piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 120 — Pamiętnik Lory

ANNIE


Drzwi pokoju otworzyły się ze skrzypnięciem. Zamknęłam oczy i dopiero wtedy odważyłam się tam wejść. W środku panował zaduch. Nic dziwnego... ten pokój by odcięty od świata przez osiem lat. Osiem lat. Czas płynie zdecydowanie za szybko. Osiem lat temu straciłam Lorę. 
Otwieram oczy. Wszystko wygląda tak, jak zapamiętałam. Ściany pokryte są białą farbą, miejscami pojawiają się przyczepione do ściany muszelki, uzbierane przez nas na plaży. Tuż nad łóżkiem, przykrytym niebieskim kocem, wiszą jej poprzylepiane do ściany jej rysunki. Każdy w jakiś sposób związany jest z Dystryktem Czwartym. Zresztą... w całym jej pokoju można znaleźć rzeczy, które wskazują na jej miłość do tego Dystryktu. 
Jeszcze chwilę stoję tuż przy drzwiach i przyglądam się wszystkiemu. Ostatecznie jednak zaczynam iść w stronę jej łóżka. Pod nim powinien leżeć jej pamiętnik. Siadam na łóżku. Raz. Dwa. Trzy. Wdech. Wydech. Uspokój się. Nie masz się czym denerwować. To tylko pamiętnik. Dzięki temu poznasz lepiej swoją siostrę. Chyba tego chcesz, prawda? Dobra... dasz radę — mówię sobie w myślach.
Schylam się i wyciągam spod łóżka niebieskie, kartonowe pudło. Przez chwilę przegrzebuję wszystkie rzeczy, które się w nim znajdują, aż po chwili wyciągam z niego zeszyt. Tak, to na pewno pamiętnik Lory. Otwieram go i zaczynam czytać.

Drogi pamiętniczku... 
nawet nie wiem, czy tak się zaczyna pisać pamiętnik... zresztą to trochę dziwne zwracać się do zeszytu "drogi". No dobrze... nieważne... 
Może najpierw się przedstawię? Znaczy... jak kiedyś będę czytać ten pamiętnik to będę wiedzieć kim jestem, ale w sumie wolę napisać.
Nazywam się Lora Cresta i dwa dni temu skończyłam dwanaście lat (dostałam od siostry naprawdę śliczną bransoletkę!!!) co oznacza, że za rok biorę udział w losowaniu na dożynkach. Szczerze już teraz trochę zaczynam się tym martwić, ale chyba nie mam czym. Mieszkam w Czwórce (najcudowniejszym miejscu w Panem! Co prawda... nie byłam nigdzie indziej, ale jestem pewna, że to tu jest najpiękniej) razem z rodzicami i z młodszą siostrą Annie. Naprawdę bardzo dobrze się z nią dogaduję... znaczy czasem potrafi być denerwująca, ale to chyba normalne, że nie zawsze będzie tak dobrze. Poza tym... jest naprawdę wspaniałą siostrą. No, ale nieważne. 
Poza siostrą mam jedną prawdziwą przyjaciółkę... znaczy mam jeszcze więcej znajomych! Ale z Marlene przyjaźnię się najbardziej. Marlene i ja jesteśmy w tym samym wieku i chodzimy do jednej klasy. Do naszej klasy chodzi też pewien chłopak. Jest taki przystojny! Uroczy! Zabawny! A jego oczy potrafią zahipnotyzować! Naprawdę! Raz w nie spojrzałam i o mało się w nich nie utopiłam! 

Właśnie w tym momencie zadzwonił telefon. Moim pierwszym odruchem było wrzucenie wszystkiego z powrotem do pudła i wsunięcie tego pod łóżko. Potem pobiegłam, aby jak najszybciej odebrać. W słuchawce usłyszałam głos Finnicka:
— Rybko! Przed chwilą dzwonili ze szpitala... Mags wreszcie się wybudziła.


 _________________________________________________________________________________

Tak wiem, rozdział miał być tydzień temu. Niestety z powodów technicznych się to nie udało. Problemem tym było to, że... cały rozdział mi się usunął i musiałam pisać go od nowa... jednak... nie było czasu, więc... wyszło coś takiego. Wiem... krótkie (kiedyś się poprawię! XD) i raczej średnie (znów obiecuję poprawę!)... mam nadzieję, że mi wybaczacie i mnie rozumiecie :D Jutro post na blogu Marzyć każdy może...  Post początkowo miał być o snach... jednak najprawdopodobniej będzie o czymś innym :) Mam nadzieję, że mimo to się Wam spodoba :D W środę powinna pojawić się miniaturka na blogu z miniaturkami :) A do tego czasu... także coś się pojawi :D 

niedziela, 23 października 2016

LBA #5

Moi drodzy, kochani czytelnicy... dziś przychodzę do Was z... już piątym na tym blogu LBA!!! Cieszycie się?

