tego co już wiemy z W Pierścieniu Ognia i z Kosogłosa, czy mam trochę pozmieniać? Odpowiecie mi na to pytanie? Mam nadzieję.

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 18- Czternaste urodziny

ANNIE

   Dziś moje urodziny. Kończę czternaście lat. Dokładnie za miesiąc są urodziny Finnicka. Za dwa miesiące jest nasza rocznica przyjaźni. Znamy się już dwa lata. Czas szybko leci. Ja nigdy nie zapomną jego igrzysk. On raczej też. Dlatego zawsze w nocy budzi się z krzykiem. Śnią mu się koszmary. Co noc wraca do świata 65 Głodowych Igrzysk. Wiem, bo ciocia znalazła pracę i jest na lądzie tylko w jeden weekend w miesiącu. Mną i Finnickiem opiekuje się Mags. Zawsze kiedy mój przyjaciel ma koszmary i krzyczy, ja przychodzę do niego do pokoju i rozmawiamy, dopóki nie zaśniemy. W zamian za to on co dzień odprowadza mnie do szkoły i przychodzi po mnie. Cieszę się, że go mam. Wymykam się z pokoju, żeby nie obudzić Finnicka. Niestety mi się nie udaje. 
-Wszystkiego najlepszego.-Zaczyna Finnick.
-Dzięki. Miło, że pamiętałeś.
-Ja miałbym zapomnieć?-Robi minę jakbym go uraziła.
-No wiesz, różnie bywa.- Uwielbiam się z nim droczyć.
-Czuję się urażony.
-Trudno. Przeżyję to.
-Podła jesteś.
-Nie powinieneś mi tak mówić w urodziny. Teraz to ja czuję się urażona.
-Przepraszam.- Podchodzi i mnie przytula. Tak jak zawsze. Jak przed swoimi igrzyskami. Tylko trochę urósł od tego czasu. Ja też, ale on więcej. Teraz jak go przytulam to słyszę bicie jego serca. Chciałabym, żeby biło dla mnie.
-Żartowałam. Dobra, chodź na śniadanie, bo się spóźnię do szkoły.
-No to chodź.-Mówi, ale nadal mnie przytula.
-No to może mnie puść.
-Nigdy.
-Haha Finnick. Ja nie żartuję.
-Ja też nie. Możemy tak iść.
-Masz zamiar tak schodzić po schodach? Żartujesz sobie?
-Jeszcze nigdy nie byłem bardziej poważny.
-No dobra, to chodź.- I idziemy na dół, cały czas przytuleni do siebie. Może to głupie, ale się cieszę. Cieszę się, że mnie przytula. Teraz chcę tylko zatrzymać tę chwilę na zawsze.
-Czy wy ogłupieliście?- Zaczyna Mags, ale nie jest zła, tylko się śmieje.
-A czy my kiedykolwiek byliśmy normalni?- Odpowiada Finnick.
-W sumie to nie. Dobra Finnick puść ją i zjedzcie śniadanie. A i wszystkiego najlepszego Annie.
-Dziękuję.- Odpowiadam Mags.


