niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 35 - "Witaj w koszmarze"

ANNIE



   Jestem na arenie. Lu siedzi obok mnie, Ben i Fel bawią się niedaleko. Nic nam nie grozi. Finnick poszedł po wodę, a kiedy wraca obejmuje mnie i trzyma dopóki nie osunie się na ziemię. Z jego ciała wystaje miecz. Zaczynam krzyczeć. Przybiega Ben, ale on nie ma głowy. Co się tu dzieje? Ratunku. Lu stoi, z jej ciała wystaje nóż, widać go wyraźnie, do tego z jej ust wypływa krew. Pomocy. Fel siedzi patrzy na mnie. W jej brzuchu utknął nóż. Co się dzieje? Ratunku. Nagle tama pęka, ale nie wypływa z niej woda. Nie, to coś znacznie gorszego. Zalewa mnie fala krwi i martwych ciał. Oczy wszystkich patrzą na mnie, a na ich twarzach maluje się ironiczny uśmiech. Szepczą. Ich głosy zamieniają się w jeden wielki krzyk. A może to mój głos, mój krzyk? Ta fala porywa mnie. Płynę razem z nią. Słyszę co mówią. "To twoja wina, bo ty zwyciężyłaś", albo "Witaj w koszmarze". Krzyczę "nie" Tylko, że to nie pomaga. Oni krzyczą jeszcze głośniej. Przykładam ręce do głowy i śpiewam. Od dziecka tak robiłam. Zawsze gdy się bałam. Zamykam oczy, a gdy je otwieram nie porywa mnie fala krwi i ciał. Nie, ja jestem w dziwnym, białym, sterylnym pomieszczeniu. Do mojego ciała przyczepione są rurki. Nie wiem po co.
-Puśćcie mnie! Obudziła się! Słyszałem jej krzyki! Puśćcie! - Rozlega się jakiś głos na korytarzu. To Finnick. Zawsze go rozpoznam. - Mags! Powiedz im coś! - Krzyczy. Jednak nie słychać odpowiedzi. Słychać jednak kroki, ktoś chodzi przy... gdzie tu są drzwi?! - Co ci się śniło? - Finnick wchodzi do mnie do pokoju.
-Arena. Ja. Ty. Ben. Lu. Fel. Tama. Fala krwi i ciał. Krzyk.
-To tylko zły sen. Annie... tak się cieszę, że wróciłaś. - Kiwam głową.
-Też się cieszę. - Mówię i z z drżeniem wydycham powietrze.
-W porządku? - Nie. Myślę
-Tak. - Odpowiadam. - Finnick?
-Tak?
-To nie jest sen? Igrzyska naprawdę się skończyły? Ja naprawdę wygrałam?
-Tak. To koniec Igrzysk. Przeżyłaś. - Mówi i uśmiecha się... smutno?
-Co się dzieje? Jesteś smutny.
-Nic, ja... martwiłem się o ciebie. Ale nie gadajmy o tym. Powinnaś spać. Niedługo się obudzisz i nie będzie tych rurek.
-Ale ja nie chcę spać. - W tym momencie coś zimnego wpływa do moich żył, a oczy robią się coraz cięższe.

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 34 - "Przeżyła ten koszmar"

FINNICK


 -Puśćcie mnie!- Krzyczę najgłośniej jak mogę, ale awoksi i tak odciągają mnie od drzwi, za którymi leży Annie. Tam znajduje się cały mój świat. - Chcę ją zobaczyć! Muszę ją zobaczyć!
-Finnick! Uspokój się. Nie wejdziesz do niej. Ona potrzebuje spokoju. Za tydzień już się obudzi.-Mags próbuje mnie przekonać.
-Nie rozumiesz?! - Krzyczę. - Muszę ją zobaczyć! Muszę! Ja ją kocham! - Powiedziałem to na głos. Ludzie to słyszeli, ale nikomu nie powiedzą. To awoksi, niemi słudzy Kapitolu. Nawet nie chcę wiedzieć, co Kapitol im zrobił. To musi być naprawdę straszne. - Pozwól mi ją chociaż zobaczyć! - Krzyczę i wyrywam się. - Chcę wiedzieć, że nic jej nie jest.- Dodaję znacznie ciszej. Może dlatego, że łzy zaczęły napływać do moich oczu, a głos mi się łamie, ja sam przestałem się opierać, przestałem walczyć, pozwalam mojemu ciału osunąć się na ziemię. Pozwalam łzom płynąć strumieniem z moich oczu. Pozwalam na wydobycie z siebie dźwięków, świadczących o tym, że nie będę się opierał, że nie będę walczył. Bo płaczę, a to zabiera mi całe siły jakie mam.
-Dobrze. Możesz do niej wejść. Na krótko, dobra? - Mags się złamała. Nie lubi patrzeć na to jak cierpię. Nigdy nie lubiła. Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego zgodziła się być mentorką w Igrzyskach? Przecież u nas jest wielu zwycięzców. Mogła się nie zgodzić. Może kiedyś ją o to zapytam. Kiedyś, bo teraz idę do Annie. Chcę ją chociaż zobaczyć. Więc idę. Mags mnie tam prowadzi, otwiera drzwi. - Wyjdź zaraz, dobrze? - Pyta. Ja tylko kiwam głową. Jestem zajęty, patrzeniem na Annie. Wygląda tak uroczo, tak niewinnie. Podchodzę do niej, łapię ją za rękę, pochylam się i delikatnie całuję ją w policzek.
-Jestem z tobą. - Szepczę, dalej trzymając ją za rękę. Łzy cały czas spływają po moich policzkach. Nieważne. Tym razem to łzy szczęścia. Nic jej nie jest. Przeżyła Igrzyska. Przeżyła ten koszmar. Jest zwyciężczynią, co oznacza, że Snow nie może jej nic zrobić, jeśli odmówię. Tylko, że ona ma ciotkę. Ona nie będzie mogła odmówić. Chyba, że zamienię się z nią. Wtedy ona będzie bezpieczna i nigdy nie będzie musiała robić tego co ja. Tylko na niej mi zależy. Dla niej zrobię wszystko.
-Finnick? Chodź już. Daj jej odpocząć. - Mówi Mags. Odwracam się do niej, widzi łzy w moich oczach, widzi, że trzymam Annie za rękę. - Chcesz porozmawiać? - Pyta, a ja kiwam głową. - To chodź. - Podnoszę jeszcze jej rękę, tę którą trzymałem wcześniej, tę, która nie jest podłączona do żadnych dziwnych rurek, i całuję ją w dłoń, potem przykładam do swojego policzka.
-Kocham cię. - Szepczę, chociaż wiem, że i tak mnie nie słyszy.