A komu zawdzięczamy te LBA? Cudownej, wspaniałej Magic Creature!!! Baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo Ci za to dziękuję!!! :D
To ja już może przejdę do pytań?
Och... jeszcze wspomnę, że na końcu pojawi się ważne ogłoszenie... dobra... bez przedłużania...

1. Ile lat miałaś, kiedy pierwszy raz sięgnęłaś po książkę z własnej woli?

Hmm... wydaje mi się, że miałam jakoś tak jedenaście, dwanaście, trzynaście lat... były to chyba wakacje... z tego co pamiętam była to pierwsza książka z serii "To ja Lucy" Kelly Mckain. Kurcze... z tą książką wiąże się masa wspomnień!!! 

2. Gdzie i u czyjego boku widzisz się za 4 lata?

Za 4 lata... widzę się na studiach... w pewnym, pięknym mieście... (za dwa lata dowiecie się w jakim... a tak Was zaintryguję XD), a u czyjego boku? Nie mam pojęcia... czas pokaże :D

3. Wymień pięciu Twoich ulubionych twórców.

Tylko pięciu? Ale twórców z każdej dziedziny sztuki? No dobra... 
J. K. Rowling
Suzanne Collins
George R. R. Martin
Dave Grohl
Gabrielle Aplin

4. Oglądasz seriale? Jeśli tak to jakie? 

Tak, oglądam seriale...
Teen Wolf, iZombie, zaczynam Grę o Tron i The Originals, Sherlock

5. Czy byłaś kiedykolwiek świadkiem zjawiska paranormalnego?

Nie, nigdy... i szczerze powiedziawszy... cieszę się z tego powodu :D

6. Najmniej ciekawa i niewciągająca książka, jaką w życiu czytałaś?

Pan Tadeusz, Dziady cz.III, ogólnie wszystkie lektury...

7. Wymień Twoich pięć ulubionych paringów z wszelkich książek.

Finnick i Annie (Igrzyska Śmierci)
Romione (Harry Potter)
Jily (Harry Potter)
Connor i Risa (Podzieleni)
Cecile i Tristan (Porwana Pieśniarka)

8. Robiłaś test na Pottermore? W jakim domu jesteś według tamtejszego przydziału?

Tak, robiłam 
Należę do... 
Gryffindoru!! :D 
Nie mam pojęcia dlaczego... znaczy... ja kocham ten dom i chciałbym tam należeć, ale... nie mam pojęcia czy tam pasuję... no wiecie... nie uważam się za specjalnie odważną osobę, ale skoro Pottermore tak mówi...

9. Najpiękniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek odwiedziłaś? (Tak, sny też się liczą ;))

Hmmm... byłam kiedyś na wycieczce klasowej w Czechach... i tam zwiedzaliśmy pewien park... chyba krajobrazowy... tak... było tam pięknie...

10. Miałaś kiedyś okazję zamienić kilka słów z kimś sławnym?

Jeszcze nie... jeszcze XD

11. Co sądzisz o Albusie Persiwalu Wulfryku Brianie Dumbledorze?


Hahah... taki mały żarcik XD Kocham tego mema XD
A tak serio... uważam, że Dumbledore jest naprawdę wielkim, niezwykle inteligentnym i... po prostu wspaniałym czarodziejem :D

Ja nominuję: 

Moich kochanych czytelników do odpowiedzenia w komentarzu (no chyba, że zostali już nominowani) :D

Oto moje pytania:

1. W jaki sposób odkryłaś Igrzyska Śmierci? 
2. Dlaczego lubisz tą trylogię?
3. Pięć ulubionych książek (poza Igrzyskami) 
4. Kto jest Twoim idolem? Dlaczego? (można wymienić kilka osób)
5. Gdzie chcesz mieszkać? Dlaczego?
6. Wiesz już co chcesz robić w życiu? Co?
7. Chodzisz z głową w chmurach czy twardo stąpasz po ziemi?
8. W skali od 1 do 10... jak bardzo chcesz już wakacje?
9. Co myślisz o Samie Claflinie? (Tak, musiałam XD)
10. A o Finnicku Odairze? 
11. Czy czytałaś Harry'ego Pottera? Jeśli tak to jakie są Twoje ulubione postacie? 



A teraz: 
OGŁOSZENIE!!