FINNICK


   Właśnie odprowadzam Annie do szkoły. Robię to zawsze od powrotu. Wyjątkiem było Tournée zwycięzców. Od tego roku jeszcze Igrzyska. Mam być mentorem. Docieramy na miejsce. Przytulam ją.
-Przyjdę po ciebie po lekcjach.
-Wiem. Jakby co to będę czekać.
-Dobra.- I zawracam. Znowu będę siedział sam kilka godzin, co prawda tym razem będę miał zajęcie. Bo chcę zrobić Annie niespodziankę, która nie będzie jakaś niesamowita, bo to tylko piknik w naszym miejscu, ale myślę, że jej się spodoba.
   Wszystko już gotowe. Mags zrobiła jedzenie, ja je ponosiłem i położyłem koc i zapakowany prezent na piasku. Zaraz idę po Annie. Właściwie to już idę, a zaraz będę pod szkołą. Chyba trochę się spóźniłem, bo Annie już czeka, a gdy mnie zauważa zaczyna biec w moją stronę i rzuca mi się na szyję. Znowu czuję jej zapach. Znowu jestem szczęśliwy.
-Mam dla ciebie niespodziankę. Chodź się przebrać i idziemy w nasze miejsce.
-Dobrze, w takim razie... Ścigamy się.- I zaczyna biec. Ja biegnę za nią. Nigdy nie nadążam. Naprawdę jest szybka. Kiedy dobiegam do domu ona już jest w pokoju i się przebiera.
-Wygrałam.- Uśmiecha się do mnie. Szczerze to nawet nie zauważyłem kiedy wyszła z pokoju.
-Jak zawsze. To teraz idziemy w nasze miejsce, ale tym razem się nie ścigamy.
-Dobra.- Wyciąga do mnie rękę, którą ja łapię i tak idziemy. Wychodzimy z domu i idziemy w ciszy przez plażę, ale Annie przerywa tą ciszę.
-Pamiętasz, jak wygrałeś i szliśmy w nasze miejsce? Wtedy też trzymaliśmy się za ręce.
-Chyba nigdy tego nie zapomnę.
-Ja też. Już prawie jesteśmy, więc co to za niespodzianka?
-Idź zobaczyć. Może to nic specjalnego, ale się starałem.
-Liczy się to, że pamiętałeś. Dziękuję. To chodź, bo chcę zobaczyć co to.
-Idę.
   Kiedy już jesteśmy, ona podchodzi do paczki i patrzy na mnie pytająco.
-Otwórz.- Otwiera i uśmiecha się  do mnie.
-Dziękuję. To wspaniałe.-Zaczyna płakać.
-To tylko album ze zdjęciami.
-Tu są wszyscy, których kocham. Jest moja siostra, rodzice, ty, Mags. Dziękuję. Naprawdę.- I przytula mnie. Ja odwzajemniam uścisk.
-Nie ma za co. Dla ciebie wszystko.
-Skąd masz te zdjęcia?
-Kilka z twojego starego domu.- Patrzy pytająco.- Okno było wybite i wszedłem. Kilka z domu twojej cioci, a nasze zdjęcia i Mags z jej domu.
-Nic ci się nie stało jak przechodziłeś przez okno?
-Nie.
-Nie wierzę.
-Tylko lekko się zraniłem, ale to nic wielkiego, naprawdę.-Czemu jestem taki głupi? Po co się przyznawałem? Może to przez te jej cudowne oczy... Finnick! Daj spokój! Nie myśl tak. To tylko twoja przyjaciółka.
-Gdzie?
-Na brzuchu.
-Pokaż.-Podwijam koszulkę, bo nie chcę się z nią kłócić.- Finnick, powinieneś bardziej uważać. Jeszcze coś by ci się stało, znacznie gorszego niż to, a nigdy bym sobie nie wybaczyła. Nigdy. W ogóle liczę na to, że to oczyściłeś.- Kiwam głową, bo to zrobiłem, a w momencie, w którym opuszczam koszulkę, ona podchodzi i wtula się we mnie.-Uważaj na siebie. Bo kiedyś może stać się coś gorszego niż to, że zostanie ci blizna. A tego bym nie zniosła.
-Obiecuję.- I wtedy mnie całuje. Ja odwzajemniam ten pocałunek, który trwa dłużej niż ten, który daje się bliskim na pożegnanie, ale krócej niżbym chciał. Chociaż nie powinienem chcieć. Teraz rozumiem. Ja ją kocham. Naprawdę. Moje serce bije tylko dla niej.
-Przepraszam. Nie powinnam.-Chce odejść, ale ja jej nie pozwalam. Tylko kręcę przecząco głową. Chcę powiedzieć "Kocham Cię. Moje serce bije tylko dla ciebie." Zamiast tego wybieram głupie:
-Daj spokój. Nic się nie stało.


                                                                               ***
   Z okazji zwiastuna dziś taki romantyczniejszy rozdział :) Aaaaa... jak ja się cieszę tym zwiastunem! No i oczywiście tym, że mój blog ma już ponad 200 wyświetleń. Dziękuję.

ZWIASTUN!!!



Też się cieszycie? Ja baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo!

Chyba trzeba to uczcić nowym rozdziałem co? Już się wstawia!
PS Widzieliście? Zaczyna się ślubem Finnicka i Annie!

