piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 42 - "Bardzo"

MAGS


   Jestem na plaży. Moczę nogi w pięknej błękitnej wodzie. Jest taka czysta. Annie i Finnick pływają sobie w tej wodzie. Jej kolor zmienia się. Już nie jest taki piękny, delikatny, błękitny. Nie, teraz jest szkarłatny. Jest krwią.
-Finnick! Annie! - Wołam ich, ale nie odpowiadają. Nie wynurzają się z wody. - Annie! Finnick! - Krzyczę znowu. Tym razem głośniej, ale oni dalej nie odpowiadają. Ktoś stoi za mną. Czuję jego oddech na karku.
-Tym razem ich nie uratujesz. Nie ma szans. Najmniejszych. A wiesz dlaczego? - Odwracam się. Wiem kto za mną stoi. Moja pierwsza ofiara z areny. To pierwsza osoba jaką zabiłam. To jej imię mnie prześladuje. - Bo zaraz zginiesz. - Mówi i wbija mi w brzuch sztylet. Otwieram oczy. Budzę się. Cała jestem mokra. Zdrzemnęłam się tylko na chwilę, a teraz muszę się przebrać. Wstaję, a drzwi do domu się otwierają.
-Już jestem! - Krzyczy Finnick.
-Odprowadziłeś Annie? - Pytam.
-Tak. W ogóle sądzę, że to był zły pomysł pozwolić jej nocować u Evelyn. A co jak przyśni się jej koszmar? - Pyta.
-Jej czy tobie? - Odzywam się. Patrzę na Finnicka, który już zdążył wejść do salonu, gdzie jeszcze parę minut temu ucinałam sobie drzemkę. Finnick nie wie co odpowiedzieć, więc się zarumienił i po dłuższym zastanowieniu odpowiedział.
-Jej. Oczywiście, że jej. Chyba słyszałaś jej krzyki dzisiejszej nocy.
-Jasne, że słyszałam. Co jej się śniło? - Pytam.
-Nie uwierzysz... Ćwierćwiecze Poskromienia... - Przerywam mu.
-Te kiedy wygrał Haymitch? - Pytam.
-Nie... Te za pięć lat.
-Co!? Co dokładnie jej się śniło?
-Że wracamy na arenę. Nie wiem nic więcej. - Odpowiada. - Martwię się o nią. Co jeśli takie sny cały czas będą ją prześladować? Ona zwariuje. Prędzej czy później.
-Nie martw się. Powiem ci jedno. Prawdziwa miłość jest w stanie wygrać ze wszystkim. Mój mąż zawsze mi to mówił, kiedy się bałam. Mówił jeszcze, że jeśli się kogoś kocha to zawsze już będzie się przy tej osobie, ale nie o tym teraz mowa. Chodzi mi o to, że wasza miłość przezwycięży sny Annie. Przezwycięży wszystko. Myślisz, że dlaczego nie krzyczała w nocy, kiedy tylko do niej poszedłeś? - Mówię.
-Bo ona mnie kocha, a ja kocham ją. To przezwyciężyło jej koszmar? - Kiwam głową. - Tęsknisz za swoim mężem, prawda? - Spytał Finnick. Mi przypomniało się wszystko. To jak się poznaliśmy. Pierwsze randki. Pierwsze pocałunki. Mój wyjazd na arenę. Mój powrót. Szczęście w jego oczach. Pierścionek zaręczynowy. Obrączka, którą wkładał mi na palec. Oczekiwanie na dziecko. Jego uśmiech. Oczekiwanie na kolejne dzieci. To jak zginął. Łzy leją się z mych oczu. Jestem w stanie wykrztusić tylko jedno słowo.
-Bardzo.


_________________________________________________________________________________


   Jeśli ktoś tu zajrzał i zobaczył rozdział "Koszmar i rozmowa" przed tym, to baardzo przepraszam. Pomyliłam się i zapomniałam o tym rozdziale. Oczywiście, tamten również wstawię już za chwilę :) Mam nadzieję, że podoba Wam się rozdział oczami Mags. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzu i jeszcze raz przepraszam za moje gapiostwo.

czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 41 - U Evelyn

ANNIE


   Razem z Finnickiem idziemy pod szkołę. Idziemy trzymając się za ręce. Z budynku wychodzi Evelyn. Momentalnie puszczam rękę Finnicka. On patrzy na mnie ze zdziwieniem.
-Jeszcze nie powiedziałam jej o nas. - Szepczę wyjaśniając.
-Powiedz jej dziś. - Prosi.
-Cześć! - Krzyczy Evelyn. Podchodzi do nas.
-Cześć. - Razem z Finnickiem odpowiadamy w tym samym momencie. Zupełnie tak jakbyśmy byli jedną osobą. Myślimy, mówimy, robimy w tym samym momencie. To niesamowite. Evelyn dziwnie na nas patrzy.
-Okeej... Idziemy? - Mówi do mnie, ja potakuję i ruszamy. Za nami idzie Finnick. - Finnick? Nie żeby coś... ale wiesz, że ty u mnie nie nocujesz? - Zwraca się do niego.
-Tak... ja chcę was tylko odprowadzić. Chyba mogę, prawda? - Pyta, a raczej stwierdza.
-No niby tak. - Odpowiada moja koleżanka. I do jej domu idziemy w milczeniu. Kiedy docieramy do jej domu, niespodziewanie odzywa się Finnick.
-Evelyn? U ciebie w domu jest telefon? - Pyta.
-Tak. - Odpowiada moja koleżanka.
-Dobrze. - Mówi i odwraca się do mnie. - Jakby coś to zadzwoń, dobrze? Ja już idę, ale pamiętaj jeden telefon i już jestem. Cześć. - Mówi i nachyla się, żeby mnie pocałować. Ja w ostatniej chwili odskakuję.
-Cześć. - Mówię szybko.  On tylko się uśmiecha.
-Cześć. - Dodaje Evelyn, kiedy Finnick już odchodzi. - Wchodzimy? - Pyta. Ja kiwam głową. Otwiera drzwi i wchodzimy do środka. - Już jesteśmy!! - Krzyczy Evelyn do swojej mamy, która pewnie jest w kuchni i robi obiad. - Idziemy na górę do mojego pokoju! - Dodaje. Idę za nią, a kiedy drzwi do jej pokoju się zamykają ona pyta. - Co TO miało być? - Akcentuje słowo "to". Zupełnie jak Lolita. - Najpierw "Jakby coś to dzwoń." "Jeden telefon i już jestem." A później prawie cie pocałował! Annie Cresto, czy chcesz mi coś powiedzieć? - Pyta i patrzy na mnie z wyrzutem. Jestem cała czerwona.
-Wiesz... bo... - Mam powiedzieć, że jesteśmy razem ale w ostatniej chwili rezygnuję.- bo... po igrzyskach... zwycięzcom śnią się koszmary i w nocy potwornie krzyczą, a ja wyjątkiem nie jestem. Często po tym jak tak krzyczałam Finnick musiał do mnie przychodzić i wytłumaczyć, że to był tylko sen, że to nie prawda... - Właśnie w tym momencie Evelyn mi przerywa
-I co? To nie wyjaśniło mi czemu prawie cie pocałował... - Zastanawia się chwilę. - Czekaj... czekaj... a może jak raz tak przybiegł ratować cię ze szponów koszmaru... to między wami... COŚ zaszło... - Mówi i rusza brwiami.
-Co masz na myśli? - Oczywiście musiałam spytać.
-No wiesz, ze wy... razem... - Odchrząkuje. - no właśnie. - Kończy. Mam ochotę wydrapać jej oczy.
-Evelyn! Skończ już lepiej i nic sobie nie dopowiadaj. -  Mówię, a raczej warczę. - Pozwól mi skończyć to się dowiesz. - Dodaję.
-No to mów i nie denerwuj się, aż tak. Chciałam zażartować. Zapomniałam, że dla ciebie TAKIE tematy są krępujące. - Mówi. Patrzę na nią morderczym spojrzeniem. - No mów.
-Chciałam ci wytłumaczyć o co chodziło z tym telefonem. A jeśli chodzi o pocałunek to... Finnick i ja jesteśmy parą. - Mówię.
-Nareszcie. - Mówi moja koleżanka. - Już miałam dość, tego ciągłe patrzenia na was udających, że nic do siebie nie czujecie. Aktorami nie moglibyście zostać. - Dodaje. - Od kiedy jesteście razem?
-Oficjalnie czy nieoficjalnie? - Pytam.
-I oficjalnie i nieoficjalnie. - Odpowiada.
-Nieoficjalnie to chyba od dnia zaraz po dożynkach, na których mnie wylosowali. Oficjalnie od wczoraj. - Mówię.
-No nieźle. Przyjdzie jutro po ciebie? - Pyta.
-Tak, a czemu pytasz? - Mówię.
-Bo chcę z nim pogadać. Jesteś moją przyjaciółką, nie mogę pozwolić, żeby cię skrzywdził... - Evelyn nie kończy swojej wypowiedzi, bo jej mama woła nas na obiad.
   Kiedy schodzimy ona kontynuuje. Nie zważa na to, że jej mama jest obok nas.
-Bo wiesz jaką Finnick ma opinię? Nie, czekaj. Ty nie wiesz, wszyscy ukrywaliśmy to przed tobą. Trudno. Teraz ci powiem. Ma opinię kochanka. Wszystkie kobiety w Kapitolu są nim zainteresowane, a on podczas pobytu w Kapitolu jest z kilkoma. Nigdy do żadnej nie wraca. Boję się, że cię tylko wykorzysta, albo będzie zdradzał... - Mówi Evelyn. Mam ochotę powiedzieć jej prawdę, że to Snow go do tego zmusza.
-To wcale nie tak, jak myślisz. On powiedział mi wszystko. Mags to potwierdziła. Nie mogę ci tego powiedzieć,bo nie mogę. Chcę, żebyś wiedziała, że wiem o nim wszystko. Naprawdę. - Mówię.
-Dobra niech ci będzie. Jedz już. Później o tym pogadamy. - Jem, ale nie rozumiem. To ona zaczęła ten temat. Ja tylko jej odpowiedziałam.


_________________________________________________________________________________


   Już rozdział 41. Nie za często dodaję nowe rozdziały? Może powinnam robić chociaż jeden dzień przerwy? Jak myślicie? A jak podoba Wam się ten rozdział?