Moi drodzy, kochani czytelnicy, jak mogliście zauważyć... ostatnio nie mam na nic czasu. Ostatecznie postanowiłam, że... zrobię tak: 
W kolejną sobotę pojawi się tu rozdział, w następną sobotę post na blogu: "Marzyć każdy może...", a w jeszcze kolejną (lub wyjątkowo wcześniej) miniaturka na blogu z miniaturkami. Po miniaturce nastąpi tydzień przerwy, a potem znów pojawi się rozdział tu, potem na blogu "Marzyć każdy może...", a potem miniaturki... i tak aż do odwołania... mam nadzieję, że spodoba Wam się ten pomysł i uda mi się go zrealizować. Myślę, że taka systematyczność dobrze zrobi tym blogom :) 

No dobrze... to już chyba wszystko... a nie! Chwila! Jest jeszcze coś...
Ostatnio spada aktywność na tym blogu... wiem, że nigdy nie poruszałam tego tematu, bo jestem niezwykle szczęśliwa nawet, kiedy widzę ten jeden, jedyny komentarz i nie chcę narzekać, bo na początku nie pojawiały się żadne komentarze. Jednak to trochę niepokojące... nie wiem czemu tak się dzieje... czy nie podoba Wam się to co tu piszę, czy denerwują Was tak długie przerwy w publikowaniu rozdziałów, czy może po prostu nie macie czasu... naprawdę już nie wiem, dlatego... napiszcie mi... czy to ze względu na brak czasu (który doskonale rozumiem) czy po prostu blog zmienia się na gorsze? 

sobota, 1 października 2016

Rozdział 119 — Strych

ANNIE


Moja siostra zawsze ceniła sobie prywatność. Nawet gdy byłyśmy małymi dziewczynkami, nie pozwalała mi wchodzić do jej pokoju bez pytania. Jeśli nie było jej w domu, pokój był zamknięty na klucz, który miała doczepiony do łańcuszka, aby zawsze mieć go przy sobie. Odkąd pamiętam, zastanawiałam się, co było powodem jej zachowania. Gdy miałam pięć lat, myślałam, że ma tam przejście do magicznej krainy, zupełnie innej niż Panem i nie chce nikomu jej pokazywać. Później podejrzewałam, że przygarnęła jakiegoś psa, albo kota, bez zgody rodziców. Ostatecznie po dożynkach, w których wydano na nią wyrok śmierci, przestałam się nad tym zastanawiać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że trzymała tam swoje sekrety i to ich strzegła jak oka w głowie. Nie pokój był jej tajemnicą. Po prostu tam ją trzymała.
Zmierzam na strych. W prostym celu. Idę odszukać starej skrzyni z pamiątkami rodzinnymi, gdzie powinien znajdować się łańcuszek z kluczykiem, noszony zawsze przez moją siostrę. Wspinanie się po lekko spróchniałej drabinie z zabandażowanymi dłońmi, gdy jest się jedyną osobą w domu, nie jest zbyt bezpieczne i gdyby Finnick się o tym dowiedział, chyba przestałby się do mnie odzywać na miesiąc, ale wiem, że muszę to zrobić. Zaciskam zęby, zamykam oczy i zaczynam wspinaczkę.
Po pokonaniu dwóch ostatnich szczebli drabiny i po ustaniu na podłodze wreszcie otwieram oczy. Rozglądam się po strychu i już po chwili wiem, gdzie jest to, czego szukam. Stara skrzynia, w której znajdują się skarby naszej rodziny stoi przede mną, a promienie słońca, wpadające tu przez folię, zasłaniającą dziurę, w której niegdyś znajdowała się szyba, oświetlają jej zdobione muszlami wieko. Biorę głęboki wdech i podchodzę do kufra z rodzinnymi pamiątkami. Otwieram go i moim oczom ukazuje się ogrom albumów i jakichś zeszytów, a na samym wierzchu leży łańcuszek z przyczepionym kluczykiem. Biorę go w rękę i chowam do kieszeni bluzy. Zamykam skrzynię i już mam odchodzić, gdy nachodzi mnie myśl, żeby przejrzeć zawartość tamtej skrzyni. Przecież pokój Lory nigdzie nie ucieknie i nic się nie stanie, jeśli jeszcze trochę tu posiedzę.
Zawracam i znów podchodzę do skrzyni, otwieram ją, a następnie wyciągam z niej pierwszy lepszy album. Siadam na podłodze, aby móc przejrzeć stare fotografie. Otwieram album i zanurzam się we wspomnieniach.

Strona za stroną, wspomnienia w mojej głowie stają się coraz bardziej wyraźne. Na tej stronie są zdjęcia, jak razem z siostrą na brzegu morza robiłyśmy bransoletki z muszelek. Pamiętam to doskonale.