-Co się dzieje Finnick? Przecież Annie żyje. Dlaczego nie mogłeś poczekać tygodnia? - Pyta Mags, kiedy siedzimy w salonie. Tym samym gdzie żegnaliśmy Bena i Annie.
-Za bardzo ją kocham. - Odpowiadam takim tonem, jakby odpowiedź była jasna. Bo chyba była, prawda?
-To czemu płakałeś jak ją zobaczyłeś? - Pyta.
-Ze szczęścia. A po za tym nie chcę o tym teraz rozmawiać. - Mówię i mam nadzieję, że Mags zrozumie o co mi chodzi. Zawsze rozumiała.


_________________________________________________________________________________


   Postanowiłam dodać dziś kolejny rozdział :) Więc to chyba tyle, napiszcie w komentarzach czy podoba Wam się ten rozdział, proszę.

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 33 - "Ja naprawdę wygrałam?"

FINNICK


   Czy to się stało naprawdę? Czy zawodowcy właśnie odcięli mu głowę? Czy chcieli zabić Annie? Ale ona uciekła? Czy to się dzieje naprawdę? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Mags jest w pomieszczeniu dla mentorów. Pozwoliła mi pójść do pokoju. "Wiem jakie to dla ciebie trudne." Powiedziała. Jest trudne. Więc poszedłem. Tylko nie jestem u siebie w pokoju. Nie, ja jestem w pokoju Annie. Leżę na jej łóżku. Myślę. Czy to właśnie tu całą trójką leżeliśmy? Czy od tego zdarzenia minął miesiąc? Nie wiem. Wiem, że muszę być silny. Więc wrócę tam. Dla Annie. Jej Kapitol mi nie odbierze. Nie pozwolę na to. Nigdy w życiu. Będę walczył o nią jak lew. Idę tam.
-Finnick? - Pyta Mags, kiedy wracam. - Co ty tu robisz?
-Chcę jej jakoś pomóc. Nie wiem jak. Ale chcę coś zrobić.
-Powodzenia. Wątpię, że uda jej się wygrać z moimi trybutami. - Odzywa się Enobaria, zwyciężyła w 62 Głodowych Igrzyskach, rozrywając gardło jakiemuś trybutowi własnymi zębami. Cały Drugi Dystrykt był z niej dumny.
-Coś mi się nie wydaje. - Odburkuję. - Wygra Annie. Wspomnisz moje słowa.
-Skąd ta pewność? - Pyta,
-A czy twoi trybuci potrafią pływać? - Tego chyba nie przemyślała. Teraz przeklina pod nosem. A ja zdaję sobie sprawę, że Annie już wygrała. Bo nikt inny nie potrafi pływać. Annie uczyłem ja sam. Mam pewność, że wygra.


ANNIE


   Świat wiruje. A ja razem z nim. Jestem na plaży. Finnick uczy mnie pływać. A nie. Finnicka nie ma. To dziwne. Był tu przed chwilą. Ja nie jestem już na plaży. Teraz jestem na arenie. Coś zraniło mnie w bok. Muszę wdrapać się na to drzewo. Na szczęście mogę złapać się gałęzi. Wspinam się na nie. Boli. Bardzo, ale to nic. Jak bardzo musiało boleć Bena, kiedy ten potwór odciął mu głowę. A może to nie był potwór? Może to byłam ja w przebraniu? Może inny trybut? Nie wiem. Nie pamiętam. Jak na razie chcę się odgrodzić od świata. Od tych rozpaczliwych krzyków osób, którzy właśnie toną. Zatykam uczy rękami i nucę jakąś piosenkę. Nawet nie wiem jaką. Nieważne. Ważne, że jestem sama. Z dala od wszystkiego. Nucę sobie dopóki ból w boku nie stanie się tak nieznośny, że muszę coś z tym zrobić. Odrywam ręce od uszu i podwijam koszulkę. Rana jest duża. Musiałam nadziać się na coś. Narządy wewnętrzne chyba nie są uszkodzone. To cud, że nie wykrwawiłam się tam w wodzie. Krew nadal leci. Obrywam fragment koszulki i mocno zawiązuję go, tak aby zakrył ranę. Zapada zmrok. Pojawia się godło Kapitolu. Zaraz później martwi trybuci. Dziś zginęła para z Dwójki, z radością spoglądam na ich zdjęcia na niebie, chociaż nie powinnam się cieszyć, Ben, prawie mdleję gdy widzę jego zdjęcie, miał dopiero trzynaście lat, później chłopak z piątki, Fel, przypominam sobie jej ciało leżące na trawie i Lu, płaczę, będę za nią tęsknić. Na dziś to koniec. Żyje tylko dwójka trybutów. W tym ja. Rozlega się armatni strzał. Wygrałam? Rozglądam się dookoła, wystraszona.
-Panie i panowie, mam przyjemność zaprezentować państwu zwyciężczynię Siedemdziesiątych Głodowych Igrzysk, Annie Crestę! Oto ona, trybutka z Czwartego Dystryktu. - Cały czas się rozglądam. Ja wygrałam? To sen? Ja naprawdę wygrałam? Chyba tak. Zjawia się poduszkowiec. Wchodzę na drabinkę, unieruchamia mnie jakiś prąd. Wciągają mnie na górę. Tylko czemu wszystko przed moimi oczami ciemnieje?