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 40 - "Żyjmy teraźniejszością"

FINNICK


   Zgodziła się. Zgodziła się. Zgodziła się. Jestem taki szczęśliwy. Wreszcie jestem z kimś kogo kocham. Kogo naprawdę kocham. Z kimś z kim chcę dzielić moje życie. Nareszcie. Nareszcie. Nareszcie. Teraz siedzimy u niej w pokoju i rozmawiamy, tak jak zwykle.
-To co jutro robimy, moja dziewczyno? -Pytam. Nawet nie ukrywam uśmiechu.
-Po południu idę do Evelyn. Rano możemy iść na plażę. - Odpowiada.
-Dobra, a o której przyjść po ciebie do Evelyn?
-Chcę u niej zanocować. Wiesz jutro jest piątek, a my dawno się nie widziałyśmy. Możesz przyjść w południe. - Oznajmia.
-Dobrze. - Mówię, chociaż nie jestem zbyt szczęśliwy. - To co? Ja chyba idę już spać. - Annie kiwa głową. Wychodzę. Idę do łazienki. Myję się i przebieram. Wychodzę i idę do pokoju. Zasypiam.
   Budzi mnie krzyk. To Annie. Śnił jej się koszmar. Teraz to ja biegnę do niej do pokoju. Szybko otwieram drzwi i wbiegam tam. Annie siedzi na łóżku. Zakryła oczy dłońmi.
-Co ci się śniło? - Pytam spokojnie. Ona natychmiast odrywa dłonie od oczu i momentalnie wstaje. Już znajduje się przy mnie. Wtula się w moje ramiona.
-Nigdy nie wrócimy już na arenę, prawda? - Dziwi mnie jej pytanie.
-Oczywiście, że nigdy. Obiecuję, już nigdy nie będziesz na arenie. - Odpowiadam. - To co ci się śniło? - Ponawiam pytanie.
-Trzecie Ćwierćwiecze Poskromienia. - Odpowiada. Głos jej się łamie.
-A co dokładnie? - Pytam.
-Że wróciliśmy na arenę. - To dziwne. Ja nigdy jeszcze nie miałem takiego snu. Zwłaszcza, że Ćwierćwiecze będzie dopiero za pięć lat. Dlaczego się jej przyśniło? To dziwne.
-Spokojnie. Nigdy do tego nie dojdzie. Obiecuję. - Mówię i ją przytulam. Tak bardzo ją kocham.
-Na pewno? - Pyta niepewnie.
-Na pewno. - Odpowiadam. - O czym chcesz porozmawiać? - Patrzę na nią, ale ona tylko kręci głową. Chcę wyjść, ale ona mi nie pozwala.
-Nie chcę o niczym rozmawiać, ale chcę żebyś został. - Odwracam się do niej i uśmiecham. Wracam i kładę na jej łóżku, ona wtula się we mnie i zasypia po pół godziny. Ja nie mogę spać. Dlaczego przyśniło jej się Ćwierćwiecze? To dopiero za pięć lat. A jeśli to co jej się śniło naprawdę się spełni, co będzie jeśli wrócimy na arenę? Nie, to nie możliwe. Przecież mamy mieć zapewnioną ochronę do końca życia. Nie możemy tam wrócić. A nawet jeśli to w naszym Dystrykcie prawie wszystkie domy w Wiosce Zwycięzców są zajęte, a niektórzy mieszkają w jednym po kilka zwycięzców, więc szanse na nasz powrót na arenę byłby nikłe. Cały czas myślę o tym, aż w końcu zmęczenie bierze górę i zasypiam.
   Budzę się. Annie już nie śpi. Przygląda mi się.
-Wyglądasz tak uroczo kiedy śpisz. - Mówi do mnie i uśmiecha się. "Wszyscy mi to mówią." Myślę, ale nigdy tego nie powiem.
-Nie wiem. Nigdy się nie widziałem jak śpię, ale mogę się założyć, że ty i tak wyglądasz jeszcze bardziej uroczo niż ja. - Mówię i ja też się uśmiecham. - Idziemy coś zjeść? Głodny jestem.
-No to chodź. - Mówi Annie. I wstaje, a ja uświadamiam sobie, że całą noc spała wtulona we mnie. Po chwili ja też wstaję, narzucam na ramiona Annie szlafrok, który wisiał na krześle, bo nie mogę pozwolić na to, żeby zmarzła, za bardzo się o nią martwię. Schodzimy na dół, trzymając się za ręce.
-O już wstaliście? - Pyta Mags kiedy tylko wchodzimy do kuchni, gdzie ona smaży naleśniki. Uwielbiam je. Są takie smaczne. Szczerze powiedziawszy smakują lepiej niż wszystkie potrawy z Kapitolu razem wzięte. Wystarczy, że poczuję zapach i ślinka sama cieknie.
-Tak, tak, widzę, że dziś smażysz najlepsze na świecie naleśniki. - Mówię.
-Tak, dokładnie Finnick, najlepsze na świecie naleśniki z najlepszym na świecie dżemem robionym przez ciocię Annie. - Oznajmia.
-Już mi ślinka cieknie... Kiedy będą gotowe? - Pytam.
-Zaraz, Siadajcie do stołu. - Mówi Mags. Cały czas się uśmiecha. Podaje nam talerze, gdzie znajdują się naleśniki z dżemem. Razem z Annie zjadamy je w ciągu pięciu minut i prosimy o dokładkę, sytuacja się powtarza i powtarza dopóki nie zjemy piątej dokładki i oboje zgodnie nie stwierdzimy, że już więcej nie damy rady zjeść. Wtedy oboje idziemy do salonu i siadamy na kanapie.
-Ale się obżarłem. Chyba nie zjem już nic do pięćdziesiątych urodzin. - Stwierdzam. Annie się śmieje.
- Znając ciebie będziesz głodny już za godzinę. - Mówi i cały czas się śmieje.
-No bez przesady... za trzy godziny co najmniej. - Mówię i śmieję się. Razem z Annie śmiejemy się za każdym razem, kiedy na siebie spojrzymy. W końcu ona przestaje i pyta.
-Czy to jest w porządku, że tak się śmiejemy i żartujemy, a niedawno Ben... - Nie musi kończyć.
-Annie... wiem, że jest ci ciężko. Mi też trudno w to uwierzyć, ale nie możemy się tym zadręczać. Żyjmy teraźniejszością... proszę. - Mówię, a ona uśmiecha się smutno.
-Dla ciebie zrobię wszystko. - Mówi. - Może nawet spróbuję nie krzyczeć w nocy. - Dodaje. Nie wiem czemu to powiedziała, czemu o tym pomyślała. Ja też krzyczałem w nocy.
-Daj spokój. Ja też krzyczałem. A co do krzyczenia w nocy... na pewno chcesz nocować u Evelyn? - Pytam.
-Tak. Na pewno. - Odpowiada. Ma poważną minę. - Lepiej pomyśl kiedy idziemy na plażę.
-Za godzinę, może być? - Mówię. Ona kiwa głową. - A jeśli naprawdę chcesz do niej iść to tylko pod jednym warunkiem. - Dodaję.
-Jakim? - Pyta Annie.
-Ja odprowadzam cię do samej Evelyn, jeśli umówiłyście się przed szkołą, to trudno, idę z wami aż pod jej dom. Jutro o dwunastej przychodzę po ciebie. - Oznajmiam stanowczo. Ona nie ma wyjścia musi się zgodzić.