Dwie dziewczynki siedzą na brzegu morza. Fale od czasu do czasu lekko muskają ich stopy, lecz one, przyzwyczajone do dotyku wody, zdają się nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Zamiast tego uparcie wpatrują się w plecionki, które tworzą z linek i muszelek, uzbieranych rano na plaży. Ich dumni rodzice, stoją wtuleni w siebie. Ich ojciec w ręku trzyma aparat i robi im zdjęcie. Dziewczynki, słyszą charakterystyczny dźwięk, który wydaje ich stary aparat, w trakcie robienia zdjęcia. Odwracają głowy w tym kierunku i uśmiechają się. Aparat uwiecznia ich uśmiechy. Dziewczynki wstają i pokazują rodzicom swoje bransoletki. Ta zrobiona przez starszą siostrę jest tysiąc razy ładniejsza. Młodsza z dziewczynek patrzy na nią z zazdrością. Ten moment i ten wzrok również zostały uwiecznione. Starsza z sióstr zauważa wzrok młodszej i oddaje jej swoją bransoletkę, a bierze bransoletkę młodszej dziewczynki. Wtedy obydwie dziewczynki, radośnie uśmiechają się do aparatu, który znów robi zdjęcie. Po ostatnim zdjęciu dziewczynki założyły swoje bransoletki i przysięgły, że nigdy ich już nie zdejmą. Młodsza nie dotrzymała słowa. Rozstała się ze swoją, kiedy trafiła na arenę Głodowych Igrzysk. Nosiła wtedy medalion, który dostała od ukochanego. Bransoletkę od siostry zostawiła w Czwórce.

Łzy zaczynają gromadzić się w moich oczach. Spoglądam szybko na bransoletkę, znajdującą się na moim nadgarstku.
— Wybacz, że nie dotrzymałam słowa... — szepczę i łzy zaczynają spływać mi po policzkach.

_________________________________________________________________________________

Hej, hej, hej!!! Już jestem!! Wiem, że ostatni rozdział pojawił się w... sierpniu, a ja pisałam, że będą pojawiać się około dwóch rozdziały na miesiąc... przepraszam, ale ja naprawdę nie daję rady. Po prostu... nie mam na nic czasu... w każdym tygodniu (o ile nie w każdym dniu) mam jakąś kartkówkę, sprawdzian, albo nauczyciele pytają... do tego dochodzi ogrom prac domowych i zajęć dodatkowych. Dlatego... przyjmijmy, że będą pojawiać się średnio po jednym rozdziale, miniaturce i poście na miesiąc. Czasem będzie pojawiać się ich więcej... ale wiecie... to zależy od tego, jak dużo czasu wolnego będę mieć.
Jeśli chodzi o ten rozdział... nie wiem co o nim myśleć, ale chyba tragedii nie ma, prawda? :) Koniecznie napiszcie mi co o nim myślicie :D
Zapraszam Was na mojego innego bloga, na którym tydzień temu pojawił się wpis dotyczący nauki angielskiego :)
Tymczasem... ja lecę komentować wpisy na blogach, które czytam :D

niedziela, 11 września 2016

Nowy blog... znowu i zwiastun :D

Taaak... jak tak dalej pójdzie to więcej będzie tu informacji o moich nowych blogach niż rozdziałów... no, ale nieważne... poprawię się :D
Jak dobrze widzicie... mój kolejny blog już został otwarty!! Tym razem jest to blog o wszystkim :)
Szablon na tamtym blogu wkrótce się zmieni... teraz jednak jest taki zwykły :) Tak samo... na razie brakuje tam zakładek, ale... z czasem wszystko się pojawi :) 
No dobrze... bo ja się niepotrzebnie rozpisuję... tutaj jest link :) Mam nadzieję, że nowy blog się Wam spodoba :)

Och... jeszcze inna ważna sprawa!!! Zachęcam do... zajrzenia w nową zakładkę na tym blogu... w zakładkę ze zwiastunem, gdzie niedługo pojawi się nowy zwiastun :) 

