niedziela, 28 lutego 2016

Blogowy roczek!! - pierwsze urodziny :D

   Ach... jak ten czas szybko leci... dokładnie rok temu kliknęłam na bloggerze przycisk "Nowy blog", na szybko stworzyłam wygląd bloga i napisałam, a zaraz potem opublikowałam pierwszy post, a następnie pierwszy rozdział.
Ten rok spokojnie mogę nazwać rokiem wielkich zmian, a co takiego się wydarzyło?
Zaczniemy od typowo blogowych spraw: 
1. Opublikowałam już 108 rozdziałów, jeden one shot i kilka postów. Razem wszystkich postów jest 121 (łącznie z tym, który teraz czytacie)
2. Na blogu pojawiło się 1080 komentarzy (wliczając w to moje odpowiedzi :D). Jest to ogromna liczba, zważywszy na to, że przez pierwszych 20 rozdziałów nie było żadnych komentarzy i pierwszy pojawił się dopiero po kilku miesiącach od założenia bloga. 
3. Post z największą liczbą komentarzy to rozdział 104 zatytułowany "Lu". Liczba komentarzy wynosi pod nim 46 (za co chcę bardzo podziękować)
4. Liczba wyświetleń przekroczyła już 27 900 (baaaardzo Wam za to dziękuję)

Co wydarzyło się w świecie Igrzysk?
Tu odpowiedź jest jasna... w listopadzie na ekrany kin weszła druga część Kosogłosa, która jest już zwieńczeniem tej historii. Ach... nigdy nie zapomnę tego uczucia, które towarzyszyło mi w kinie!! Sami rozumiecie... to podekscytowanie pomieszane ze zdenerwowaniem, smutkiem i szczęściem... to było takie dziwne i wspaniałe jednocześnie!

A teraz... chcecie trochę lepiej poznać tą dziwną i nieogarniętą love dream, autorkę tego bloga? I chcecie dowiedzieć się co zmieniło się w moim życiu? No cóż... czytajcie dalej :) 
Zacznę od tego, że kiedy założyłam tego bloga to odkryłam swoją pasję, którą jest pisanie. Wcześniej też bardzo lubiłam pisać, ale tak naprawdę to moja przygoda z tą pasją rozpoczęła się na dobre od tego bloga. Poza tym... no... naprawdę zrobiłam postępy w pisaniu. Nie mówię (no... w tym wypadku piszę :D), że jestem jakąś wspaniałą pisarką, albo coś... ale chyba piszę całkiem znośnie, prawda? *zapytała z nadzieją* XD
Coś jeszcze się zmieniło? Oczywiście! Od września 2015 roku oficjalnie jestem licealistką i wiecie co? Moje dziecięce (bo chyba miałam wtedy sześć lat) wyobrażenia liceum ani trochę nie zgadzają się z brutalną rzeczywistością... ach... wcale nie jestem tak piękną i wysoką dziewczyną jak niegdyś myślałam (a raczej miałam nadzieję), że będę, nauka nie jest tak prosta jak myślałam, moje przyjaciółki są w innej szkole niż ja (chociaż zaprzyjaźniłam się z kilkoma osobami z mojej klasy), a ja nie jestem popularna... co więcej boję się odezwać do starych znajomych... cudownie! (wspominałam kiedyś, że uwielbiam sarkazm??) Jedyne co się zgadza to to, że mam naprawdę cudowną klasę i... bądź co bądź... jestem bardziej śmiała niż w gimnazjum i podstawówce razem wziętych :)
Co jeszcze się zmieniło? Ja. No cóż... już nie jestem tą samą dziewczyną, kończącą gimnazjum, rozpaczającą, że będzie w innej szkole niż jej przyjaciółki i przez to przez całe trzy lata nie zamieni z nikim słowa. Teraz... można powiedzieć, że trochę dorosłam. Staram się walczyć ze swoimi słabościami i nie dramatyzuję zawczasu. Odzywam się też częściej do ludzi i nawet nauczyłam się więcej żartować, częściej się uśmiechać. Wcześniej taka nie byłam. Żartowałam tylko z osobami, które dobrze znałam. Zazwyczaj też siedziałam na przerwie z przyjaciółkami i opowiadałam im o książkach, albo aktorach. One udawały, że je to interesuje... teraz, kiedy spotykamy się raz na jakiś czas jest już inaczej i kiedy rozmawiamy to naprawdę słuchają, a ja opowiadam też o innych rzeczach. Ogólnie muszę przyznać, że nasza przyjaźń tylko się umocniła przez tą rozłąkę... yhh... zeszłam z tematu.
Wiecie co najlepszego wydarzyło mi się przez ten rok pisania bloga? Poznałam Was.
Nigdy nie sądziłam, że mój blog będzie miał aż tylu czytelników... tak wspaniałych czytelników, którzy zawsze motywują mnie do dalszego pisania, którzy piszą tak wspaniałe komentarze, sprawiające, że uśmiech sam ciśnie mi się na usta... bardzo Wam za to dziękuję!! Dziękuję za wszystko!!!


Dotarliście aż tu? Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam...
Pewnie większość z Was (albo i wszyscy) chciałaby czytać nowy rozdział zamiast tego posta, więc... chciałabym Was poinformować, że kolejny rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu (29.02 - 06.03.2016 r.). Mam nadzieję, że Wam się spodoba!!
No i chciałam jeszcze Wam coś wyjaśnić... mianowicie chodzi tu o kwestię częstotliwości dodawania rozdziałów... na pewno zauważyliście, że na początku wstawiałam bardzo często, a teraz coś się zmieniło i nowe rozdziały pojawiają się znacznie rzadziej... cóż... dzieje się tak z kilku przyczyn... po pierwsze naprawdę nie mam ostatnio na nic czasu, nawet na czytanie i komentowanie innych blogów (chociaż oczywiście przed snem staram się przeczytać rozdziały na blogach, które czytam... takie masło maślane wyszło mi z tego zdania, ale nieważne... niestety nie zawsze mam czas, żeby je skomentować). Drugim powodem jest to, że bardzo chciałabym prowadzić tego bloga jak najdłużej, a jeśli pisałabym rocznie 108 rozdziałów to nie wiem czy by mi się to udało. Oczywiście jeśli będzie jakieś dłuższe wolne od szkoły (na przykład wakacje) to będę wstawiać rozdziały częściej :) Mam nadzieję, że mnie rozumiecie :D


No i to by było tyle na dziś. Do kolejnego rozdziału!! 

niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 108 - Bitwa

ANNIE


   Cole patrzy na Finnicka jak na kretyna. Mój ukochany jednak nic sobie z tego nie robi i uśmiecha się złośliwie, wyraźnie dumny ze swojej sarkastycznej odpowiedzi.
-Nieważne - mówi szybko brązowowłosy chłopak, który wpadł na mnie kilka godzin wcześniej. - Annie... wydaje mi się, że kiedy upadłaś... - zaczyna dość nieśmiało.
-Albo raczej ty na nią wpadłeś i ją przewróciłeś... - burczy Finnick. Cole zerka na niego kątem oka, ale udaje, że nie usłyszał tej uwagi.
-W każdym razie... wydaje mi się, że coś zgubiłaś - oznajmia trochę pewniej. Przez chwilę zastanawiam się co mogłam zgubić... jedne co wpada mi do głowy to bransoletka, którą kiedyś zrobiła moja siostra. Spanikowana zerkam na swój nadgarstek i z ulgą zauważam, że jednak bransoletka ciągle tam jest. Postanawiam więc zapytać.
-Co?
-Siebie. W moich oczach - odpowiada, uśmiecha się zalotnie i próbuje zmusić mnie do spojrzenia w jego oczy.
   Nie muszę patrzeć w lustro, żeby wiedzieć jak wygląda moja mina. Usta zacisnęłam tak, że zapewne niemal zniknęły. Natomiast moje oczy miotają piorunami. Nienawidzę takich tępych tekstów i nie chcę, żeby ktokolwiek w ten sposób do mnie mówił. Według mnie uwłacza to mojej godności. Zresztą nie tylko mojej, a każdej kobiety uraczonej takim tekstem. Spodziewam się, że Finnick walnie tego chłopaka, ale się mylę. Mój ukochany wybucha głośnym śmiechem, który słychać chyba w całej Czwórce.
-Nie wiem... powinienem cię uderzyć czy po prostu się z tego śmiać tak jak do tej pory... - udaje się powiedzieć mojemu ukochanemu, kiedy tylko opanuje śmiech na tyle, że da radę złapać oddech i coś z siebie wydusić
-Co? - dziwi się ten jakże romantyczny idiota. Jego głos tak mnie drażni, że bez zastanowienia policzkuję chłopaka, co powoduje jeszcze jeden napad śmiechu Finnicka. - Bawi cię to? - pyta Cole, trzymając się za bolący policzek.
-Nie no co ty... ja tak reaguję na stres - odpowiada Finnick z wyraźnie wyczuwalnym sarkazmem, jednak sądząc po minie Cole'a to nie wyczułby on sarkazmu, nawet jeśli wetknięto by mu go prosto pod nos.
-Czym się stresujesz?
-Że z takim tekstami to mi jeszcze dziewczynę odbijesz, wiesz? - zapytał mój ukochany ironicznie. Cole znów patrzy jakby nic nie rozumiał. Finnick wzdycha głośno. - Chyba dobrze, że cię nie uderzyłem, bo walka z takim kretynem jak ty byłaby niesprawiedliwa - dodał po chwili, złapał mnie w tali i ruszyliśmy w dalszą drogę, zostawiając za sobą zdziwionego Cole'a.

-W moich oczach też się zgubiłaś? - pyta Finnick swoim uwodzicielskim tonem, kiedy tylko docieramy do drzwi zamieszkiwanego przez nas domu w Wiosce Zwycięzców.
-Bardzo śmieszne, Finnick - burczę pod nosem. 
-Ej... no, ale rybko moja... musisz przyznać, że kreatywny to on jest - mówi, próbując powstrzymać śmiech.
-Oczywiście, żółwiku ty mój, ale chyba bardziej tępy niż kreatywny - odpowiadam.
-Tak... to też - mówi Finnick i wpuszcza mnie do domu. Po chwili wchodzi sam. Zatrzymuje się przy drzwiach i łapie za moją rękę. 
-Ej... czekaj... "żółwiku"? - pyta, unosząc lekko brwi. 
-"Rybko"? - pytam, robiąc taką samą minę jak on.
-Ale ciebie ryba nigdy nie spoliczkowała...
-A ciebie nie spoliczkował żółw...
-Ale mnie ugryzł... niejednokrotnie!! - mój ukochany udaje oburzenie. - Te wredne bestie mnie nie lubią... domagam się zmiany pieszczotliwego przezwiska - mówi, udając powagę. Na mojej twarzy od razu pojawia się uśmiech.
-Taak? To jak mam cię nazywać? Krewetką nazywa cię już twoja kuzynka, a ja nie będę ściągać, prawda? To co? Rekinku? Delfinku? Krabie? - pytam, udając zmartwienie. 
-Powiedz mi... ale tak szczerze... czy ja ci przypominam kraba? - pyta. Udaję, że chwilę się zastanawiam. 
-Jakby się tak uprzeć to tak. Przypominasz kraba - mówię, udając powagę.
-O ty bestio! - krzyczy i zaczyna mnie łaskotać. Uciekam do kuchni. Łapię za kran, wyciągając baterię i trzymam ją przed sobą, a kiedy Finnick wbiega za mną, krzyczę:
-Mam broń i nie zawaham się jej użyć!! 
   W tej chwili włączam kran i oblewam Finnicka strumieniem zimnej wody. Wyłączam wodę i patrzę na niego triumfalnie, ale nie przemyślałam jednego. Chłopak zmierza w moją stronę, otwierając ramiona, aby mnie objąć. Przy okazji ślizga się na mokrej podłodze i prawie się przewraca, jednak w porę udaje mu się złapać równowagę.
-Nie podchodź do mnie! - krzyczę, ale przy okazji z moich ust wydobywa się śmiech, więc nie brzmi to zbyt przekonująco.
-No chodź tu do mnie, rybko ty moja i przytul swojego kraba! - mówi, uśmiechając się uwodzicielsko. 
   Zamiast uciekać to ja się śmieję i kończy się na tym, że mój przemoczony ukochany przytula mnie. To nie jest jednak najgorsze, bo chłopak zauważa mąkę, stojącą na szafce tuż za moimi plecami i wysypuje mi zawartość na głowę, ale sam w porę się odsuwa, więc nie zostaje nią obsypany. Jednak ja postanawiam się zemścić i kiedy Finnick zanosi się histerycznym śmiechem, ja rzucam w niego jajkiem, a kiedy go trafiam, nagle przestaje się śmiać i podbiega do lodówki, a następnie wyciąga z niej mleko. 
-NIE ODWAŻYSZ SIĘ!! - krzyczę i rzucam w niego kolejnym jajkiem, którym dostaje prosto w czoło.
-Założysz się? - pyta, otwiera karton i oblewa mnie. Rzucam w niego jeszcze jednym jajkiem, niestety tym razem chybiam.  
   Chłopak podchodzi do mnie, a ręce podnosi w geście kapitulacji. Dumnie zadzieram głowę, a wtedy dzieje się coś, czego się nie spodziewałam... Finnick wyjmuje jajko z opakowania, które wciąż trzymam  i... rozwala je na mojej głowie. 
-Jesteś śliczna, kiedy jajko spływa ci na twarz - mówi i kładzie ręce na mojej tali. 
-To samo mogę powiedzieć o tobie - dodaję z uśmiechem i wspinam się na palcach, aby go pocałować. Jednak tracę równowagę i przewracam się, a mój ukochany próbuje mnie złapać, co kończy się tym, że on również się przewraca, a ja na niego. Przez chwilę leżymy tak i śmiejemy się, a potem całuję go czule w policzek i wstaję. W chwili, kiedy obydwoje już wstaliśmy do kuchni wchodzi nikt inny tylko Mags.
-MATKO KOCHANA!!! CO TU SIĘ STAŁO?! - krzyczy.
-Eee... nie wiemy? - odpowiada niepewnie Finnick. 
-JA WAM ZARAZ DAM "NIE WIEMY"!! IDŹCIE MI STĄD, BO ZARAZ WAS ZAMORDUJĘ!!! 
-Też cię kochamy? - tym razem to ja się odzywam, robiąc skruszoną minę.
-NA DWÓR I NIE WRACAĆ MI PRZED ÓSMĄ!! 

-Nigdy nie widziałem tak zdenerwowanej Mags... - odzywa się Finnick, kiedy cali w mleku, wodzie, jajkach i mące wychodzimy na zewnątrz. 
-Ja też... nie pozwoliła nawet nam się przebrać - szepczę, bo boję się, że mentorka może nas jeszcze usłyszeć i znów na nas nakrzyczeć.
-Spokojnie... nie usłyszy nas... jest zbyt zajęta przeklinaniem pod nosem - oznajmia Finnick. - To co? Idziemy na plażę? 
-A mamy jakieś inne wyjście? - pytam ironicznie.
-W zasadzie to tak... możemy iść do twoich rodziców, albo twojej ciotki, ale to byłoby trochę niebezpieczne - oznajmia Finnick.
-Dlaczego?
-Bo jakby nas twoja matka zobaczyła to zabiłaby mnie tym co aktualnie miałaby w dłoni... - oznajmia i krzywi się.
-Bez przesady... kapciem na przykład by cię nie zabiła - staram się go pocieszyć. Jednak on patrzy na mnie pytająco.
-Jesteś pewna? Ta kobieta mnie nienawidzi... zabiłaby mnie wszystkim co miałaby pod ręką... nawet papierkiem po cukierku - staram się zaprzeczyć, ale nie mogę. Finnick ma rację. Moja matka go nienawidzi. Dlatego milczę. Finnick wie dlaczego i uśmiecha się smutno. 