_________________________________________________________________________________


   Panie i panowie, mam przyjemność przedstawić nowy rozdział! Oto on rozdział 33! A tak naprawdę to zadam wam standardowe pytanie... Co sądzicie?  No i dziękuję za wyświetlenia, których tak na marginesie jest już ponad 1000!!!

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 32 - "Może to jest sen?"

FINNICK


   Annie jest na arenie już miesiąc. Jest w finałowej ósemce. Żyje tylko dwójka zawodowców. Dwójka trybutów działających na własną rękę i sojusz Annie, Bena, Lu i Fel. Dziś robią wywiad z ciocią Annie i Evelyn. Ze mną i Mags nie robią wywiadu, a to my jesteśmy jej najbliżsi. My mieszkamy z nią jedenaście miesięcy w roku. My spędzamy z nią każdy dzień. Kiedy jest smutna, kiedy jest wesoła jetem z nią ja i Mags. Czasem Mags bardziej przydaje się Annie niż ja. Czasem ja przydaję się bardziej niż Mags. To ze mną zawsze Annie chodzi w nasze Tajemnicze Miejsce. To mi zdradza wszystkie sekrety. Szkoda, że ja nie zdradzałem jej swoich sekretów. Żałuję tego. Chcę cofnąć czas. Chcę jakoś ją ochronić. Od sekretów. Od cierpienia. Ode mnie. Chcę żeby była szczęśliwa. Wiem, że wygrana jej tego nie da. Wiem, że życie ze mną też jej tego nie da. Przynajmniej do póki muszę słuchać rozkazów Snowa. Annie zasługuje na lepsze życie. Ja niekoniecznie. Zabiłem mnóstwo ludzi, skrzywdziłem jeszcze więcej. Skrzywdziłem Annie, osobę która jest mi najbliższa, którą kocham najmocniej na świecie. Przez te wszystkie tajemnice. Nie jestem człowiekiem. Nie jestem nim od chwili gdy dotarłem na arenę. Wtedy przemieniono mnie w potwora. Wtedy stałem się kimś... kimś zupełnie innym, kimś zupełnie obcym, kimś kim nigdy nie powinienem się stać. Nienawidzę Kapitolu. Odbierają mi wszystko na czym mi zależy. Najpierw człowieczeństwo, potem rodzinę, dalej honor i dumę, a teraz chcą odebrać mi cały mój świat, moją kochaną Annie.


ANNIE


   Co ja bym dała, żeby się obudzić z tego koszmaru, z tego świata, gdzie każda sekunda może być tą ostatnią. Co ja bym dała, żeby móc znów przytulić Finnicka, porozmawiać z nim, pocałować go. A teraz jedyne co mogę zrobić, żeby poczuć jego bliskość, to obracać w rękach medalion, który mi podarował. Robię to w tej chwili. Chciałabym go teraz zobaczyć. Chociażby na zdjęciu. Chwila... w medalionie są nasze zdjęcia. Finnick mi to powiedział. Szybko go otwieram. Finnick nie skłamał. Zdjęcia są w środku. Oglądam je, ze łzami w oczach. Jeszcze dwa miesiące temu byliśmy tacy szczęśliwi. Igrzyska zmieniły wszystko. Teraz mogę jedynie dotykać zdjęć, które pokazują coś, co nigdy nie wróci.
-Co patrzysz? - Pyta Lu.
-Nic takiego. - Odpowiadam.
-To czemu płaczesz?
-Coś mi się przypomniało.
-Coś związanego z sama dobrze wiesz kim? - Pyta. Ruszając brwiami, kiedy mówi "dobrze wiesz kim".
-Tak. Dokładnie. - Odpowiadam. Z wyczuwalną ironią w głosie.
-Dobra. Nie złość się tak już. Bo pomyślę, że chcesz mi coś zrobić.
-Daj spokój. Przyjaźnimy się, prawda? - Pytam.
-Jasne. Tylko może to być ciężkie na arenie. - Mówi, śmieje się. Uwielbiam ją za jej poczucie humoru. Nie opuszcza jej nawet tu, nawet na arenie.
-Racja. - Dodaję i też się uśmiecham. Przytulam ją. Nagle ona zaczyna pluć krwią. Odsuwa się ode mnie.
-Wygraj. Proszę. I powiedz mojej rodzinie, że ich kochałam. I przeproś rodzinę i dziewczynę chłopaka z mojego Dystryktu ode mnie. A teraz uciekaj. Zaraz tu będą. - Mówi i uchodzi z niej życie. Armatni huk obwieszcza to nam wszystkim.Zakrywam usta dłonią i płaczę. Otwieram oczy i zauważam to. Nóż. Nóż, który tkwi w jej ciele. Uciekam. Zrobię to o co mnie prosiła. Są nie daleko. Mają broń. To cud, że ja jeszcze nie zginęłam. Biegnę do miejsca, gdzie jest Fel z Benem.
-Ben! Fel! Uciekajcie! - Wołam. Tylko, że nie słyszę odpowiedzi. Biegnę do nich. Chcę wziąć broń i walczyć. W końcu dobiegam tam, gdzie mieliśmy krykówkę. Już wiem czemu nie odpowiadali. Fel leży na ziemi. Z jej ciała wystaje nóż.Taki sam jak ten od którego zginęła Lu. Lu. Ona zginęła. Fel. Ona też. Armata właśnie to oznajmiła. Ręce mi się trzęsą. Nie, ja cała się trzęsę. To nie możliwe. Tylko nie one. Osuwam się na ziemię i płaczę. Płaczę kolejny raz tego dnia.
-Annie! - Krzyczy Ben. - Mają mnie. Uciekaj!
-Nigdy cię nie zostawię! - Odkrzykuję. Biegnę do niego. W rękach mam noże, miecz zawiesiłam przy spodniach. - Już biegnę! - I to robię. Biegnę, w stronę, z której doszedł mnie jego głos. Kiedy tam jestem, widzę jak jakiś chłopak trzyma Bena. Obok niego stoi jakaś dziewczyna. Nie zastanawiam się, tylko rzucam w nią nożem. Trafiam w nogę. Momentalnie zjawiam się obok niej i odciągam ją naprzeciw chłopaka.
-Puść Bena, bo ją zabiję.
-To zabijaj. Wygram bez niej. - Mówi. Dziewczyna jest tak samo zszokowana jak ja.  - Jego i tak nie puszczę. - Chłopak wyjmuje miecz. Chcę krzyknąć, żeby przestał, ale nie zdążam. On już obciął Benowi głowę. Armata już wystrzeliła. Tryska na mnie jego krew. Przewracam się. Jego medalion leży przy mnie. Zabieram go. Dziewczyna przewróciła się obok mnie, ale wstaje. Nie wiem jak. Podchodzi do chłopaka, chociaż nóż wystaje z jej nogi. Obydwoje biorą do rąk broń. Nie ruszam się. Nie wierzę. Nie wierzę w nic. W swój udział w Igrzyskach. W śmierć Bena. W nic nie wierzę. Tylko płaczę. Zbliżają się. Widzę ich, są rozmazani. To wszystko przez łzy, które nieustannie leją się po moich policzkach. Finnick,by mi pomógł. Finnick! Obiecałam mu, że wygram. Wstaję. Uciekam. Uciekam. Uciekam. Biegnę najdalej stąd. Chowam się w krzakach. Nie mam jedzenia. Nie mam picia. Jestem tylko ja i ziemia. Płaczę. Zasypiam. Nagle się budzę, a ziemia drży. Słyszę, że coś pęka. Nagle dociera do mnie ten dźwięk, który uwielbiam, który kocham, prawie tak bardzo jak głos Finnicka. Słyszę szum wody. Tylko skąd ona się  tu wzięła? Dlaczego widzę falę zmierzającą ku mnie?  Tama! Musiała pęknąć. Nie ucieknę fali. Muszę popłynąć razem z nią. Więc nie protestuję, kiedy mnie porywa. Płynę razem z nią. Może to jest sen?


