wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział 38 - Powrót do Czwórki

FINNICK


   Już jesteśmy na stacji w Czwórce. Zaraz wysiadamy. Ciotka Annie stoi tuż przy wyjściu. Evelyn jest przy niej. Annie stoi obok mnie. Trzyma mnie za rękę. Jesteśmy przy drzwiach, które się otwierają. Puszczam jej rękę. Uśmiecham się słabo. Ona wychodzi. Za nią ja i Mags. Zaraz idziemy do burmistrza. On pogratuluje Annie i wręczy jej klucz do domu. Tylko, że ja mam nadzieję, że ona dalej będzie mieszkać z Mags i ze mną. Jak ona się wyprowadzi do siebie, ja wyprowadzę się do siebie. Nie chcę tego. Chcę, żeby była jak najbliżej mnie. Chcę, żeby czuła się bezpieczna. To jest dla mnie najważniejsze. Ona jest dla mnie najważniejsza. Kocham ją. Kocham tylko ją. Jeśli ona będzie smutna, ja też będę smutny. Jeśli jej się coś stanie, coś stanie się także mnie. Jesteśmy jedną duszą w dwóch ciałach. Tylko, że obydwa te ciała można skrzywdzić, krzywdząc tylko jedno z nich. Martwię się o nią. Nawet bardzo. Co ja bym dał, żeby cofnąć czas. Co ja bym dał, żeby ona była bezpieczna. Wszystko. Własne życie.
   Jesteśmy u Mags. Annie się nie wyprowadza. Nie chce. Boi się. Ja będę przy niej. Na razie rozmawiamy z jej ciotką. O wszystkim, żeby tylko zapomnieć o tym koszmarze.
-A co z Benem? - Pyta nagle Annie. - Kiedy...? - Nie musi mówić nic więcej. Wszyscy wiemy o co jej chodzi.
-Parę dni temu. - Odpowiada jej ciotka.
-Zaprowadzisz nas do niego? - Dopytuję. Gdybym nie zapytał ja, zrobiłaby to Annie. Teraz ona patrzy mi w oczy i łapie pod stołem moją rękę.
-Za miesiąc, dobrze? Jutro wypływam, a dziś już za późno.
-Dobrze. - Mówi Annie. - Ciociu? Dlaczego z Mags ukrywałyście przede mną i Finnickiem nasze uczucia? - Niespodziewanie pyta moja ukochana.
-Bo... bo... my... chciałyśmy was chronić. - Jąka się jej ciotka.
-Przed czym? - Pyta Annie. - Jeśli przed Snowem, to chyba się nie udało, co? Byłam na arenie. Nie uchroniłyście mnie przed tym.- Mówi zdenerwowana Annie.
-Co? My... Nie... To znaczy... ja... i Mags... my... - Ciocia Annie nie wie co powiedzieć. Muszę jej jakoś pomóc.
-Nie roztrząsajmy już tego. Najważniejsze, że już wiemy co do siebie czujemy. - Wtrącam. Ciocia Annie jakby odetchnęła z ulgą.
-Finnick, ja tego tak nie zostawię. Przecież gdybym nie została wylosowana na te głupie Igrzyska moglibyśmy się o tym nigdy nie dowiedzieć. - Protestuje wybranka mojego serca.
-Annie, proszę cię. - Ja jednak nie odpuszczam.
-Dobrze. Nie będę pytać, ale robię to tylko dla ciebie. - Mówi Annie i patrzy mi prosto w oczy. - A teraz przepraszam, ale musimy gdzieś iść, prawda Finnick? - Mówi Annie. Wiem o co jej chodzi. O nasze miejsce. Nikt nie był tam od dożynek.
-Tak. Masz rację. - Odpowiadam i wstaję od stołu. Podaję Annie dłoń.
-Ale już późno. - Protestuje ciocia Annie.
-Będziemy zanim się ściemni. - Oznajmia gorzko Annie i wstaje od stołu, chwytając moją dłoń.