_________________________________________________________________________________


   Kolejny rozdział dodany :) I jak Wam się podoba? Dziś rozdział jest długi, więc następny będzie dopiero jutro :)

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział 39 - Rozmowa

ANNIE


   Razem z Finnickiem siedzimy w naszym miejscu. On obejmuje mnie ramieniem i nie musimy nic mówić. Po prostu siedzimy razem i patrzymy na słońce, które już niedługo będzie zachodzić, patrzymy również na wodę. To nam wystarcza. Każdy z nas pogrąża się w swoich myślach. Ciekawe o czym on myśl. Czy o mnie? Może tak. Może nie. Wątpię, żeby wszystkie jego myśli krążyły wokół mnie. Moje w większości krążą wokół jego, ale w większości. Nie wszystkie.
-Finnick? O czym myślisz? - Nie wytrzymałam. Musiałam wiedzieć.
-O tym, że jestem najszczęśliwszy na świecie, bo do mnie wróciłaś. - Odpowiada i patrzy na mnie.
-Jednak myślisz o mnie. - Szepczę.
-Cały czas. Cały czas od kiedy cię poznałem. Jesteś najbardziej niesamowitą osobą jaką znam. Za to cię kocham. - Całuje mnie w czubek głowy.
-Ja też cię kocham. - Szepczę, a on mówi dalej.
-Kiedy wygrałaś i pojawiłaś się w Kapitolu nieprzytomna... chciałem iść do ciebie. Nawet mi się udało, kilka razy. Pierwszy raz walczyłem ile mogłem, ale oni nie chcieli mnie puścić. Wybłagałem to od Mags. Później parę razy się zakradałem. Wyglądałaś tak.. tak jak zawsze, nie licząc tych rurek, nie wyglądałaś jak ktoś kto właśnie zwyciężył w Igrzyskach. Byłaś po prostu piękna, tak jak zawsze. - Kiedy to mówi uśmiecha się. Ja też. - Za tydzień jak usłyszałem twój krzyk znowu nie chcieli mnie do ciebie wpuścić. Nie wiem czemu. Ja wiedziałem, że muszę cię zobaczyć. Twój wrzask był tak przeraźliwy... po prostu musiałem wiedzieć, że nic ci nie jest. Mags wstawiła się za mną i wszedłem. Udało się. Dzięki niej. Dlatego proszę... nie roztrząsaj tego, że ukrywały przed nami nasze uczucia. Chciały dobrze, chciały żebyś była bezpieczna. Ja też chciałem tylko tego. Chciałem, żebyś była bezpieczna, chciałem żebyś była szczęśliwa. One też. Wiesz dlaczego? - Płaczę. Finnick mówi dalej. -Bo dla nas wszystkich jesteś najważniejsza na świecie. - Jemu głos też się załamuje. - Nie płacz już. Proszę. - Kiwam głową, ale łzy dalej leją się z moich oczu. - Wracamy? - Pyta.
-Tak. - Odpowiadam. Cały czas płaczę. Nie wiem nawet czemu. Może dlatego, że Finnick właśnie powiedział mi, że jestem całym światem nie tylko ciotki, ale też Mags i właśnie Finnicka. Nie wiem. Być może dlatego. Finnick podnosi się pierwszy i wyciąga do mnie rękę, żeby mnie podnieść. Pomaga mi wstać i idziemy przez plażę, trzymając się za ręce, mocząc stopy w ciepłej wodzie. Woda z tamy była zimna. Słońce właśnie zachodzi. Patrzę na Finnicka, uśmiecha się. Uwielbiam kiedy się uśmiecha, kiedy się śmieje, kiedy jest szczęśliwy. Wtedy ja też jestem szczęśliwa.
-A o czym teraz myślisz? - Pytam go w końcu.
-Przypomniało mi się jak uczyłem cię pływać. Byłaś taka wystraszona, nie chciałaś tego, ale chciałaś, żebym zapomniał o Igrzyskach, dlatego zgodziłaś się na naukę pływania. Na początku ci nie szło, bo byłaś strasznie spięta, ale kiedy tylko się rozluźniłaś bardzo szybko ci poszło, nauczyłaś się pływać w ciągu jednego dnia.
-Pływanie to chyba specjalność w naszym Dystrykcie. - Żartuję. Finnick zaczyna się śmiać.
-Chyba masz rację. Ze swojej nauki nie pamiętam zbyt wiele, ale podobno mi też szybko poszło. - Cały czas się śmieje. - A pamiętasz jak następnego dnia przyszliśmy na plażę i w ubraniach poszliśmy popływać. Chlapaliśmy się wodą, żartowaliśmy, świetnie się wtedy bawiłem.
-Ja też. Mags była zła, ale warto było. Może to teraz powtórzymy? - Pytam. On podnosi mnie i wbiega do wody, wtedy mnie puszcza, a ja wpadam do wody i jestem cała mokra, nie pozostaję mu dłużna. Zaczynam chlapać wodą, więc on też jest trochę mokry może nie tak jak ja, ale jednak. Obydwoje chlapiemy się wodą nawzajem, w końcu ja postanawiam trochę popływać. Nurkuję i płynę najdalej jak mogę, wynurzam się, łapię oddech i znów nurkuję, schodzę bardzo głęboko. Brakuje mi powietrza, więc szybko wypływam na powierzchnię i łapię powietrze. Wzrokiem szukam Finnicka, Właśnie się wynurzył, tuż obok mnie, wygląda niesamowicie.