_________________________________________________________________________________


   Kolejny rozdział dodany. Moje pytanie brzmi: I jak? Podoba się? Przypominam, że każdy może komentować :) No i dziękuję za każde wyświetlenie.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 31 - "Ona już jest morderczynią"

FINNICK


   Czy ona właśnie powiedziała, że wygra? Czemu tak nagle zmieniła zdanie? Nieważne minęło właśnie sześćdziesiąt sekund, kiedy jeszcze nic jej nie groziło. Teraz zaczęła się prawdziwa walka o przetrwanie. Annie jednak wie co robi. Biegnie w kierunku krzaków, za nią Ben i Lu. Fel biegnie do najbliższego drzewa i wchodzi na nie. Annie, Ben i Lu, schowali się w krzakach i czekają, aż Rzeź przy Rogu Obfitości dobiegnie końca. Przed nimi jeszcze kilka godzin czekania.
   Koszmar dobiega końca. Trybuci pouciekali, albo zginęli. Zawodowcy poszli na polowanie. Zostawili jednego, aby pilnował zapasów. Są tacy przewidywalni. Fel już zaczęła zwabiać nieszczęsnego trybuta. Annie i Ben pobiegli do zapasów, rzucili Lu miecz, a ta pobiegła i zabiła trybuta. Armatni wystrzał obwieścił to wszem i wobec. Annie i Ben wzięli wszystko co mogli i zawołali Lu z Fel. Wszyscy pobiegli wzdłuż rzeczki. Wiedzą, że tyko tam będą bezpieczni, bo zawodowcy poszli w innym kierunku. Na szczęście pomyśleli o wszystkim, co będzie im potrzebne już wcześniej i wzięli tylko to. Annie wie, że nie pozwolę im głodować, ani umierać z pragnienia. Zrobię wszystko, żeby jakoś ułatwić jej najbliższe tygodnie.