_________________________________________________________________________________


   Dziś znowu krótki rozdział, ale jak chcecie to jeszcze dziś wstawię następny :) Oczywiście zachęcam do komentowania :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 37 - Powtórka z 70 Głodowych Igrzysk

ANNIE


   Oglądam powtórkę z Igrzysk. Zaczyna się od dożynek. Wylosowali mnie i Bena. Kiedy go widzę łzy zaczynają lecieć mi z oczu. Parada Trybutów. Ja w stroju Amfitryty. Ben w stroju rybaka. Fel w stroju stroju rolnika. Lu w górniczym kombinezonie. Wszyscy są szczęśliwi. Wszyscy się uśmiechają, machają do publiczności. Wywiad z trybutami. Jest pokazany tylko mój. Arena. Widzę wszystkich. Zbiegają z tarcz. My uciekamy w krzaki. Fel chowa się na drzewie. Bierzemy rzeczy z Rogu Obfitości. Lu zabija trybuta. Uciekamy. Uciekamy. Uciekamy. Żyjemy w spokoju. Pokazują śmierci innych trybutów. Nadszedł czas na Lu. Kiedy to widzę, zaczynam płakać. Fel. Płaczę jeszcze głośniej. Ben. Płaczę potwornie głośno. Uszy zakrywam dłońmi. To nie prawda. On żyje. On żyje. On żyje. On musi żyć. Musi. Musi. Musi. Siedzę z podwiniętymi nogami. Zakrywam uszy. Patrzę na swoje kolana. Kołyszę się do przodu, do tyłu. Do przodu. Do tyłu. Do przodu. Do tyłu. Do przodu. Do tyłu. Ktoś dotyka mojego ramienia. Zaczynam szybciej oddychać. Odwracam się ku wyciągniętej ręce. To nie Finnick. Odsuwam się. Chcę uciec. Nie wiem gdzie. Nerwowo kręcę głową. Szukam schronienia. Szukam ramion, w których czuję się bezpiecznie. Gdzie one są. Pomocy. Płaczę. Płaczę. Chcę do domu. Chcę do Finnicka. Chcę pomocy. Znowu ktoś dotyka mojego ramienia. Tym razem to Finnick.
-Już dobrze. Nic cie nie grozi. Uspokój się. Jeszcze tylko wywiad i wracamy do Czwórki. - Szepcze.
-Obiecujesz? - Pytam. On kiwa głową. I odchodzi. Na fotelu stojącym na przeciw mnie, usiadł Caesar Flickerman. Czeka mnie wywiad. Nie chcę wywiadu. Chcę do Finnicka. Chcę do Finnicka. Chcę do Finnicka. Proszę, zabierzcie mnie stąd.
-Witaj Annie! Miło cię znowu widzieć. - To do mnie? Chyba tak. Rozglądam się, ale nikogo obok niema.
-Ciebie też miło widzieć. - Odpowiadam. Cały czas nerwowo się rozglądając.
-Chyba chcesz już odpocząć, mam rację? - Kiwam głową. - Niestety jeszcze muszę cię troszkę pomęczyć. Wybaczysz mi? - Pyta. Widać, że naprawdę mu mnie szkoda. Kiwam głową. - Co czułaś kiedy wjeżdżałaś na arenę?
-Starałam się być silna. Robiłam w myślach listę potrzebnych rzeczy. Nie miałam czasu na strach albo inne uczucie. - Mówię, a mój głos brzmi dziwnie pewnie.
-Miałaś sojuszników, kim oni byli? Dlaczego właśnie oni?
-Ben. Chłopiec z mojego Dystryktu. - Głos mi się załamuje. Ben bez głowy. Widzę go. Jak upada. Jak jego głowa upada oddzielnie. - Był moim przyjacielem. Bardzo go polubiłam. Kiedy rozmawialiśmy, jeszcze przed wejściem na arenę, on zapytał o moją rodzinę. - Płaczę, ale mówię dalej. Ben na to zasługuje. - Odpowiedziałam mu, że mam tylko ciocię i Mags i Finnicka. Powiedziałam, że nie wiem jak poradzę sobie bez nich na arenie. On powiedział, że jak chcę to na arenie on może być moją rodziną. Zgodziłam się. - Opowiadam. - Lu. Dziewczyna z Dwunastego Dystryktu. Była moją przyjaciółką. Zaprzyjaźniłyśmy się już na szkoleniu. Dużo rozmawiałyśmy. Wiedziałam, że mogę jej ufać. - Głos cały czas mi się łamie. Mówię dalej. Oni na to zasługują. - Fel. Była tylko małą dziewczynką z Dystryktu Jedenastego. Uwielbiałam z nią rozmawiać. Była bardzo mądra. Lubiłam ją. - "Mów Annie. Nie poddawaj się." Myślę. - I to wszyscy.
-Przykro mi. Wszyscy zginęli jednego dnia. Prawda? - Czy on musi się tak nade mną znęcać?
-Tak. Najpierw Lu. Później Fel i na końcu Ben. Jego śmierć była najgorsza. Pozbawili go głowy. - Płaczę. Płaczę. Nic do mnie nie dociera. Nic. Nic. Nic. Żadne słowa. Żadne dźwięki. Nic.
-Annie! - Słyszę stłumiony głos Caesara. - Zadałem ci pytanie. Odpowiesz? - Już słyszę normalnie.
-Jakie to było pytanie?
-O twój medalion. Opowiedz nam o nim. - Medalion. Ciekawe czy Mags odzyskała swój.
-Dostałam go od Fnnicka. On miał go na swoich Igrzyskach. W środku są nasze zdjęcia. Możemy już kończyć?
-Tak, tak. Jeszcze tylko jedno pytanie. Co czułaś kiedy wygrałaś?
-Nic. Nie wierzyłam w to. Jak zostałam zabrana do poduszkowca straciłam przytomność.
-No dobrze Annie. Kończymy nasz wywiad. Dziękuję. - Mówi Caesar, a ja chcę już iść. Już iść. Już zniknąć. Już zamknąć się w swoim świecie. Już czuć się bezpiecznie. Już być zamknięta w ramionach Finnicka.