-To było świetne, ale chyba trzeba będzie zaraz iść. Słońce prawie już zaszło. A ja nie mam ochoty wracać po ciemku. - Mówi.
-Jeszcze trochę. - Odpowiadam i nurkuję. Tym razem schodzę jeszcze głębiej niż poprzednio. Słyszę coś nie wyraźnie. Jakby ktoś mnie wołał. Finnick. Szybko wypływam, na powierzchnię, ale jego już nie ma. Pewnie wrócił do domu. Ja chcę zrobić to samo. Płynę powoli do brzegu, a kiedy nie mogę dalej płynąć, bo woda jest zbyt płytka, wstaję i idę dalej. Kiedy woda sięga mi do kolan, znów słyszę Finnicka.
-Wystraszyłaś mnie. - Szepcze. Odwracam się. Stoi tuż za mną.
-Przepraszam. - Ja też szepczę. - Nie chciałam. - Patrzę mu w oczy. Te cudowne oczy. Nigdy nie widziałam piękniejszych. Finnick mnie przytula.
-Po prostu nie rób tego więcej.
-Czego? - Pytam.
-Nie strasz mnie. Nie tak. -  Patrzymy sobie prosto w oczy. Obejmujemy się.
-Obiecuję. - Mówię, a on się nachyla. Nasze usta łączą się. To coś cudownego. Kiedy się rozdzielają ja chcę więcej.
-Chodź do domu. - Mówi.
-Nie możemy tu zostać? - Pytam.
-Nawet nie wiesz jakbym chciał, ale powinniśmy już wracać. Twoja ciocia jutro wyjeżdża. Powinnyście jeszcze porozmawiać. - Nie chcę, ale wiem, że ma rację. Powinnyśmy porozmawiać. Kiwam głową. On łapie mnie za rękę i wychodzimy z wody. Idziemy przez plażę, do naszego domu w Wiosce Zwycięzców. Jak dobrze, że jest on akurat na plaży. Nie miałabym ochoty iść mokra przez cały Dystrykt. Wreszcie docieramy do domu. I wchodzimy do salonu, gdzie siedzą Mags i ciocia.
-Jak wy wyglądacie?! - Krzyczy Mags, gdy tylko nas widzi.
-Już idziemy się przebrać. - Odpowiada Finnick. I już biegniemy do naszych pokoi.
-Tylko zaraz przyjdźcie! - Woła za nami Mags. Kiedy wpadam do pokoju od razu otwieram szafę i wyjmuję z niej krótkie spodenki, bokserkę i ciepłą szarą bluzę, zakładaną przez głowę. Lubię w niej chodzić. Jest bardzo wygodna. Wychodzę z pokoju i idę do salonu. Włosy mam jeszcze mokre, ale to nic. Same wyschną.
-Jestem. - Mówię.
-Poczekamy jeszcze na Finnicka. - Mówi Mags.
-Spoko. - Odpowiadam. A on właśnie wchodzi do pokoju.
-To co chcecie? - Pyta mój przyjaciel, mój ukochany, mój chłopak, Finnick.
-Usiądź. - Odzywa się moja ciotka. Chyba pierwszy raz odkąd wróciliśmy z Finnickiem z plaży. On robi to co każe moja ciotka, siada.  Ja usiadłam już wcześniej.
-Powiecie wreszcie o co chodzi? - Pytam, wyraźnie zdenerwowana.
-To prawda. Ja i Mags ukrywałyśmy przed wami co do siebie czujecie. Miałyśmy kilka powodów. Pierwszy był taki, że chciałyśmy was chronić. Nie tylko ciebie Annie. Was oboje. Jesteście dla nas najważniejsi. Annie, jesteś dla mnie jak córka. Mam tylko ciebie. Finnick, ty dla Mags jesteś jak wnuk, którego nawet jeśli ma, to nigdy nie pozna. Kochamy was i chciałyśmy dla was jak najlepiej. Uwierzcie. - Mówi moja ciocia.
-Jeśli nikt nie wiedziałby o waszych uczuciach względem siebie, łatwiej byłoby nam was chronić przed Snowem. Nie szantażowałby cie, Finnick. Nie zrobiłby ci krzywdy, Annie. O to nam chodziło. Chciałyśmy waszego dobra. - Dodaje Mags.
-A inne powody? - Pytam.
-Nie byłyśmy pewne, że naprawdę jesteście w sobie zakochani. Nie byłyśmy pewne dopóki was dziś nie zobaczyłyśmy. Nie zobaczyłyśmy jak trzymacie się za ręce. Nie zobaczyłyśmy jak na siebie patrzycie. Teraz wiemy, że naprawdę się kochacie. - Uśmiecham się.
-Przepraszam. - Dodaję. - Za moje zachowanie. Nie powinnam nic mówić, jeśli nie znałam prawdy. Finnick powiedział mi dziś na plaży, że chciałyście dobrze. Teraz jestem tego pewna. Przepraszam.
-Co teraz z wami będzie? - Pyta ciotka.
-A co ma być? - Odzywa się Finnick.
-Będziecie parą? Czy jak? - Dodaje ciocia.
-Nie wiem. Wszystko zależy od Annie. - Odpowiada Finnick. Nagle patrzy na mnie i pyta. - Więc jak? Będziesz moją dziewczyną?
-Tak. - Odpowiadam.