ANNIE


  Już dłużej nie dam rady. Ja nie chcę. Nie chcę być na tej arenie. Nie chcę patrzeć na cierpienie ludzi, których nawet nie znam, ale którzy mieli tyle samo pecha co ja i zostali wylosowani.
-Tu chyba będziemy bezpieczni.- Mówi Lu, ona już jest morderczynią.
-Dobrze, możemy tu zostać. Chyba nawet nie mamy innego wyjścia, zapada zmrok.- Zauważam.
-Okej. to idziemy spać?- Pyta Ben.
-Ty i Fel. Ja i Lu będziemy na straży. Jak któraś z nas będzie już śpiąca, to obudzi, albo ciebie, albo Fel. Dobra?
-Dobra. - Odpowiada Ben i razem z Fel biorą ode mnie śpiwory. Lu, siedzi pod drzewem, wyraźnie czymś zmartwiona. Więc kiedy tylko Ben z Fel zasypiają, ja pytam jej co się dzieje.
-Wiesz kto był moją pierwszą ofiarą?- Pyta Lu, ale nie czeka na moją odpowiedź. Kontynuuje.- To był chłopak z mojego Dystryktu. Prawie go nie znałam, wiem, że miał rodzinę, że miał dziewczynę, która liczyła na jego szczęśliwy powrót, a ja tak po prostu pozbawiłam ją jakichkolwiek nadziei. Jego pozbawiłam życia. Jak mogłam to zrobić? Przecież ja nie mam szans na wygraną. Jestem potworem.- Mówi.
-Daj spokój. Po to tu jesteśmy. Mamy zabijać.- Mówię, ostrożnie dobierając słowa, żeby Kapitol nie domyślił się co myślę tak naprawdę. Przytulam ją i szepczę jej prosto do ucha, tak aby tylko ona mogła mnie usłyszeć.- Uważaj co mówisz, Kapitol może cię zabić w każdej chwili, jeśli powiesz coś, co oni mogą uznać za bunt. Ja też nie chcę zabijać.- Mówię i odsuwam się od niej. Siedzimy w ciszy przez kilka godzin, w reszcie odzywa się Lu.
- Ile miałaś losów?
-Sześć.- Odpowiadam.- A ty?
-Trzydzieści osiem. - Nie wiem, co odpowiedzieć. Miała tyle losów ile ja nie miałabym nigdy. U mnie skończyło by się na siedmiu, a u niej na pewno ich liczba przekroczyłaby czterdzieści. - Nieważne, ja chyba pójdę spać. Obudzę Fel.
-Dobrze.- Szepczę, ale ona chyba nie słyszy. Poszła obudzić Fel i w tym momencie słyszę czyjeś wrzaski. Zaraz potem armatni wybuch. Biegnę do moich sojuszników. Nic im nie jest.
-Co to było? - Pyta Fel.
-Ktoś krzyczał i to niedaleko nas. - Mówię. Razem z Lu wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia. To byli zawodowcy. Jak nie uciekniemy to nas znajdą,a tego nie chcemy. - Ruszamy, w tamtą stronę.- Dodaję i wskazuję las, który znajduje się po drugiej stronie rzeki. Wiem, że tam nie ma zawodowców. Wszyscy pakujemy rzeczy i uciekamy. W pośpiechu zapominamy o jedzeniu. Zauważamy to dopiero po trzech godzinach marszu, kiedy głód zaczął dawać nam się we znaki. Wtedy spada spadochron. Prosto w moje ręce. To od Finnicka. W pudełku znajdują się cztery miski z jedzeniem i cztery butelki z wodą. Mamy co jeść.
   Kiedy zjemy wyruszamy w dalszą wędrówkę. W końcu docieramy na skraj areny. Wiem to bo to jest ta tama, którą widziałam, a raczej jej fragment, gdy byliśmy pod Rogiem Obfitości. Musi okalać całą arenę.
-Fel, zwróciłaś uwagę, kto zginął pierwszego dnia? I ile osób?
-Sześcioro. Znaczy siedmioro, jeśli liczyć tą osobę, która zginęła o świcie.
-A kto?
-Para z Trójki, dziewczyny z Piątki i Szóstki, chłopaki z Siódemki i Dwunastki. Kto był siódmy dowiemy się dziś wieczorem.
-Czyli zostało nas tylko siedemnaścioro. Czwórka zawodowców, nasza czwórka, chłopaki z Piątki i Szóstki, dziewczyna z Siódemki, para z Ósemki, Dziewiątki i Dziesiątki i chłopak z Jedenastki.


_________________________________________________________________________________


   Problemów z tytułem ciąg dalszy, ale to nic może kiedyś nauczę się dawać lepsze tytuły... Mam nadzieję, a jak wiemy nadzieja jest jedyną rzeczą silniejszą od strachu... tak, wiem to zdanie tu nie pasuje, ale musiałam... No nieważne. Może zadam standardowe pytanie... Jak podoba się rozdział?

sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 30 - "Koniec czasu. Zaczyna się rzeź"