środa, 31 sierpnia 2016

Rozdział 118 — Rozmowa z Annie

FINNICK


Kolejny dzień w Kapitolu właśnie się rozpoczął, a ja już nie daję rady. Każdy dzień wygląda tak samo. Wstaję rano, dzwonię do rodziców Annie zapytać co z moją ukochaną, włączam telewizor, żeby sprawdzić czy moi trybuci jeszcze żyją i czego potrzebują, idę do Mags do szpitala i rozmawiam z lekarzem, potem wyruszam na spotkania ze sponsorami moich trybutów, a wieczorami na spotkania z kobietami, które mnie kupiły, lub dostały w prezencie jak jakąś rzecz. Kolejnego dnia scenariusz się powtarza. 
Teraz leżę w łóżku i wiem, że powinienem zadzwonić do Annie, a potem iść do szpitala, ale ja się boję tam iść. Najzwyczajniej w świecie się boję. Boję się, że znów usłyszę od lekarza: "Nie, jeszcze się nie wybudziła. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać. Zrobiliśmy już wszystko co mogliśmy...". Mags jest dla mnie jak członek rodziny... przygarnęła mnie, opiekowała się mną i była obok, kiedy najbardziej tego potrzebowałem... nie mogę jej teraz stracić. Po prostu nie mogę. Dlatego zawsze, kiedy słyszę te słowa czuję się okropnie bezsilny. Wiem, że nie mogę nic zrobić, że muszę czekać, ale to czekanie jest najgorsze.
Zwlekam się z łóżka i podchodzę do telefonu, a następnie wykręcić numer do ukochanej. Znów czekam. Sygnał pierwszy. "Uspokój się" mówię do siebie w myślach. Drugi sygnał. Biorę głęboki oddech. Trzeci sygnał. Ktoś podnosi słuchawkę.
— Halo? Z tej strony Finnick Odair. Czy Annie już się wybudziła?  — pytam. 
— Tak i właśnie z nią rozmawiasz, Finnick — odpowiada głos po drugiej stronie. 
— Rozumiem... a czy... chwilę... co?! ANNIE?! RYBKO!!! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wreszcie... skarbie...  jak się czujesz? — pytam, czuję jak ciężar ostatnich dni opadł z moich ramion. Annie zaśmiała się. 
— Dobrze, Kotleciku, już dobrze... — mówi.
— Annie... chyba już o tym rozmawialiśmy... nie jestem ''Kotlecikiem" tylko "Krabem" — odpowiadam, siląc się na poważny ton, jednak jestem tak szczęśliwy, że już się obudziła, że chyba poważny ton mi nie wychodzi. 
— No dobrze, mój ty Krabiku Kotleciku! — odpowiada.
— Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy Rybko w panierce — dodaję. Annie chichocze. 
— Finnick... powiedz mi... co z Mags? Mama i ciocia mówią, że nie wiedzą... — pyta. Ciężar, który spadł z mych ramion, kiedy tylko usłyszałem głos mojej ukochanej, znów zaczyna mnie przygniatać. Tym razem tylko w połowie.
— Zaraz do niej idę. Byłem wczoraj, ale było bez zmian... — odpowiadam.
— A powiesz mi coś więcej? — pyta.
— Mags miała udar... trafiła do szpitala i od tamtego czasu jest w śpiączce. Lekarze każą uzbroić się w cierpliwość... wiem tylko tyle... — oznajmiam. 
— Finnick... jak... jak tylko się wybudzi to do mnie zadzwoń... a ktoś pomaga ci w mentorowaniu? — pyta.
— Nie... a czemu chcesz wiedzieć? — pytam, lekko zdziwiony. 
— Myślisz, że mogłabym ci pomóc?
— Co?! Annie... chyba żartujesz... nie przyjeżdżaj do Kapitolu... — mówię, tak szybko jak tylko mogę. Moja ukochana i tak za wiele wycierpiała w tym miejscu. Nie chcę, żeby musiała spędzić tu choć minutę dłużej niż jest to konieczne.
— Nie, nie żartuję. Chcę ci pomóc. Załatwisz mi w jakiś sposób transport? — pyta. W jej głosie można wyczuć determinację.
— Annie... — zaczynam, chcę ją przekonać, żeby jednak została w domu. 
— Finnick, ja naprawdę chcę ci pomóc! Nawet nie potrafię sobie wyobrazić przez co musisz przechodzić! Jesteś z dala od domu, Mags jest w szpitalu... ja przez kilka dni byłam nieprzytomna... — zaczyna. 
— Annie... daję sobie radę, naprawdę — kłamię. — Proszę cię... przemyśl to... ja czuję się lepiej, kiedy wiem, że jesteś bezpieczna, w domu... proszę...
— Finnick... ale ja strasznie za tobą tęsknię... nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym się teraz do ciebie przytulić, spojrzeć w twoje oczy... — mówi.
— Rybko, ja też za tobą okropnie tęsknię... i marzę tylko o tym, aby się do ciebie przytulić, ale proszę cię... spotkamy się jak wrócę... tak będzie najlepiej — oznajmiam.
— Ale... Finnick... ja naprawdę chcę ci pomóc — próbuje mnie przekonać.
— Wiem, skarbie, ale tak będzie lepiej... — mówię.
— Dobrze, ale obiecaj mi, że będziesz dzwonił do mnie jak najczęściej —  prosi mnie. 
— Obiecuję. Teraz będę już kończył... muszę iść do Mags. 