_________________________________________________________________________________


   Jak obiecałam tak zrobiłam :) Wstawiam kolejny rozdział i... no i to tyle. Jeśli się podoba to jak zwykle zachęcam do komentowania :)

Rozdział 36 - "Czy chcę zbyt wiele?"

FINNICK


   Już dziś kolejny wywiad Annie. Już dziś odłączyli te rurki. Już dziś ją zobaczę. Już dziś. Już dziś. Czas leci za szybko. Niedawno Annie była dwunastolatką, a teraz ma siedemnaście lat. Ja miałem czternaście, a mam dziewiętnaście. Chcę wrócić do tamtych lat. Chcę znów być małym chłopcem, który nie wiedział co to znaczy być zwycięzcą, który nie wiedział co to znaczy być mordercą, który nie wiedział co to znaczy być marionetką w rękach Snowa, który nie znał tych wszystkich sekretów jakimi płaci się za jego towarzystwo, który nie musiał nikogo chronić. Mam ochotę usiąść i płakać. Nie mogę jednak tego zrobić. Muszę być silny. Muszę. Muszę. Tyle, że ja nie chcę. Ja chcę jedynie usiąść i płakać. Nie zrobię tego. Mags jest silna, ja też muszę. Muszę. Dla Annie. To ona przeżyła piekło. Ja też kiedyś przeżyłem. To nie to samo. Ona znalazła przyjaciół. Ona patrzyła jak umierali. Ben. Jego głowa. Annie. Patrzyła na to. Fala. Rana na brzuchu. Ona cierpiała bardziej niż ja. Więcej nie będzie cierpieć. Nie pozwolę na to. Zrobię wszystko co będę mógł, żeby tylko nie cierpiała, żeby tylko była szczęśliwa. Wszystko. Kocham ją. Najbardziej na świecie. Nie pozwolę, żeby ktoś ją skrzywdził. Nigdy. Nikt nigdy jej nie skrzywdzi. Prędzej ja skrzywdziłbym jego. Nieważne kto by to był.
-Finnick? - Annie. To jej głos wyrywa mnie z zamyślenia.
-Tak? - Odzywam się.
-Kiedy wracamy do domu? - Pyta Annie.
-Niedługo. Mags powie ci dokładniej. Dziś masz jeszcze wywiad i koronację. No i powtórka. - Patrzę na nią. Zaczęła szybciej oddychać, jakby się czegoś bała. Patrzy pustym wzrokiem w ścianę. - Annie? - Odpowiada mi cisza, przerywana jej oddechem. - Annie? - Dalej nic. - Annie? - Nic. Podchodzę do niej. Przytulam i szepczę do jej ucha. - Annie. Uspokój się. Jesteś przy mnie. Jesteś bezpieczna. Kocham cię. - Ona dopiero mnie usłyszała, odetchnęła z ulgą. Spojrzała na mnie. - W porządku? - Pytam.
-Nie. Nic nie jest w porządku i nie będzie. Boję się. Boję się. Po prostu się boję, a zagrożenie minęło. Ja boję się jeszcze bardziej. Boję się o ciebie. Boję się swoich snów. Boję się powtórki z Igrzysk. Wtedy moje myśli odcinają się od świata. Nie słyszę, nie czuję, nie wiem nic. Śpię. Ty jednak potrafisz mnie wybudzić. Przy tobie czuję się bezpieczna. W twoich ramionach czuję się bezpieczna. Dziękuję. Kocham cię. - Mówi i wtula się w moje ramiona, ja obejmuję ją jeszcze mocniej.
-Przy mnie jesteś bezpieczna. Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nigdy. Za bardzo cię kocham. - Spojrzała na mnie tymi swoim cudownymi, wielkimi, zielonymi oczami. Jak ja ją kocham. Nachylam się i łączę nasze usta. Tak bardzo mi tego brakowało. Ona odwzajemnia ten pocałunek. Chcę być przy niej cały czas. Chcę przytulać ją cały czas. Chcę, żeby cały czas była szczęśliwa i bezpieczna. Czy chcę zbyt wiele?