   Idziemy w spokoju plażą, aż nagle potykam się o jakiś kamień. Finnick podaje mi rękę, żeby pomóc mi się podnieść, ale ja przewracam również jego i po chwili obydwoje jesteśmy cali w piasku. 
-Dzięki Annie. Teraz wyglądam jak kotlet, albo ryba w panierce - oznajmia Finnick, ale uśmiech nie schodzi mu z twarzy. 
-Ej... lubię kotlety i ryby w panierce... no cóż... wyglądasz smakowicie - oznajmiam ze śmiechem.
-Chyba nigdy w to nie wątpiłaś - mówi, ledwo hamując śmiech.
-Nie, nie wątpiłam w to - mówię z uśmiechem.
-Czyli jednak zgubiłaś się w moich oczach - oznajmia, udając powagę. Ja natomiast wybucham śmiechem i uderzam go lekko w ramię. 
-A co to ma do rzeczy? - pytam.
-Nic. Po prostu... no wiesz... muszę się dowartościować. Bałem się, że zgubiłaś się w oczach tamtego kretyna, a w moich nie... - mówi ze smutną miną. 
-Mój kochany zazdrosny krab - mówię i całuję go. Kiedy przestaję on znów się odzywa.
-Jeśli to jest nagroda za bycie zazdrosnym, to mogę taki być codziennie - mówi uwodzicielskim tonem. Uśmiecham się, znów go całuję i oznajmiam:
-Zapomnij.


_________________________________________________________________________________


   Jak podoba Wam się ten rozdział?? To chyba pierwszy tak rozdział, gdzie nie ma zbyt wielu przemyśleń, a jestem z niego całkiem dumna, bo jest raczej taki... no... wesoły i sarkastyczny :D
   Dziś Walentynki, dlatego postanowiłam podarować Wam taki prezent w postaci rozdziału... cieszycie się? :) Mam nadzieję, że tak :)

wtorek, 9 lutego 2016

LBA #4

Po raz kolejny zostałam nominowana do LBA. Naprawdę baaardzo cieszę się z tego powodu i baardzo dziękuję Karolinie Mellark, ponieważ to właśnie ona mnie nominowała.
Bez zbędnego przeciągania...

1. Dlaczego założyłaś bloga?

Żeby się zmotywować do napisania całej historii Finnicka i Annie. (Co prawda nie wspomniałam o tym w poprzednim LBA, ale tam było pytanie "Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?", a tu jest konkretnie o założenie...)
Wiem... trochę dziwnie to brzmi, ale taka jest prawda, bo... no cóż... jak już wcześniej pisałam... bardzo chciałam przeczytać całą historię o Finnicku i Annie, a skoro nie mogłam znaleźć wciąż aktywnego bloga o tej tematyce to postanowiłam sama stworzyć taką historię. Początkowo w planach miałam pisanie jej w jakimś zeszycie, albo na komputerze, ale stwierdziłam, że może mi się to znudzić, a jeśli zaczęłabym publikować tę historię to miałabym motywację do dalszego pisania.

2. Dlaczego właśnie taka historia?

Jak wiadomo... Finnick Odair jest moją ulubioną postacią (po prostu go kocham ♥)... no i uważam, że miłość jego i Annie jest naprawdę piękna i niesamowita (pamiętajmy, że tylko on potrafi jej pomóc w powrocie do rzeczywistego świata). Żaden z blogów o tej tematyce nie skończył opowiadać ich historii, więc... no... WHY NOT? (taaak... kocham ten tekst :D)

3. Ulubiona scena z książki/filmu o którym piszesz bloga?

O masakra... ale, że tylko jedna?
Hahaha... jako, że uwielbiam kombinować... wybiorę ulubione sceny z każdej z części (filmowej i książkowej!!)
Igrzyska Śmierci - książka: upadek Haymitcha ze sceny
Igrzyska Śmierci - film: kiedy Peeta mówi, że nie chce być tylko pionkiem w ich igrzyskach
W pierścieniu ognia - książka: kiedy Finnick wpada na pomysł przestraszenia Peety
W pierścieniu ognia - film: "Want a sugarcube? "
Kosogłos - książka: Finnick w bieliźnie
Kosogłos cz.1 - film: "It takes ten times as long to put yourself back together as it does to fall apart."
Kosogłos cz.2 - film: ślub pewnej pary... każdy domyśla się o co chodzi :D

4. Czego nienawidzisz?

Jest kilka takich sytuacji, których nienawidzę...
Kiedy rysuję i rysunek jest świetny, ale jest jeden drobny szczegół (który zazwyczaj tylko ja zauważam...), który niszczy wszystko...
Kiedy chcę coś napisać, ale zamiast pisać to medytuję nad pustą stroną...
Kiedy zapominam co przed chwilą przeczytałam, albo po co weszłam do pokoju...

5. Co/Kogo kochasz?

Rodzinę, przyjaciół, moje kochane zwierzęta.. KSIĄŻKI!!! FINNICKA!! INNYCH BOHATERÓW KSIĄŻKOWYCH!! SAMA CLAFLINA!! INNYCH AKTORÓW!! KSIĄŻKI!! KSIĄŻKI!! WSPOMINAŁAM JUŻ O KSIĄŻKACH??
No i moich crushów..

6. Ulubione zajęcie?

Czytanie książek, jazda konna, pisanie, rysowanie :D

7. Ulubiony przedmiot w szkole?

Angielski!

8. Ulubiony bohater twojego bloga?

Finnick ♥

9. Na czyim miejscu chciałabyś się znaleźć (z twojego bloga)?

Szczerze? Na niczyim... Nikt z bohaterów z mojego bloga nie ma łatwego życia...

10. Ulubiony wykonawca + utwór

Nie mam ulubionego wykonawcy... ale ostatnio pisałam, że podoba mi się All Good Things - Fight i cóż... nadal mi się podoba, co jest naprawdę baaardzo dziwne... zazwyczaj piosenki nudziły mi się baaardzo szybko :D


__________________________________________________
A ja... nie nominuję nikogo... przepraszam, ale naprawdę nie wiem kogo by tu nominować i jakie pytania zadać, dlatego... nikogo nie nominuję.

piątek, 5 lutego 2016

Rozdział 107 - Wspomnienia

MAGS


   Wysoka szatynka, której kręcone włosy wyjątkowo zostały ujarzmione i zebrane w kucyk, zmierzała w kierunku sceny. Jej biała sukienka zdawała się lśnić w pełnym słońcu. Na twarzy dziewczyny malował się spokój i determinacja. Już samo to zdradzało, że na arenie będzie mocnym przeciwnikiem. Bardzo dobrze. Chciała przynieść chwałę swojemu dystryktowi i swojej rodzinie. Miała dopiero szesnaście lat, ale już była gotowa. To przecież Mags Flanagan. Przecież trenowała od piątego roku życia i od piątego roku życia pomagała ojcu w pracy. Potrafiła już zręcznie robić haczyki na ryby, potrafiła łowić, potrafiła zrobić coś z niczego. Wiedziała, że sobie poradzi. Wystarczyło wyłączyć sumienie. To wystarczyło. 

   Z drżeniem wypuszczam powietrze z płuc. 