_________________________________________________________________________________


Tak, wiem... dziś rozdział jest strasznie krótki... i na dodatek składa się prawie z samego dialogu Finnicka i Annie... ale przynajmniej porozmawiali i dowiedzieliście się co się stało z Mags!!! :D Hę? 
Och, no wiem... to wcale nie wynagradza tego, że rozdział krótki i raczej słaby... czy stres związany z tym, że jutro rozpoczęcie roku szkolnego wystarczająco mnie usprawiedliwia? 
Wiem, że jeśli nie mam pomysłu na rozdział to najlepiej go teraz nie pisać, bo pisanie na siłę do niczego nie doprowadzi, ale obiecałam Wam, że rozdział się pojawi, a ja staram się dotrzymywać słowa...
Jak czujecie się z tym, że wracamy do szkoły? Ja... beznadziejnie. Jejku... te wakacje zleciały tak szybko!! Za szybko!! Yhh... no, ale mam nadzieję, że Wasze wakacje były udane :) Bo moje nawet tak :) 
Za kilka godzin zmieniam tu szablon i w weekend spróbuję założyć już tamtego nowego bloga, o którym Wam pisałam :)
No dobrze... ja już nie przedłużam. Mam nadzieję, że rozdział choć trochę się Wam spodobał i go skomentujecie :) 

niedziela, 28 sierpnia 2016

Półtora roku z historią Finnicka i Annie

Hmm... nigdy nie wiem jak zacząć... nieważne czy to rozdział, post informacyjny czy post rocznicowy... nigdy nie wiem jak zacząć. Zwykłe "hej" jest... zbyt zwykłe.  Hmm... a może zacznę bez początku? (love dream i jej mądrości XD).
Dobra... bo ja tu się o niczym rozpisuję, a Wy pewnie nie możecie się doczekać tej "niespodzianki" (musicie na nią jeszcze poczekać XD) 
Okej... może... już wiem!!
Dokładnie półtora roku temu powstał pewien blog. (Wcale nie widać tego po tytule XD). Tak, to ten blog, na którym właśnie czytacie tego posta, prowadzony przez... okropnie nieogarniętą osóbkę... no... czyli przeze mnie - love dream :D
Nie będę teraz pisała o wydarzeniach, które miały miejsce ostatnio, bo o tym będzie w drugie urodziny tego bloga :D
Myślę jednak, że jest to dobry moment na podziękowania. Dziękuję Wam nie tylko ja, ale i bohaterowie tego bloga, bo Wasze motywujące komentarze niezwykle pomagają mi w dalszym tworzeniu ich historii. Dziękuję Wam za to, że mnie wspieracie i (czasem nieświadomie) podnosicie mnie na duchu. Dziękuję Wam za to, że (tu również czasem nieświadomie) pomagacie mi w budowaniu mojej pewności siebie i pokonywaniu nieśmiałości. Dziękuję Wam za to, że jesteście. Po prostu dziękuję! Jesteście najwspanialszymi czytelnikami na świecie!! ♥♥♥
Przy okazji zapytam Was tak z czystej ciekawości... jak odkryliście tego bloga? I ile było wówczas opublikowanych rozdziałów? Oczywiście nie ma to dla mnie znaczenia, bo najważniejsze jest to, że teraz jesteście ze mną i czytacie tego bloga... (i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na tym blogu aż do epilogu, który planuję opublikować, kiedy będę na pierwszym roku studiów :D) sle jestem tego po prostu ciekawa :)
Dobrze... a teraz... co to za niespodzianka? Okej... ja... stworzyłam nowy szablon. Nowy szablon na tego bloga (szablony, o które byłam proszona również niedługo zostaną skończone :D). Zanim jednak zmienię ten szablon... chciałabym prosić Was o opinię na jego temat. TU jest do niego link. Mam nadzieję, że napiszecie mi w komentarzach co o nim sądzicie. Zmienię go 01.09.2016 :D
Ach... co do szablonu... szczerze? Jestem dumna z tego efektu. Myślę, że naprawdę całkiem dobrze mi wyszedł :) ( Teraz zwracam się do osób, którym robiłam szablony... jeśli chciałybyście, żebym trochę poprawiła te szablony to śmiało do mnie piszcie :D Ja naprawdę zrozumiem, bo dopiero uczę się robienia szablonów i czasem zdarzają mi się jakieś błędy :D)
Jest jeszcze kilka spraw...
Zastanawiam się nad założeniem kolejnego bloga... jednak... tym razem zupełnie innego niż te. Ten blog łączyłby wiele tematów i wszystkie moje pasje... moglibyśmy również porozmawiać na jakieś tematy. Co o tym myślicie? Bylibyście zainteresowani czytaniem o snach, rysowaniu, marzeniach, pisaniu, muzyce, walce z własnymi słabościami (itd.) i rozmawianiem ze mną na różne tematy? :)
Kolejna sprawa to częstotliwość dodawania rozdziałów, miniaturek i postów. Jak wiadomo wkrótce zacznie się rok szkolny (DLACZEGO?!) i każdy z nas będzie miał mniej czasu wolnego do dyspozycji. Postaram się publikować po dwa posty (na tym blogu, na tym blogu z miniaturkami i na tym nowym jeśli pomysł na niego się Wam spodobał) miesięcznie. Jednak nie chcę nic obiecywać, bo jak wiadomo – szkoła rządzi się własnymi prawami, a ja naprawdę muszę zacząć poświęcać nauce więcej czasu, jeśli chcę spełnić swoje marzenia. Chociaż... myślę, że dwa rozdziały miesięcznie to nie jest dużo i na pewno dam radę tyle wstawiać... czasem może uda się wstawić trochę więcej :D Podobnie będzie z komentowaniem przeze mnie innych blogów, które czytam i uwielbiam. Wiem, że i tak ostatnio zawiodłam i zostawiałam krótsze i spóźnione komentarze... przepraszam za to... mam nadzieję, że mi wybaczycie... po prostu nie dawałam rady. W roku szkolnym komentarze będę zostawiała głównie w weekendy :) Jednak... będą dłuższe i będą na pewno :)
Myślę, że na razie to tyle.
ACH! 31.08.2016 roku będzie kolejny rozdział :)
No dobra... teraz już naprawdę kończę. Raz jeszcze dziękuję Wam za wszystko i...
NIECH LOS ZAWSZE NAM SPRZYJA!!!