_________________________________________________________________________________


   Niestety ten rozdział też jest krótki, przepraszam za to. Jeśli będzie chcieli to wstawię dziś kolejny rozdział (tym razem trochę dłuższy), wystarczy, że napiszecie w komentarzu :)

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 35 - "Witaj w koszmarze"

ANNIE



   Jestem na arenie. Lu siedzi obok mnie, Ben i Fel bawią się niedaleko. Nic nam nie grozi. Finnick poszedł po wodę, a kiedy wraca obejmuje mnie i trzyma dopóki nie osunie się na ziemię. Z jego ciała wystaje miecz. Zaczynam krzyczeć. Przybiega Ben, ale on nie ma głowy. Co się tu dzieje? Ratunku. Lu stoi, z jej ciała wystaje nóż, widać go wyraźnie, do tego z jej ust wypływa krew. Pomocy. Fel siedzi patrzy na mnie. W jej brzuchu utknął nóż. Co się dzieje? Ratunku. Nagle tama pęka, ale nie wypływa z niej woda. Nie, to coś znacznie gorszego. Zalewa mnie fala krwi i martwych ciał. Oczy wszystkich patrzą na mnie, a na ich twarzach maluje się ironiczny uśmiech. Szepczą. Ich głosy zamieniają się w jeden wielki krzyk. A może to mój głos, mój krzyk? Ta fala porywa mnie. Płynę razem z nią. Słyszę co mówią. "To twoja wina, bo ty zwyciężyłaś", albo "Witaj w koszmarze". Krzyczę "nie" Tylko, że to nie pomaga. Oni krzyczą jeszcze głośniej. Przykładam ręce do głowy i śpiewam. Od dziecka tak robiłam. Zawsze gdy się bałam. Zamykam oczy, a gdy je otwieram nie porywa mnie fala krwi i ciał. Nie, ja jestem w dziwnym, białym, sterylnym pomieszczeniu. Do mojego ciała przyczepione są rurki. Nie wiem po co.
-Puśćcie mnie! Obudziła się! Słyszałem jej krzyki! Puśćcie! - Rozlega się jakiś głos na korytarzu. To Finnick. Zawsze go rozpoznam. - Mags! Powiedz im coś! - Krzyczy. Jednak nie słychać odpowiedzi. Słychać jednak kroki, ktoś chodzi przy... gdzie tu są drzwi?! - Co ci się śniło? - Finnick wchodzi do mnie do pokoju.
-Arena. Ja. Ty. Ben. Lu. Fel. Tama. Fala krwi i ciał. Krzyk.
-To tylko zły sen. Annie... tak się cieszę, że wróciłaś. - Kiwam głową.
-Też się cieszę. - Mówię i z z drżeniem wydycham powietrze.
-W porządku? - Nie. Myślę
-Tak. - Odpowiadam. - Finnick?
-Tak?
-To nie jest sen? Igrzyska naprawdę się skończyły? Ja naprawdę wygrałam?
-Tak. To koniec Igrzysk. Przeżyłaś. - Mówi i uśmiecha się... smutno?
-Co się dzieje? Jesteś smutny.
-Nic, ja... martwiłem się o ciebie. Ale nie gadajmy o tym. Powinnaś spać. Niedługo się obudzisz i nie będzie tych rurek.
-Ale ja nie chcę spać. - W tym momencie coś zimnego wpływa do moich żył, a oczy robią się coraz cięższe.