   Ta sama szesnastoletnia dziewczyna z tymi samymi zebranymi w kucyk kręconymi włosami, siedziała na kanapie w Pałacu Sprawiedliwości w Dystrykcie Czwartym. Czekała na rodzinę i przyjaciół, którzy mieli przyjść, aby się z nią pożegnać. Drzwi do jej pokoju otworzyły się i weszli przez nie jej matka z ojcem i jej młodsza o cztery lata siostra. 
-Cześć - pierwsza odezwała się szesnastolatka.
-Nie daj się zjeść - odpowiedział ojciec, jednak w jego głosie nie było tej lekkości co zwykle. Dziewczyna mimo to uśmiechnęła się pogodnie i wstała.
-Nie cieszycie się, ze mogę przynieść chwałę wam i całemu dystryktowi? - spytała ironicznie. Kiedyś słyszała jak jej rodzice mówili, że chcieliby, aby któraś z ich córek osiągnęła coś wielkiego w życiu. - Teraz mogę osiągnąć coś wielkiego, nieprawdaż? - spytała. Jej matka zaczęła płakać.
-Przestań - warknął jej ojciec. Dziewczyna zastanawiała się czy to było do niej czy do jej matki. Chciała o to zapytać, ale widziała, że i tak sprawiła im wiele bólu. Żałowała tego. Nie chciała tego, ale czasem plotła to co jej ślina na język przyniesie. Nie panowała nad tym. 
   Po chwili poczuła jak wokół jej talii kurczowo zacisnęły się kruche rączki jej młodszej siostry. Dziewczyna spojrzała na siostrę i znów uśmiechnęła się. Tym razem smutno. Szesnastolatka również objęła siostrę i z ledwością hamowała łzy. Przecież nie mogła płakać. 
-Wróć do mnie, dobrze? - poprosiła dwunastoletnia dziewczynka. 
-Wrócę. Dobrze wiesz, że zamierzam wygrać - odpowiedziała starsza siostra. 
-Mags... przepraszamy cię za wszystko. Naprawdę chcieliśmy, żebyś osiągnęła jakiś sukces w życiu, ale nie chcieliśmy, żeby to oznaczało rozłąkę - oznajmił ojciec dziewczynki. Matka dalej wypłakiwała sobie oczy. 
-Rozumiem i nie gniewam się. Ja też przepraszam - odezwała się słabo. Czuła, że dłużej już nie wytrzyma i w końcu łzy poleją się z jej ciemnych oczu. 
-Nie gniewamy się. Wróć do nas, proszę - po raz pierwszy odezwała się jej matka. 
-Obiecuję - oznajmiła szesnastolatka. Jej rodzice podeszli do niej i objęli ją i jej siostrę. Po chwili usłyszeli donośny głos, oznajmiający, że to już koniec odwiedzin. 
-Tylko nie zapominaj kim jesteś - zdążył wykrzyczeć jej ojciec, kiedy wychodzili. Jednak było już za późno. Ona już zapomniała kim była. 

   Przejeżdżam palcem po fotografii, przedstawiającej mnie i moją rodzinę z czasów, kiedy jeszcze była pełna. Później mnie już nie było. Już nie należałam do tej rodziny. Wtedy jednak byliśmy tacy szczęśliwi, uśmiechnięci, radośni. To było nasze ostatnie zdjęcie. Łzy zaczynają spływać po moich policzkach. Teraz nie muszę już udawać, że jestem twarda. Mogę być sobą. 
-Dziś po raz pierwszy widziałam twoje łzy - oznajmia cicho Irna. Uśmiecham się do niej smutno.
-Zawsze płakałam w samotności - odpowiadam słabo.
-Wiem - mówi moja młodsza siostra. - Pamiętam. 
   Kobieta podchodzi i mnie przytula. Wszystkie wspomnienia znów do mnie wracają. 

-Mags? Gdzie idziesz? - spytała dwunastoletnia dziewczynka. 
-Do domu - odwarknęła jej starsza siostra. Na twarzy starszej dziewczyny widać było złość. 
-Przecież tu jest twój dom - upierała się dziewczynka i biegła za starszą siostrą, aż do bramki. 
-Nie. To już nie jest mój dom. To już nie jest moja rodzina - oznajmiła. W oczach młodszej dziewczynki pojawiły się łzy.
-Ale... ja przecież jestem twoją rodziną - powiedziała, hamując te okropnie natrętne łzy, które zaczęły gromadzić się również w oczach starszej siostry. Szesnastoletnia dziewczyna zatrzymała się i pozwoliła, aby jej młodsza dwunastoletnia siostrzyczka wtuliła się w nią.
-Lepiej będzie jeśli o mnie zapomnisz - wyszeptała, po czym wyrwała się z uścisku siostry i pędem ruszyła w stronę Wioski Zwycięzców, gdzie znajdował się jej nowy dom. Dom z wieloma pokojami i nią samą. No może nie zupełnie samą, bo czekał tam na nią ktoś z kim dziewczyna chciała spędzić resztę życia. 

-Pamiętasz wszystko? - pyta mnie Irna. 
-Niestety - odpowiadam cicho. 
    Drzwi do Dystryktowej Wypożyczalni otwierają się z głośnym skrzypnięciem. Oprócz światła słonecznego do środka przedostają się Finnick i Annie. Chłopak patrzy na mnie i na moją młodszą siostrę, a w jego oczach dostrzegam ciekawość i radość. W oczach Annie maluje się upór i radość, które stanowią maskę dla głęboko skrywanej zazdrości. Wiem, że dziewczyna tęskni za Lorą. Żałuje, że ona już nie może przytulić swojej starszej siostry. Jednak stara się, aby nie było to widoczne. W ten sposób pokazuje mi, że jestem dla niej ważna. Mimo tego co czuje w głębi duszy przyszła tu, aby mnie wspierać. Teraz zauważam również, że Finnick mocno trzyma dłoń swojej ukochanej, zupełnie jakby się bał, że dziewczyna zaraz mu ucieknie. Może właśnie tego się boi?
-Cześć... a gdzie... dziadek? - pyta radośnie Finnick, chociaż wypowiedzenie słowa "dziadek" sprawia mu trochę trudności. 
-Poszedł do domu. Powiedział, że powinnyśmy poważnie porozmawiać, a on nie powinien być przy tej rozmowie - oznajmia moja młodsza siostra.
-Aha... to może lepiej my też już pójdziemy? - mówi Finnick i spogląda na mnie. Niemal niezauważalnie kiwam głową.
-Dajcie spokój. Zostańcie - odzywa się Irna.
-Nie, nie chcemy przeszkadzać - odpowiada Annie. - Ale oczywiście bardzo dziękujemy za zaproszenie.
-Mags... chciałbym ci coś powiedzieć, ale to jak będziemy już w domu - mówi Finnick i uśmiecha się do mnie. W odpowiedzi ponownie skinęłam głową.


FINNICK


   Właśnie wyszliśmy z Dystryktowej Wypożyczalni. Mogłoby się wydawać, że nasze cofnięcie się tam było bezsensowne, ale ja tak nie uważam. To prawda... weszliśmy tam na chwilę, ale przez tą krótką chwilę w oczach mojej mentorki dostrzegłem zrozumienie. Wiedziała po co tam weszliśmy. Wiedziała, że chcieliśmy ją wspierać i być przy niej w tej ważnej chwili. Jednak mój dziadek miał rację. Czasem ludzie potrzebują zmierzyć się z tym wszystkim w samotności. Tak jest i w tym przypadku. Mags powinna przejść przez to tylko w towarzystwie swojej siostry. My tylko byśmy im przeszkadzali w prawdziwej, szczerej rozmowie.
-Ale przynajmniej w taki sposób pokazaliśmy jej, że jest dla nas ważna, prawda? - spytała Annie.
-Tak. Tak mi się wydaje - odpowiedziałem.

-Annie! To ty?! - nawet nie muszę patrzeć, żeby wiedzieć kto jest autorem tych słów. Moja ukochana jednak momentalnie odwróciła się w stronę, z której dobiegł nas jego głos.
-Nie, zmiech - burczę, a po chwili odwracam się w stronę intruza.
-Cieszę się, że znów cię widzę - powiedział Cole Flin, odrzucając do tyłu ciemnobrązowe włosy.
-Ja się nie cieszę - mówię pod nosem. Chłopak patrzy w moją stronę.
-Ach... ty też tu jesteś? Wybacz. Nie zauważyłem cię - mówi.
-No tak... bo widzisz... ja jestem takim ludzkim kameleonem. Potrafię wtapiać się w tło... to dziwne, że teraz mnie zauważyłeś - odpowiadam i robię zdziwioną minę. Chłopak próbuje zrozumieć co przed chwilą do niego powiedziałem, ale chyba w końcu daje sobie z tym spokój i patrzy na mnie jak na wariata. Przeczuwam, że będzie to dość zabawne spotkanie. W każdym razie dla mnie.