Pozdrawiam
(ta nieogarnięta, zakochana w Finnicku, Fredzie, George'u, Samie, Jamesie, Oliverze i innych bohaterach książkowych i aktorach, autorka tego bloga) love dream

wtorek, 23 sierpnia 2016

Rozdział 117 – "Mags..."

ANNIE


Otwieram oczy. Mam wrażenie, że moja głowa za chwilę wybuchnie i rozsypie się na drobne kawałeczki. Przez zasłonki do mojego pokoju przedzierają się promienie słoneczne, które rażą moje oczy, co tylko potęguje nieprzyjemne przeczucie dotyczące eksplozji mojej głowy. Z przyzwyczajenia próbuję zasłonić się przed nachalnymi promieniami swoimi dłońmi. Kiedy unoszę je do twarzy z przerażeniem odkrywam, że obydwie ręce mam obwinięte przesiąkniętym już krwią bandażem. Powoli wszystko zaczynam sobie przypominać. Przypominam sobie jak mój mózg zaczął wytwarzać okropne obrazy, które mogłam obserwować w lustrze. Przypominam sobie jak uderzyłam w jego srebrzystą powierzchnię, starając się zatrzymać tamte paskudne wizje. To wiele wyjaśnia. Najwyraźniej zbiłam lustro, raniąc przy tym dłonie. Świetnie. Po prostu świetnie. 
Z trudem wygrzebuję się spod kołdry i siadam na skraju łóżka. Mam na sobie koszulę nocną co oznacza, że mama musiała mnie przebrać zanim razem z tatą zanieśli mnie na tapczan. Spuszczam nogi na ziemię i wstaję. Mój żołądek właśnie w tej chwili przypomina mi o swoim istnieniu i domaga się jego natychmiastowego napełnienia. No tak... musiałam mieć atak przed obiadem. Oczywiście. Jakżeby inaczej. 
Staram się otworzyć drzwi, jednak z zabandażowanymi, bolącymi i chyba wciąż krwawiącymi dłońmi wydaje się to niemal niemożliwe. Ja jednak się nie poddaję i postanawiam obrać inną strategię, polegającą na otworzeniu drzwi za pomocą łokcia. Jednak pomysł ten okazje się nie być do końca trafiony, gdyż klamka zaczyna mi się w niego wżynać. Świetnie. Jestem uwięziona we własnym pokoju z żołądkiem, który coraz głośniej zaczyna domagać się jedzenia i głową, która za moment eksploduje,  a jakby tego było mało to jeszcze muszę zmienić bandaż. Biorę głęboki oddech. Na szczęście mam jeszcze jeden pomysł. Cofam się trochę i otwieram drzwi nogą. Kiedyś zawsze tak robiłam jak miałam brudne ręce. Udaje się. Oddycham z ulgą i wychodzę z pokoju, od razu zmierzając w stronę kuchni. Liczę na to, że znajdę tam mamę, albo tatę... albo, że chociaż są w domu. Sama aktualnie nie dam rady zrobić sobie czegoś do jedzenia. Gdyby nikogo nie było w domu zostałyby mi dwie opcje. Pierwsza: jeśli rodzice nie zamknęli drzwi na klucz to wyruszyć do cioci z prośbą o zapełnienie mojego biednego, pustego żołądka. Druga: siedzieć w domu i liczyć na to, że ktoś wróci tu jak najszybciej. Na szczęście z kuchni słychać czyjeś głosy. Nie jestem sama.