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 34 - "Przeżyła ten koszmar"

FINNICK


 -Puśćcie mnie!- Krzyczę najgłośniej jak mogę, ale awoksi i tak odciągają mnie od drzwi, za którymi leży Annie. Tam znajduje się cały mój świat. - Chcę ją zobaczyć! Muszę ją zobaczyć!
-Finnick! Uspokój się. Nie wejdziesz do niej. Ona potrzebuje spokoju. Za tydzień już się obudzi.-Mags próbuje mnie przekonać.
-Nie rozumiesz?! - Krzyczę. - Muszę ją zobaczyć! Muszę! Ja ją kocham! - Powiedziałem to na głos. Ludzie to słyszeli, ale nikomu nie powiedzą. To awoksi, niemi słudzy Kapitolu. Nawet nie chcę wiedzieć, co Kapitol im zrobił. To musi być naprawdę straszne. - Pozwól mi ją chociaż zobaczyć! - Krzyczę i wyrywam się. - Chcę wiedzieć, że nic jej nie jest.- Dodaję znacznie ciszej. Może dlatego, że łzy zaczęły napływać do moich oczu, a głos mi się łamie, ja sam przestałem się opierać, przestałem walczyć, pozwalam mojemu ciału osunąć się na ziemię. Pozwalam łzom płynąć strumieniem z moich oczu. Pozwalam na wydobycie z siebie dźwięków, świadczących o tym, że nie będę się opierał, że nie będę walczył. Bo płaczę, a to zabiera mi całe siły jakie mam.
-Dobrze. Możesz do niej wejść. Na krótko, dobra? - Mags się złamała. Nie lubi patrzeć na to jak cierpię. Nigdy nie lubiła. Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego zgodziła się być mentorką w Igrzyskach? Przecież u nas jest wielu zwycięzców. Mogła się nie zgodzić. Może kiedyś ją o to zapytam. Kiedyś, bo teraz idę do Annie. Chcę ją chociaż zobaczyć. Więc idę. Mags mnie tam prowadzi, otwiera drzwi. - Wyjdź zaraz, dobrze? - Pyta. Ja tylko kiwam głową. Jestem zajęty, patrzeniem na Annie. Wygląda tak uroczo, tak niewinnie. Podchodzę do niej, łapię ją za rękę, pochylam się i delikatnie całuję ją w policzek.
-Jestem z tobą. - Szepczę, dalej trzymając ją za rękę. Łzy cały czas spływają po moich policzkach. Nieważne. Tym razem to łzy szczęścia. Nic jej nie jest. Przeżyła Igrzyska. Przeżyła ten koszmar. Jest zwyciężczynią, co oznacza, że Snow nie może jej nic zrobić, jeśli odmówię. Tylko, że ona ma ciotkę. Ona nie będzie mogła odmówić. Chyba, że zamienię się z nią. Wtedy ona będzie bezpieczna i nigdy nie będzie musiała robić tego co ja. Tylko na niej mi zależy. Dla niej zrobię wszystko.
-Finnick? Chodź już. Daj jej odpocząć. - Mówi Mags. Odwracam się do niej, widzi łzy w moich oczach, widzi, że trzymam Annie za rękę. - Chcesz porozmawiać? - Pyta, a ja kiwam głową. - To chodź. - Podnoszę jeszcze jej rękę, tę którą trzymałem wcześniej, tę, która nie jest podłączona do żadnych dziwnych rurek, i całuję ją w dłoń, potem przykładam do swojego policzka.
-Kocham cię. - Szepczę, chociaż wiem, że i tak mnie nie słyszy.

-Co się dzieje Finnick? Przecież Annie żyje. Dlaczego nie mogłeś poczekać tygodnia? - Pyta Mags, kiedy siedzimy w salonie. Tym samym gdzie żegnaliśmy Bena i Annie.
-Za bardzo ją kocham. - Odpowiadam takim tonem, jakby odpowiedź była jasna. Bo chyba była, prawda?
-To czemu płakałeś jak ją zobaczyłeś? - Pyta.
-Ze szczęścia. A po za tym nie chcę o tym teraz rozmawiać. - Mówię i mam nadzieję, że Mags zrozumie o co mi chodzi. Zawsze rozumiała.