FINNICK


   Nadszedł czas pożegnań z trybutami. W tym roku jest to dla mnie wyjątkowo ciężkie. Żegnam Annie, moją kochaną przyjaciółkę i Bena, chłopca, który ma tylko trzynaście lat. Gorzej być nie mogło. Ja, Mags i Lolita wchodzimy do salonu, gdzie czeka już Annie z Benem. Annie nas zauważa, widzi nasze miny i w kącikach jej oczu zaczynają gromadzić się łzy.
-Więc to już koniec?- Pyta Annie. Kiwam głową. Czuję coś mokrego, na mojej twarzy. Płaczę. Ostatnio robię to coraz częściej.
-Widzimy się ostatni raz, prawda?- Pyta Ben.- Płaczę jeszcze bardziej, spoglądam na Mags ona też się nie powstrzymuje, na Lolitę nawet nie muszę spoglądać, słychać jej łkanie.
-Chciałam wam powiedzieć, że... żebyście...  nie mogę, przepraszam.- Zaczyna Mags, ale płacz nie pozwala jej skończyć.
-Mags chciała powiedzieć, żebyście zrobili wszystko, żeby przetrwać. Prawda?- Dokańczam, choć głos mi się łamie. Mags kiwa głową.
-A ja powiem wam, że jesteście najlepiej wychowanymi trybutami z jakimi kiedykolwiek miałam do czynienia.-  Mówi Lolita, to mnie trochę obraża, ale nie mam jej tego za złe.
-Będę tęsknić.- Mówi Mags.- Do widzenia.- Dodaje i wychodzi, cała zapłakana.
-Ja też, będę tęsknić. Muszę iść. Do widzenia.- Lolita. Również wychodzi. Ja tylko stoję i płaczę, choć wiem, że muszę coś powiedzieć i wyjść. Powinienem też przestać płakać. Muszę być silny. Tylko czemu to takie trudne?
-Nie znoszę pożegnań.- Mówię. Annie i Ben potakują.- Annie.- Zwracam się do niej.- Pamiętaj o medalionie. Załóż go, proszę. - Potakuje. - Ben.- Odwracam się do niego.- Dla ciebie też coś mam. Razem z Mags uzgodniliśmy, że dostaniecie od nas nasze talizmany na szczęście, dzięki którym wygraliśmy. Wiemy, że wygra tylko jedno z was, ale chcemy dać je wam obojgu.- Daję Benowi mały medalion Mags, na którym jest wygrawerowany napis "Im krwawsza bitwa, tym słodsze zwycięstwo" to chyba cytat Arystotelesa. Ben się uśmiecha.- Jeszcze chcę powiedzieć, że te medaliony znaczą dla nas bardzo dużo, bo to pamiątki rodzinne, więc chcielibyśmy je odzyskać. Znaczy tylko ten, który nie przyniesie szczęścia. Ten szczęśliwszy niech zostanie u nowego właściciela. Tak wiem, że nie powinno się tak robić, ale potraktujcie to raczej jako pożyczkę talizmanu, a nie podarowanie. - Mówię i patrzę na ich, mają dziwne miny. Rozumiem ich. Tylko, że musiałem to powiedzieć. Mój medalion może zostać u Annie, ale medalion Mags jest dla niej bardzo ważny. Daje go każdemu trybutowi z naszego Dystryktu, który nie ma swojego talizmanu na szczęście. Zawsze wraca do niej z powrotem.- Dobra, powiem wam, że w razie czego chcielibyśmy mieć po was coś co będzie nam o was przypominać. To jest główny powód chęci odzyskania medalionów. 
-I tak dziękuję. - Mówi Ben.
-Ja też.- Dodaje Annie.
-Nie ma za co. Powiem wam jeszcze trochę o jutrzejszym dniu. Razem ze swoimi stylistami polecicie na arenę i tam się przyszykujecie do wyjścia. Nie wystraszcie się też jak wstrzykną wam coś do ręki. To będzie lokalizator. A teraz o samej arenie. Rozmawiałem z Haymitchem i Chaffem, bo jak wiecie macie sojusz z trybutką z Dwunastki i z trybutką z Jedenastki. Obaj są zdania, że lepiej jak nie będziecie brać udziału w Rzezi pod Rogiem Obfitości. Najlepiej schowajcie się gdzieś i przeczekajcie całą bitwę. Kiedy dobiegnie końca zawodowcy najprawdopodobniej wezmą kilka najpotrzebniejszych rzeczy i pójdą na poszukiwania ofiar, na pewno zostanie jeden z nich i będzie na straży, kiedy będą wystarczająco daleko dziewczyna z Jedenastki wejdzie na drzewo, bo zawsze jakieś się znajdzie i zmusi strażnika do odejścia od zapasów, wy w tym czasie podbiegniecie do Rogu i weźmiecie co ważniejsze. Jedno z was będzie musiało zabić strażnika. Później uciekniecie jak najdalej, bo kiedy zawodowcy usłyszą wystrzał wyślą jednego lub dwójkę trybutów na zbadanie sytuacji. Znajdźcie bezpieczne miejsce niedaleko wody i tam zostańcie. Nie polujcie na nikogo. Czekajcie, aż zawodowcy wszystkich wybiją. Wtedy się ich pozbędziecie. Jakieś pytania?- Mówię i dziwię się, że głos mi się nie łamie.
-Nie. - Oznajmia Annie.
-Nie. - Ben również nie ma pytań.
-Dobrze, więc powodzenia. Będę tęsknić.- Dodaję.
-My też.- Mówi Ben i przytula mnie. Uśmiecham się. Annie podchodzi i przytula mnie kiedy Ben odchodzi.- Żegnaj Finnick. Nie będę wam przeszkadzać.- Mówi.
-Żegnaj Ben.- I chłopiec wychodzi. 
-Kocham cię.- Szepcze Annie, prosto do mojego ucha.
-Ja ciebie też. A ten medalion, jest dla ciebie. Oddaję go tobie. 
-Dziękuję. - Mówi i mnie całuje. Kiedy odrywa usta od moich, mówi.- To było na pożegnanie. 
-Annie, przeżyjesz. Proszę. 
-Zrobię wszystko co w mojej mocy. Obiecuję. A teraz przepraszam, ale muszę się wyspać. Do zobaczenia.- Mówi.
-Do zobaczenia.- Odpowiadam, a ona wychodzi. Zostawia mnie samego, na środku pokoju. Stała tu jeszcze przed chwilą. Jeszcze przed chwilą jej usta dotykały moich, a teraz jestem tu sam. Już nic nie powstrzymuje mnie od zwinięcia się na kanapie i płakania w spokoju. Więc dlaczego tego nie robię? Nie mam pojęcia. Ostatnio nie rozumiem sam siebie.  


ANNIE



   Już rano, budzę się i spoglądam na drzwi. Czekam aż Lolita zapuka, zawoła "Wstawaj, wstawaj! Annie! Czeka nas kolejny wielki, wielki dzień!", ale tak się nie dzieje. I nie stanie. Dziś jadę na arenę. Właśnie minęła ostatnia spokojna noc w moim życiu. Nawet jak wygram, nie będę mogła spać spokojnie. Wiem, bo mieszkam z Finnickem i Mgs, zawsze śnią im się koszmary, choć nigdy nie słyszałam krzyków Mags, wiem, że jej nie opuszczają, Finnick zawsze krzyczy. Cały czas patrzę na drzwi, z nadzieją, że otworzy je Mags i powie, żebym szła na śniadanie, bo spóźnię się do szkoły. Patrzę i patrzę, aż w końcu otwierają się, ale nie wchodzi przez nie Mags. Nie, bo wchodzi przez nie Mer, przyniosła mi jakąś zwiewną sukienkę w moim ulubionym niebieskim kolorze.

-Załóż ją i idziemy.- Kiwam głową i idę bez słowa do łazienki.

-Gotowa?- Pyta Mer, kiedy wchodzimy do windy.