_________________________________________________________________________________


   Dawno nic nie wstawiałam... przepraszam. Z tego powodu (i jako, że aktualnie mam ferie) postaram się wstawić kolejny rozdział w przyszłym tygodniu, a w weekend pojawi się kolejne LBA na tym blogu i na Życie to nie bajka
   Mam nadzieję, że spodobał Wam się ten rozdział. Szczerze przyznam się, że jestem dumna ze wspomnień Mags, a reszta... mogłoby być lepiej, ale nie narzekam :D No i pojawił się zazdrosny Finnick. Co prawda pod koniec, ale się pojawił. Zdradzę Wam również, że w kolejnym rozdziale również będzie trochę o zazdrosnym Finnicku :D 
   Chcę Wam również podziękować za komentarze :) To naprawdę bardzo motywujące i wiele dla mnie znaczy, a jeśli ktoś czyta blogowego aska to wie, że właśnie komentarze są jednym z czynników, wywołujących uśmiech na mojej twarzy :D 

poniedziałek, 25 stycznia 2016

LBA x3!!

Straaasznie się cieszę, ponieważ ostatnio zostałam nominowana do LBA i to nie raz, a aż trzy razy!! LBA jak wiadomo jest czymś w rodzaju wyróżnienia, które autor jednego bloga daje autorowi innego bloga, aby docenić jego pracę. Ja zostałam nominowana przez Yoo 9622, Dolly i Igrzyskomaniaczkę i baaardzo im za to dziękuję :)
Dooobra... zaczynamy z tymi pytaniami!!!

Pytania od Yoo 9622

1. Ulubiony zespół?

   Szczerze powiedziawszy... nie mam ulubionego zespołu. Jest naprawdę wieele zespołów, które bardzo lubię, ale żaden z nich nie jest moim ulubionym zespołem. Jednak baardzo lubię:
One Republic
Bastille
Evanescence
Florence and the Machine

2. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?

   W ogromnym skrócie (naprawdę w ogroooomnym skrócie):
Po ponownym przeczytaniu Igrzysk Śmierci jeszcze bardziej pokochałam Finnicka. Czytałam wtedy wiele blogów o dalszych losach Katniss i Peety, więc pomyślałam "Ej... może są jakieś blogi o Finnicku i Annie... byłoby super taki czytać!" Od razu zaczęłam takowych szukać i nawet udało mi się kilka znaleźć, ale żaden z nich nie kończył ich historii, ale swoją działalność już tak. Na większości z nich ostatnie rozdziały (których nie było nawet dziesięć...) pojawiały się w roku 2013. Pomyślałam wtedy "Skoro nie ma takiej historii to ja sama ją stworzę". Tak też zrobiłam. Założyłam tego bloga i od razu napisałam rozdział pierwszy.

3. Jakie jest twoje ulubione zwierze? 

Hmmm... kocham psy i kocham konie... ciężko mi wybrać pomiędzy nimi... 

4. Jaki jest twój ulubiony kolor?

Niebieski.

5. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?

No cóż... moja ulubiona piosenka zmienia się co kilka dni, czasem zdarza się też, że powracam do ulubionej piosenki sprzed kilku lat... teraz jednak tak się nie zdarzyło XD
Aktualnie baaardzo lubię:
All Good Things - Fight 

6. Co skłoniło Cię do pisania?

Jednym powodem jest to co napisałam w punkcie drugim, a kolejnym powodem jest chęć spełnienia marzeń z dzieciństwa. Taak... już w przedszkolu marzyłam o tym, żeby kiedyś zostać pisarką, a takie pisanie bloga jest świetne, aby doskonalić swój warsztat pisarski :) 

7. Jaka jest twoja ulubiona książka?

Cóż... jest wiele książek, które bardzo lubię, ale tylko dwie serie skradły moje serce... są to:
Igrzyska Śmierci i... Harry Potter. Tak... Harry'ego Pottera czytam od niedawna i mimo, że dopiero kończę czwartą część to już pokochałam tą serię.

8. Jesteś optymistką, pesymistką czy realistką?

Jestem optymistką... chociaż czasami moje "różowe okulary" wpadną do błota, a mi nie chce się ich czyścić... czyli po prostu... czasem zdarzy mi się (zapewne nie tylko mi) mieć gorszy dzień.

9. Jakie jest twoje ulubione polskie miasto?

Hmmm... myślę, że Gdańsk, albo Kraków :)

10. Jaki jest twój ulubiony aktor/aktorka?

I tu Was wszystkich zszokuję!! Moim ulubionym aktorem jest... Sam Claflin ♥ !!  
Nie spodziewaliście się tego, prawda? No ja wiem... XD
Ogólnie bardzo lubię jeszcze Jamesa i Olivera Phelpsów, którzy wcielają się w rolę Freda i George'a Weasleyów :)

11. Jakich typów ludzi nie lubisz?

Nie lubię hipokrytów. Natręci są potwornie irytujący. Osoby, które nie szanują życia i zdrowia też należą do grupy ludzi, których nie lubię. Denerwują mnie jeszcze osoby, które uważają się za lepsze od innych, bo mają więcej pieniędzy. Do tego dochodzą dziewczyny, które mają więcej tapety na twarzy niż znajdzie się w sklepie z tapetami, a w głowie mają puściutko.




Pytania od Dolly

1. Do kiedy chcesz prowadzić swojego bloga?

Cóż... jeśli chodzi o wydarzenia na blogu, to będzie on jeszcze trochę o wydarzeniach, które miały miejsce po rebelii. 
Jeśli chodzi o czas w rzeczywistości... chciałabym, żeby udało mi się poprowadzić go jeszcze kilka lat. Mam nadzieję, że mi się uda :)

2. Jaki jest Twój ulubiony film?

Oczywiście ekranizacje Igrzysk Śmierci i Harry'ego Pottera. Do tego Love, Rosie,  Król Lew (zawsze na tym płaczę... już od dzieciństwa... nieważne, że jest to film animowany).

3. Miałaś okazję zobaczyć swojego idola?

A na zdjęciach, albo we śnie się liczy? Nie? W takim razie... JESZCZE nie. Kiedyś mi się jednak uda... jestem pewna. No cóż... marzenia są po to, żeby je spełniać, prawda?

4.Gdzie chciałabyś polecieć?

NA KONIEC ŚWIATA I JESZCZE DALEJ!!!
Tak miały żarcik XD... do Londynu i do Paryża :)

5. Jaki jest Twój ulubiony przedmiot w szkole? (Nie przyjmuję odpowiedzi ,,Nie lubię szkoły". XD)

Język angielski... co (taka mała ciekawostka :D) jeszcze w zeszłym roku byłoby dla mnie nie do pomyślenia :D

6. Jaka jest Twoja zła cecha?

Jestem potwornie leniwym i nieśmiały człowiekiem. Staram się jednak to zwalczać... znaczy się nieśmiałość, bo lenistwa mi się nie chce XD

7. Miałaś chwile zwątpienia w swoim blogowym życiu?

Tak. Jednak było to tylko raz. Na samym początku, kiedy nie pojawiały się żadne komentarze. Zwłaszcza, kiedy patrzyłam na innych blogach, na których komentarze pojawiały się już pod prologiem lub rozdziałem pierwszym. Jednak stwierdziłam, że nie ma co się poddawać i trzeba pisać dalej, bo może komuś jednak podoba się to co piszę, albo kiedyś spodoba się to co napiszę. Poza tym sprawiało mi to radość i pozwalało oderwać się od rzeczywistości. Motywowała mnie jeszcze chęć spełnienia marzeń z dzieciństwa. Dlatego nie przerwałam pisania i baaardzo się z tego cieszę, bo mam naprawdę wspaniałych czytelników, pojawiają się nowe bardzo motywujące komentarze, a w moim stylu widać wyraźną poprawę. No cóż... warto być wytrwałym :)

8. Jaka jest Twoja ulubiona liczba?

4 - z kilku powodów... jeden to oczywiście Dystrykt Czwarty, który jest moim ulubionym dystryktem, bo... LEŻY NAD MORZEM!!... no i Finnick XD
Reszty powodów nie zdradzę, bo... po prostu nie XD

9. Gdybyś miała nieskończoną liczbę pieniędzy, na co wydałabyś chociaż część z nich?

Spełniłabym swoje marzenia: spotkałabym moich idoli, zwiedziłabym Anglię i Francję, popływałabym w krystalicznie czystej wodzie. Oprócz spełnienia marzeń na pewno przeznaczyłabym też bardzo dużo na cele charytatywne.