_________________________________________________________________________________


   Postanowiłam dodać dziś kolejny rozdział :) Więc to chyba tyle, napiszcie w komentarzach czy podoba Wam się ten rozdział, proszę.

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 33 - "Ja naprawdę wygrałam?"

FINNICK


   Czy to się stało naprawdę? Czy zawodowcy właśnie odcięli mu głowę? Czy chcieli zabić Annie? Ale ona uciekła? Czy to się dzieje naprawdę? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Mags jest w pomieszczeniu dla mentorów. Pozwoliła mi pójść do pokoju. "Wiem jakie to dla ciebie trudne." Powiedziała. Jest trudne. Więc poszedłem. Tylko nie jestem u siebie w pokoju. Nie, ja jestem w pokoju Annie. Leżę na jej łóżku. Myślę. Czy to właśnie tu całą trójką leżeliśmy? Czy od tego zdarzenia minął miesiąc? Nie wiem. Wiem, że muszę być silny. Więc wrócę tam. Dla Annie. Jej Kapitol mi nie odbierze. Nie pozwolę na to. Nigdy w życiu. Będę walczył o nią jak lew. Idę tam.
-Finnick? - Pyta Mags, kiedy wracam. - Co ty tu robisz?
-Chcę jej jakoś pomóc. Nie wiem jak. Ale chcę coś zrobić.
-Powodzenia. Wątpię, że uda jej się wygrać z moimi trybutami. - Odzywa się Enobaria, zwyciężyła w 62 Głodowych Igrzyskach, rozrywając gardło jakiemuś trybutowi własnymi zębami. Cały Drugi Dystrykt był z niej dumny.
-Coś mi się nie wydaje. - Odburkuję. - Wygra Annie. Wspomnisz moje słowa.
-Skąd ta pewność? - Pyta,
-A czy twoi trybuci potrafią pływać? - Tego chyba nie przemyślała. Teraz przeklina pod nosem. A ja zdaję sobie sprawę, że Annie już wygrała. Bo nikt inny nie potrafi pływać. Annie uczyłem ja sam. Mam pewność, że wygra.


ANNIE


   Świat wiruje. A ja razem z nim. Jestem na plaży. Finnick uczy mnie pływać. A nie. Finnicka nie ma. To dziwne. Był tu przed chwilą. Ja nie jestem już na plaży. Teraz jestem na arenie. Coś zraniło mnie w bok. Muszę wdrapać się na to drzewo. Na szczęście mogę złapać się gałęzi. Wspinam się na nie. Boli. Bardzo, ale to nic. Jak bardzo musiało boleć Bena, kiedy ten potwór odciął mu głowę. A może to nie był potwór? Może to byłam ja w przebraniu? Może inny trybut? Nie wiem. Nie pamiętam. Jak na razie chcę się odgrodzić od świata. Od tych rozpaczliwych krzyków osób, którzy właśnie toną. Zatykam uczy rękami i nucę jakąś piosenkę. Nawet nie wiem jaką. Nieważne. Ważne, że jestem sama. Z dala od wszystkiego. Nucę sobie dopóki ból w boku nie stanie się tak nieznośny, że muszę coś z tym zrobić. Odrywam ręce od uszu i podwijam koszulkę. Rana jest duża. Musiałam nadziać się na coś. Narządy wewnętrzne chyba nie są uszkodzone. To cud, że nie wykrwawiłam się tam w wodzie. Krew nadal leci. Obrywam fragment koszulki i mocno zawiązuję go, tak aby zakrył ranę. Zapada zmrok. Pojawia się godło Kapitolu. Zaraz później martwi trybuci. Dziś zginęła para z Dwójki, z radością spoglądam na ich zdjęcia na niebie, chociaż nie powinnam się cieszyć, Ben, prawie mdleję gdy widzę jego zdjęcie, miał dopiero trzynaście lat, później chłopak z piątki, Fel, przypominam sobie jej ciało leżące na trawie i Lu, płaczę, będę za nią tęsknić. Na dziś to koniec. Żyje tylko dwójka trybutów. W tym ja. Rozlega się armatni strzał. Wygrałam? Rozglądam się dookoła, wystraszona.
-Panie i panowie, mam przyjemność zaprezentować państwu zwyciężczynię Siedemdziesiątych Głodowych Igrzysk, Annie Crestę! Oto ona, trybutka z Czwartego Dystryktu. - Cały czas się rozglądam. Ja wygrałam? To sen? Ja naprawdę wygrałam? Chyba tak. Zjawia się poduszkowiec. Wchodzę na drabinkę, unieruchamia mnie jakiś prąd. Wciągają mnie na górę. Tylko czemu wszystko przed moimi oczami ciemnieje?