_________________________________________________________________________________


   Kolejny rozdział opublikowany :) Liczę na to, że się podoba :) Jeśli tak to proszę o komentarze :)

Rozdział 38 - Powrót do Czwórki

FINNICK


   Już jesteśmy na stacji w Czwórce. Zaraz wysiadamy. Ciotka Annie stoi tuż przy wyjściu. Evelyn jest przy niej. Annie stoi obok mnie. Trzyma mnie za rękę. Jesteśmy przy drzwiach, które się otwierają. Puszczam jej rękę. Uśmiecham się słabo. Ona wychodzi. Za nią ja i Mags. Zaraz idziemy do burmistrza. On pogratuluje Annie i wręczy jej klucz do domu. Tylko, że ja mam nadzieję, że ona dalej będzie mieszkać z Mags i ze mną. Jak ona się wyprowadzi do siebie, ja wyprowadzę się do siebie. Nie chcę tego. Chcę, żeby była jak najbliżej mnie. Chcę, żeby czuła się bezpieczna. To jest dla mnie najważniejsze. Ona jest dla mnie najważniejsza. Kocham ją. Kocham tylko ją. Jeśli ona będzie smutna, ja też będę smutny. Jeśli jej się coś stanie, coś stanie się także mnie. Jesteśmy jedną duszą w dwóch ciałach. Tylko, że obydwa te ciała można skrzywdzić, krzywdząc tylko jedno z nich. Martwię się o nią. Nawet bardzo. Co ja bym dał, żeby cofnąć czas. Co ja bym dał, żeby ona była bezpieczna. Wszystko. Własne życie.
   Jesteśmy u Mags. Annie się nie wyprowadza. Nie chce. Boi się. Ja będę przy niej. Na razie rozmawiamy z jej ciotką. O wszystkim, żeby tylko zapomnieć o tym koszmarze.
-A co z Benem? - Pyta nagle Annie. - Kiedy...? - Nie musi mówić nic więcej. Wszyscy wiemy o co jej chodzi.
-Parę dni temu. - Odpowiada jej ciotka.
-Zaprowadzisz nas do niego? - Dopytuję. Gdybym nie zapytał ja, zrobiłaby to Annie. Teraz ona patrzy mi w oczy i łapie pod stołem moją rękę.
-Za miesiąc, dobrze? Jutro wypływam, a dziś już za późno.
-Dobrze. - Mówi Annie. - Ciociu? Dlaczego z Mags ukrywałyście przede mną i Finnickiem nasze uczucia? - Niespodziewanie pyta moja ukochana.
-Bo... bo... my... chciałyśmy was chronić. - Jąka się jej ciotka.
-Przed czym? - Pyta Annie. - Jeśli przed Snowem, to chyba się nie udało, co? Byłam na arenie. Nie uchroniłyście mnie przed tym.- Mówi zdenerwowana Annie.
-Co? My... Nie... To znaczy... ja... i Mags... my... - Ciocia Annie nie wie co powiedzieć. Muszę jej jakoś pomóc.
-Nie roztrząsajmy już tego. Najważniejsze, że już wiemy co do siebie czujemy. - Wtrącam. Ciocia Annie jakby odetchnęła z ulgą.
-Finnick, ja tego tak nie zostawię. Przecież gdybym nie została wylosowana na te głupie Igrzyska moglibyśmy się o tym nigdy nie dowiedzieć. - Protestuje wybranka mojego serca.
-Annie, proszę cię. - Ja jednak nie odpuszczam.
-Dobrze. Nie będę pytać, ale robię to tylko dla ciebie. - Mówi Annie i patrzy mi prosto w oczy. - A teraz przepraszam, ale musimy gdzieś iść, prawda Finnick? - Mówi Annie. Wiem o co jej chodzi. O nasze miejsce. Nikt nie był tam od dożynek.
-Tak. Masz rację. - Odpowiadam i wstaję od stołu. Podaję Annie dłoń.
-Ale już późno. - Protestuje ciocia Annie.
-Będziemy zanim się ściemni. - Oznajmia gorzko Annie i wstaje od stołu, chwytając moją dłoń.