-Nie i chyba nigdy nie będę. 
-Nie dziwię się, - Mówi i wciska guzik dwunastego piętra. -Wygraj to.- Mówi, ale nie patrzy na mnie. 
-Co?
-Wygraj to, dla niego. On zrobił to o co go prosiłaś, ty zrób to samo. Przeżyj. 
-Ale, ja nie dam rady. 
-Musisz, on żyje bo ci obiecał, robi wszystko co musi, by cię chronić i nie patrzy na to, że cierpi, nie patrzy, bo cię kocha. A ty nie możesz teraz zginąć i pozwolić, żeby cierpiał jeszcze bardziej. On na to nie zasługuje. 
-Wiem. - Mówię i prawię płaczę.- On zasługuje na lepszy los. 
-To dlaczego mu to robisz? Czemu nie obiecałaś mu, że wygrasz? Wiesz, że przez całą noc nie mógł spać i cały czas siedział na kanapie, patrząc na wasze wspólne zdjęcie?
-Skąd wiesz?
-Bo kiedy rano przyszłam on nadal tak siedział, płakał. 
-Wygram, Dla niego. Powiedz mu to. Powiedz, że wygram, że niedługo znowu się zobaczymy. Powiesz?- Prawię płaczę. 
-Tak. Powiem mu. 
-Dziękuję.
   Jestem razem z Mer w pokoju, pod areną. Jestem ubrana. Zaraz się zacznie. Boję się. Chciałabym, żeby był tu Finnick. przy nim się nie boję. Przynajmniej mam jego cząstkę w postaci medalionu ze zdjęciami. Nagle miły kobiecy głos obwieszcza, że nadszedł czas, aby wejść do windy, która zawiezie mnie w górę, na arenę. Robię to. Zanim jednak winda się zamknie, mówię do Mer
-Powiedz mu, proszę.- Ona kiwa głową i zamyka się winda. Stoję zamknięta w szklanej pułapce, która na dodatek rusza w górę. Uspokój się. Powtarzam w myślach. Jesteś bezpieczna. Przynajmniej przez te sześćdziesiąt sekund, kiedy każdy stoi na tarczy. 
-Siedemdziesiąte Głodowe Igrzyska uważam za otwarte!- Obwieszcza głos komentatora Igrzysk, kiedy szkło zjedzie na dół. Zaczyna się odliczanie. 60. Muszę się rozejrzeć. 59. Przede mną jest Róg Obfitości. 58. Widzę Bena. 57. Lu. 56. Fel. 55. Płynie tu rzeczka. 54. Niedaleko jest tama. 53. Otacza nas las. 52. Jest chłodno. 51. Finnick na pewno to ogląda. 50. Teraz w kamerze jest chłopak z Trójki. 49. Zaraz będę ja. 48. Już jestem. 47. Szepczę "Wygram, Finnick. Obiecuję". 46. Teraz jest Ben. 45. Czas mija. 44. W sumie to nawet powoli. 43. Znowu wodzę wzrokiem po arenie. 42. Na skraju lasu są krzaki. 41. Dobre miejsce na kryjówkę. 40. Patrzę na Bena. 39. On to zauważa. 38. Wskazuję głową na krzaki. 37. On przytakuje. 36. Zrozumiał. 35. Patrzę na Lu. 34. Ona na mnie. 33. Znowu wskazuję krzaki. 32. Ona też rozumie. 31. Pokazuje Fel. 30. Patrzę na Róg Obfitości. 29. I rzeczy, którymi jest obłożony. 28. Myślę co będzie trzeba zabrać. 27. Noże. 26. Śpiwory. 25. Jedzenie. 24. Picie. 23. Plecaki. 22. Nie wiem co jeszcze. 21. Czas się kończy. 20. Trzeba przygotować się do tego co zobaczymy. 19. Do tej masakry. 18. Chociaż do tego nie da się przygotować. 17. Apteczka. 16. To też trzeba wziąć. 15. Mało czasu. 14. Finnick pewnie denerwuje się bardziej niż ja. 13. Ciekawe, czy usłyszał to co mówiłam. 12. Na pewno. 11. A jeśli nie, to powie mu to Mer. 10. Tak mało czasu. 9. Trzeba się skupić. 8. Już zaraz. 7. Za chwilę zbiegam. 6. Z tarczy. 5. Za moment. 4. Jeszcze chwila. 3. Momencik. 2.Sekunda. 1.Gong. Koniec czasu. Zaczyna się rzeź.


_________________________________________________________________________________



   I jak rozdział? Podobał się? Będzie jakiś komentarz? Proszę. A tak w ogóle to uwierzycie, że to już 30 rozdział? Pamiętam jak wstawiałam pierwszy i się denerwowałam, że ten blog się nikomu nie spodoba i będzie koniec mojego pisania, a tu wyświetlenia cały czas rosły, rosły i rosły. Dziękuję Wam, że czytacie tego bloga, jesteście wspaniali :) Tak jeszcze napiszę, że mam już skończony 46 rozdział... chyba trzeba częściej publikować rozdziały, co sądzicie? 

czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 29 - Wywiad przed 70 Głodowymi Igrzyskami

ANNIE


   Dziś wywiad. Dziś nie ma treningu. Dziś już wiem ile punktów zdobyłam na Prezentacji Trybutów. Siedem. Od czasu kiedy dowiedziałam się o tym w jaki sposób będziemy zdobywać sponsorów, nie rozmawiałam z Finnickiem. Przynajmniej nie tak jak kiedyś. Dziś będzie mi mówił co mam mówić na wywiadzie. Lolita nauczy mnie jak mam się zachowywać. Zapowiada się męczący dzień. Do tego dziś żegnamy się z mentorami i opiekunami. Być może będę ich widzieć ostatni raz. Na razie siedzę u siebie w pokoju. Zaraz przyjdzie Lolita.
-Już jestem. Byłam u twojej stylistki i wiem, że założysz wysokie obcasy. Dlatego zaczniemy od nauki chodzenia w długiej sukni i szpilkach. Już, już, ubieraj to.- Rzuca na łóżko jakąś długą sukienkę i buty. - Szybko, szybko, bo mamy tylko dwie godziny. - Mówi. Ja idę z tą sukienką do łazienki i przebieram się, a kiedy wychodzę, widzę, że Lolita płacze.
-Co się stało?
-Boję się, że coś ci stanie, na arenie.
-Daj spokój. Lepiej mnie naucz, żebym wypadła jak najlepiej.- Od razu się rozpromienia i od razu przechodzimy do nauki.