_________________________________________________________________________________


   Panie i panowie, mam przyjemność przedstawić nowy rozdział! Oto on rozdział 33! A tak naprawdę to zadam wam standardowe pytanie... Co sądzicie?  No i dziękuję za wyświetlenia, których tak na marginesie jest już ponad 1000!!!

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 32 - "Może to jest sen?"

FINNICK


   Annie jest na arenie już miesiąc. Jest w finałowej ósemce. Żyje tylko dwójka zawodowców. Dwójka trybutów działających na własną rękę i sojusz Annie, Bena, Lu i Fel. Dziś robią wywiad z ciocią Annie i Evelyn. Ze mną i Mags nie robią wywiadu, a to my jesteśmy jej najbliżsi. My mieszkamy z nią jedenaście miesięcy w roku. My spędzamy z nią każdy dzień. Kiedy jest smutna, kiedy jest wesoła jetem z nią ja i Mags. Czasem Mags bardziej przydaje się Annie niż ja. Czasem ja przydaję się bardziej niż Mags. To ze mną zawsze Annie chodzi w nasze Tajemnicze Miejsce. To mi zdradza wszystkie sekrety. Szkoda, że ja nie zdradzałem jej swoich sekretów. Żałuję tego. Chcę cofnąć czas. Chcę jakoś ją ochronić. Od sekretów. Od cierpienia. Ode mnie. Chcę żeby była szczęśliwa. Wiem, że wygrana jej tego nie da. Wiem, że życie ze mną też jej tego nie da. Przynajmniej do póki muszę słuchać rozkazów Snowa. Annie zasługuje na lepsze życie. Ja niekoniecznie. Zabiłem mnóstwo ludzi, skrzywdziłem jeszcze więcej. Skrzywdziłem Annie, osobę która jest mi najbliższa, którą kocham najmocniej na świecie. Przez te wszystkie tajemnice. Nie jestem człowiekiem. Nie jestem nim od chwili gdy dotarłem na arenę. Wtedy przemieniono mnie w potwora. Wtedy stałem się kimś... kimś zupełnie innym, kimś zupełnie obcym, kimś kim nigdy nie powinienem się stać. Nienawidzę Kapitolu. Odbierają mi wszystko na czym mi zależy. Najpierw człowieczeństwo, potem rodzinę, dalej honor i dumę, a teraz chcą odebrać mi cały mój świat, moją kochaną Annie.