_________________________________________________________________________________


   Dziś znowu krótki rozdział, ale jak chcecie to jeszcze dziś wstawię następny :) Oczywiście zachęcam do komentowania :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 37 - Powtórka z 70 Głodowych Igrzysk

ANNIE


   Oglądam powtórkę z Igrzysk. Zaczyna się od dożynek. Wylosowali mnie i Bena. Kiedy go widzę łzy zaczynają lecieć mi z oczu. Parada Trybutów. Ja w stroju Amfitryty. Ben w stroju rybaka. Fel w stroju stroju rolnika. Lu w górniczym kombinezonie. Wszyscy są szczęśliwi. Wszyscy się uśmiechają, machają do publiczności. Wywiad z trybutami. Jest pokazany tylko mój. Arena. Widzę wszystkich. Zbiegają z tarcz. My uciekamy w krzaki. Fel chowa się na drzewie. Bierzemy rzeczy z Rogu Obfitości. Lu zabija trybuta. Uciekamy. Uciekamy. Uciekamy. Żyjemy w spokoju. Pokazują śmierci innych trybutów. Nadszedł czas na Lu. Kiedy to widzę, zaczynam płakać. Fel. Płaczę jeszcze głośniej. Ben. Płaczę potwornie głośno. Uszy zakrywam dłońmi. To nie prawda. On żyje. On żyje. On żyje. On musi żyć. Musi. Musi. Musi. Siedzę z podwiniętymi nogami. Zakrywam uszy. Patrzę na swoje kolana. Kołyszę się do przodu, do tyłu. Do przodu. Do tyłu. Do przodu. Do tyłu. Do przodu. Do tyłu. Ktoś dotyka mojego ramienia. Zaczynam szybciej oddychać. Odwracam się ku wyciągniętej ręce. To nie Finnick. Odsuwam się. Chcę uciec. Nie wiem gdzie. Nerwowo kręcę głową. Szukam schronienia. Szukam ramion, w których czuję się bezpiecznie. Gdzie one są. Pomocy. Płaczę. Płaczę. Chcę do domu. Chcę do Finnicka. Chcę pomocy. Znowu ktoś dotyka mojego ramienia. Tym razem to Finnick.
-Już dobrze. Nic cie nie grozi. Uspokój się. Jeszcze tylko wywiad i wracamy do Czwórki. - Szepcze.
-Obiecujesz? - Pytam. On kiwa głową. I odchodzi. Na fotelu stojącym na przeciw mnie, usiadł Caesar Flickerman. Czeka mnie wywiad. Nie chcę wywiadu. Chcę do Finnicka. Chcę do Finnicka. Chcę do Finnicka. Proszę, zabierzcie mnie stąd.
-Witaj Annie! Miło cię znowu widzieć. - To do mnie? Chyba tak. Rozglądam się, ale nikogo obok niema.
-Ciebie też miło widzieć. - Odpowiadam. Cały czas nerwowo się rozglądając.
-Chyba chcesz już odpocząć, mam rację? - Kiwam głową. - Niestety jeszcze muszę cię troszkę pomęczyć. Wybaczysz mi? - Pyta. Widać, że naprawdę mu mnie szkoda. Kiwam głową. - Co czułaś kiedy wjeżdżałaś na arenę?
-Starałam się być silna. Robiłam w myślach listę potrzebnych rzeczy. Nie miałam czasu na strach albo inne uczucie. - Mówię, a mój głos brzmi dziwnie pewnie.
-Miałaś sojuszników, kim oni byli? Dlaczego właśnie oni?
-Ben. Chłopiec z mojego Dystryktu. - Głos mi się załamuje. Ben bez głowy. Widzę go. Jak upada. Jak jego głowa upada oddzielnie. - Był moim przyjacielem. Bardzo go polubiłam. Kiedy rozmawialiśmy, jeszcze przed wejściem na arenę, on zapytał o moją rodzinę. - Płaczę, ale mówię dalej. Ben na to zasługuje. - Odpowiedziałam mu, że mam tylko ciocię i Mags i Finnicka. Powiedziałam, że nie wiem jak poradzę sobie bez nich na arenie. On powiedział, że jak chcę to na arenie on może być moją rodziną. Zgodziłam się. - Opowiadam. - Lu. Dziewczyna z Dwunastego Dystryktu. Była moją przyjaciółką. Zaprzyjaźniłyśmy się już na szkoleniu. Dużo rozmawiałyśmy. Wiedziałam, że mogę jej ufać. - Głos cały czas mi się łamie. Mówię dalej. Oni na to zasługują. - Fel. Była tylko małą dziewczynką z Dystryktu Jedenastego. Uwielbiałam z nią rozmawiać. Była bardzo mądra. Lubiłam ją. - "Mów Annie. Nie poddawaj się." Myślę. - I to wszyscy.
-Przykro mi. Wszyscy zginęli jednego dnia. Prawda? - Czy on musi się tak nade mną znęcać?
-Tak. Najpierw Lu. Później Fel i na końcu Ben. Jego śmierć była najgorsza. Pozbawili go głowy. - Płaczę. Płaczę. Nic do mnie nie dociera. Nic. Nic. Nic. Żadne słowa. Żadne dźwięki. Nic.
-Annie! - Słyszę stłumiony głos Caesara. - Zadałem ci pytanie. Odpowiesz? - Już słyszę normalnie.
-Jakie to było pytanie?
-O twój medalion. Opowiedz nam o nim. - Medalion. Ciekawe czy Mags odzyskała swój.
-Dostałam go od Fnnicka. On miał go na swoich Igrzyskach. W środku są nasze zdjęcia. Możemy już kończyć?
-Tak, tak. Jeszcze tylko jedno pytanie. Co czułaś kiedy wygrałaś?
-Nic. Nie wierzyłam w to. Jak zostałam zabrana do poduszkowca straciłam przytomność.
-No dobrze Annie. Kończymy nasz wywiad. Dziękuję. - Mówi Caesar, a ja chcę już iść. Już iść. Już zniknąć. Już zamknąć się w swoim świecie. Już czuć się bezpiecznie. Już być zamknięta w ramionach Finnicka.