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 17- Praca

ANNIE


   Jestem już w domu. Razem z ciocią. Obie jemy kolację w kuchni. Jestem taka szczęśliwa. Finnick wreszcie jest w naszym Dystrykcie, wreszcie rozmawialiśmy. Tak za nim tęskniłam.
-Annie, po kolacji zrobię herbatę i posiedzimy razem w salonie dobrze? Musimy poważnie porozmawiać.- O co jej chodzi? Znowu coś zrobiłam? Zgadzam się, więc kiwam głową. Wiem, że ciotka nie ustąpi, wolę mieć to za sobą.
  Siedzę na kanapie i czekam na herbatę z ciotką... wróć, ciotkę z herbatą. Jakbyśmy nie mogły rozmawiać bez tej herbaty.
-Proszę, oto herbatka. Taka jak lubisz z czterema kostkami cukru.- Uśmiecha się do mnie, ja odwzajemniam ten uśmiech.
-Dziękuję.
-Dobra, czas przez to przejść. Annie. Wiem, że nigdy nie zastąpię ci mamy czy siostry, ale wiedz, że możesz na mnie liczyć. Teraz jesteś w trudnym wieku. Zakochujesz się. To normalne. Tylko proszę nie zamykaj się w sobie, tylko rozmawiaj ze mną.
-Co?
-Widzę co czujesz do Finnicka. Nie jestem ślepa. Widzę co on czuje do ciebie.
-Ciociu, daj spokój.  My się tylko przyjaźnimy. Jak się w nim zakocham to raczej ci powiem.
-Mam nadzieję. A chcesz o czymś porozmawiać?
-Tak. Dlaczego nikt mi nie powiedział o wyjeździe rodziców Finnicka?
-Nikt nie chciał cię denerwować. Widzieliśmy jak ciężkie były dla ciebie te miesiące.
-Więc woleliście, żebym dowiedziała się w ostatniej chwili?
-Przepraszam. Teraz nic przed tobą nie ukryję. Dlatego też musisz wiedzieć, że w przyszłym miesiącu zaczynam pracę. Więc będziesz mieszkać z Mags, bo ja na lądzie będę tylko w jeden weekend w miesiącu i kiedy Mags będzie musiała wyjechać. Przepraszam.
-Przynajmniej już wiem. Łatwiej będzie mi się przyzwyczaić. Dziękuję.


FINNICK


   Teraz mieszkam u Mags. Już u niej jestem i właśnie jemy kolację.
-Finnick, muszę ci coś powiedzieć.
-Co? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że teraz co noc będę mieć koszmary? Bo wiesz, takowe już miałem, nawet budziłem się z krzykiem.
-Nie, nie chcę ci tego mówić, bo wiem, że to wiesz, ale spokojnie kiedyś się nauczysz nie budzenia z krzykiem, będziesz tylko zlany zimnym potem. Chcę ci powiedzieć, że za miesiąc wprowadzi się tu Annie. Jej ciotka dostała pracę i będzie tu tylko w jeden weekend w miesiącu, albo kiedy mnie nie będzie.
-To dobrze czy źle?
-Tak i tak.
-No tak. To ja idę spać. Dobranoc Mags.


                                                                              ***


   Ten rozdział jest baaardzo nudny, przepraszam. Przy następnych bardziej się postaram. A tak na marginesie, to wiecie, że już we wtorek zwiastun do Kosogłosa cz. 2? Jestem taka szczęśliwa. No może nie do końca, bo przecież jak wyjdzie Kosogłos cz. 2 do kin to na co będziemy czekać? A po za tym większość z nas raczej wie, co się tam stanie. Chociaż w sumie i tak MEGA się cieszę, że będzie już zwiastun. Ooo... i ciekawe kiedy będzie zdjęcie z Finnickiem. Już nie mogę się doczekać.
I tak wiem napisałam to baaardzo chaotycznie.

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 16- Powrót Finnicka

ANNIE


   To już dziś. Dziś Finnick do mnie wróci. Znowu będzie wszystko dobrze. Tylko czemu ciocia i jego rodzice tak dziwnie się zachowują? Martwię się o nich. Ale dziś powinnam myśleć tylko o moim przyjacielu. Będzie za godzinę. Za godzinę z nim pogadam. Pogadam o wszystkim. Boję się jednak rozmowy na jeden temat. Na temat tego co powiedział na arenie i na wywiadzie. "Zrozumiałem, że ją kocham dopiero na arenie" to jego słowa. Ja też go kocham, ale boję się, że to wszystko zepsuje.