ANNIE


   Co ja bym dała, żeby się obudzić z tego koszmaru, z tego świata, gdzie każda sekunda może być tą ostatnią. Co ja bym dała, żeby móc znów przytulić Finnicka, porozmawiać z nim, pocałować go. A teraz jedyne co mogę zrobić, żeby poczuć jego bliskość, to obracać w rękach medalion, który mi podarował. Robię to w tej chwili. Chciałabym go teraz zobaczyć. Chociażby na zdjęciu. Chwila... w medalionie są nasze zdjęcia. Finnick mi to powiedział. Szybko go otwieram. Finnick nie skłamał. Zdjęcia są w środku. Oglądam je, ze łzami w oczach. Jeszcze dwa miesiące temu byliśmy tacy szczęśliwi. Igrzyska zmieniły wszystko. Teraz mogę jedynie dotykać zdjęć, które pokazują coś, co nigdy nie wróci.
-Co patrzysz? - Pyta Lu.
-Nic takiego. - Odpowiadam.
-To czemu płaczesz?
-Coś mi się przypomniało.
-Coś związanego z sama dobrze wiesz kim? - Pyta. Ruszając brwiami, kiedy mówi "dobrze wiesz kim".
-Tak. Dokładnie. - Odpowiadam. Z wyczuwalną ironią w głosie.
-Dobra. Nie złość się tak już. Bo pomyślę, że chcesz mi coś zrobić.
-Daj spokój. Przyjaźnimy się, prawda? - Pytam.
-Jasne. Tylko może to być ciężkie na arenie. - Mówi, śmieje się. Uwielbiam ją za jej poczucie humoru. Nie opuszcza jej nawet tu, nawet na arenie.
-Racja. - Dodaję i też się uśmiecham. Przytulam ją. Nagle ona zaczyna pluć krwią. Odsuwa się ode mnie.
-Wygraj. Proszę. I powiedz mojej rodzinie, że ich kochałam. I przeproś rodzinę i dziewczynę chłopaka z mojego Dystryktu ode mnie. A teraz uciekaj. Zaraz tu będą. - Mówi i uchodzi z niej życie. Armatni huk obwieszcza to nam wszystkim.Zakrywam usta dłonią i płaczę. Otwieram oczy i zauważam to. Nóż. Nóż, który tkwi w jej ciele. Uciekam. Zrobię to o co mnie prosiła. Są nie daleko. Mają broń. To cud, że ja jeszcze nie zginęłam. Biegnę do miejsca, gdzie jest Fel z Benem.
-Ben! Fel! Uciekajcie! - Wołam. Tylko, że nie słyszę odpowiedzi. Biegnę do nich. Chcę wziąć broń i walczyć. W końcu dobiegam tam, gdzie mieliśmy krykówkę. Już wiem czemu nie odpowiadali. Fel leży na ziemi. Z jej ciała wystaje nóż.Taki sam jak ten od którego zginęła Lu. Lu. Ona zginęła. Fel. Ona też. Armata właśnie to oznajmiła. Ręce mi się trzęsą. Nie, ja cała się trzęsę. To nie możliwe. Tylko nie one. Osuwam się na ziemię i płaczę. Płaczę kolejny raz tego dnia.
-Annie! - Krzyczy Ben. - Mają mnie. Uciekaj!
-Nigdy cię nie zostawię! - Odkrzykuję. Biegnę do niego. W rękach mam noże, miecz zawiesiłam przy spodniach. - Już biegnę! - I to robię. Biegnę, w stronę, z której doszedł mnie jego głos. Kiedy tam jestem, widzę jak jakiś chłopak trzyma Bena. Obok niego stoi jakaś dziewczyna. Nie zastanawiam się, tylko rzucam w nią nożem. Trafiam w nogę. Momentalnie zjawiam się obok niej i odciągam ją naprzeciw chłopaka.
-Puść Bena, bo ją zabiję.
-To zabijaj. Wygram bez niej. - Mówi. Dziewczyna jest tak samo zszokowana jak ja.  - Jego i tak nie puszczę. - Chłopak wyjmuje miecz. Chcę krzyknąć, żeby przestał, ale nie zdążam. On już obciął Benowi głowę. Armata już wystrzeliła. Tryska na mnie jego krew. Przewracam się. Jego medalion leży przy mnie. Zabieram go. Dziewczyna przewróciła się obok mnie, ale wstaje. Nie wiem jak. Podchodzi do chłopaka, chociaż nóż wystaje z jej nogi. Obydwoje biorą do rąk broń. Nie ruszam się. Nie wierzę. Nie wierzę w nic. W swój udział w Igrzyskach. W śmierć Bena. W nic nie wierzę. Tylko płaczę. Zbliżają się. Widzę ich, są rozmazani. To wszystko przez łzy, które nieustannie leją się po moich policzkach. Finnick,by mi pomógł. Finnick! Obiecałam mu, że wygram. Wstaję. Uciekam. Uciekam. Uciekam. Biegnę najdalej stąd. Chowam się w krzakach. Nie mam jedzenia. Nie mam picia. Jestem tylko ja i ziemia. Płaczę. Zasypiam. Nagle się budzę, a ziemia drży. Słyszę, że coś pęka. Nagle dociera do mnie ten dźwięk, który uwielbiam, który kocham, prawie tak bardzo jak głos Finnicka. Słyszę szum wody. Tylko skąd ona się  tu wzięła? Dlaczego widzę falę zmierzającą ku mnie?  Tama! Musiała pęknąć. Nie ucieknę fali. Muszę popłynąć razem z nią. Więc nie protestuję, kiedy mnie porywa. Płynę razem z nią. Może to jest sen?


_________________________________________________________________________________


   Kolejny rozdział dodany. Moje pytanie brzmi: I jak? Podoba się? Przypominam, że każdy może komentować :) No i dziękuję za każde wyświetlenie.
Powered By Blogger