10. Jaką nadprzyrodzoną mocą chciałabyś władać?

Chciałabym... latać (pomijam ten nic nieznaczący fakt, że mam lęk wysokości, z którym staram się walczyć), albo czytać w myślach... to byłoby przydatne. Albo... już wiem... wchodzić do świata książek i filmów!!

11. Gdybyś miała wybrać jakąś niebezpieczną rzecz do zrobienia, co by to było?

Weszłabym do klatki z lwem... bo: WHY NOT?! XD


Pytania od Igrzyskomaniaczki

1. Jaki jest Twój ulubiony serial?

Teen Wolf (jedyny serial jaki oglądam XD)

2. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?

Uwielbiam ryby i krewetki :D
Ale jakiejś specjalnej potrawy nie mam :)

3. Od kiedy jesteś fanką Igrzysk Śmierci?

Od 23 listopada 2014 roku jestem już prawdziwą fanką :)

4. Jaki jest Twój ulubiony gatunek filmów? 

Fantasy i Science-fiction :)

5. Do jakiego kraju pojechałabyś na wymarzone wakacje?

Anglia (ciekawe dlaczego... XD) lub Francja

6. Wolisz jak Ci jest za zimno czy za ciepło?

Jako, że mi jest wiecznie zimno... miłą odmianą byłoby chyba te za ciepło :D

7. Kim chcesz zostać w przyszłości?

Architektem, który w czasie wolnym będzie pisał książki :D

8. Uważasz, że posiadasz umiejętności kulinarne?

Myślę, że raczej mam takie umiejętności... kiedyś bardzo to lubiłam, ale teraz nie chce mi się gotować... ale potrafię :D

9. Której postaci z Igrzysk nie lubisz i dlaczego?

Snow i Coin...
Dlatego, że obydwoje nie przejmowali się innymi ludźmi - dla nich ważna była tylko władza.

10. Czy jesteś osobą, która nie widzi świata poza ekranem telefonu, komputera?

Ja raczej nie widzę świata poza książkami :D

11. Który polski film najbardziej lubisz?

Sami swoi, Nie ma mocnych, Kochaj albo rzuć, Jak rozpętałem drugą wojnę światową.



JA NOMINUJĘ:

pannaHutcherson & Johanna
Aaliyah Hunger Games
Katniss Granger
NYMERIA
Znacie ten uczuć, kiedy chcecie nominować osoby, które nominowały Ciebie? No cóż... ja znam... ale... jestem osobą, która uwielbia kombinować (to chyba nie jest zła cecha, nie?) i pomyślałam sobie... "W zasadzie to mogę nominować te osoby, bo... przecież mam trzy nominacje... co prawda z nominacji od Yoo 9622 nie mogę jej nominować, ale mogę ją nominować z nominacji od Dolly lub Igrzyskomaniaczki. Tak samo jest z Dolly i Igrzykomaniaczką", więc... no cóż... są jeszcze trzy osoby, które nominuję i są to:
Yoo 9622
Dolly
Igrzyskomaniaczka

OTO MOJE PYTANIA:
1. Twardo stąpasz po ziemi czy raczej chodzisz z głową w chmurach?
2. Do którego z książkowych światów chcesz należeć?
3. Masz jakieś lęki? Jakie?
4. Czego najbardziej na świecie nienawidzisz?
5. Przyznaj się... chcesz patatajać na jednorożcu?
6. Jaki jest Twój ulubiony gatunek muzyczny?
7. Uważasz, że jesteś dziwnym człowiekiem?
8. Kochasz marzyć?
9. Jak wiele marzeń udało Ci się już spełnić?
10. Co najbardziej na świecie kochasz?
11. Czy uważasz, że pytania, które Ci zadaję są dziwne?

piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział 106 - Lu

ANNIE


-Jak masz na imię? - pytam czarnowłosej dziewczynki. 
-Lu... Lucy, ale nie lubię tego imienia... -  Wolę jak mówi się do mnie Lu. Słyszę szept koleżanki z areny. 
-Więc jak cię nazywają? - pytam i liczę na to, że w odpowiedzi nie usłyszę tego zdrobnienia.
-Po prostu Lu... - odpowiada. 
   Nagle dziewczynka zamienia się w siedemnastoletnią, czarnowłosą dziewczynę, pochodząca z Dwunastki, którą  w zeszłym roku miałam okazję poznać i zaprzyjaźnić się z nią. Niestety nasza przyjaźń trwała krótko. Tylko podczas treningów i trochę na arenie. Potem Lu zginęła. 
  Zamykam oczy, licząc na to, że kiedy je otworzę znów zobaczę małą dziewczynkę, której przed chwilą pomógł Finnick. Nie mylę się. Widzę ją. Tylko, że z jej ust wypływa szkarłatna ciecz, kontrastująca z jej bladą twarzą, jej oczy są nieobecne i puste. Zaczynam szybciej oddychać. Mój mózg zaczyna w zupełnie inny sposób postrzegać świat. Każdy kto przechodzi obok mnie ma widoczne śmiertelne rany. Dlaczego chodzą? Dlaczego żyją? zadaję sobie te pytania, choć wiem, że i tak nie uda mi się uzyskać na nie odpowiedzi, bo wszystko jest tylko wytworem mojego chorego umysłu. Jednak wygląda to bardzo realistycznie.
-Idź po Finnicka - szepczę, póki jeszcze jestem do tego zdolna. 
   Znów zamykam oczy. Ciągle mam nadzieję, że kiedy je otworzę wszystko powróci do normy. Otwieram je. Niestety jest jeszcze gorzej. Zaczyna padać deszcz. Deszcz krwi. Ciecz w zastraszająco szybkim tempie zaczyna zalewać cały świat. Wstaję z ławki, która już za chwilę tonie. Krew pochłania również mnie mnie. Krzyczę póki jeszcze mogę. Młócę nogami i rękami. Próbuję odepchnąć się od ziemi. Nie mogę. Krzyczę. Bezustannie błagam o pomoc, ale jej nie otrzymuję. W końcu krew wpływa do moich ust. Zginę. to jedyna myśl, krążąca mi po głowie. Poddaję się. 
-Annie - słyszę szept, a zaraz potem obejmują mnie jego ramiona. 
   Powoli wszystko wraca do normy. Najpierw widzę jego oczy. Cudowne oczy w kolorze  morskiej zieleni. Zatracam się w nich. Po chwili znów słyszę jego głos. Delikatny głos, jedynego mężczyzny, który potrafi sprowadzić mnie z powrotem na ziemię.
-Już lepiej? - pyta z troską. 
   Zamykam oczy, odpędzając resztki okropnej wizji, którą wytworzył mój mózg po usłyszeniu dwóch liter, składających się na przezwisko mojej koleżanki z areny. Ponownie otwieram oczy i wszytko wygląda tak jak powinno. Biorę głęboki oddech i wpatrując się w Finnicka kiwam głową. 
-Tak, już lepiej - odpowiadam słabo i z drżeniem wypuszczam powietrze.
-Co się stało? Dlaczego miałaś atak? - pyta szeptem.
  Biorę głęboki oddech i już chcę odpowiedzieć, ale przerywa mi krzyk ciemnowłosej kobiety.
-Lu?! Lu! - krzyczy i biegnie w naszą stronę.
   Dopiero teraz orientuję się, że obok Finnicka stoi mała dziewczynka. Mój ukochany patrzy na mnie pytająco. W jego oczach widać również lęk, ale chłopak ukrywa go pod warstwą troski.
-Mama? - odzywa się dziewczynka.
   Kobieta podbiega do nas i przytula dziewczynkę. Kiedy się prostuje patrzy mi prosto w oczy. Na początku myślałam, że z odrazą. Myślałam, że widziała atak. Jednak w jej oczach znajduję wdzięczność i współczucie. Nie potrzebuję tego drugiego. Nie chcę, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek mi współczuł. Nie potrzebuję i nie chcę litości. Mam jej już dość. Ludzie zawsze tak na mnie patrzyli, kiedy tylko moja siostra zginęła na arenie. Kiedy wszyscy - łącznie ze mną - myśleli, że moi rodzice zginęli. Kiedy wróciłam z areny. Mam już tego dość. Nie mogę być silna, jeśli od wszystkich otrzymuję współczucie, a ja chcę być silna. Chcę pokazać, że nie łatwo mnie złamać. Tylko, że już chyba za późno. Igrzyska mnie złamały. Dowodem mogą być te potworne ataki.
-Dziękuję wam. Oddam wam te pieniądze, kiedy tylko sama zarobię... - odzywa się do nas kobieta.
-Nie trzeba. Pieniędzy mamy i tak zbyt dużo. Ale... niech mi pani powie... dlaczego nie pomogła pani własnemu dziecku, kiedy przybyli strażnicy? - pyta Finnick.
-Ja... ja... nie wiem. - oznajmia cicho kobieta. - Nie potrafiłam nawet się ruszyć. Dopiero teraz to wszystko do mnie dotarło. Przepraszam i dziękuję, że jej pomogliście... jak mogę się wam odwdzięczyć? - pyta, a łzy wypływają z jej oczu.
-Po prostu niech pani porozmawia z córką, bo następnym razem może nie mieć tyle szczęścia - odpowiada Finnick. - Teraz przepraszam. ale musimy już iść do domu - mówiąc to spogląda na mnie. Uśmiecham się słabo. Chłopak obejmuje mnie ramieniem i rusza w stronę domu.