-Hej.- Mówi Finnick, wchodząc do pokoju.
-Hej.- Odpowiadam.
-Zanim zaczniemy, chcę ci coś dać.
-Jeśli zdobyłeś to tak, jak zamierzasz to zrobić ze sponsorami, to lepiej jakbyś mi tego nie dawał.
-Nie. Miałem to na swoich Igrzyskach i chcę, żebyś to wzięła. Na szczęście. - Mówi i podaje mi medalion w kształcie koła. Robi mi się głupio, że tak na niego naskoczyłam. -A ta sprawa ze sponsorami... To nie tak, że ja będę to robił tylko dlatego, żeby wam pomóc. Nie, bo ja i tak będę musiał to robić, a w ten sposób... przynajmniej wam pomogę. Nie możesz mi tego zabronić.
-Przepraszam, ale ciężko mi się pogodzić z tym... co robisz. Cały czas... boję się, że zakochasz się w jakiejś Kapitolince i...  i mnie zostawisz.
-Ja kocham tylko ciebie i nigdy nie pokocham nikogo bardziej.- Mówi i zauważa, że obracam w rękach medalion, który mi podarował.
-To stary medalion. Należał kiedyś do mojej babci, która dała go mojej mamie, która dała go mi, bo zawsze dawało się go swoim dzieciom lub komuś na kim bardzo ci zależy. Jest otwierany. W środku są zdjęcia. Z jednej strony my jako dzieci, a z drugiej my teraz. Pod nimi są zdjęcia moich rodziców i twoich z twoją ciocią i siostrą.
-Dziękuję.- Mówię. Jestem wzruszona, że mi to dał.
-Kocham cię i zawsze będę. Dlatego ci to dałem.
-Ja też cię kocham.
-Zacznijmy już lekcję.- Mówi.

   Zaraz wywiad. Mam być delikatna i wrażliwa. Trochę zabawna. Boję się. Mam wrażenie, że zaraz zwymiotuję, a szkoda byłoby mi sukienki, którą uszyła Mer, moja stylistka, kiedyś była stylistką Finnicka. Sukienka jest naprawdę niesamowita.To długa suknia przypominająca morze, bo ma niebieską górę z białym dołem, przypominającym pianę morską. Oczywiście jest z asymetrycznym tyłem, ciągnącym się po ziemi, z przodu natomiast widać kostki i buty na wysokich obcasach również w kolorze piany. Zaraz moja kolej. Boję się.
-Powitajmy bardzo serdecznie naszego kolejnego gościa. Trybutkę z Dystryktu Czwartego. Annie Cresta.- Na scenie rozlega się głos Caesara. Idę tam jak zaczarowana. Nogi same mnie niosą. - Jaka zjawiskowa suknia Annie. Wyglądasz niesamowicie. I chyba trochę urosłaś.- Mówi, kiedy tylko usiądziemy, po uścisku dłoni.
-Dziękuję. Tak, trochę urosłam. - Mówię i uśmiecham się.
-Masz już siedemnaście lat, prawda?
-Tak skończyłam dwa miesiące temu. Aż tak to widać?
-Może trochę. Dobrze Annie. Jak się czujesz tu w Kapitolu?
-Miasto jest niesamowite, tyle tu wygód i jest przepiękne, znaczy z tego co zauważyłam jak byłam w pociągu, ludzie na pewno też są bardzo mili. Chciałabym móc porozmawiać z wszystkimi i zobaczyć czy z każdym rozmawia się tak przyjemnie.
-To cudownie, a może porozmawiajmy o twoim wyniku, to siedem. Dlaczego tyle?
-Widocznie na tyle zasłużyłam.
-No tak, masz rację. Czas nas goni, więc zmienimy temat. Co łączy ciebie i Finnicka? - Czemu zawsze o to pyta. Mam już dość.
-Jest moim mentorem i przyjacielem.
-A co z waszą miłością? Pamiętasz co Finnick powiedział w trakcie 65 Głodowych Igrzysk.
-Tak, ale pamiętaj też co powiedział na wywiadzie podczas Tournée zwycięzców. Kocha mnie jak przyjaciółkę, a ja go jak przyjaciela.- Rozlega się dzwonek. Koniec wywiadu. Nareszcie. 
-Musimy już kończyć. Powodzenia Annie. Niech los zawsze ci sprzyja.- Mówi, a ja idę usiąść. Cała się trzęsę. Teraz wchodzi Ben.
-Witaj Ben. - Zaczyna Caesar. 
-Dzień dobry. - Odpowiada wystraszony chłopiec.
-Jak mija ci pobyt w Kapitolu?
-Bardzo dobrze. Ciężko mi uwierzyć, że to już ostatni dzień.
-A jak dogadujesz się z mentorami i z Annie?
-Świetnie. Bardzo dużo rozmawiamy i naprawdę dobrze nam się rozmawia. 
-A za czym najbardziej będziesz tęsknił na arenie?
-Za naszymi wspólnymi rozmowami. 
-Ooo... To urocze. A kogo najbardziej polubiłeś?
-Finnicka.
-Dlaczego?
-Nie wiem, bo najlepiej mi się z nim rozmawia. 
-Okej, a nie boisz się, że Annie może wygrać, bo przyjaźni się z Finnickiem?
-Nie, wręcz przeciwnie. Bardzo chcę, żeby to właśnie ona wygrała. Ja nie mam najmniejszych szans, a bardzo ją polubiłem, więc jeśli by wygrała byłbym bardzo szczęśliwy. 
-Zaraz się rozpłaczę.- Mówi Caesar i widać, że naprawdę go to wzruszyło. Rozlega się dzwonek. -Musimy kończyć. Powodzenia Ben. Miło było cię poznać.- Dodaje.


_________________________________________________________________________________


   Hej :) Dziękuję za komentarz pozostawiony pod poprzednim rozdziałem, na pewno skorzystam z tych rad. Na dziś to chyba tyle, liczę, że rozdział się podobał i zostawcie komentarz jeśli tak i jeśli nie :)
Powered By Blogger