FINNICK


   Właśnie wjeżdżamy na stację. Cieszę się, smucę i boję jednocześnie. Cieszę się bo wracam, smucę bo rodzice wyjeżdżają, boję rozmowy z Annie. Właśnie ją widzę. Uśmiecha się i macha. Ja odmachuję. Obok niej są moi rodzice i jakaś kobieta, prawdopodobnie ciocia Annie, im też macham. Zatrzymujemy się. Wysiadam razem z Mags.
   Jesteśmy na plaży. Ja, Annie, Mags, ciocia Annie i moi rodzice. Zaraz będą wsiadać na statek. Annie powstrzymuje łzy, ja nie. Płaczę. Żegnam się z nimi, podobnie jak tradycja Dystryktu Czwartego nakazuje żegnać się z bliskimi, z którymi więcej się nie zobaczymy. Pocałunek w usta. Krótki całus. Więcej ich nie zobaczę. Wsiadają na statek. Machają nam jeszcze przez chwilę i znikają. Annie zaczyna płakać. Nikt nie wie co robić, więc podchodzę i przytulam ją jak przed Igrzyskami. Znowu czuję jej zapach. Znowu czuję radość. Choć to dziwne w takiej sytuacji.
-To ja powinnam cię teraz przytulić, a nie ty mnie. Przepraszam Finnick.
-Daj spokój Annie. Nic się nie stało, a poza tym może ja lepiej się czuję przytulając ciebie. Nie pomyślałaś o tym?-Ona tylko patrzy mi w oczy i uśmiecha się.
-Idziemy w nasze miejsce?-Szepcze tak jak Mags w tamtym dziwnym pomieszczeniu. Ja tylko kiwam głową.
-Mags? Możemy iść z Annie?
-Idźcie. Ja zaproszę Elen na herbatkę i później przyjdziecie do mnie dobrze? Do Wioski Zwycięzców.
-Kto to Elen?
-Ciocia Annie.- Odpowiada i odchodzą. Wstyd mi, że nawet nie wiedziałem jak nazywa się ciocia najbliższej mi osoby. Rodziców nie liczę. W końcu wyjechali. Uśmiecham się więc do Annie, podaję jej rękę i idziemy. Dziwnie się czuję. Idę z nią trzymając się za ręce. Jest tak cicho, że słyszę bicie naszych serc. Jest w tym samym rytmie. To coś znaczy? Może to tylko moje serce? Nie wiem. Nic nie wiem. Docieramy w nasze miejsce i zaczynamy rozmawiać. Jak zawsze. Uwielbiam to.
-Nie uwierzysz co się stało w dzień otwarcia Igrzysk.- zaczyna Annie.
-Tak, wiem. Zemdlałaś.
-Bardzo śmieszne Finnick. Ja mówię serio.
-Ja też.- Patrzy na mnie ironicznie.-Mów dalej.
-Kiedy weszłam do szkoły zatrzymał mnie brat Rose z tą jego grupką. Oczywiście zaczęli mnie wyśmiewać.-Zabiję tego durnia.-Nic by to mnie nie obeszło, gdyby nie to, że powiedzieli, że przegrasz i jesteś żałosny, wtedy się wkurzyłam, ale on zaczął mówić o mojej siostrze.-Zabiję go.- Już miałam coś powiedzieć, ale odezwała się Evelyn i mnie broniła. Rozumiesz? To było dziwne. Powiedziała, że chce zakopać topór wojenny i takie tam. Ona pomagała mi przetrwać, kiedy ty byłeś na arenie.
-To dziwne.
-Bardzo. Tylko Finnick, proszę nie rób nic temu idiocie. Wystarczy, że zabiłeś Rose. To wystarczająca kara.- Skąd ona to wiedziała?-Wyczytałam z twoich oczu. To też.- Uśmiecha się do mnie.
-Annie.
-Co?
-Naprawdę cię ko... stęskniłem się za tobą.- Stchórzyłem w ostatniej chwili.
-Wiem. Ja też.-Uśmiecha się i mnie przytula. Ja odwzajemniam uścisk i nie marzę o niczym innym jak o zatrzymaniu tej chwili.


                                                                           ***


   Już jest ponad 200 wyświetleń. Dziękuję!!!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 15 - Co "tak nagle"?