-Finnick... chodźmy jeszcze do wypożyczalni - odzywam się, kiedy tylko znajdziemy się dalej od dziewczynki i jej matki.
-Jesteś pewna? Ostatnio jak zobaczyłaś Mags i jej siostrę to wybiegłaś stamtąd  z płaczem... - mówi i patrzy na mnie ironicznie.
-Tak. Tak, Finnick jestem pewna. Mieliśmy być przy Mags, kiedy będzie godziła się z siostrą, a ja stchórzyłam. Powinniśmy iść tam i być przy niej teraz. Jesteśmy jej to winni. Przecież ona opiekuje się nami już tyle lat - odpowiadam zacięcie.
-Masz rację - mówi i uśmiecha się. - Masz rację, Annie. Powinniśmy tam iść - dodaje.

   W ten właśnie sposób znów ruszyliśmy do Dystryktowej Wypożyczalni. Teraz jednak uda nam się wejść do środka, a ja nie ucieknę. Wiem, że oglądanie tego będzie dla mnie ciężkie, bo ja nie odzyskam już Lory, ale wiem, że Mags by to dla mnie zrobiła i byłaby przy mnie w takiej chwili. Dlatego teraz udowodnię sobie i światu, że dalej jestem silna. Udowodnię to światu. Udowodnię to sobie. Teraz nie ma odwrotu, bo właśnie dociera do mnie charakterystyczny zapach, panujący wewnątrz Dystryktowej Wypożyczalni.
  Dam radę.



_________________________________________________________________________________


   Dawno mnie tu nie było, co? Wybaczcie... dopadł mnie kryzys twórczy... eee... to brzmi zbyt poważnie... po prostu... pokłóciłam się z weną i ona postanowiła sobie ode mnie "odpocząć" (cokolwiek ma to znaczyć...). Dlatego teraz zwiedza świat razem z moim czasem wolnym i co najwyżej mi pocztówki przysyła... nigdy nie kłóćcie się z weną... nigdy! 
    Taak... ten rozdział był już pisany w czasie, kiedy moja wena wraz z czasem wolnym postanowiła wyruszyć w podróż dookoła świata, więc wybaczcie mi to, że rozdział jest tak potwornie krótki i wybaczcie, jeśli pojawiły się jakieś błędy :)
   Chcę Wam również baaardzo podziękować :) Dziękuję za to, że zostawiacie tak miłe komentarze, które sprawiają, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy :) To naprawdę wiele dla mnie znaczy i baaardzo poprawia mi humor :) Dziękuję raz jeszcze :)
No i co... pierwszy rozdział w 2016 roku już wstawiony :D 

czwartek, 31 grudnia 2015

One Shot: Kiedy sen przerodzi się w koszmar.

   Kiedyś myślałem, że mogę wszystko. Myślałem, że uzbrojony jedynie w trójząb i uśmiech zawojuję cały świat. Przecież miałem wszystko, co było dla mnie równoznaczne z mogę wszystko. Przecież nigdy nie zostałem wylosowany do Głodowych Igrzysk, miałem dobrą pracę, wspaniały dom, leżący niedaleko plaży, byłem zdrowy i miałem to co najważniejsze - rodzinę. Moją własną małą rodzinę, na którą składała się najpiękniejsza kobieta jaką widziałem, mądra i cudowna - moja żona, a także wspaniałe, zdrowe dziecko - moja córka.
   Codziennie rano budziłem się z ogromnym uśmiechem, całowałem żonę w policzek, a następnie ubrany i najedzony ruszałem do pracy, z której wracałem z jeszcze większym uśmiechem na twarzy. Wchodziłem do domu, całowałem żonę na powitanie i od razu biegłem do córki, żeby tylko zobaczyć czy to wszystko prawda, czy nie śniłem. Nie śniłem. To była prawda.
    Moje szczęście trwało dwa miesiące. Po tym czasie wszystko się zmieniło. Chociaż ten dzień zapowiadał się dobrze tak jak pozostałe. Wstałem, usłyszałem gaworzenie mojej małej córeczki, której mieliśmy tego dnia wybrać wreszcie imię i na mojej twarzy od razu zagościł uśmiech. Moja żona jeszcze spała, więc tylko pocałowałem ją w policzek i poszedłem do łazienki, wziąłem prysznic, ubrałem się w strój roboczy i zszedłem na dół, aby przygotować śniadanie dla mnie i dla mojej żony, która zawsze schodziła na dół w tym samym momencie, w którym ja wstawałem od stołu. Tym razem postanowiłem zrobić naleśniki, które można powiedzieć są moim daniem popisowym - potrafię zrobić tylko naleśniki, jajecznicę i kanapki. Zjadłem i  zbierałem się do wyjścia, moja żona też już zeszła na dół, uśmiechnęła się i pożegnała. Ruszyłem do pracy. Kiedy z niej wracałem spotkałem Irnę wraz z Terenem. Ich widok był dla mnie dziwny, bo w końcu ciężko jest się przyzwyczaić do widoku swoich najlepszych przyjaciół, którzy niegdyś się nienawidzili, a teraz świata poza sobą nie widzą. Zaprosiłem ich do siebie na kolację. Para chętnie zgodziła się.
   Wszedłem do domu i jak zwykle udałem się do kuchni, gdzie powinna czekać na mnie moja żona. Jednak zamiast Alice zastałem leżącą na kuchennym stole kartkę. Na początku myślałem, że zostawiła mi liścik, że wyszła do sklepu, dlatego podszedłem do kartki leżącej na stole i wziąłem ją w dłoń. Zacząłem czytać.

Mój drogi,

   Pamiętam wszystkie chwile, spędzone z Tobą. Począwszy od dnia, w którym mnie uratowałeś do dziś - dnia, w którym uratowałam się sama. 
"Od czego się uratowałaś?" zapytasz. "Od Ciebie." odpowiem. 
   To nie tak, że jesteś zły. Jesteś dobry. To nie tak, że źle mnie traktowałeś. Traktowałeś mnie bardzo dobrze. 
   Tylko, że ja nie chcę rodziny. Nie chcę Ciebie. Nie chcę małej. Nie zrozum mnie źle - TY BYŁEŚ DLA MNIE WAŻNY. Tylko... rodzina to dla mnie balast. Nie chcę stać się kurą domową, która całymi dniami siedzi z płaczącym dzieckiem, która przygotowuje obiadki dla zapracowanego męża. Jestem na to za młoda i musisz przyznać - za piękna. 
   Dlatego uciekam. Uciekam i nie próbuj mnie szukać, bo wszystko co niegdyś było między nami teraz już wyparowało. Dlatego ułóż sobie życie na nowo, albo nie. Opiekuj się małą, albo nie. Mnie już nic nie obchodzi. 
Żegnaj.