Wchodzę do pomieszczenia i zauważam, że ciocia postanowiła nas odwiedzić. Kiedy kobiety zauważają moją obecność ciocia od razu wstaje z miejsca i podchodzi do mnie.
— Annie! Słońce!!! Jak dobrze, że nic ci nie jest!!! Nie wiedzieliśmy co robić!! — krzyczy siostra mamy i obejmuje mnie. Jej uścisk jest tak silny, że niemal łamie mi żebra, co oczywiście tylko potęguje ból głowy. 
— Cześć, ciociu...  łamiesz mi żebra — wyduszam z siebie. Nacisk na moje żebra od razu zelżał. — Co miało mi być? Po prostu miałam atak... to nic poważnego. Miewałam je nie jeden raz — mówię. 
— Annie... byłaś nieprzytomna kilka dni... — oznajmiła. Jej słowa wprawiają mnie w osłupienie. Jednak ja staram się robić dobrą minę do złej gry. Kobieta przestaje mnie obejmować, a ja zajmuję miejsce przy stole.
 — Mam rozumieć, że przez kilka dni nic nie jadłam? W takim razie... co jest na śniadanie? — pytam i uśmiecham się.  
 —  A co byś chciała? — pyta moja mama. 
— Cokolwiek... byle szybko i dużo. Padam z głodu — oznajmiam. Mój brzuch chyba uznał, że nie brzmię zbyt wiarygodnie i postanowił się za mną wstawić, burcząc tak głośno, że najprawdopodobniej usłyszeli to sąsiedzi i pomyśleli, że zraz zawali się dom. Uśmiecham się lekko pod nosem.
— Właśnie słyszę — powiedziała mama i ruszyła w stronę lodówki. Ciocia w tym czasie usiadła naprzeciwko mnie. 
— Annie... musimy ci coś powiedzieć... — zaczyna siostra mojej mamy. Jednak nie kończy, gdyż kobieta, która wydała mnie na ten świat gromi ją wzrokiem. — Musimy jej powiedzieć! — oznajmia, patrząc na moją matkę. 
— Nie. Nie musimy — krótko ucina jej siostra.
 — Owszem, musimy.
— To jest moja córka i ja będę o tym decydować! — krzyknęła moja matka.
— Ale to ja zajmowałam się nią przez ostatnich kilka lat! — warknęła ciotka.
— Jestem już dorosła. Chyba mam prawo decydować czy chcę coś usłyszeć czy nie. Powiedzcie mi o co chodzi — oznajmiam. Moja mama właśnie w tej chwili stawia przede mną talerz z jajecznicą. Zaczynam jeść. 
— Annie... kiedy byłaś nieprzytomna... Finnick dzwonił do nas codziennie... i pewnego dnia powiedział nam, że... — zaczęła ciotka. Przełknęłam kolejny gryz jajecznicy i spojrzałam na nią ponaglająco. 
— Mags... Mags jest w szpitalu. — I właśnie w tej chwili wszystko co udało mi się zjeść do tej pory, ponownie ląduje na talerzu. Tym razem nie wygląda tak apetycznie jak poprzednio. 


_________________________________________________________________________________


Kolejny rozdział właśnie został wstawiony!! Mam nadzieję, że się Wam podoba... całkiem przyjemnie mi się go pisało i mam nadzieję, że Wam przyjemnie się go czytało :D
Pod poprzednim rozdziałem pisałam Wam o koncie na Wattpadzie... TU jest do niego link :D
Kolejnego postu (tym razem nie będzie to rozdział) możecie spodziewać się w niedzielę (28.08.2016r.)
Na razie to chyba tyle :) 
Powered By Blogger