_________________________________________________________________________________


   Jak obiecałam tak zrobiłam :) Wstawiam kolejny rozdział i... no i to tyle. Jeśli się podoba to jak zwykle zachęcam do komentowania :)

Rozdział 36 - "Czy chcę zbyt wiele?"

FINNICK


   Już dziś kolejny wywiad Annie. Już dziś odłączyli te rurki. Już dziś ją zobaczę. Już dziś. Już dziś. Czas leci za szybko. Niedawno Annie była dwunastolatką, a teraz ma siedemnaście lat. Ja miałem czternaście, a mam dziewiętnaście. Chcę wrócić do tamtych lat. Chcę znów być małym chłopcem, który nie wiedział co to znaczy być zwycięzcą, który nie wiedział co to znaczy być mordercą, który nie wiedział co to znaczy być marionetką w rękach Snowa, który nie znał tych wszystkich sekretów jakimi płaci się za jego towarzystwo, który nie musiał nikogo chronić. Mam ochotę usiąść i płakać. Nie mogę jednak tego zrobić. Muszę być silny. Muszę. Muszę. Tyle, że ja nie chcę. Ja chcę jedynie usiąść i płakać. Nie zrobię tego. Mags jest silna, ja też muszę. Muszę. Dla Annie. To ona przeżyła piekło. Ja też kiedyś przeżyłem. To nie to samo. Ona znalazła przyjaciół. Ona patrzyła jak umierali. Ben. Jego głowa. Annie. Patrzyła na to. Fala. Rana na brzuchu. Ona cierpiała bardziej niż ja. Więcej nie będzie cierpieć. Nie pozwolę na to. Zrobię wszystko co będę mógł, żeby tylko nie cierpiała, żeby tylko była szczęśliwa. Wszystko. Kocham ją. Najbardziej na świecie. Nie pozwolę, żeby ktoś ją skrzywdził. Nigdy. Nikt nigdy jej nie skrzywdzi. Prędzej ja skrzywdziłbym jego. Nieważne kto by to był.
-Finnick? - Annie. To jej głos wyrywa mnie z zamyślenia.
-Tak? - Odzywam się.
-Kiedy wracamy do domu? - Pyta Annie.
-Niedługo. Mags powie ci dokładniej. Dziś masz jeszcze wywiad i koronację. No i powtórka. - Patrzę na nią. Zaczęła szybciej oddychać, jakby się czegoś bała. Patrzy pustym wzrokiem w ścianę. - Annie? - Odpowiada mi cisza, przerywana jej oddechem. - Annie? - Dalej nic. - Annie? - Nic. Podchodzę do niej. Przytulam i szepczę do jej ucha. - Annie. Uspokój się. Jesteś przy mnie. Jesteś bezpieczna. Kocham cię. - Ona dopiero mnie usłyszała, odetchnęła z ulgą. Spojrzała na mnie. - W porządku? - Pytam.
-Nie. Nic nie jest w porządku i nie będzie. Boję się. Boję się. Po prostu się boję, a zagrożenie minęło. Ja boję się jeszcze bardziej. Boję się o ciebie. Boję się swoich snów. Boję się powtórki z Igrzysk. Wtedy moje myśli odcinają się od świata. Nie słyszę, nie czuję, nie wiem nic. Śpię. Ty jednak potrafisz mnie wybudzić. Przy tobie czuję się bezpieczna. W twoich ramionach czuję się bezpieczna. Dziękuję. Kocham cię. - Mówi i wtula się w moje ramiona, ja obejmuję ją jeszcze mocniej.
-Przy mnie jesteś bezpieczna. Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nigdy. Za bardzo cię kocham. - Spojrzała na mnie tymi swoim cudownymi, wielkimi, zielonymi oczami. Jak ja ją kocham. Nachylam się i łączę nasze usta. Tak bardzo mi tego brakowało. Ona odwzajemnia ten pocałunek. Chcę być przy niej cały czas. Chcę przytulać ją cały czas. Chcę, żeby cały czas była szczęśliwa i bezpieczna. Czy chcę zbyt wiele?


_________________________________________________________________________________


   Niestety ten rozdział też jest krótki, przepraszam za to. Jeśli będzie chcieli to wstawię dziś kolejny rozdział (tym razem trochę dłuższy), wystarczy, że napiszecie w komentarzu :)
Powered By Blogger