   Do dziś pamiętam jak moje łzy skapywały na kartkę. Pamiętam jak zmiąłem ją w pięści i wrzuciłem do śmieci. Pamiętam nadzieję, która przedarła się do mojego umysłu. "To musi być żart. Jej rzeczy na pewno są na górze. Żartowała." pomyślałem. Pobiegłem na górę i zajrzałem do szafy. Nie żartowała. Uciekła. Pamiętam krzyk, który wydostał się z mojego gardła. Pamiętam szloch, który zawładnął moim ciałem. Płakałem głośniej niż dziecko. 
   Nie wiem jak długo siedziałem w takim stanie w sypialni. Wiem, że później zszedłem do kuchni i upiłem się rumem. Wyjąłem list z kosza i czytałem go raz za razem, aż zasnąłem.
   Irna i Teren odwiedzili mnie tak jak obiecali. Tylko, że w tamtej chwili nie potrzebowałem odwiedzin. Chciałem zniknąć. Zobaczyli mnie śpiącego na stole w kuchni. Irna pobiegła do małej, a Teren mnie obudził. Zapytał co się stało. Pokazałem mu list. "Oj, stary. Przykro mi. Ale... kurde. Masz dziecko i musisz się wziąć w garść, żeby je wychować na dobrego człowieka. Nie na takiego jakim była twoja żona. Ja i Irna ci pomożemy, twoi rodzice, twoja siostra. Nie jesteś sam. Pamiętaj o tym." powiedział. Myślał, że to mi pomoże, że wezmę się w garść. Nie pomogło. 
   Z dnia na dzień moje siły malały. Z dnia na dzień staczałem się coraz bardziej. Rodzice przygarnęli mnie. Nadałem córce imię. Alice. Nikomu się to nie spodobało, ale ja chciałem, żeby chociaż ta Alice mnie nie zostawiła. To ja miałem zostawić ją. 
   Po dwóch latach znów spotkałem swoją żonę. Była na plaży z jakimś mężczyzną. Jej jasnobrązowe, falowane włosy powiewały na wietrze. Była taka piękna. Podszedłem do niej. Wyśmiała mnie. "Jesteś zwykłym pijakiem. Jak mogłabym z tobą być?" zapytała. "Stałem się taki przez ciebie." odpowiedziałem. Splunęła mi w twarz. Odszedłem. 
   Kilka dni po tym zdarzeniu, kiedy dwudziesta butelka rumu został opróżniona wpadłem na pewien pomysł, który dla pewności zapisałem na kartce, żeby następnego dnia o nim nie zapomnieć. Wiadomość, którą sobie zostawiłem była krótka, ale jasna. 

   Łódź. Żyletka. Ty. Koniec męczarni. 
   
   To wydawało się takie proste. "Wypłynę na morze i podetnę sobie żyły. Będę z dala od ludzi i nikt nie zdoła mnie uratować." pomyślałem. Plan idealny. Następnego dnia wstałem i przeczytałem wiadomość. Ubrałem się, schowałem żyletkę i zabrałem się za napisanie listu. Tyle pięknych słów rodziło się w mojej głowie, ale nie znalazłem w sobie dość siły, aby je napisać. Było tylko jedno słowo, które udało mi się zapisać. 

Przepraszam.

  Jedno słowo. Tak wielkie znaczenie. Przeprosiłem za wszystko. Za to, że byłe tchórzem. Położyłem kartkę na stoliku nocnym. Podszedłem do łóżeczka, w którym spała słodka istotka i pocałowałem ją w policzek tak jak kiedyś robiłem. Wyszedłem. Ruszyłem w kierunku przystani. Wsiadłem do łodzi i ruszyłem. Odpłynąłem na odpowiednią odległość i zrobiłem to. Podciąłem sobie żyły. Zamknąłem oczy z nadzieją, że więcej ich nie otworze. Nic już nie czułem. 
   W pewnym momencie znów otworzyłem oczy. Czy to już koniec? pytałem się w duchu. To nie był koniec. Przecież nie powinienem nic czuć, prawda? A przecież bolała mnie ręka i głowa. 
-Ooo... śpiąca królewna wreszcie postanowiła otworzyć oczy - usłyszałem chrapliwy głos jakiegoś starszego człowieka. - Nie ruszaj się. Zaraz dopłyniemy do brzegu - oznajmił. 
-Uratował mnie pan? - spytałem słabo.
-Na to wygląda - odparł mężczyzna. 
-Ale ja nie chciałem... ja chciałem zginać - oznajmiłem. - Straciłem ją bezpowrotnie - dodałem.
-Tak jak ja swoją rękę i jakoś nie rozpaczam - odpowiedział. Chciałem na niego spojrzeć, ale moja głowa była tak ciężka, że nie potrafiłem jej podnieść. 
-Ja nie chcę już cierpieć. Nie chcę topić smutków w alkoholu - powiedziałem cicho. 
-To zepnij dupę i weź się do roboty - oznajmił ostro. Po chwili odezwał się znów, tym razem łagodniej - Posłuchaj... życie prowadzi nas krętymi ścieżkami, ale to właśnie one sprawiają, że stajemy się coraz silniejsi. 
   Nie pamiętam co działo się później. Pamiętam jednak ostatnie słowa tego człowieka, które skierował do mnie Kiedyś mi za to podziękujesz.
   Miał rację. Miał rację we wszystkim. Wreszcie wziąłem się w garść. To wszystko sprawiło, że stałem się silniejszy. Zacząłem mu dziękować i dziękuję mu po dziś dzień. Chociaż teraz już nie jest tym młodym mężczyzną. Teraz mam już dorosłą córkę i dorosłą siostrzenicę, którą traktuję jak córkę. Obydwie mają dzieci. Moja siostrzenica córeczkę. Moja córka ma syna, którego nazwała Finnick. Chłopiec mnie uwielbia, a moje życie znów przypomina sen. Boję się momentu, kiedy sen znów przerodzi się w koszmar. Jednak teraz będę walczył od początku, bo tylko tchórze się poddają. Ja tchórzem nie jestem. 


_________________________________________________________________________________


   No cóż... rok 2015 się kończy, więc z tej specjalnej okazji postanowiłam przybliżyć Wam nieco historię dziadka Finnicka. Raczej nie będę wstawiała więcej One Shot'ów, chyba, że będzie jakaś wyjątkowa okazja, a rozdział nie będzie skończony XD
   No bo przecież dziś jest wyjątkowa okazja nie co dzień rok się kończy... ha ha ha... kończy się co rok... (jakie to było suche... XD) No i z tej okazji chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego, żeby spełniły się Wasze postanowienia noworoczne, żebyście byli cały czas uśmiechnięci, żeby wszystko Wam się układało i dobrych ocen też Wam życzę :D 
   To chyba już wszystko co chciałam Wam przekazać... a nie jeszcze nie!! Oficjalnie ogłaszam, że mój drugi blog - Życie to nie bajka jest już aktywny!! Nowy rozdział na nim dodam 1.01.2016 r. Teraz znajduje się tam ogłoszenie. Jednak zachęcam Was, żebyście już dziś tam zajrzeli. Głównie dla nagłówka, z którego jestem potwornie dumna! (Jutro nagłówek z tamtego bloga pojawi się tu w zakładce z Grafiką. 
  Napiszę jeszcze, że ten One Shot jest... średni, ale jest kilka zdań, z których jestem dumna :)

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU I NIECH LOS ZAWSZE WAM SPRZYJA!! 
Powered By Blogger