FINNICK



   Budzę się w białym pomieszczeniu. Mags jest już przy mnie.
-Dziś masz wywiad.
-Znowu?
-Tak.
-Czemu jesteś taka dziwna?
-Wydaje ci się.- Uśmiecha się, ale inaczej niż zwykle. Widzę, że coś jest nie tak.
-Na pewno?
-Tak.
-Kiedy wrócę do domu?
-Będziemy za trzy dni. Dziś wywiad i prezentacja wygranego i jego zespołu, a do tego oglądanie powtórki i wywiadu z bliskimi.
-A jak długo spałem?
-Jakiś tydzień.
-Tydzień?
-Tak. Tydzień. Teraz coś zjedz, a ja pójdę zadzwonić.- Uśmiecha się do mnie z wysiłkiem.
-Dobrze.-Kiedy wychodzi ja chcę iść za nią. Tylko nie mogę. Jestem podłączony do jakiś rurek. Słyszę jednak zza drzwi fragment jakiejś rozmowy. Wiem, że to Lolita zatrzymała Mags.
-I jak powiedziałaś mu? Jak on się czuje?
-Chyba dobrze, ale nie powiedziałam. Jak mogłabym mu powiedzieć? Załamałby się.
-Musisz. To dziwne, że tak nagle...
-Tak, wiem. Tylko chodź już, bo jeszcze to wszystko usłyszy.- I odchodzą. Tylko o co chodziło? Co "tak nagle"? Mam się bać? Coś z Annie? Coś z rodzicami? Dlaczego jestem przyczepiony do jakiś rurek? Dlaczego tego wcześniej nie zauważyłem? Szarpię się. Chcę się dowiedzieć o co chodzi. Coś wpływa do moich żył. Zasypiam.
   Otwieram oczy. Obok mnie ktoś siedzi. Niestety nic nie widzę. Dlatego strzelam kto to może być.
-A... Mags?-Chciałem powiedzieć Annie, ale przypomniałem sobie, że jestem w Kapitolu.
-Tak, to ja. -Patrzę na swoje ręce. Nie ma tam żadnych rurek. Chyba mnie odłączyli.
-Długo spałem? Kiedy wywiad?
-Trzy dni. Wszystko przełożyliśmy na dziś.
-O co chodziło w twojej rozmowie z Lolitą?
-Wiedziałam, że usłyszysz. Tylko mów ciszej.
-Dobra. Powiesz mi wreszcie?
-Twoi rodzice razem mają wypłynąć w rejs kiedy tylko wrócisz. Zdążysz się z nimi przywitać i pożegnać. Później ja mam się tobą opiekować.-Szepcze moja mentorka,a ja nie mogę w to uwierzyć.
-Ale jak to? Już nie wrócą? Nigdy?
-Nie. Raczej nie. Przynajmniej żyją. -Dalej szepcze. Nie rozumiem dlaczego nie mówi normlanie, tylko szepcze.
-Ale dlaczego wypływają?- Dziwne, ale nie płaczę.
-Pogadamy kiedy indziej.Jutro wyjeżdżamy.- Tym razem mówi normalnie.Wstaje i kieruje się do... ściany? Gdzie w tym wariatkowie są drzwi?-Zapomniałabym. Zaraz przyjdzie ekipa przygotowawcza, a potem stylistka.-Uśmiecha się słabo i wychodzi. Ja zastanawiam się dlaczego jest taka smutna. Dlatego, że moi rodzice muszą wyjechać czy dlatego, że będzie musiała się mną opiekować? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Mam dość zmartwień.
   Oglądamy powtórkę z Igrzysk. Wszyscy. Ja siedzę w jakimś fotelu, z koroną na głowie. Zakładał mi ją sam Snow. Musiałem patrzeć w te jego podstępne oczy i ściskać jego rękę, kiedy mi gratulował. Nienawidzę go. Przez niego walczyłem na arenie, a teraz muszę przeżywać to od nowa, bo oglądamy powtórkę. Momentami wplatają wywiady z bliskimi. Teraz jest moment kiedy zostałem ranny. Wpleciona została rozmowa z Annie.
-A co czułaś kiedy został ranny?- Pyta Caesar.
-Na początku upadłam na podłogę, zaczęłam zanosić się płaczem i nie patrzyłam w ekran, co prawda koleżanka mnie uspokajała, ale kiedy usłyszałam armatni wystrzał wszystko zrobiło się ciemne i zemdlałam.. -To było urocze i straszne jednocześnie. Płakała, a potem zemdlała. Uśmiecham się jak głupi kiedy to słyszę. Nie powinienem. To był tak naprawdę jedyny moment na jakim się skupiłem. No prawie. Oczywiście jest jeszcze moment kiedy mówię, że kocham Annie, no tak. Zapomniałem o tym.


                                                                              ***


   Hej moi drodzy! Dziś Dzień Dziecka! Cieszycie się? Ja bardzo, bo chociaż mam szesnaście lat co rok obchodzę ten dzień. Bo jak wiadomo jeszcze jestem dzieckiem. Dlatego wstawiam nowy rozdział i chcę życzyć wszystkiego dobrego z okazji Dnia Dziecka tym co są dziećmi i tym co czują się dziećmi. 
Powered By Blogger